Historia amerykańskiego motocrossu oczami Husqvarny
MotoRmania
19 sierpnia 2015

Jeżeli zastanawiacie się, dlaczego motocross w USA jest sportem narodowym i co sprawia, że tak bardzo różni się od tego europejskiego, zapraszamy do obiecanej historii Husqvarny. Kto wie, może znajdziecie w nim przepis na zbudowanie motocrosswej tradycji w Polsce?

Text: M. Lacko
Photo: M. Lacko, K. Ollausson, R. Lynn

Motocross w Stanach Zjednoczonych jest najbardziej popularną odmianą wyścigów motocyklowych i my Europejczycy możemy się sporo od nich nauczyć. Jak zatem wygląda jeden z najlepszych przystanków mx w ciągu sezonu za „wielką wodą”? Słoneczna Kalifornia, największe gwiazdy motocrossu, piękne i kuszące fanki oraz potężne tłumy szalonych kibiców – amerykański mx to niesamowity show, który trzeba zobaczyć przynajmniej raz w życiu.

Amerykańska historia

Zacznijmy od krótkiej lekcji motocyklowej historii. Motocross do Ameryki „przypłynął” z Europy i profesjonalnym sportem stał się dopiero pod koniec lat 60-tych, podczas gdy na Starym Kontynencie poważne motocrossowe ściganie rozpoczęło się dużo wcześniej, bo już w roku 1952. Wszystko zaczęło się, gdy szwedzki zawodnik Torsten Hallman postanowił eksportować ten widowiskowy sport z Europy do USA. W 1966 roku zorganizował mały pokaz promujący motocross podczas starcia z amerykańskimi zawodnikami najbardziej popularnej wtedy dyscypliny Flat Track i tak rozpoczęła się motocrossowa gorączka za „wielką wodą”.

Hallman był prawdziwą gwiazdą w Europie, numerem jeden w klasie 250MX i czterokrotnym Mistrzem Świata na Husqvarnie. To właśnie dlatego szwedzka marka miała tak wielki wpływ na narodziny motocrossu w Ameryce i nadal pozostaje wielkim graczem na tamtejszym rynku. Na dobrą sprawę motocykl Huqsvarny był pierwszą crossówką, jaką widziano w USA, a zawodnicy startujący na szwedzkich maszynach byli pionierami tego sportu w Ameryce Północnej.

Złota era motocrossu

Husqvarna razem ze Stevem McQueenem była gwiazdą kultowego filmu „On Any Sunday” z 1971 roku oraz wspólnie z gwiazdą kina zagościła na legendarnej okładce magazynu Sports Illustrated. Dzięki temu motocross trafił do potężnej liczby ludzi w całym kraju i zaczął zyskiwać coraz większą sławę. Wcześniej wszyscy interesowali się tylko flat trackiem i zawodnikami na Harley’ach, jednak od tej pory grono pasjonatów mx nieustannie się powiększało. „Wielu Europejczyków przyjeżdżało do USA ścigać się zawodowo, a my się po prostu od nich uczyliśmy”, wspomina Mark Blackwell, który startował na Husqvarnie w latach 70-tych i oprowadził nas po siedzibie szwedzkiej marki znajdującej się na perypetiach Los Angeles w Murrietcie. Biuro Husqvarny pełne jest wyścigowych motocykli oraz pamiątkowych zdjęć ze złotej ery motocrossu, co stanowi idealne rozpoczęcie „podróży” wgłąb historii amerykańskiego offroadu. „Na początku zawodnicy z Europy dublowali nas po 4 razy. Byliśmy tacy wolni. Potem dublowali nas po 2 razy, ale tak uwielbialiśmy motocross, że cały czas pracowaliśmy coraz ciężej. W końcu Amerykanie zaczęli wygrywać i przenieśli ten sport na zupełnie inny poziom”.

