Narzekamy ciągle, że kierowcy „puszek” nas nie lubią. W ogóle cywile nas nie lubią… A może warto coś zrobić, by polubili? Nie tylko na akcjach, ale na co dzień? Na przykład zostać mistrzem miasta w uprzejmości?

Dramatycznie negatywny stereotyp motocyklisty w społeczeństwie – o którym już pisałam na stronach MotoRmanii – to zjawisko nie tylko przykre emocjonalnie, ale i najrealniej niebezpieczne ze względu na agresję na drodze, którą kierujący jednośladami budzą wśród niektórych kierowców aut. A niestety, w konfrontacji samochód vs. motocykl, nieosłonięty blachą i szkłem jeździec ma pięćdziesięciokrotnie mniejsze szanse na wyjście z tego spotkania bez szwanku.

Psychologiczny mechanizm osądzania całej grupy do której się nie należy na podstawie zachowań niektórych jej członków jest bardzo powszechny. Podobnie jak aktywiści Radia Maryja nie są reprezentatywni dla Kościoła Katolickiego, lecz stanowią jedynie jego najbardziej rzucającą się w oko (czy też ucho) podgrupę, tak większość motocyklistów to ludzie rozsądni i odpowiedzialni, szanujący życie swoje i innych, przestrzegający zasad bezpieczeństwa na drodze. Niestety opinia o nas powstaje na podstawie zachowań najbardziej hałaśliwej mniejszości, a może nawet – marginesu, który rajduje po arteriach miejskich robiąc jak największy hałas, popisując się i stwarzając zagrożenie dla siebie i innych uczestników ruchu, bez żenady zakładając tiszerty z napisem „lubię zapi***alać”.

Wydaje mi się, że jest wiele rzeczy które my, motocykliści, możemy robić na co dzień, nie tylko na akcjach, by działać dla poprawy naszego wizerunku wśród ludności cywilnej. Ja osobiście robię to chociażby w ten sposób, że wykorzystuję okazje, by w dżungli ruchu miejskiego maksymalnie ułatwić życie innym ludziom. Puszczam pieszych czekających na możliwość wejścia na pasy, w gęstym ruchu umożliwiam włączenie się bądź wyjechanie z podporządkowanej samochodom. Oczywiście w swoim zaangażowaniu w bycie uprzejmym na drodze nie można tracić głowy – jeśli za mną nie jedzie nic lub jedno-dwa auta, a potem jest przerwa, lepiej będzie przejechać nie zwalniając, pieszy szybciej przejdzie, a czekający wcześniej włączy się za mną, gdy już go minę. Unikam też takich zachowań w miejscach zaraz za skrzyżowaniami ze światłami – przecież za chwilę będzie czerwone, więc czekające autko sobie spokojnie wyjedzie. Manewr powyższy trzeba oczywiście wykonać bezpiecznie, bo hamując gwałtownie ryzykuję, że wkurzę kogoś kto jedzie za mną, lub co gorsza, że swym zderzakiem pocałuje mnie w d., a przecież na pieszczoty trzeba zasłużyć… ;-) Pamiętać musimy bowiem, że większość naszych wierzchowców ma znacznie wydajniejsze hamulce, niż dużo cięższe od nas puszki – jadąc w sznurze aut warto zmniejszać prędkość tak, by dać tym za nami szansę na dostrzeżenie naszego manewru i dostosowanie się do niego.

Źle…

Jako kierowca jednośladu mam większe możliwości by ostrzec stojące za mną na czerwonym auto, że nie ma włączonych świateł mijania; mogę się odwrócić i pokazać mu jego reflektory, prowadząc puszkę nie miałabym takiej możliwości.

Widząc jak ci, którzy często pogardliwie nazywani są „puszkarzami”, dziękują mi ręką bądź światłami, uśmiecham się z nadzieją, że następnym razem może zjadą by przepuścić motocyklistę w korku.

