Moje wyprawy – nie w dal, ale raczej w głąb. Zanim uda mi się pojechać do Italii czy Brazylii, w kraju nadwiślańskim zjeżdżam z głównych szlaków transportowych i od razu trafiam w inny świat.

Wystarczy proste założenie: gdzie dojadę, tam kimnę – oraz mapa na baku – i cała Polska należy do mnie. A w niej miejsca, o których istnieniu nie miałam pojęcia. Jak Pszczyna, Głubczyce, Środa Śląska, czy taki Bytom Odrzański. Przejeżdżając przezeń widzę po prawej piękne stare wieże. Czemuż by się im nie przyjrzeć z bliska? Zjeżdżam z wojewódzkiej 292 i minąwszy kilka miniaturowych uliczek docieram do rynku. Zakaz wjazdu, więc parę metrów wciągam maszynę na rękach. Słońce, kolorowe kamieniczki, ratusz, fontanna. Naturalnej wielkości brązowa rzeźba pijanego imprezowicza i równego mu wzrostem czarnego kota w butach, który odprowadza go do domu. Nie boję się odejść kilkadziesiąt metrów od zapakowanego motocykla. Gdy wracam do maszyny, podchodzi do mnie wiekowy dość lokales i zagaja uprzejmie.
– Bo mamy z kolegami tutaj dyskusję. Jaki duży ten silnik?
– 250.
– Naprawdę?
– No pan zobaczy, tu napis „CBF 250″. :-)
– Żaden z nie miał racji!!! – woła do siedzących na ławce w cieniu kolegów, i znów odwraca się do mnie. – Bo mówili że 80-tka, a ja że 125…
– A dokąd pani jedzie? – podchodzi kierowca dostawczego busa, który rozładowuje się opodal.
– Dziś to pewnie do Szczecina dojadę.
– Rany! Tak daleko?!?
– Ja wiem czy to daleko? Wczoraj wyjechałam z Krakowa :-)
– Naprawdę? Ale stąd to już prosto, na Nową Sól, i na główną, i już…
– No ja właśnie nie lubię prosto :-) stąd polecę na Konotop, a potem się zobaczy.
Ach, jak na Konotop, to koło Nowej Soli skręć za znakiem na Wolsztyn. – Miły człowiek pokazuje mi na mapie miejsce gdzie trzeba skręcić i trzy razy upewnia się że wiem jak jechać.
– To jest 250tka? – podchodzi niedowierzający kolega tego starszego człowieka z ławki.
– No zobacz tu napisane – pokazuje mu ten pierwszy.
– Wiesz jak stąd wyjechać? – upewniają się już wszyscy trzej.
– Możesz tędy i tam w lewo
– Ale tu jest monitoring i zakaz, jak rano w poniedziałek przyjedzie burmistrz i zobaczy…
– No to lepiej tu do najbliższego rogu i dookoła kościoła i potem w prawo….

W zasadzie nie zdarzyło mi się chyba zatrzymać w małej miejscowości albo na prowincjonalnej stacji, i żeby nikt mnie nie zagadnął. Miejscowi chcą pomagać, podpowiadać którędy jechać, klasycznie dziwią się, że sama, kobieta i na motocyklu, są w szoku, że trasa Szczecin-Kraków może prowadzić właśnie przez ich Kozią Wólkę. Drogi gminne to materiał na Hiczkokowski thriller. „Coś być musi do cholery za zakrętem” – śpiewał Gintrowski w czołówce kultowego serialu „Zmiennicy”. Na pewno będzie, jak nie dziura to żwir czy piasek. Oznakowania tych dróg są słabe, bo lokalni znają je doskonale, a przyjezdnych tu nie ma. Z drugiej strony, można zatrzymać się na środku skrzyżowania i z czystym sumieniem rozkminiać mapę, bo od dwóch godzin nic tędy nie jechało i przez kolejne trzy pewnie nic nie przejedzie.

Rozkminiać mapę. Robię to co godzinę – dwie, wymyślając na bieżąco, którędy teraz polecę dalej. Ale oczywiście nie muszę się tego planu trzymać. Oznakowanie skrzyżowania dróg 416 i 417 było klasycznie dyskretne i zorientowałam się 200 metrów dalej, że to właśnie tam chciałam skręcić. Dobra, myślę sobie, odjadę kawałek na prostą i zawrócę. Ale popatrzyłam przed siebie i zobaczyłam że wstęga szosy przede mną wije się cudownie przez trawiaste wzgórza, obrzeżona koralikami ciemnozielonych drzew, a z jej lewej otwiera się widok na pasma Sudetów. No to pojadę tędy. Nic mnie nie goni. Nic, poza tym głodem bycia w drodze, przemieszczania się.

