Street Bob to jeden z bardziej charakternych motocykli ze stajni Harley-Davidson. My go dorwaliśmy w specjalnej wersji z większym silnikiem i w bardzo nietypowym malowaniu!

Na sam początek może warto trochę wyjaśnić enigmatyczną nazwę tego modelu. Otóż jeździliśmy Street Bobem należącym do rodziny Dyna z rocznika 2013. Testowany egzemplarz to Edycja Specjalna z kilkoma dodatkowymi calami sześciennymi pojemności i w dwukolorowym malowaniu z czerwonymi obręczami – totalny odjazd!

Z definicji, lub jak kto woli – z tradycji Street Bob uznawany jest za jednego z najbardziej charakternych i zarazem klasycznych Harleyów. Zwarta konstrukcja i minimalistyczny design przemawiają przez tego Ulicznego Boba – bobbera. Krótkie błotniki, brak siedzenia i podnóżków dla pasażera, zbiornik o niezbyt dużych rozmiarach, grubaśne opony założone na szprychowe felgi, no i oczywiście kierownica mini ape hanger. Oczywiście, że znajdą się anty-fani HD, dla których każdy Harry jest taki sam, ale jeżeli  chociaż trochę rozpoznajesz markę, rozpoznasz też i Street Boba. Harley, jak to ma już w zwyczaju, zachwyca szczegółami, a szczególnie obecnymi wszędzie logosami. Znaczek znajduje się nie tylko na wszystkim co możesz sobie wyobrazić, ale też na całej reszcie, o której jeszcze nie zdążyłeś pomyśleć. Jest nawet w bieżniku opon. O takich detalach, jak brak zbędnie wiszących kabli chyba nie trzeba wspominać.

Tyle o Street Bobie. My jednak mieliśmy nieposkromioną przyjemność dosiadać Street Boba Special Edition. Po pierwsze, zamiast silnika o pojemności 96 cali, miał 103 cale – ale o tym później. A po drugie… Jego wersja kolorystyczna to niebieska perła – spójrzcie na zdjęcie ze wskaźnikiem paliwa – ten lakier wygląda mega niepowtarzalnie, jakby miał w sobie zatopioną niezliczoną ilość metalowych opiłków, co w pełnym słońcu wygląda dosłownie olśniewająco. Ale czy to wygląda dobrze? To musicie ocenić sami i to osobiście przeglądając się temu HaDekowi – zdjęcia nie oddają pełni efektu. Na niebieską perłę naniesione zostały czarne grafiki w stylu retro, oddzielone ręcznie malowaną, czerwoną linią – trzeba przyznać, że ta robota naprawdę daje radę! Szczególnie w połączeniu z klasyczną osłoną filtra powietrza i silnikiem pomalowanym głównie na czarno. Wisienką na torcie są, uwaga uwaga, czerwone obręcze szprychowych kół. (Według damskiej części redakcji to raczej burgundowy lub wiśniowy, a my nie będziemy się z tą opinią sprzeczali. W końcu facet rozróżnia tylko trzy kolory: fajny, pedalski i taki, którego nazwa jest często wymalowana sprejem na murach.) Bobber z założenia jest jednak motocyklem bad boya, który nie zna połączenia whikey z colą, a gdy wchodzi do baru, szafa grająca sama zmienia muzykę. Czy ktoś taki kupiłby błyszczącego, niebiesko-czerwonego Street Boba? Sami odpowiedzcie sobie na to pytanie, ale niezależnie czy odpowiedź będzie negatywna, oświadczamy: to malowanie jest naprawdę zjawiskowe i przyciąga wszystkie spojrzenia.

