Wrocław Motorcycle Show 2015: najbardziej motocyklowe targi motocyklowe w Polsce!
Monika Pacyfka Tichy
31 marca 2015

To już piąty raz wielka zbiorowa infekcja motocyklozy wybuchła z ogromną siłą w stolicy Dolnego Śląska.

14-15 marca w zabytkowej Hali Stulecia prezentowało swą ofertę 92 wystawców, ku uciesze trzynastu tysięcy gości. Kolejki po bilety ciągnęły się przez pół dziedzińca, aż po słynną iglicę do przebijania Zeppelinów. Dwa dni to za mało by wszystko obejrzeć – impreza powinna być trzydniowa!!

Nie rozmiar się liczy…

Żadna motocyklowa impreza targowa w Polsce nie może poszczycić się taką liczbą wystawców – ani warszawska, gdzie w tym roku było ich 64, ani motocyklowy pawilon targów Poznańskich, gdzie wystawców jest zazwyczaj mniej niż pół setki. Warszawską wystawę w ciągu trzech dni odwiedziło 18900 osób, czyli 6,3 tys. dziennie, co daje wynik dzienny pomijalnie mniejszy niż we Wrocławiu (6,5) – a pamiętajmy że stolica ma trzykrotnie większą populację i jest imprezą, teoretycznie, ogólnopolską. Co więcej, zarówno duże jak i małe marki motocykli najliczniej prezentowały się właśnie we Wrocławiu (o czym za chwilę), a bogactwo oferty odzieży, akcesoriów i wszelkiego dookoła bije na głowę pozostałe imprezy (szczegóły też za chwilę). I to właśnie tu jako goście przyjeżdżają zaprezentować się publiczności najsłynniejsi polscy podróżnicy i najsłynniejsi światowi stunterzy. Tak więc śmiem postawić tezę, której bronić będę jak Macierewicz teorii explozywnej, iż to Wrocław jest Polską Stolicą Targów Motocyklowych.

Taki duży taki mały (może kozę czcić)

Na targach wrocławskich wystawiają się nie centrale ogólnopolskie importerów motocykli, ale lokalni dealerzy. Tym większy dla nich szacunek za stanięcie na wysokości zadania. Z roku na rok na WMS można zobaczyć coraz więcej motocykli – zarówno marek, jak i prezentowanych modeli. Największe stoisko w tym roku miała Yamaha, a stajenka tak była zastawiona konikami, że trudno było między nimi przejść. Do nowego „erłana” ustawiały się kolejki jak do komunii z rąk papieża. Wszyscy chcieli choć na chwilę posadzić zadek na tym naszpikowanym motodżipjowską elektroniką cudzie japońskiej techniki i przez moment poczuć się jak Valentino Rossi. R1ka przyćmiła swym piarowym blaskiem stojącą opodal MT-07, która jakoś bliższa mojemu sercu. To właśnie ta maszyna, w unikatowej wersji MotoCage, zajmowała najważniejsze miejsce na stanowisku Yamahy. Przerobiona przez wujków-mechaników Stuntera13 jego wehikuł do łamania praw fizyki. Rafał Pasierbek, pierwszy oficjalny i nieoficjalny mistrz świata w stuntridingu, który od tego roku występuje pod szyldem Yamahy i na jej pojazdach, jak co roku dawał show pod murami Hali (o czym więcej za moment). Od razu przyznam się że urzekła mnie SR400, zgrabna, leciutka (130kg), tak niska w kłębie że nawet ja – półtorametrowy hobbit – siedząc na niej postawić mogłam całe stopy na podłożu.

Kawa i Jajecznica

Wśród maszyn prezentowanych przez Triumpha, obok nowego Tigera 800, moją uwagę zwrócił piękny, zielono-złoto-perłowy Thruxton 900. Na pomarańczowym stanowisku KTM można było oglądać całą gamę Księciuniów, w tym bestialskiego SuperDuke 1290. Nie zabrakło też offroadowych EXC i dalekodystansowca 1290 Super Adventurera. MV Agusta zaprezentowała olśniewająco wydesignowane maszyny na monowahaczach i z ośkami pustymi w środku, trochę przywodzącą mi na myśl filmy science fiction z lat 80. Można było obmacać zarówno Rivale, polecanego przez mojego ukochanego Naczelnego, jak i Brutale Dragster 800RR. Ducati pokazało m.in. 1299 Panigale S i 899 Panigale. Oddzielne stanowisko miały noszące opinię hipsterskich Scramblery. Nazwa ta oznacza w wolnym przekładzie „smażyciela jajecznicy”, ale na szczęście obok nich serwowano kawę, całkiem niezłą. Jeśli już przy kawie jesteśmy to Kawasaki pokazało przede wszystkim Ninja ZX10R, a także sentymentalnego Vulcana S. Niestety zamówiony i oczekiwany H2R nie dotarł do Polski na czas, a szkoda. Harley-Davidson wystawił prawie dwa tuziny swych muskularnych chopperów, można było oglądać kilka Moto Guzzi, Suzuki oraz Aprilię. Z dwóch wrocławskich salonów Hondy wystawił się RPM Motocykle – zajmujący się wyłącznie jednośladami. Stanowisko było niepokojąco niewielkie, ale pełne najwyższej klasy maszyn, w tym prześliczny chociaż żółty Fireblade oraz CB1100EX ABS i nowość 2015 VFR800X ABS Crossrunner.