Czytanie między wierszami mapy. Sztuka wyszukiwania dróg, które będą fajne. Lepsze są kręte od prostych. Te które idą przez łąki lub las. Jeśli wzdłuż kreski drogi gęsto od szarych klocuszków zabudowań, tam będą ograniczenia prędkości. Oczywiście nie zawsze mapa jest jednoznaczna i trzeba mieć trochę instynktu. Tak jak wtedy gdy leciałam, na tym jednym krótkim etapie wyjątkowo w dwie maszyny, drogą nr 7 na północ od Krakowa. Z mym towarzyszem umówiliśmy się, że wkrótce zatrzymamy się by coś zjeść. Po obu stronach stacje paliw, korporacyjne i regionalne jadłodajnie, ale jakoś żadna mnie nie przekonała do siebie. Nawet te swojsko zaaranżowane to pewnie kombinaty nastawione na masowego konsumenta, który ciśnie tą ważną międzymiastową arterią w ilościach hurtowych. Spoko Pacia – usłyszałam głos wewnętrzny – jak skręcisz w Słomnikach to tam znajdziesz to, czego szukasz :-) – Hm, intuicjo, myślę sobie, na drogach bocznych często nic nie ma, ufać ci czy nie? Za Słomnikami w kierunku na Proszowice cudowne winkle przez wspaniałe wzgórza. Droga nr 775. Bilboard Eko-Tanko – przydrożna niesieciowa benzyniarnia i bar. Mimo że nie widzę go jeszcze zza krzaków, wiem od razu, że to o to miejsce chodziło. Ogromne niebo z rozpostartymi na nim cirrusami nad rzędem dystrybutorów, pośród wzgórz w zielono-zieloną kratkę. Na jednym z nich gigant-logo Merceda – siłownia wiatrowa. Starsza pani za barem uśmiecha się na nasz widok tak ciepło, jakby to jej własne dzieci przyjechały z trasy do domu na obiad. Oglądamy kartę. Może pizza? – Właśnie zagniotłam świeże ciasto – mówi właścicielka baru. Cudownie. Epoka mrożonkowo-mikrofalowa nie dotarła do tego miejsca. Pizza jest przepyszna, czuje się, że zrobiona z prawdziwym uczuciem. W oknie lokalu karteczka. „Projekt ze środków unijnych, uruchomienie restauracji dla kierowców”. Dla kierowców. Nie dla zysku. Może syn tej pani też lata w długie trasy i kiedy ona robi jedzenie dla jego kolegów po fachu, to trochę tak jakby karmiła jego?

Kierowcy długich tras. Fajnie jest ich spotkać W Drodze. Zakorkowana śródmiejska obwodnica Krakowa. Czerwone na skrzyżowaniu. Czekam na lewym pasie, przede mną na prawym TIR daje lewy kierunek. Wpuszczam go i jadę za nim, po chwili już wiem dlaczego potrzebował zmienić pas – razem wyprzedzamy dwa wielkie traktory (co w europejskiej stolicy kultury robią traktory?!?). TIR zjeżdża z powrotem na prawy pas i dziękuje mi trąbkami i energicznym machaniem przez uchyloną szybę. Sznury aut suną dalej, po chwili trójkąt ostrzegawczy, auto na awaryjnych, jakaś stłuczka tu była. TIR zatrzymuje się i wpuszcza mnie przed siebie na niezablokowany pas. Teraz to ja mu dziękuję. Spotykamy się znów na kolejnych czerwonych. „Jak się popieści, to się wszystko zmieści” – woła do mnie uśmiechnięty kierowca. – „Dokąd lecisz?” – „Do Szczecina” – odkrzykuję przez huk silników. – „Na tym?” – patrzy dużymi oczami na Hondę. – „Współczuję ;-)” – No tak, myślę sobie, jego silnik ma pewnie tyle pojemności, co moja Mała ma baku, a jej silnik ma mniejszą pojemność niż kubek na kawę TIRowca. Uśmiecham się. – „Ale ja to kocham :-)”

Powyższe scenki pochodzą z mini-traski: Szczecin – Renice – Ośno Lubuskie – Urad – Cybinka – Krosno Odrzańskie – Leśniów Wielki – Kożuchów – Środa Śląska – Czajownia Wrocław – Psie Pole – Oleśnica – Wołczyn – Olesno – Koziegłowy – Wolbrom – Kraków Podgórze – Nowa Huta – Słomniki – Proszowice – Kocmyrzów – Balice – Alwernia – Pszczyna – Strumień – Rudy – Racibórz – Kietrz – Głubczyce – Prudnik – Nysa – Grodków – Oława – Czajownia Wrocław – Psie Pole – Prochowice – Głogów – Bytom Odrzański – Konotop – Sulechów – Skąpe – Świebodzineiro – Pieski – Lubniewice – Bolemin – Szczecin (Wały Chrobrego) – 1860km, średnia prędkość podróżna 72km/h