Michał Hernik: start w Rajdzie Dakar był dla niego spełnieniem marzeń
Piotr Jędrzejak
7 stycznia 2015

„Rajd Dakar urodził się w mojej głowie, gdy myślałem o swoich 40. urodzinach. Kiedy zaproponowałem moim dwóm przyjaciołom wspólny start na motocyklach w 2015 roku, nie byłem pewny co powiedzą…”

Michał Hernik, który zginął na trasie wczorajszego, trzeciego etapu Rajdu Dakar 2015, wybrał się tam z dwoma przyjaciółmi – Pawłem Stasiaczkiem i Norbertem Madetko. To było spełnienie ich marzeń. Chłopaki nazwali ten projekt NaszDakar.pl. Pisaliśmy o nich w MotoRmanii kilka miesięcy temu – przypomnijcie sobie, skąd wziął się pomysł na Dakar.

Paweł, Michał i Norbert zaczęli jeździć na motocyklach dopiero kilka lat temu, w wieku ponad 30 lat. Sami przyznają, że byli totalnymi amatorami. Bawili się w endurowanie po lasach oraz po mniej i bardziej dzikich torach motocrossowych. W ten sposób, od około 2005 roku rekreacyjnie trenowali swoje umiejętności. Wszystko zmieniło się w listopadzie 2012 roku, kiedy na 40. urodziny Pawła, chłopaki pojechali starym Mercem do Kamerunu. Podróż nie była krótka, panowie mieli czas wygadać się jak nigdy i od słowa do słowa doszli do decyzji. Pojadą na Dakar!

No niemożliwe! Dakar? Nie ma szans, żeby totalny amator mógł nawet myśleć o Dakarze. A jednak! Ogromne samozaparcie i chęć podołania gigantycznemu wyzwaniu motywowały chłopaków do działania. W marcu 2013 przygotowania, rozmowy oraz poszukiwania wsparcia i wiedzy ruszyły na dobre. W ten sposób chłopaki trafili do polskich, motocyklowych legend Rajdu Dakar – Jacka Czachora i Marka Dąbrowskiego. Reprezentanci Orlen Team poradzili, w jaki sposób się przygotować, jak trenować i co robić, aby wytrzymać trud Dakaru. Chłopaki zorganizowali sobie po KTMie 450 Rally Replica, rozpoczęli zaawansowane treningi (czasem razem z Czachorem na podwarszawskim poligonie) oraz wystartowali w rajdach Maroko oraz Abu Dhabi. To dało im pierwszy przedsmak Rajdu Dakar, a organizatorom udowodniło, że Paweł, Michał i Norbert rzeczywiście mogą zostać zakwalifikowani do startu.

Michał pieszczotliwie nazwał swój motocykl Baby. Oto, co powiedział nam w kwietniu 2014 roku:

Michał Hernik: Rajd Dakar urodził się w mojej głowie, gdy myślałem o swoich 40. urodzinach. Kiedy zaproponowałem moim dwóm przyjaciołom wspólny start na motocyklach w 2015 roku, nie byłem pewny co powiedzą… Na szczęście Paweł i Norbert uwielbiają takie wyzwania i szybko zaczęliśmy obmyślać, jak zrealizować ten plan. Dakar jest dla mnie możliwością sprawdzenia się w ekstremalnie trudnych fizycznie, psychicznie i technicznie warunkach. Trudno sobie to wyobrazić, by przez prawie dwa tygodnie jechać codziennie 500 km w trudnym terenie. Mamy już doświadczenia ze startów w rajdach Maroko w 2013 i Abu Dhabi Desert Challenge 2014, gdzie zajmowaliśmy miejsca w środku stawki. Uważam, że najtrudniejsze jest opanowanie emocji i chęci ścigania się. Do tego rajdu trzeba podejść strategicznie i przyzwyczaić się do długotrwałego wysiłku bez snu. Obawiam się wywrotki i kontuzji w trakcie pierwszych dni Dakaru, która może zaprzepaścić nasze prawie dwuletnie przygotowania. Cieszę się, że jesteśmy pod dobrą opieką chłopaków z Orlen Teamu, którzy mają ogromną wiedzę i doświadczenie dakarowe.

Ich hasło brzmiało „W komplecie na mecie!”. Norbert, ze względu na kontuzję musiał zrezygnować z motocykla i jechał samochodem serwisowym, ale Michał i Paweł jechali razem, zajmowali miejsca obok siebie, przed startem trzeciego etapu mieli odpowiednio 84 i 83 pozycję w generalce.