Czas go dosiąść. Już pierwsze wrażenie po spojrzeniu na siedzenie zakorzeniło gdzieś z tyłu głowy myśl, że nie będzie wygodnie. No i rzeczywiście. Na miejskie pojeżdżawki spokojnie wystarczy, ale dalszy wyjazd to zdecydowanie nie jest to, co ktokolwiek chciałby uczynić swojej najniższej części pleców. Jedną z cech charakterystycznych Boba jest centralne umieszczenie podnóżków. Tu nie ma mowy o jeździe z nogami wyciągniętymi do przodu! Kąt ugięcia nóg w biodrach i kolanach jest całkiem naturalny i wręcz przyjemny, a przy okazji ułatwia kontrolę nad motocyklem, szczególnie przy niskich prędkościach. W przeciwieństwie do kierownicy. Charakterystyczny ape hanger nie jest może wyciągnięty na wysokość szoferki ciągnika siodłowego, ale z pewnością nie nazwiemy tej konstrukcji „konwencjonalną”. Kiera jest też pewnym paradoksem tego motocykla. Powoduje pewien dyskomfort w prowadzeniu motocykla, ale z pewnością nie zamienilibyśmy jej na żadną inną. Dlaczego? Otóż nadaje Streetowi ten niesamowity charakter bad boya i zapewnia niezastąpione wrażenia z jazdy – zarówno te wynikające z czystej fizyki jak i własnego nastawienia do jazdy. Kanapa na wysokości 675 mm nad ziemią i wysoko podciągnięte manetki? Nam się podoba i właśnie dzięki temu można zapomnieć o takich szczegółach, jak pewien dyskomfort np. przy zawracaniu, czy fakt, że przy hamowaniu kierownica sprawia wrażenie, jakby chciała się wygiąć do przodu. Na rok 2013 otrzymała podobno dodatkowe gumy w mocowaniu – rzeczywiście, wibracje nie doskwierają dłoniom.

Kolejne, ciężkie do opisania wrażenia towarzyszą odpalaniu silnika. Rozrusznik naszej wersji specjalnej musiał rozbujać dwa cylindry mieszczące aż 1690 ccm, co przyszło mu z nieukrywanym jękiem, ale to, co dzieje się później, jest szałem. 103-ka w bardzo charakterystyczny dla Harleya sposób trzęsie całym motocyklem, a przy okazji pobliskimi budynkami. Siedzisz na Street Bobie i nie wiesz, czy on chce Cię zrzucić, czy może zachęca do odkręcenia manetki po sam ogranicznik. Sprawa rozjaśnia się po pierwszym ruszeniu ze świateł. Maksymalny  moment obrotowy o wartości 130 Nm dostępny jest już przy 3000 obr/min, ale jego lwia cześć ujawnia się przy praktycznie dowolnej prędkości obrotowej. Bob wystrzela jak z procy kiedy tylko tego zapragniesz. Jedynie przy niskich obrotach, elektroniczny układ wtryskowy czasami musi się zastanowić nad planem dalszej pracy, ale w jakiś przedziwny sposób wcale to nie przeszkadza. Wrażenie atomowego przyspieszania jest pogłębiane przez wysoko ustawione ręce i brak oparcia dla tyłka, który za pierwszym mocnym odwinięciem manetki razem zwyczajnie zsunął się z siodła. Ups. Generalnie jest świetnie, ale proces łamania kolejnych ograniczeń prędkości zmącony jest niestety dwoma czynnikami. Przede wszystkim wydechy – może nie muszą powodować trwałych zmian słuchu u dzieci w promieniu 3 kilometrów, ale zdecydowanie powinny być bardziej uwolnione, niż montowane seryjne. Po drugie jest to 6-biegowa skrzynia. Zapomnij o szybkim zamknięciu manetki, krótkim kliknięciu dźwignią i ponownym, pełnym ogniu na tłoki. W Harleyach za zmianę biegów odpowiedzialny jest mechanizm podobny do wielkich wahadeł pracujących nad szybami naftowymi. Biegi oczywiście wchodzą, ale wymagają zdecydowanego ruchu i względnej dokładności. Kochaj albo rzuć. My sugerujemy tą pierwszą opcję, wtedy Street Bob daje więcej przyjemności. Przyspieszanie kiedyś musi się skończyć i wcale nie jest to prędkość maksymalna. Obstawiamy, że jej osiągnięcie jest niemożliwe – już przy 130 km/h jazda zamienia się w ciągłą walkę o przetrwanie w siodle, która po dłuższej chwili kończy się jeszcze bardziej obolałym tyłkiem i plecami, w połączeniu z drętwotą ramion. No i jest jeszcze jeden szczegół… Rozgrzana głowica cylindra jest ostatnim miejscem, do którego chciałbyś zbliżać się ze swoimi klejnotami rodzinnymi, a na Street Bobie niestety – robisz to siadając na miejscu kierowcy. Mimo wszystko, tak jak już wcześniej wspomnieliśmy, powolne wożenie się po mieście sprawia naprawdę niezłą radochę i tej wersji będziemy się trzymali.