HwD nieletnim

Co było łatwe do przewidzenia,  wystawcy motocykli mocno zaakcentowali modele o pojemności do 125ccm, które dzięki nowym przepisom dosiadać mogą posiadacze prawa jazdy kat. B. A jest w czym wybierać! Ścigaczokształtna Honda CBR125 i delikatny naked CBF125 stały tuż obok skuterów PCX125, SH125 i perłoworóżowego SH 125 Mode. Yamaha pokazała klasyczne nakedy SR125, YBR125, oraz R125 i MT125. KTM Duke 125 wdzięczył się mandarynkowo obok kuzyna RC125. Zobaczyć można było też całą gamę małych motocykli i skuterów Aprilia, Gilera, Vespa, Piaggio, Rieju, Kymco i Romet. Najprzedziwniejszą maszyną tej klasy był wielki, ażurowy, harleyokształtny, śliczny The Heist Cleveland sprowadzany z USA przez firmę Lidor.

Z jednej strony cieszy mnie, że wielu ludzi dotąd marzących tylko o dwóch kółkach zacznie z nimi swoją przygodę, z drugiej zaś współczuję gorąco nastolatkom, którzy nie mogą siąść na nic ponad 125ccm nie dlatego, że nie chce im się robić prawa jazdy, ale dlatego że nie mają jeszcze 18 lat i możliwości zdobycia uprawnień na większy motocykl. Właściciele kat. B, kupujący teraz 125ki powodują potężny niedobór tych maszyn na rynku za czym może iść wzrost ich cen, a wszak siła nabywcza młodzieży zazwyczaj nie jest zbyt duża – to co zarobili na ulotkach i oszczędzili z bierzmowania może już nie wystarczyć. Czyli dorosłym z B wiatr we włosy, a biednym dzieciakom wiatr w oczy i H w D (Harley, wręcz Davidson – a co myślałeś czytelniku?).

Tak więc wygląda na to, że wrocławskie targi są też największe pod względem obecności różnych marek motocykli. W porównaniu z zeszłym rokiem przybyło reprezentacji Aprilii i Harleya, a także – co jest szokiem – Kawasaki, które jak dotąd z założenia olewała takie imprezy. Z liczących się producentów niechińskich zabrakło właściwie tylko BMW. Tymczasem na wystawie warszawskiej nie pojawiły się Honda, Harley-Davidson, Triumph i Kawasaki. Na targach poznańskich obecności jeszcze nie potwierdziły Honda, Kawasaki, KTM,  MV Agusta, Aprilia, czy Gilera… no, ale tam będzie przecież Junak 🙂

Jeździć z głową… i z czymś na głowie

Sposród producentów/dystrybutorów odzieży największe stanowisko miała Modeka – importer mający swą centralę w nieodległej Świdnicy, prezentujący też Dainese i Dane oraz kaski Schubert, Shoei i AGV. Na stanowisku Modeki, obok tegorocznych nowości hi-techowej odzieży turystycznej i street, zobaczyć można było też ofertę skierowaną do sportowców, co podkreślić miała wystawiona R6 sponsorowanego przez Modekę Oscara Kubickiego z Trytka Racing Team.

Na chętnych do przymierzania czekały kombinezony Alpinestars, kaski HJC, Arai, ale też i polskich, a naprawdę wysokiej klasy producentów, jak rękawice Shima. Odzież można było zobaczyć nie tylko na stoiskach ale też na pokazach mody na scenie. Oprócz ofert gigantów zawsze warto rozważyć mniej wypromowane, a często równie dobre polskie marki jak 4Biker produkujący kompletną ofertę odzieży od butów po kaski, Proanti szyjący rękawice, Ledmar tworzący ogromny wybór odzieży skórzanej i dodatków w stylu chopperowym, czy AGM szyjący torby motocyklowe.

Dobre, mimo że polskie

Prócz odzieży nasi rodacy tworzą rzeczy, z których naprawdę można być dumnym. Swoje innowacyjne wydechy wystawiły firmy Dominator i Kaliński. Dixer Parts dorabia na miarę zębatki z wyciętymi laserem napisami i wzorkami jakie tylko sobie wymyślisz – tej z liśćmi konopii indyjskiej akurat nie było, bo chyba wszystkie się rozeszły.

Duże wrażenie zrobił na mnie (i nie tylko) projekt Motosave. (facebook.com/motoaniol) Aplikacja na smartfony, która wykrywa utratę przytomności kierowcy i natychmiast alarmuje wskazaną przez użytkownika osobę, podając zarazem lokalizację kierowcy. Może to uratować jego życie gdyby coś mu się stało w samotnej trasie nieuczęszczaną drogą. Twórca udostępnia swą apkę zupełnie bezpłatnie i zadaje sobie trud jej promocji tylko po to by ratować ludzkie życie!

Druga część relacji i obszerna galeria stuntu – zapraszamy tutaj [klik]!

Monika Pacyfka Tichy
Redaktor naczelny

Felietonistka. Jedyna osoba z redakcji z nader stoickim i socjopsychologicznym spojrzeniem na świat, oaza spokoju i miłości. Można ją spotkać w trasie na Hondzie CBF250. Miłośniczka Gymkhany, gorąco kibicująca Adaśko "82" oraz Oscarowi "8". Masz sprawę? Skontaktuj się. Masz sprawę ? Skontaktuj się:

Materiały premium

czytaj kolejne artykuły