Crash test na polskich drogach
Waldi
11 maja 2012

Polskie drogi to prawdziwe wyzwanie. Nie jesteśmy jednak bezradni. Jeżeli zadbamy o podstawowe minimum zwiększymy szansę uniknięcia wypadku.

Tani bas wypełnia gablotę. Wprawia w drżenie śrubki w plastikowych obiciach. Drży welurowa tapicerka w nieokreślony wzorek. Pod sufitem buja się Wunderbaum. Dziewczyny to lubią? Poważnie?

Lokals przesyła mi przedłużone złe spojrzenie. Wyprzedza na trzeciego. O włos unika czołówki z tirem. Pan w tirze z plakietką „Heniek” pokazuje mu pięść. Wyrazu twarzy Heńka nie podejmuję się opisać. Lokals wciska mi się przed przednie koło i natychmiast hamuje. Wzbija jakiś piach zalegający po zimie. Geez, co ja mu zrobiłem? Znów muszę coś komuś udowadniać? Redukuję bieg. Wyznaczam linię strzału pomiędzy dziurami i załamaniami fal w koleinach. Fireblade nie każe czekać na odnalezienie mocy. Przelatując obok koleżki upewniam się czy nie ma przypadkiem na sobie podkoszulki na ramiączkach i czy na tylnych fotelach nie siedzą kury. Lokals znika w lusterkach wraz z kilkoma innymi. Jeszcze dobrze nie rozgrzałem opon, a tu już totalny combat. To miał być przelot na luzie. Kontemplacja ładnej pogody ze spontanicznymi strzałami na luźniejszych odcinkach. Z takim założeniem odpaliłem moto trzy minuty temu. Przede mną zapalają się czerwone lampki. Skrzyżowanie. Klamka, redukcja, noga na asfalt. Smuga zgniłej zieleni przelatuje nad dziurami po lewej, wzbija kurz, mija wszystko i wszystkich. Przecina pasy balansując miedzy starcami i kobietami z dziećmi na rękach. Powiew o mało nie zdjął jakiegoś rowerzysty. Wszyscy są pod wrażeniem, ale nikt nie dzwoni na policję. Dziwny kraj. Dziewiczy wąs plasuje się na czołowej pozycji. Burackie pole position. On mi chyba dzisiaj nie odpuści. Od tyłu widzę, że zamaszyście sięga po coś, co później łyka. Speed czy Mentos the freshmaker? Otwór korkuje papierosem. Jeszcze dobrze nie rozświetla się włókno żarówki w zielonej lampie przy skrzyżowaniu, a już słychać pisk gum pod Lanosem.

Tego typa spotkam dziś jeszcze kilka razy. Po nim będą następni. Będzie też policja, taranowanie autobusem, BMW napakowane dresami, synkowie nowobogackich z pretensjami, próba przechwycenia traktorem z przyczepą, zdechłe psy na drodze, rodzinne vany z niemowlętami w siodełkach i tatusiami kochającymi emocje. Do tego dojdą pijani rowerzyści o trzech życiach, roboty drogowe pod tytułem „domyśl się, o co nam chodzi” i kępy sprzecznych znaków drogowych walczące z lasem reklam. Na koniec na to wszystko spadnie deszcz.

Skąd to się bierze? Ludzie, którzy przyjeżdżają do Polski spoza byłej żelaznej kurtyny pytają, o co chodzi w walce na naszych drogach. Dlaczego Polacy są tak agresywni, a na przejściach dla pieszych nigdy nie można poczuć się pewnie? Nie potrafię im odpowiedzieć. Pytają też o to, dlaczego po dwudziestu latach wolności i nagłaśnianego boomu gospodarczego wciąż nie mamy autostrad, a większość dróg w kraju w dalszym ciągu straszy widmem komunizmu. Pytają też, dlaczego służby medyczne są w tak opłakanej kondycji. Po pytaniu czy mamy śmigłowce wysłane w miejsca wypadków drogowych i zespoły ratownicze do szybkiego reagowania zaczynam się rozglądać i próbuję zmienić temat. Jakoś trzeba się ratować. Co zrobię jeśli spróbują się dowiedzieć czy zdajemy sobie sprawę z tego, że prawidłowa organizacja pomocy medycznej dramatycznie wpłynęłaby na poprawę statystyk zgonów w wypadkach? Zagadnięcie o plany na wakacje wydaje mi się dobrym rozwiązaniem. Za późno, padają pytania o to, dlaczego nie wymagamy od polityków podjęcia działań i nie rozliczamy ich z realizacji obietnic. Święta racja, w końcu chodzi o nasze jedno jedyne życie. Może pogadamy o ładnej pogodzie? Właśnie zaczęła się wiosna.

W Polsce średnia dzienna zgonów w wypadkach drogowych wynosi 15 osób. Do tego dziennie mamy 170 rannych. Rocznie ginie około 5,5 tysiąca ludzi. To znaczy, że co roku bezpowrotnie żegnamy sporej wielkości miasteczko. Mam nadzieję, że nie cierpicie na numerofobię. Statystyki uświadamiają stan rzeczy. W przybliżeniu 77 procent wypadków powodują kierowcy samochodów. W tych wypadkach ginie najwięcej osób, jest też najwięcej rannych. Aż 30 procent ogółu wypadków powodują kierowcy samochodów służbowych. Trzymajcie się od nich z daleka, za wszelką cenę. Za 13 procent odpowiedzialni są piesi. 10 procent wypadków powodują nietrzeźwi, jakkolwiek i czymkolwiek się przemieszczają. To plaga kraju nad Wisłą. Motocykliści odpowiedzialni są zaledwie za 2 procent wypadków.