Jak po sobotniej ceremonii otwarcia Michał napisał na blogu naszdakar.pl:
Nasz Dakar rozpoczął się niezapomnianą ceremonią na rampie na Plaza de Majo. Jechaliśmy z biwaku przez centrum Buenos wśród setek, a może tysięcy kibiców machających i pozdrawiających nas. To było wspaniale uczucie widzieć taki entuzjazm na twarzach tych ludzi. Tak długo marzyliśmy o starcie i oto ten moment nadszedł. Jutro świtem wyruszamy na pierwszy odcinek. Czeka nas 175 km odcinka specjalnego i 663 km dojazdówki. Czegoś takiego jeszcze nigdy w żadnym rajdzie nie doświadczyliśmy. Trzymajcie mocno za nas kciuki. Od teraz będzie nam bardzo trudno kontaktować się. Będziemy przekazywać do Polski w miarę na bieżąco informacje z rajdu wraz ze zdjęciami.

Kolejny, krótki i niestety ostatni e-mail przyszedł od Michała po I etapie rajdu:
Dziś trudny dzień. Bardzo szybki i niebezpieczny odcinek, zakręty 90 stopni. Potem mnóstwo kilometrów na dojazdówce w pełnym słońcu. Dobrze, że już na biwaku. Pozdrawiamy wszystkich.

Na trzecim etapie Michał i Paweł rozdzielili się. Paweł dojechał jako 94., ale Michał nie pojawił się na mecie.

Przyczyny jego śmierci nie są jeszcze oficjalnie znane. Ciało Michała znaleziono obok motocykla, miał zdjęty kask. Nie widać śladów wypadku, a Michał nie użył guzika S.O.S. Organizator zauważył w systemie satelitarnym, że jego motocykl się nie porusza. Szybko wysłany został śmigłowiec ratunkowy. Nie było problemu ani zwłoki czasowej przy poszukiwaniu Michała- znajdował się 14 kilometrów od mety, 300 metrów od trasy. Pomimo prób reanimacji, lekarz stwierdził zgon. Mówi się o odwodnieniu – etap był trudny, a temperatura wysoka (ale niższa niż dzień wcześniej), jednak nie ma jeszcze oficjalnego potwierdzenia.

Polski motocyklista z Krakowa tragicznie stał się wczoraj piątym zawodnikiem, który poniósł śmierć po przeniesieniu rajdu do Ameryki Południowej w 2009 roku. We wszystkich trzydziestu siedmiu edycjach Rajdu, Michał jest 24. zawodnikiem, który stracił życie.

Gdy oficjalna, tragiczna informacja dotarła do obozu Michała, jego przyjaciele przyjęli ją z przerażeniem i łzami w oczach. Pozostali Polacy, zawodnicy, ekipa i dziennikarze również byli w szoku. Informacja o śmierci Polaka odbiła się głębokim echem na całym świecie, we wszystkich środowiskach sportowych i nie tylko. Polscy zawodnicy na Rajdzie Dakar łączą się w bólu i komentują w mediach społecznościowych:

Rafał Sonik:
„Dakar – jak życie – jest też okrutny. W dążeniu do spełnienia marzeń zacierają się granice możliwości. Zabrał nam kolegę, którego marzenie możemy spełnić jedynie dowożąc go do mety w naszych sercach.”

Marek Dąbrowski:
„To najgorsza informacja, jaka mogła do nas dotrzeć z rajdowej trasy. Wciąż nie mogę w to uwierzyć. Niestety, realizacja największej pasji kosztowała Michała życie. Jest mi bardzo przykro. Wszyscy łączymy się w bólu z jego bliskimi.”

Adam Małysz: 
„Tragedia podczas trzeciego etapu Dakar Rally. Z ogromnym smutkiem przyjęliśmy wczoraj wiadomość o śmierci polskiego motocyklisty Michała Hernika. Był to jego debiut w najtrudniejszym rajdzie świata, który okazał się niestety tragiczny w skutkach. Składam ze swojej strony szczere kondolencje dla całej rodziny Michała i jego bliskich.”

