PoCHYLOny nad: Triumph TT600
Michał Chylo
28 września 2021

Ku uprzejmości mojego kumpla Wojtka na chwilę zostałem tymczasowym użytkownikiem pewnie dla większości mało znanego egzotycznego motocykla… do tego na pierwszy rzut oka przypominającego CBR F3…

Zdjęcie specjalnie na mokro gdyż jego bohater pochodzi z kraju płynącego deszczem i herbatą. Za nami przejechanych 1000km i co mogę powiedzieć z własnych wrażeń?

Pierwsze wrażenie

Wizualne jest słabe bo jak wspomniałem motocykl przypomina Honde lub Thundercata, po chwili przyglądania zadupek zajeżdża Ducati SS tak jak i dolny spojler owiewki, do tego to MV Agustowe, dwukolorowe malowanie i charakterystyczne rurowe wloty powietrza, po czym stwierdzam że to nie jest wada i motocykl choć niepozorny to ładny  Zauważymy przy tym też że jest całkiem nieźle wyposażony – mamy ładny biały obrotomierz z cyfrowym prędkościomierzem, klasyczny ale gruby widelec z pełną regulacją, tylny amor z systemem dźwigni, prosty ale aluminiowy wahacz i wtrysk paliwa.

Prametry też niczego sobie

110KM, 68Nm, 250 km/h i….170kg wagi! Dla porównania Thundercat jest na gaźnikach, ma 105KM i waży 200kg…

Po tylu latach na litrach zapomniałem już jaka to przyjemność jazdy ‚starą” 600tka – moc nie jest mocno wyżyłowana u góry stąd na dole obrotów też coś się dzieje a nie wyłącznie „turbodziura”. Oczywiście podczas codziennej jazdy trzeba go trzymać minimum 5-6 tys. rpm a do życia budzi sie od 9tys gdzie zabawa zaczyna sie przy 11 to jednak jeśli zejdziemy do poziomu 3-4 tys. na wyższym biegu silnik wygrzebie się w górę po dodaniu gazu. Silnik wibruje, rzęzi, styrka, jak to w rasowej europejskiej jednostce ale zawsze odpala „od pierwszego” i oddaje moc w sposób bardzo przyjemny. No i ten dźwięk… brzmi jakby miał tradycyjnie 3 gary… a nie 4 jak ma Wysoki środek ciężkości sprawia że w wolnych manewrach mamy uczucie „nadwagi” ale wraz z nabieraniem prędkości wszystko staje się piękniejsze i super stabilne. Ostatni raz takie odczucia miałem na Ducati i TnT a to komplement.

Pozycja podczas jazdy

Jest typowo oldschoolowa. Siedzimy nisko, bardziej ‚w’ motocyklu niż ‚na’, podnóżki są wysoko( dużo bardziej sportowo niż w CBR) a rękami sięgamy daleko do mocno wygiętej kierownicy która do tego jest dość wysoko względem siedzenia.  Jest nawet wygodnie choć ewidentnie lepiej kiedy dajemy w palnik na szybkich łukach lub prostej. Skrzynia jak na 20-letni motocykl działa bez zarzutu, biegi wchodzą bez zająknięcia nawet bez sprzęgła i w górę i w dół. No i właśnie sprzęgło… jak w większości Triumphów(albo w każdym) po 200 km dynamicznej jazdy po rozgrzaniu zaczyna chodzić ciężko. Więc ze skrzynią lepiej się zaprzyjaźnić. Do tego owiewki boczne i zbiornik są dość szerokie co w deszczu jest na plus ale nogi w goleniu mamy z nimi na styk. Spalanie jeśli kogoś interesuje to przy ostrzejszej jeździe to 7L a przy spokojnej 5,2. I tyle. Parę lat temu te motocykle były droższe niż wspomniany Thundercat, dziś jeśli się pojawią trzymają już podobne co jest dużym plusem. Za nieduże pieniądze dostajemy fajny, niepozorny i nietuzinkowy motocykl marki z historią, bardziej sportowy niż CBR, i nowocześniejszy niż Yamaha. W zasadzie zaraz to będzie youngtimer. I przyznam że sam mógłbym takiego kupić 😉

Michał Chylo
Redaktor naczelny

Intensywnie - to słowo idealnie opisuje moje życie. Znajomi pytają skąd mam tyle energii? - Tutaj mogę się nią z Wami podzielić. Historiami z mojego życia i pasjami dzięki którym żyje jak Motocykle, Samochody, Narty, Podróże, Inspiracje... Masz sprawę ? Skontaktuj się:

Materiały premium

czytaj kolejne artykuły