Co można powiedzieć obcokrajowcom? Chyba tylko to, że Polacy to gościnny naród, ale w tym kraju lepiej nie wsiadać do samochodu. O motocyklach lepiej nie wspominać. Więcej sensu ma dyskusja o tym, dlaczego japońscy kamikadze udając się w ostatni lot ubierali hełmy. Fakty są jednak takie, że kiedy motocyklista zakłada kask, ryzyko doznania urazów głowy zmniejsza się o 70 procent. Dowodzą tego wyniki badań przeprowadzonych w różnych krajach i są zadziwiająco zgodne. Ryzyko śmierci w wypadku z samym tylko kaskiem na głowie zmniejsza się aż o 42 procent! Zapamiętajcie tę liczbę. Proponuję ukucie nowego przysłowia. Nago, ale w kasku. Niektóre źródła dowodzą jednak, że ubranie taniego lub źle dopasowanego kasku motocyklowego odnosi skutek wprost przeciwny od zamierzonego. Eksperci uważają, że w niektórych przypadkach ubranie taniego garnka jest gorszym pomysłem niż jazda bez niego.

Motocykliści stanowią w przybliżeniu 4 procent wszystkich zabitych w wypadkach drogowych w Polsce. Niestety nie ma żadnych danych, co do tego, ile z tych zdarzeń powodują maniacy kierujący samochodami. Wiemy tylko, że blisko 45 procent wszystkich ofiar śmiertelnych stanowią kierowcy i pasażerowie samochodów osobowych i aż 27 procent piesi. 4 procent to niby niewiele, ale mówimy o sezonie, który trwa dla nas właściwie tylko pięć miesięcy. Jest jeszcze jedno „ale”, które trzeba wziąć pod uwagę. Motocykle stanowią zaledwie 4,2 procent wszystkich pojazdów silnikowych zarejestrowanych w Polsce.

Z analiz wypadków motocyklowych jasno wynika, że niedziela to dla nas najgorszy dzień tygodnia, ale generalnie powinniśmy bardzo uważać w weekendy począwszy od piątku, w dni wolne i święta. Pewnie będzie trudno w to uwierzyć, ale najmniej wypadków zdarza się w nocy. Dobrze jest pamiętać o tym, że większość dzwonów ma miejsce na skrzyżowaniach. Zwiększcie czujność panowie i panie. Najczęstszą przyczyną zderzeń jest powitanie z samochodem nagle skręcającym w lewo. Do tego pamiętajmy, że wywalamy się zwykle powracając do domu. Amerykanie wyliczyli nawet, że większość wypadków zdarza się w odległość kilku minut od domu. Im bliżej gniazdka, tym mniej jesteśmy skoncentrowani i tym większe ryzyko gleby. W tym wypadku pada mit bezpieczeństwa na znanym terenie. Kto by nie myślał o miękkiej sofie, zimnym piwku i tym kimś czekającym na nas z uśmiechem na twarzy. Najniebezpieczniejszy manewr jaki wykonujemy to wyprzedzanie. Zanim odkręcimy, warto się upewnić, że jesteśmy widziani. Wyprzedzanie powinniśmy skrócić do koniecznego minimum. Naszym największym wrogiem jest zbyt duża prędkość. To żadna tajemnica. O tym dowiemy się od policjanta, od dziewczyny, mamy, żony i teściowej. Ale nie jest to niebezpieczeństwo samo w sobie. Prędkość jest niebezpieczna nie dlatego, że jest zbyt duża, ale dlatego że skraca czas na reakcję i wymaga dłuższej drogi hamowania. Wielu motocyklistów pada też ofiarą krótkiej perspektywy obserwacji i tzw. target fixation. Wychodzi na to, że ten kto patrzy daleko przed siebie i w pewnym sensie przez obiekty, a nie pod siebie i na obiekty, wygrywa. Czasem wygrywa życie. W unikaniu opresji na winklach pomaga zrozumienie fenomenu przeciwskrętu, znajomość motocykla i świadomość ustawień zawieszenia. Przed glebami przy prędkościach spacerowych, na skrzyżowaniach, stacjach benzynowych i parkingach, uratuje nas delikatne posługiwanie się przednim hamulcem, albo wyrobienie sobie nawyku kończenia hamowania na małych prędkościach tylko tyłem. Skoro jesteśmy przy hamowaniu, warto je trenować, co jakiś czas. Poznajmy granice naszych motocykli, hamulców i opon. Poznajmy granice nas samych. Niestety fachowcy wciąż odnotowują, że wielu z nas boi się, albo nie potrafi hamować. Przekłada się to na wiele niepotrzebnych gleb i dzwonów. Eksperci dowodzą również, że nie warto błąkać się bez celu. Motocykliści, którzy zmierzają do określonego miejsca i przed wyruszeniem w drogę w myślach zaplanowali trasę, mają o wiele większe szanse na zakończenie przelotu z uśmiechem na twarzy.  Zaraz, kto tu jest wcieleniem wolności i stanowi zagrożenie dla świata ustalonych reguł? Powoli dociera do mnie, że Kowalski to chyba jednak ja. Wszystko jasne. I chociaż wciąż nie rozumiem działań frustratów atakujących nas samochodami, zaczynam rozumieć, dlaczego czasami patrzą na nas jak na śmiertelnego wroga i tak nas traktują.

Waldi
Redaktor naczelny

Masz sprawę ? Skontaktuj się:

Materiały premium

czytaj kolejne artykuły