Na pierwszy rzut oka wygląda to tak, jakby kierowca próbował wyżywać się na motocykliście. Dopiero później mogliśmy obejrzeć film pokazujący, jak to wszystko się zaczęło…

W ostatnich dniach hitem internetu okazało się nagranie z kamery na kasku pewnego motocyklisty. Akcja dzieje się na Florydzie, na filmie widzimy, jak kierowca bordowego Forda Fusion zajeżdża motocykliście drogę, blokuje go, wygraża mu, pluje na niego. Generalnie wygląda to tak, jakby kierowca starał się zrobić mu krzywdę. Powodowanie niebezpieczeństwa na drodze to mało powiedziane…

Tylko dlaczego próbując się ratować, motocyklista zaczyna jechać pod prąd?! Mógł skręcić, wjechać na podjazd, zatrzymać się, cokolwiek… Ale pod prąd?

Wydaje się, że sprawa jest jasna – jakiś narwaniec bardzo nie lubi motocyklistów i wybrał sobie jednego za cel. Ale jak to zwykle bywa, wszystko wcale nie jest taka proste. Internauci zauważyli, że wśród pozostałych filmów tego samego autora znalazł się tytuł „zadzieranie z samochodami” (teraz jest już usunięty), na którym ten sam motocyklista prowokuje i powoduje niebezpieczne sytuacje. Autor odpowiedział na krytykę w komentarzach:

„Proszę zrozumcie wszyscy, że nie jestem doświadczonym motocyklistą i przyznaję się, gdy jestem w błędzie. Cała ta akcja nie była celowa, to tylko próba ucieczki. Nie wybrałem specjalnie jazdy pod prąd – to on zablokował moją drogę na obu pasach, nie chciałem aby mi lub komukolwiek stała się krzywda, co dokładnie się udało. Nikomu nic się nie stało, wszyscy, nawet ten gość, wrócili do domu. Doniesienie na policji to wszystko, co w tej sprawie zrobię. Nikomu nic się nie stało, wszyscy bezpiecznie wrócili. I to tyle. Jeżeli byłbym bardziej doświadczony, wtedy pewnie zrobiłbym to inaczej. Ale teraz bałem się o swoje życie i spanikowałem.”

Tłumaczenie jak każde inne, no i pewnie przyznacie, że niczego do sprawy nie wnosi. Na szczęście autor opublikował drugi film o tytule „Jak to wszystko się zaczęło”. Tam wszystko widać jasno i jak na dłoni. Motocyklista jedzie grzecznie i spokojnie, nie można mu nic zarzucić. Pod światłami omija wspomnianego, bordowego Forda i melduje się na pole position. To jest jego wykroczenie, ponieważ na Florydzie jazda pomiędzy samochodami jest nielegalna. Pomimo, że zrobił to grzecznie i spokojnie, kierowcę Forda zabolało ego. Po zapaleniu się zielonego, Ford wystrzela do przodu tuż przy motocyklu, co nie jest już zbyt bezpieczne. Motocykliście się to nie podoba, trochę powymachiwał rękami, ale pojechał dalej. Na następnych światłach jest mała kłótnia spowodowana przez narwanego kierowcę, która skutkuje pierwszym kontaktem fizycznym z winy motocyklisty – uderza pięścią w lusterko (jednak go nie niszczy). Efektem jest gonitwa, plucie na siebie i niebezpieczne sytuacje…

Co o tym uważacie? Obu gości trochę poniosło, ale chyba rzeczywiście kierowca samochodu znacznie przesadza?