Pomimo swoich 308 kg w stanie gotowym do jazdy, Street Bob prowadzi się zadziwiająco płynnie. Zmiana kierunków przychodzi mu z łatwością i radością, których w tej klasie ciężko było się spodziewać. Ale co z tego, jeżeli proces składania kończy się na 31 i 30 stopniach przechyłu odpowiednio na prawo i lewo. Jeżeli te wartości niczego Wam nie mówią, napiszemy po naszemu: śpieszmy się kochać złożenia, tak szybko się kończą… Po prawej stronie na wydechach, a po lewej na podnóżku! Street Bob został seryjnie wyposażony w układ ABS, sprawdzający się całkiem przyzwoicie. Siła hamowania przedniego układu wyposażonego w 4-tłoczkowy zacisk wystarcza, ale tylko do ostrożnej jazdy. Przy ostrzejszym hamowaniu wspomaganie się tylnym heblem jest jednak wskazane. Zawieszenie wydaje się być całkiem nieźle dopasowane do wymagań Street Boba. Przedni widelec może okazać się zbyt miękki tylko przy ostrzejszej jeździe, a dwa tylne amortyzatory posiadają regulację napięcia wstępnego. Niczego więcej tu nie potrzeba, a taka konfiguracja nam odpowiada.

Użytkowanie Street Boba umila dodatkowo kilka smaczków – poza oczywistym obrazem bad boya. Przede wszystkim jest to dbałość o szczegóły wspomniana na początku. Poza tym, są jeszcze takie detale, jak klakson przypominający swoim tonem i głośnością wielką, amerykańską ciężarówkę, albo tylne światła zintegrowane z kierunkowskazami. Na pokładzie znalazła się też technologia kluczyka zbliżeniowego! Do tego komputer pokładowy komunikujący się z kierowcą za pomocą małego wyświetlacza na prędkościomierzu (oczywiście umieszczonym na zbiorniku) jest w stanie wyświetlić takie bajery, jak obroty silnika wraz z zapiętym biegiem, kilka funkcji przebiegu, czy zegara. Według nas świetny jest też wskaźnik paliwa zamontowany w atrapie korka.

Te wszystkie, przedziwne rozważania w końcu sprowadzają nas wszystkich do podsumowania, które wbrew pozorom nie przychodzi w przypadku Street Boba tak łatwo. Jaki jest ten motocykl? Klasyczny, wręcz legendarny, w pewnym sensie hołdujący teorii „im mniej, tym lepiej„. Ten sprzęt nie zachęca do miłości od pierwszego spojrzenia, szczególnie w prezentowanym tutaj malowaniu. Nie twierdzimy jednak, że jest brzydkie – jest raczej kwestią wysublimowanego gustu. Oczywiście są też inne wersje kolorystyczne. Zdecydowanie łatwiej zakochać się w Street Bobie po pierwszej przejażdżce – dzięki temu, jakie oferuje wrażenia połączone z ujmującą potęgą silnika. Mimo tego jednak, wydaje nam się, że decyzja zakupu tego typu sprzętu nie może być przypadkowa. Jeżeli jednak już zdecydujesz się na motocykl bad boya, Street Bob prawdopodobnie trafi w Twój gust jak z obu luf obrzyna – zarówno w kwestii stylu, jak też osiągów.

2013 Harley-Davidson FXDBA Street Bob® Special Edition
Dane techniczne:

Wymiary 
Długość2355 mm
Wysokość kanapy675 mm
Wyprzedzenie, ślad29/119 mm
Pojemność zbiornika17.8 l
Waga na mokro308 kg
Silnik 
TypChłodzony powietrzem, Twin Cam 103™
Pojemność1690 ccm
Średnica x skok98.4 x 111.1 mm
Moment obrotowy130 Nm/95.9 ft lbs @ 3000 rpm
Koła/opony 
Przód19″ Czerwone, stalowe, szprychowe
 Michelin® Scorcher™ “31” 100/90B-19
Tył17″ Czerwone, stalowe, szprychowe
 Michelin® Scorcher™ “31” 160/70B-17