Krzysztof Hołowczyc, który na FB zmienił swoje zdjęcie profilowe na czarną wstęgę:
„Fatalne wieści dziś z rajdu. Nie żyje nasz kolega, motocyklista Michał Hernik (R.I.P.). Dakar bywa bardzo okrutny!
Mimo dzisiejszych smutnych wydarzeń Dakar uczy mnie jednak. optymistycznego spojrzenia na rzeczywistość. Uczy widzieć, że szklanka jest do połowy pełna, a nie do połowy pusta. Mógłbym się wściekać, że na idealnym dla mnie, praktycznie rajdowym odcinku, tracę niespodziewanie tylny napęd i przez ponad 100 km mordujemy się okrutnie, żeby jakoś dotrzeć do mety. Ale wolę na to patrzeć tak, że mieliśmy ogromnego farta, bo na jednym napędzie udało nam się przedrzeć przez długie, zdradliwe odcinki fesz-feszu, gdzie utnęło sporo samochodów czteronapędowych. Widocznie Opatrzność nad nami czuwa, a szczęście dopisuje. Straciliśmy tylko dwie pozycje w generalce i ciągle jesteśmy w grze! Jutro ruszymy na trasę myśląc o Michale Herniku, który za swoją wielką dakarową pasję zapłacił najwyższą cenę!”

Hołowczyc później mówił też:
„Marek Dąbrowski przyszedł do mnie i przekazał mi informację, która mnie zmroziła. Ciężko mi o tym mówić. Dziś nie było tak strasznie gorąco, jak wcześniej. Nic nie wskazywało na to, by mogło się coś takiego wydarzyć. Nie wiem, czy był to udar, nie chcę wróżyć z fusów. Atmosfera w polskim zespole jest słaba. Wiem, że Michał Hernik przejechał już sporo trudnych rajdów, nie nazwałbym go amatorem, który rzucił się z motyką na słońce, absolutnie. On miał poważne, długie przygotowanie, a dzień wcześniej przejechał supertrudny OS, z którym wielu innych kierowców sobie nie poradziło. Nie zwalałbym zatem winy na brak doświadczenia.”

Łukasz „Łoker” Łaskawiec, który starował na quadzie, opublikował oficjalną informację z Dakaru i dodał od siebie krótki, ale dobitny komentarz:
„Wielki ból w sercu.”

Grzegorz Baran, kierowca ciężarówki w Dakarze, oraz Michał Kościuszko, polski kierowca w rajdach samochodowych, również dodają, żę śmierć Michała głęboko ich poruszyła. Rozważają też, jakie mogły być przyczyny śmierci Michała Hernika:

Grzegorz Baran dla TVP Info:
„Rajd sięgnął po życie człowieka. Nie wiemy co tam się stało. To mogła być nieuwaga, odwodnienie czy skutki skrajnego wyczerpania.” [Jak dodaje, kierowcy na trasie rajdu są czasami tak zmęczeni, że nie wiedzą, co się z nimi dzieje.] „Spotkałem się z sytuacjami, gdy kierowcy zasypiali na trasie. [Przypomina, że Rajd Dakar słynie z bardzo trudnych warunków, z którymi muszą zmierzyć się zawodnicy. Bardzo wysoka temperatura, wymagające ogromnych umiejętności odcinki i ciągłe zmęczenie to codzienność na trasie. Aby mieć szansę na pomoc np. w czasie wypadku, kierowcy starają się jeździć w grupach.] „Tutaj zawodnik był w zasadzie sam, być może dlatego doszło do tej tragedii.”

Michał Kościuszko:
Jeżeli motocykl nie nosi żadnych śladów wypadku, a kask leżał obok, Hernik mógł się poczuć gorzej, zejść z motoru, a następnie ponieść śmierć. Wielokrotnie brałem udział w rajdzie Argentyny i wiem, jakie to wyzwanie. Temperatury dochodzą tam do 40 stopni. To morderczy, długotrwały wysiłek. Odwodnienie organizmu to główne zagrożenie, bo wraz z nim następuje utrata koncentracji.

Michał Hernik na co dzień był prezesem spółki FarmaProm, 30. stycznia miałby czterdzieste urodziny, osierocił trzy córki. Jak na jego profilu FB napisała przyjaciółka Lucyna:

Z wyrazami współczucia dla żony, mamy i córeczek.

I drogi czytelniku, zanim podejmiesz się „oceny”, że przecież znał ryzyko, że to On sam wyjechał śmierci na przeciw… Wiedz, że te prawie 40 lat przeżył w SZCZĘŚCIU, otoczony kochającą rodziną, licznymi przyjaciółmi i pracownikami, których obdarzał mądrością, inspiracją i ogromną pogodą ducha.

Zmarł zdecydowanie zbyt wcześnie, ale NAPRAWDĘ ŻYŁ.

Piotr Jędrzejak
Redaktor naczelny

Głównodowodzący portalem. Nie je, nie śpi, żyje newsami ze świata motocyklowego. Związany z laptopem. Zdarza mu się poprawiać "waCHacze" po kumplach z redakcji. Po mieście szaleje Street Triplem 675. Skontaktuj się Masz sprawę ? Skontaktuj się:

Materiały premium

czytaj kolejne artykuły