Szybcy, ale nie wściekli

Mistrzostwa Ameryki w MX to impreza, na której każdy powinien pojawić się przynajmniej raz w życiu. Nie ważne, czy jesteś fanem brudnych wyścigów czy nie, z pewnością będzie Ci się podobało. „Wyścigi w USA są dużo szybsze niż w Mistrzostwach Świata MXGP”, mówi Christophe Pourcel z Francji, który aktualnie ściga się w barwach Rockstar Energy Husqvarna Factory w królewskiej klasie 450 w Stanach Zjednoczonych. „Europejczycy na początku zawsze mają problem z przyzwyczajeniem się do prędkości na szybkich torach. Jednak wszystkie trasy równocześnie są bardzo bezpieczne. Jeżeli jakiś obiekt naturalnie ma twarde podłoże, zostanie do niego dodane dużo miękkiej ziemi, aby nie było tak nieprzyjemne i ślisko kiedy popada deszcz”. Wyścigi są bardzo szybkie, ale co ważniejsze, są stworzone dla kibiców i po prostu nie da się zanudzić podczas oglądania. Praktycznie na wszystkich torach tutaj znajdziemy wspaniałe, wielkie skoki, wymagające i widowiskowe whoopsy, szybkie proste, czy niesamowite zakręty. „Staram się jeździć dla kibiców, jak tylko potrafię najlepiej”, mówi Zach Bell dosiadający Husqvarny FC250 w tym samym zespole. „Oczywiście zawsze staram się wygrać, bo to mój główny cel podczas każdych zawodów, ale gdy tylko pojawia się okazja, robię coś dla moich fanów. Oni uwielbiają efektowne whipy oraz scruby i dzięki temu wspierają mnie, nawet jeśli nie wygrywam. Pamiętam, gdy sam jeszcze się nie ścigałem profesjonalnie, tylko jeździłem oglądać wielkie wyścigi. Zawsze najbardziej lubiłem zawodników, którzy bawili się podczas jazdy”.

Amerykańskie show

Amerykanie wiedzą, jak robić dobre show. Przede wszystkim tory, na których goszczą serie AMA Motocrossu leżą niedaleko dużych miast. Glen Helen, na którym miałem okazję oglądać zmagania, leży na obrzeżach Los Angeles i w trakcie zawodów przyjeżdża tu niesamowita liczba kibiców. Jednak oprócz samych wyścigów jest tu wiele innych atrakcji dla kibiców, jak stoiska branżowych producentów, czy piękne hostessy. Dzięki temu zjeżdżają się nie tylko prawdziwi fani wyścigów, ale również zwykli mężczyźni. Tak naprawdę nie tylko mężczyźni dobrze się tutaj bawią, bo co chwilę spotyka się całe rodziny z dziećmi, czy młode dziewczyny szalejące za najlepszymi zawodnikami. To jest bardzo ważny aspekt. Z gwiazd motocrossu trzeba robić prawdziwych bohaterów, w gazetach, w telewizji oraz na facebooku, bo tylko dzięki w ten sposób można zainteresować ludzi wyścigami i sprawić, żeby chcieli przyjeżdżać je oglądać. „W Mistrzostwach Świata ogromna liczba kibiców pojawia się na MXGP Włoch, oraz jeszcze Francji. Tam motocross ma bardzo długą historię i fani mają bzika na punkcie swoich rodaków startujących w MŚ”, dodaje Christophe Pourcel, który doskonale może porównać oba motocrossowe światy. „W Ameryce natomiast na każdą rundę przyjeżdżają tłumy kibiców i panuje wspaniałą atmosfera. To najbardziej uwielbiam w motocrossie”.

Motocrossowa tradycja

Amerykąński motocross, lub jak brzmi oficjalna nazwa AMA Pro MX Nationals, składa się z 12 tradycyjnych przystanków rozgrywanych od maja do sierpnia. Druga połowa roku przeznaczona jest na rozgrywki supercrossowe na hali, więc przez cały sezon coś się dzieje.

