Myślisz że nie masz wystarczającego doświadczenia albo umiejętności, żeby wybrać się motocyklem w podróż dookoła świata? Przemyśl to jeszcze. W pewnym momencie magnetyzm nowych “Gieesów” okazał się nie do pokonania dla ‚zwyczajnego’ motocyklisty Rolfa Lange, który porzucił wygodny zawód szefa wiodącej agencji Plan.Net, pracującej dla BMW Motorrad i wyruszył w globtroterską podróż ze swym najlepszym przyjacielem Joe Dannemann’em. Po paru miesiącach jej trwania ich rada, jak stać się prawdziwym podróżnikiem, brzmi: przestań marzyć i zacznij planować…

informacja prasowa

Para przyjaciół opuściła Monachium na dwu chłodzonych cieczą boxerach i skierowała się na wschód, nie mając pojęcia o ekscytujących przygodach, które na nich czekały. Refleksja przyszła dużo dalej, w Tajlandii, po pokonaniu hipnotyzujących 20000 km w siodle. Ich podróż zabrała ich przez Europę do Turcji i Iranu, a potem przez kolejne „-stany”: Turkmenistan, Uzbekistan, Kazachstan i Kirgistan, zanim skierowali się na południe przez fragment Chin, by wjechać w Himalaje. Stamtąd, zanim dotarli do Tajlandii, odbyli magiczną podróż przez Nepal, Indie i Birmę.

Pozostawiwszy daleko za sobą wygody i codzienną rutynę swojego bawarskiego domu i biura, Rolf był najbardziej zaskoczony tym, o ile łatwiejsze jest życie w drodze, jeśli porównać je do swoich wyobrażeń z początków planowania tej ambitnej podróży.

„Czułem respekt przed problemami, z jakimi wiąże się ten projekt: kwestią bezpieczeństwa, tym jak radzić sobie z codziennym życiem na drodze, no i czy naprawdę dam radę tego dokonać, zarówno mentalnie, jak i fizycznie” – powiedział. „Joe i ja jesteśmy jak dotychczas cztery miesiące w drodze, przejechaliśmy przez 17 krajów i wszystkie moje obawy dotyczące tych spraw zniknęły. Oczywiście naprawdę tęsknię za moją rodziną, przyjaciółmi i kolegami z mojej starej pracy, ale nauczyłem się, że to, jak poradzisz sobie z tęsknotą za domem, ma znaczenie. Doceń to! W efekcie będziesz bardziej cenił swoje domowe życie.”

Rolf and Joe in Thailand

Będąc od dawna zawodowo związany z marką, Rolf czuł się uprzywilejowany mogąc zawierzyć produktowi, który pomagał promować od lat i wreszcie użyć go w sposób w stu procentach zgodny z celem, w jakim został stworzony.

„Teraz naprawdę czuję się częścią społeczności GS. Jestem bardzo zadowolony, że wybraliśmy się w tę podróż na R 1200 GS. Na nim możesz cieszyć się tym, co oferują górskie drogi z ich zakrętami i agrafkami, ale także szutrowymi drogami i gruntowymi traktami. Być może myślisz, że musisz być naprawdę wytrenowanym sportowcem i bardzo uzdolnionym jeźdźcem, żeby wybrać się na wyprawę jak ta. No więc ja nie jestem, ale systematycznie gubię wagę. Czuję się coraz silniejszy. Naprawdę, jednym z moich największych problemów do natychmiastowego rozwiązania jest kupić nowe ubranie, ponieważ stare okazało się już dużo za duże! Porównując do pracy biurowej, ta wycieczka jest nieustannym treningiem i to jest fajne. No i codziennie poprawiam swoje umiejętności jazdy.”

Zapytaj o to dowolnego globtrotera, a on odpowie ci, że nie tylko miejsca, przez które przejeżdżasz, zapisują się w twojej pamięci na zawsze, ale także ludzie, których tam spotykasz. Przydarzało się to Rolfowi raz za razem i naprawdę otworzyło mu oczy na niezmierzone możliwości, jakie oferuje przygodowa eskapada.

„Jest tak wiele miejsc i ludzi, o których mógłbym opowiedzieć. Irańczycy zawstydzali mnie każdego kolejnego dnia. Z materialnego punktu widzenia są jednymi z najbiedniejszych na świecie, ale mierząc ludzkimi wartościami, takimi jak otwartość, gościnność i serdeczność, ich bogactwo nie ma sobie równych. Machali do nas, robili zdjęcia, dawali nam wodę i jedzenie podczas każdego z naszych postojów – nawet ze swoich samochodów, stojących obok nas, gdy czekaliśmy na zielone światło! Każdego dnia byliśmy wielokrotnie zapraszani i od czasu do czasu z tych zaproszeń korzystaliśmy. Nadal jestem w kontakcie z niektórymi z osób, które tam spotkałem – co za wspaniali ludzie!”

