Road rage w Chicago: grupa motocyklistów kontra kierowca pickupa
Piotr Jędrzejak
4 sierpnia 2016

Obie strony konfliktu zdecydowanie przesadziły. Dobrze, że nie doszło do użycia broni palnej…

Pamiętacie niesławne wydarzenie z 2013 roku, kiedy to w Nowym Jorku kierowca staranował jednego z motocyklistów, a ci zaatakowali samochód i jego kierowcę? W minioną niedzielę w Chicago doszło do podobnej sytuacji, jednak ze zdecydowanie mniej drastycznym finałem.

Motocykliści z Illinois spotkali się na coroczny przejazd La Carne Azada w mieście Aurora należącym do zespołu miejskiego Chicago. Wiecie jak jest – przejazd ogromnej liczba motocykli często zajmuje całą drogę, wielu z nich lata na jednym kole lub pali gumę. Ale najczęściej wszystko jest względnie nieszkodliwe dla otoczenia. O ile nie dojdzie do jakiegoś konfliktu…

Z całej akcji mamy już aż 3 filmy z kamer na kaskach. Widzimy, jak kierowca pickupa wyprzedza motocyklistów, zajeżdża im drogę, straszy ich cofając i podjeżdżając. Pierwsze wrażenie wydaje się jasne – narwany szeryf drogowy. Po kilku zdaniach kłótni, jeden z motocyklistów atakuje samochód, stara się urwać lewe lusterko. Inny motocyklista uderza kaskiem w szybę, próbując ją wybić. Kierowca samochodu w odwecie taranuje pierwszego motocyklistę – jemu udaje się odskoczyć, ale motocykl zostaje rozjechany. Sytuacja robi się już dramatyczna. Motocykliści starają się wybić szyby, atakują pickupa. Kierowca z kolei w chaotycznych ruchach próbuje albo uciec, albo rozjechać kogo się da. Po chwili ucieka, akcja się kończy

Zasadnicze pytanie brzmi, od czego to się zaczęło? Lokalna telewizja skontaktowała się z obiema stronami konfliktu. Motocykliści twierdzą, że to typowy przypadek agresji drogowej ze strony kierowcy pickupa, który ich zaatakował. Kierowca twierdzi, że początkowo z przyjemnością oglądał ich stunt jazdę, ponieważ sam jest motocyklistą, a konflikt rozpoczął motocyklista na offroadówce, który kopnął w jego pickupa. Policja jeszcze oficjalnie nie odnosi się do tej sprawy, ale potwierdza, że patrole widziały grupę motocyklistów jeżdżących niebezpiecznie i łamiących prawo.

Nieważne który początek konfliktu jest bardziej prawdziwy. Fakt jest taki, że wszyscy chcieli być królami szosy i samodzielnie wymierzać sprawiedliwość. Kierowca, mimo że mógł odjechać, specjalnie straszył i podjeżdżał do motocyklistów. Motocykliści, będąc w grupie czuli się silni i w końcu postawili na przemoc.

Jakie są Wasze przemyślenia dotyczące tej sytuacji?

P.S.: Noszenie broni jest w stanie Illinois dozwolone. Aż dziwne, że nie doszło do jej użycia…

Piotr Jędrzejak
Redaktor naczelny

Głównodowodzący portalem. Nie je, nie śpi, żyje newsami ze świata motocyklowego. Związany z laptopem. Zdarza mu się poprawiać "waCHacze" po kumplach z redakcji. Po mieście szaleje Street Triplem 675. Skontaktuj się Masz sprawę ? Skontaktuj się:

Materiały premium

czytaj kolejne artykuły