CZUPRYN JEDZIE: Powoli ogarniam litra
Michał Zieliński - Czupryn
24 lutego 2014

Za dzieciaka śmigałeś na Ogarze czy innej MZtce. Minęło kilka wiosen, szkolny kompan już dawno rdzewieje w jakiejś zapomnianej szopie, a Ciebie naszło na powrót do jednośladów. Kilka tygodniu później przedstawiasz rodzinie swój nowy nabytek – piękny, błyszczący, sportowy literek. Od biedy 600. I zaczyna się jazda.

Czytasz „MotoRmanię”, przeglądasz fora, a tam jeden się mądrzy przed drugim. Nie rób tego, nie rób tamtego, nie wsiadaj jeżeli Ci życie miłe. Przecież to rady z ust sfrustrowanych kolesi odparzających sobie tyłki na jakiś złomach. Ty masz już trzy dyszki na karku, co się będziesz na skutery ślinił jak pierwszy lepszy młokos. Z tym, że dzisiaj nawet nastolatki wiedzą, że pół litra na głowę to już nie przelewki. Na litr trzeba mieć już czerep z marmuru i równie twarde zwieracze. Jak to się ma do tematu? Niedawno wrzuciłem na bloga tekst o tym, czym kierować się podczas zakupu pierwszego motocykla. Wypunktowałem w nim, dlaczego supersport nie jest najlepszym rozwiązaniem na start i jakie sprzęty można rozważyć w zamian. Jak to zwykle w takich przypadkach bywa, nie musiałem długo czekać na odzew.

Co się okazało? Że mimo szeroko dostępnych, wybrzmiewających w podobnym tonie wskazówek, co najmniej połowa z nas i tak zaczęła przygodę z motocyklami właśnie od sporta. CBRki, ZXRy, GSXRy, w każdej konfiguracji. Kilka osób chwaliło się również, że od paru sezonów śmigają R1 i jakoś wciąż żyją. Nie dziwi mnie to. Bajkerzy, zapatrzeni w starszych stażem kolegów, chcą tak jak oni przykuwać uwagę na ulicach, cieszyć się szacunkiem środowiska, wzbudzać podziw płci przeciwnej. Nawet nasze redakcyjne badania wykazały, że jeżeli chcesz wyrwać laskę przed 60-tką, to tylko Firebladem (i koniecznie w Repsolu! – przyp. Jędrzejak). No to kupują te wszystkie RRy, umiejętności przyjdą z czasem.

Zastanawia mnie tylko, dlaczego podobne praktyki panują wyłącznie w świecie motocyklistów. Żadni inni pasjonaci w pierwszym dniu nie rzucają się na coś, co z góry zostało przeznaczone dla wyczynowców. Narciarze, nurkowie, paralotniarze, wspinacze, biegacze – oni wszyscy cieszą się nową zajawką i dobierają ekwipunek względem swoich umiejętności. My odwracamy tę logikę do góry dnem. Człowiek niemający pojęcia o jeździe siada na wyczynowy sprzęt i, kalecząc jak diabli, napawa się dumą. Z czasem stwierdza, że to jednak średnio komfortowe narzędzie. Przesiada się na coś mniej radykalnego, po czym powoli odkrywa radość nie tylko z otoczki, ale również z samej jazdy. Mija kolejne parę sezonów i widzimy go uśmiechniętego na jakimś turystyku czy innej nieoszlifowanej pyrkawce. Powiecie, że wraz z wiekiem nasze potrzeby się zmieniają. Ja powiem, że w normalnych warunkach nie z wiekiem, tylko z doświadczeniem.

Jak każda reguła, ta również ma wyjątki. Niedawno dostaliśmy mail, w którym MMS i Blu rekomendują swój rapowy kawałek „Wywiad z trupem”. Można taką muzykę cenić, można nie, jednak moją uwagę zwróciło coś innego: po drugiej stronie mikrofonu nawija dwóch młodych, gniewnych chłopaków, którzy mimo buntu są świadomi konsekwencji, jakie niesie błędna ocena własnych możliwości. W swoich słowach nawiązują do kontrowersyjnego wątku, który parę sezonów temu został założony na forum podkarpackich motocyklistów. Po śmierci kolejnego kolegi moderatorzy zdecydowali, że zwykłe upominanie nie wystarczy, trzeba pójść krok dalej. Posługując się autentycznymi wypowiedziami dwóch forumowiczów przygotowali wywiady, w których obaj bronią swoich decyzji dotyczących zakupu pierwszego motocykla. Sedno tkwi w tym, że obaj na tych sprzętach zginęli. Zbyt mocne? Niesmaczne? Efekty ich działań pozostawiam ocenie Wam.

Daleki jestem od moralizowania, byłbym przy tym strasznym hipokrytą. Sam zaczynałem od skręconych zawiasów, wysokoobrotowego silnika i wydechu, który swoim rykiem wskrzeszał dinozaury. Znam również wielu gości, którzy zrobili podobnie. Kilku z nich ogarnia wyśmienicie, większość wciąż jeździ na kwadratowo. Paru nie żyje. Ostatecznie każdą z tych tragedii możemy włożyć do jednego worka i zrzucić na barki statystyk. Zaraz, a może lepiej cieszyć się nową pasją i jednocześnie nigdy do worka nie trafić?

Z całego serducha życzę wszystkim początkującym, by mieli tyle szczęścia co ja i dotrwali do takich refleksji.

P.S.: Skoro już przy statystykach jesteśmy, to 9 na 10 polskich kierowców uważa się za lepszych od reszty. Bardziej utalentowanych, bardziej doświadczonych, z szybszym czasem reakcji i mniejszą liczbą błędów na koncie.

Zapraszamy do pozostałych felietonów z serii Czupryn Jedzie!

Michał Zieliński - Czupryn
Redaktor naczelny

Z zawodu dziennikarz, z zamiłowania żądny świata motocyklista. W tym miejscu mógłby wkleić stary, sprawdzony opis o AK-74, wampirach i włoskiej mafii, ale dał słowo, że dla Motormanii napisze coś ekstra. Słowa dotrzymuje, parę razy w miesiącu. Masz sprawę ? Skontaktuj się:

Materiały premium

czytaj kolejne artykuły