… Dobrze

Oczywiście żadna uprzejmość nie zastąpi powstrzymywania się od opisanych na początku tego felietonu niebezpiecznych i nonszalanckich zachowań. Ludzka psychika działa w ten sposób, że lepiej zapamiętuje złe, niż dobre doświadczenia. Trzydzieści razy pani w sklepie sprzeda nam chlebek z uśmiechem, a raz się krzywo spojrzy i to jedno krzywe spojrzenie lepiej zapamiętujemy niż kilkadziesiąt uśmiechów. Więc i praca, którą trzeba wykonać dla neutralizacji negatywnych doświadczeń jest ogromna.

Oprócz unikania ryzykownych i wkurzających zachowań, ważny jest także brak bierności, kiedy robią to inni i uświadamianie im, jakie ryzyko ściągają na nas wszystkich, zachowując się w ten sposób. Wszak kierowcy puszek nie rozróżniają nas, podobnie jak Azjaci nie rozróżniają Europejczyków i vice-versa. Więc podejmując taki, a nie inny styl działania na drodze, robimy to nie tylko we własnym imieniu, ale wpływamy na opinię o całej społeczności. To duża odpowiedzialność!

Nawet już nie mówię o dobrym imieniu i honorze, ale o bezpieczeństwie. Nonszalanckie i lekceważące podejście kierowców aut do motocyklistów niejednemu z nas przysporzyło problemów. Łatwiej się nie dba o życie kogoś, łatwiej zabija się przez nieuwagę kogoś, o kim się myśli, że to i tak samobójca.

Czasem słyszę takie opinie: „przecież musimy się gdzieś wyszaleć, a najbliższy tor jest 300 km stąd”. No dobrze, ale czy to jest powód by ryzykować życie pieszych czy pasażerów małych aut? Jeśli do łamania ograniczeń prędkości wybierasz nie autostradę czy nieuczęszczaną szosę przez lasy, ale centrum miasta, to chyba świadczy to nie tylko o potrzebie prędkości, ale i publiczności. A to z kolei o jakiś deficytach w osobowości które należałoby poddać gruntownej autorefleksji…

Podsumowując, pozostawiam dziesięć tematów do przemyśleń:
1. Pamiętaj, że tak jak ty działasz, tak odbierani będą inni motocykliści. To duża odpowiedzialność.
2. Jeśli wszyscy będziemy myśleli jak ułatwić życie innym, to życie stanie się łatwiejsze. Nie zmienisz innych, ale możesz dać przykład, więc warto zacząć od siebie.
3. Jeśli ryzykujesz swoje życie, to rób to na torze, a nie na drodze. Nie daj im powodu by myśleli, że jesteśmy samobójcami.
4. Daj im szansę by cię zauważyli – jeśli lecisz z prędkością światła, nie dziw się że cię nie widzą i wyjadą z podporządkowanej.
6. Jadąc w sznurze aut to ty bądź tym, który wpuści pieszych na pasy. Lepiej to zrobić zanim sami wyjdą zmuszając cię do awaryjnego hamowania.
7. Jadąc w sznurze aut to ty bądź tym, który umożliwi samochodowi włączenie się do ruchu lub wyjechanie z podporządkowanej. Stracisz 15 sekund, a on może zyska kilka minut.
8. Kamizelka odblaskowa pomoże wywołać wrażenie, że jesteś odpowiedzialnym, dbającym o bezpieczeństwo człowiekiem. I naprawdę może zdecydować o tym czy będziesz, czy nie będziesz zauważony.
9. Piesi i sąsiedzi mieszkający nad garażem nie mają kasków. Słyszą twój motocykl dużo wyraźniej niż ty. Zrobisz im uprzejmość starając się by był jak najcichszy.
10. Jeśli „lubisz zapi***alać”, szarżować i hałaować, to się potem nie dziw, że nie lubią ciebie, a w promocji – mnie.