Zawody w Glen Helen to zdecydowanie jeden z najważniejszych przystanków w ciągu roku. Po pierwsze przez bliskość drugiego największego miasta w USA – Los Angeles. Po drugie, bo odbywają w Kalifronii – stanie o największym zaludnieniu. Ale przede wszystkim dlatego, że tutaj znajduje się prawdziwa kolebka amerykańskiego motocrossu i stąd pochodzi prawdziwa motocrossowa tradycja w Stanach. Co weekend można spotkać po 200 zawodników jeżdżących po okolicznych małych torach, a uwierzcie, takich obiektów wokół LA jest mnóstwo. Jednak ludzie nie tylko uwielbiają tutaj się ścigać, ale również przyjeżdżać na zawody i oglądać je na żywo. Wspaniale jest być na świeżym powietrzu i obserwować zacięte zmagania, zamiast leżeć w domu na kanapie przed telewizorem. Kibice przyjeżdżają na zawody, żeby posiedzieć na swoich kampingowych krzesełkach, spędzić czas ze znajomymi i przede wszystkim zabrać swoje dzieci, które mogą pojeździć po piasku na swoich rowerkach biegowych. Ich opiekunowie robią tak dlatego, że ich rodzice tak samo jeździli z nimi na zawody kiedy byli mali, a ich dziadkowie jeździli ze swoimi dziećmi. Wpajanie miłości do tego sportu od pokoleń – to chyba jest właśnie to, od czego powinniśmy zacząć budowanie motocrossowej kultury w naszym małym kraju.

Zespół Rockstar Energy Husqvarna Factory

Husqvarna to „świeżak” w AMA Motocrossie w 2015 roku. Szwedzka marka pod skrzydłami KTM ma doskonałą szansę na powrót do swojego oryginalnego miejsca – w ścisłej czołówce motocrossowych gigantów, które przecież kiedyś przewodziła. Biało-niebieski zespół z młodymi, szybkimi zawodnikami na pokładzie świetnie radzi sobie podczas swojego powrotu. W klasie 250 Husqę reprezentują Zach Bell oraz Zach Osbourne i Marin Davalos, natomiast potężnych FC450 dosiadają Jason Anderson i Christophe Pourcel. Dzięki oddziałowi Husqvarna Motorcycles USA udało się zajrzeć w głąb struktury zespołu i zamienić po kilka zdań.

#21 Jason Anderson

Największa gwiazda zespołu Rockstar Energy Husqvarna Factory – Jason Anderson: „Ściganie się to już moja praca. Dostaję wypłatę po to, żebym był na podium, ale jednocześnie chcę się dobrze bawić. Zacząłem jeździć na motocyklu, dlatego że sprawiało mi to ogromną radość i nadal staram się, żeby tak było. Jeżeli przyjemność z jazdy i pokazujesz to kibicom oraz sponsorom, oni to na pewno docenią”.

#16 Zach Osbourne

„Są powody, dla których taki zawodnik, jak Ryan Villopoto nie może odnaleźć się w Mistrzostwach Świata MXGP. W US A podczas zawodów jeździ się tylko w sobotę, więc wystarczy że przylecieć w piątek, a następnego dnia wieczorem można już wracać do domu. Zmagania w MXGP są dużo bardziej wymagające. Całą sobotę trwają treningi, podczas których zapoznaje się z torem i ustawia zawieszenie do niedzielnych wyścigów. W Stanach tego nie robimy i przyzwyczajeni jesteśmy również do jednego rodzaju nawierzchni, którą każdy ma na swoim torze treningowym. Dzięki temu możemy być na niej bardzo szybcy”.

MotoRmania
Redaktor naczelny

to lifestylowy magazyn o tematyce motocyklowej. Ekskluzywność tego tytułu podkreśla nie tylko doskonałej jakości papier, ale przede wszystkim wyjątkowe materiały. Masz sprawę ? Skontaktuj się:

Materiały premium

czytaj kolejne artykuły