in the mountains of Kyrgyzstan

„A co do miejsc… od czego tu zacząć? W Tybecie niezwykłym doświadczeniem było jechać ‚na dachu świata’ i ujrzeć piękno masywu Himalajów, który rozpościera się co najmniej 5200 metrów nad poziomem morza. To było zarówno inspirujące, jak i duchowe doświadczenie. Były też miejsca, jak Myanmar w Birmie, gdzie mimo że ludzie są jednymi z najbiedniejszych w Azji, prawie zawsze się uśmiechają. To jest po prostu niemożliwe być w kiepskim nastroju, ponieważ za każdym rogiem napotkasz uśmiechniętą twarz. Jak wiele możemy się od nich nauczyć…”

Co do budżetu na podróż – Rolf i Joe przekonali się, że pieniądze znikają dużo szybciej niż w Europie Zachodniej, szczególnie jeśli szukasz dobrych miejsc, żeby zjeść i spać. Ponieważ zwykle byli w stanie znaleźć podwójny pokój w pensjonacie już za za 7-10 USD to nie ulega wątpliwości, że większość ich pieniędzy było wydanych na benzynę, ze względu na duże odległości, jakie pokonywali. Ponieważ mieli odwiedzić tak wiele różnych krajów, cały czas starali się śledzić wydarzenia na świecie, ze względu na potencjalne niebezpieczeństwa i ryzyko dla podróżników.

„Używaliśmy rządowych serwisów internetowych oraz mediów, żeby zdobyć bieżące informacje” – stwierdził Rolf. „Dobrze było na ich podstawie wstępnie ocenić zagrożenia, przed którymi możesz stanąć, ale najlepszym pomysłem okazało się zapytać mieszkańców oraz innych podróżników, którzy właśnie byli w miejscach, jakie chcieliśmy odwiedzić. Oni mieli dużo bardziej szczegółową i realistyczną opinię o aktualnej sytuacji i najczęściej mówili, że jest mniej niebezpiecznie niż nam się wydawało.”

Smiling faces in Myanmar

W pierwszych planach było spędzenie Bożego Narodzenia w Nowej Zelandii, ale Rolf i Joe przekonali się, że jeśli będą upierać się przy realizacji sztywnego planu, stracą wartościowe doświadczenia. Jeśli jechali w pośpiechu przez jakieś miejsca, mogli nie spotkać wielu postaci, które czyniły tę podróż niezapomnianą, jak np. pompiarza na stacji we wschodniej Turcji, który zaprosił ich na herbatę, biznesmena w Iranie, który twierdził, że granice powinny być usunięte ze względu na podróżników takich jak oni, przewodnika w Tybecie, który planował otworzyć swój własny biznes hodując jaki, albo pastucha, którego spotkali na płaskowyżu jeziora Song Kul w Kirgistanie (kliknij, aby przeczytać o nim więcej).

W rezultacie zdecydowali się pozostać w południowowschodniej Azji chwilę dłużej i znajdą się w Malezji i Singapurze w okresie karnawału, zanim odbędą pierwszy przelot podczas tej wycieczki – do Nowej Zelandii. Po zwiedzeniu tego wspaniałego kraju wejdą znów na pokład samolotu, ale tym razem na dłuższy lot, podążając do Ameryki Południowej, żeby zacząć amerykański etap swojej eskapady.

To chyba wszystko o tej już całkiem zaawansowanej wycieczce. Teraz Rolf i Joe zamierzają żyć chwilą, ze świadomością, że są szczęśliwcami, mając możliwość urzeczywistnienia tej podróży i podzielenia się swoimi wrażeniami z grupą entuzjastów, śledzących ich blog online. Znajdując tę podróż jako autentyczne, zmieniające życie doświadczenie, Rolf chciałby przekonać wszystkich ‚kanapowych podróżników’, żeby przekuwali swoje podróżnicze marzenia w czyny i koniecznie znaleźli drogę do – rozumianego dosłownie – Make Life a Ride.

on the road in Thailand

„Podróżowanie po świecie na motocyklu to wyjątkowy sposób na odkrywanie zarówno naszej planety, jak i samego siebie” – mówi. „Doświadczysz tego, co nigdy nie zdarzyłoby się na zwyczajnych wakacjach i codziennie będziesz pamiętał o fakcie, że robić to jest twoim wielkim przywilejem. Problemy, jakie miałeś wcześniej w domu, który opuściłeś, staną się śmiesznie małe, gdy zobaczysz przed jakimi wyzwaniami ludzie stają w niektórych krajach. Taka podróż poszerzy także twój sposób odbioru rzeczywistości, zmieniając twoje przekonanie o tym, jaki naprawdę jest świat. Dowiesz się nieporównywalnie więcej niż mówią nam media – to nie tylko polityka, wojny i pogoń za pieniądzem – świat jest piękny! Wsiadaj na swój motocykl i przekonaj się o tym sam dla siebie.”

Śledź podróż Rolfa i Joe na ich Facebooku lub na stronie ThisWorldAhead.