Co dokładnie wydarzyło się w Łodzi podczas polskiej rundy Super Enduro?
Eliasz Davidson
9 grudnia 2015

Po I rundzie Mistrzostw Świata SuperEnduro w Łodzi jesteśmy pewni, że czeka nas istna wojna o tytuł na hali.

foto: Łukasz Gładki / SmoothLukas

Wszyscy z niecierpliwością oczekiwaliśmy inauguracji sezonu Mistrzostw Świata SuperEnduro 2015/2016 nie tylko dlatego, że I runda nowego sezonu halowych zmagań odbywała się w Polsce, ale przede wszystkim, bo była pierwszym poważnym startem Tadeusza Błażusiaka po kilkumiesięcznej przerwie. Było jasne, że Taddy wracając po problemach zdrowotnych i zaledwie 2 miesiącach treningów nie będzie w tak dobrej dyspozycji, jak jego rywale, którzy nie zdążyli jeszcze ostygnąć po świeżo zakończonym sezonie startów. Mimo to fani brudnych wyścigów z całego kraju pojawili się w łódzkiej Atlas Arenie, aby dopingować naszego eksportowego specjalistę od enduro licząc, że na koniec zawodów zobaczymy naszego rodaka na najwyższym stopniu podium.

Zobacz też: Pierwsza relacja oraz film z zawodów!

Ciężkie zadanie

Do tej pory podczas czterech polskich przystanków Taddy tylko raz nie stanął na najwyższym stopniu podium (w 2013 roku, na rz ecz Davida Knighta) i można powiedzieć, że przyzwyczaił już nas do tego, że jest niepokonany na ojczystej ziemi. Tym razem Błażusiak miał jednak dużo cięższe zadanie, bo konkurencja w Mistrzostwach Świata tak mocna jeszcze nie była. Oprócz rewelacyjnego w tym sezonie Jonny Walkera, który wygrał 5 z 6 tegorocznych przystanków hard enduro (w tym Red Bull 111 Megawatt), ponownie do Polski przyjechał dwukrotny mistrz AMA Endurocrossu Cody Webb chcący zrewanżować się porażkę w Gdańsku oraz niezwykle efektownie jeżdżący Colton Haaker. W Atlas Arenie pojawił się również Tylor Roberts, Alfredo Gomez, Mistrz Świata Juniorów Ty Tremaine, Andreas Linusson, Paul Bolton, czy Kornel Nemeth. Jakby tego było mało amerykanie zaledwie dwa tygodnie przed zawodami w Łodzi zakończyli swoje halowe mistrzostwa AMA EnduroCross i bez dwóch zdań byli dobrze rozjeżdżeni.

Istna wojna

Z tak mocnymi przeciwnikami Taddy musiał zmierzyć się dwa miesiące po zakończeniu swojego leczenia wirusa EBV, rozpoczynając walkę o swój siódmy tytuł Mistrza Świata. O tym, że Polakowi będzie niezwykle ciężko walczyć o zwycięstwo w Atlas Arenie, wiedzieliśmy już przed zawodami. Ale o tym, że będzie to dla niego istna wojna, przekonaliśmy się dopiero w trakcie wyścigów. Mimo trzech upadków i pomimo trzech szalonych pogoni w trzech wyścigach, Błażusiak ostatecznie zdołał zająć trzecie miejsce w rundzie. Tadek robił na torze, co mógł walcząc o każdy punkt, ale gołym okiem było widać, że jeszcze nie zdążył wrócić do swojej mistrzowskiej formy. Były momenty, kiedy Taddy łapał swój rytm i dosłownie płynął po przeszkodach, zbliżając się w imponującym tempie do rywali, ale były też takie, kiedy nie udało mu się wystrzegać błędów i tracił cenny czas. Miejsce na najniższym stopniu podium było i tak ogromnym wyczynem i nagrodą za niesamowitą wolę walki, której Błażusiakowi nie zabrakło aż do samej mety finałowego wyścigu. Dostał za to również ogromne owacje od publiczności, dla której niewątpliwie tego wieczoru i tak był zwycięzcą.

Czy Taddy się wypalił?

Są jednak tacy, którzy twierdzą, że skoro Tadek nie stanął na najwyższym stopniu podium podczas GP Polski, to oznacza, że nasz mistrz już się „wypalił”. W życiu nie słyszałem większej głupoty, niż ocenianie po jednych zawodach, czy ktoś czy swoje 5 minut ma już za sobą, czy jeszcze nie – tym bardziej, kiedy to jest jego pierwszy start po nietypowej kontuzji. Na pewno prawdą jest, że tego wieczoru lepszy od Tadka w Atlas Arenie był Cody Webb, który w tym roku będzie bardzo poważnym kandydatem do zgarnięcia mistrzowskiego tytułu w klasie Prestige. Wiemy jednak, że Taddy łatwo swojej skóry nie sprzeda i jeżeli jego rywale poważnie myślą o pokonaniu sześciokrotnego mistrza świata w jego koronnej dyscyplinie, to muszą przygotować się na istną wojnę.

Kolejna bitwa odbędzie się już 2. stycznia w niemieckiej miejscowości Riesa. Taddy ma jeszcze 3 tygodnie na przygotowanie się do tej imprezy i wyciągnięcie wniosków po Grand Prix Polski, a jesteśmy pewni, że po zawodach w Łodzi wie nad czym pracować.

Na zakończenie mamy dla was wesołą video relację od Ajska Enduro z samego środka toru, w której widać zawody od wewnątrz oraz upadek Tadka podczas trzeciego wyścigu.

Eliasz Davidson
Redaktor naczelny

Redaktor Offroad. Eliasz ma KTMa, kocha KTMy i wszystko to, co się z nimi wiąże. Jego pokój jest pomarańczowy, tak samo jak bokserki. Poza tym, uwielbia motocross -  w błocie objedzie nas wszystkich. Dwa razy. Masz sprawę? Skontaktuj się. Masz sprawę ? Skontaktuj się:

Materiały premium

czytaj kolejne artykuły