Hayabusa z nowymi hamulcami i ABSem, odmieniony Burgman 650, mała, ale totalnie zaskakująca Inazuma 250 oraz kilka innych nowości – przeczytajcie, co o nich uważamy po krótkiej przejażdżce!

Aktualny sezon przyniósł w Suzuki pełną garść zmian. W gamie pojawiły się motocykle zupełnie nowe, kolejne wcielenia znanych już sprzętów oraz większe lub mniejsze modyfikacje. Polski importer zorganizował więc wycieczkę na Roztocze, w ramach której przedstawiciele polskich mediów motocyklowych mieli zaprzyjaźnić się… z nowymi motocyklami!

W ciągu dwóch dni, przez 700 kilometrów mieliśmy więc okazję pojeździć przeróżnymi sprzętami (pod warunkiem, że to Suzuki!), z których na nas największe wrażenie zrobiła… Inazuma 250! W stawce znalazła się odnowiona Hayabusa, potężny Intruder oraz nowe wcielenie Burgmana, ale to właśnie miejska 250-tka wzbudziła nasz podziw. Segment niedużych motocykli nieustannie zyskuje coraz większą popularność, a Suzuki jeszcze nie miało w nim żadnego przedstawiciela. Teraz jest Inazuma. Wprawdzie jeździliśmy poza jej naturalnym środowiskiem, czyli miastem, ale pozostawiła po sobie nieodparte wrażenie solidnego, dobrego i prostego motocykla, który zapewnia wszystko to, co powinien. Wystarczające osiągi silnika, sprawne jak na tą klasę hamulce, pozycja i zawieszenie gwarantujące odpowiedni poziom kontroli i komfortu oraz niska cena – nie wyobrażamy sobie, żeby to połączenie mogło sprawdzić się źle w miejskim zgiełku. Prawdę mówiąc, to nie możemy się doczekać, żeby przekonać się o tym w praktyce! Wisienką na torcie był wydech Yoshimura – nawet nie wiecie, jak sympatycznie może brzmieć silnik klasy 250 ccm!

Kolejnym z zaskakujących nas przedstawicieli floty Suzuki był nowy Burgman 650. Kiedyś, gdy myślałeś „maxi skuter”, mówiłeś „Burgman”. Teraz konkurencja jest już znacznie silniejsza, nie tylko ze strony Japonii, ale też z pozostałych części Azji oraz z Europy, a dobre imię może już nie wystarczyć w walce o tron. Jaki jest w takim razie nowy Burgman, czy pozwoli utrzymać się w elicie maksi skuterów? Mieliśmy okazję pokonać nim część Warszawy i trochę trasy. W mieście, nawet pomimo sporych rozmiarów, Burger czuje się jak ryba w wodzie. Znakomita kontrola i precyzja nie dawały złudzeń – dojazdy do pracy nie będą stanowiły problemu. Płynny sposób przenoszenia napędu to jedna sprawa, a dwa tryby pracy to druga. Dzięki temu bardziej sportowemu, reakcje na ruch manetki są natychmiastowe i dają masę radości. Dla mniej nerwowej, spokojnej jazdy przeznaczony jest drugi, zwyklejszy tryb. Ten nadaje się też zdecydowanie bardziej na trasę, na której nie trzeba wyprzedzać. Tutaj też zauważyć można zalety elektronicznie regulowanej szyby, megawygodnej kanapy, czy sporego schowka pod nią. Ochrona przed wiatrem jest idealna, a w słabych warunkach pogodowych przyda się podgrzewanie nie tylko manetek, ale i siedziska. Burgman pozostawił nas jednak pod sporym znakiem zapytania i to było właśnie największym zdziwieniem. Krótka część trasy przejechanej tym maksi skuterem wypadła akurat tam, gdzie było pełno dziur i jeszcze więcej poprzecznych nierówności. W tych warunkach luksusowy fotel zamienił się w taczkę na metalowym kole. Burger trząsł tak mocno, że my byliśmy bliscy zwrócenia śniadania, a w owiewkach rozłączyła się jedna ze spinek. Na odpowiedź, czy te kilka kilometrów po dziurach może mieć wpływ na pozytywną ocenę Burgmana 650 musimy jednak poczekać na dłuższy test.

Trzecią z „nowości”, na której mieliśmy okazję pokonać parędziesiąt kilometrów była legendarna Hayabusa. Poza kilkoma mniej lub bardziej kosmetycznymi modyfikacjami, najważniejszą zmianą na aktualny sezon jest zainstalowanie nowego sytemu hamulcowego wraz z ABSem. Teraz na pokładzie znalazły się zaciski Brembo Monoblock z większymi niż wcześniej tłoczkami. Wchodząc na Haykę masz świadomość, a po uruchomieniu ogromnego pieca dodatkowo słyszysz, że będzie się działo. Tutaj wszystko jest tak, jak przyzwyczaiła nas legenda. GSX1300R jest wciąż pociskiem na dwóch kołach, który pomimo swoich wcale nie najmniejszych gabarytów, prowadzi się zadziwiająco precyzyjnie. Sporym utrudnieniem był fakt, że akurat przy okazji Hayki, złapały nas ogromne opady deszczu. Ciężko było więc sprawdzić rzeczywiste możliwości nowych hamulców. ABS funkcjonuje prawidłowo, nie wydaje się być zbyt agresywny, a jedno jest pewne – na nową Hayabusę na pewno jeszcze wsiądziemy!

Poza opisaną trójką, mieliśmy jeszcze okazję dosiadać GSX-Ra 600 oraz V-Stroma 650. Motocykle te nie są nowością, a ich raporty z jazdy mieliście już okazję u nas znaleźć. Niestety nie załapaliśmy się na wszystkie modele 2013. Jedną z (niestety) niewiadomych pozostaje Intruder C1500T, czyli turystyczne i trochę mroczne wcielenie znanego Intruza 1500. Druga zagadka to niezwykły GSR750. Dlaczego niezwykły? Ponieważ jego moc została obniżona do poziomu, który pozwala używać go posiadając jedynie kategorię prawa jazdy A2. Mniejsza moc i niezmienione możliwości podwozia? Musimy to zbadać czym prędzej!