Italian Classic Cafe Racer Trip – Sportowe klasyki z lat 70-tych
Michał Chylo
15 lipca 2022

Wyobraźcie sobie taką sytuację – jesteście miłośnikami włoskiej motoryzacji i tuż po zakończeniu śniadania, gdzie zajadacie się pomidorami, salsiccią oraz burratą – stoi przed Wami 9 wspaniałych włoskich, sportowych klasyków z lat 70-tych ustawionych na opuszczonym lotnisku.

Chcielibyście choć raz w życiu jeden z nich zobaczyć na żywo a tutaj stoi ich dziewięć, gotowych do jazdy. Do waszej jazdy właśnie nimi! Na lotnisku robimy drag race najmocniejszych w stawce jak Laverda 3CL 1000 i Moto Guzzi Le Mans 850. Obok Was stoi jeszcze żółciutki Ducati SSD 900 który był protoplastą wyścigówki Hailwooda. Zaraz po nich sprawdzacie czy wygra Morini 3 1/2 czy może kilka lat młodsze 500?

Wszędzie ryk gaźnikowych silników zmieszany z zapachem benzyny…

Później ruszacie w trasę, wymieniając się rumakami co kilkadziesiąt kilometrów gdy zatrzymujecie się pod kawiarnią na espresso i wymianę opinii i tych pięknościach.


Trasa zmienia się co chwilę – raz kręte wąskie uliczki między wioskami, zaraz pnące się w górę serpentyny, dookoła jeziora, piękne miasteczka i wszyscy Wam machają. Do tego ta różnorodność – jedne maszyny mają tarcze, inne bębny, niektóre mają jedynkę w dół inne do góry… jedne biegi z lewej, drugie z prawej – tak po angielsku. Wszak to cafe racery!

Ale i cylindrów bywa różnie! Raz dwa, raz trzy…są rzędówki i widlaki a nawet w Benelli cylindrów sześć. Nie dla mięczaków! Pierwsze wrażenie – trzeba od nowa uczyć się jeździć. Ale w jakim stylu – we włoskim! I tak trzy dni. Na włoskich motocyklach w małej Italii… u naszych sąsiadów. W Czechach 😉

Dostaliśmy zaproszenie od Jarka który tak jak my jest miłośnikiem włoskiej motoryzacji. Ale nie takim „zwyczajnym” bo upodobał sobie niezwykłe motocykle, bo klasyczne z okresu chwały włoskich inżynierów!

Pierwsze wrażenie po wspomnianym nauczeniu się jazdy na nowo to zaskoczenie jak te maszyny dobrze jeżdżą! Jak im blisko do dzisiejszych motocykli ale z dodatkiem czegoś czego współczesne motocykle nie mają – są mega osobliwe.

W trakcie tripu pytałem wszystkich uczestników eventu który motocykl ich subiektywnym zdaniem jest najlepszy. Który im przypadł najbardziej do gustu? Zwycięzcy tutaj wyłonić się nie da ani przegranego bo wszystkie maszyny są wyjątkowe a oceny wynikały również z warunków jazdy. Zdarzyło się wielokrotnie że dany motocykl zrobił słabe wrażenie na lotnisku… a na jeździe drogowej ta sama osoba zmieniała zdanie będąc nim oczarowana! Oczywiście zdarzało się też na odwrót.

Nie będę tutaj wchodził w szczegóły danych technicznych – bo te sobie wygooglujecie – natomiast oprę się ma samych odczuciach i emocjach. Oczywiście subiektywnie ale podpierając się opiniami innych. Postaram się krótko ale nie obiecuje 😉

MOTO GUZZI LE MANS 850

Jarek kocha wszystkie te maszyny, ale powiedział że gdyby był zmuszony wybrać tylko jeden to właśnie ten. Byłem więc najbardziej ciekaw by to sprawdzić dlaczego? Odpalenie to cały rytuał ale kiedy silnik V2 zaskoczy nasze myśli zagłuszy całkowicie miód basowego bulgotu! Najgłośniejszy z całej ekipy, na kominach Lafranconi brzmi najbardziej rasowo ale przy tym nie męczy. Wręcz uzależnia!

Jeśli dalej macie obraz Guzzi jako włoskiego, zacofanego Harleya to tutaj sport przejawia się sport przez prawdziwe S. Jest zadziwiająco szybki i elastyczny zarazem. Do tego motocykl jest wygodny, nawet w dwie osoby. Reszta jest jak w dzisiejszych Gutkach, jest grubociosany a skrzynia chodzi ciężko, z długim skokiem i ogólnie jak jej się chce… ale układ dźwigni jest współczesny. Hamulec przedni nie wyrabia ale tył (który jest połączony z przodem) daje radę. Mój numer jeden 😎

LAVERDA 3CL 1000

To że mam słabość do Laverdy od lat, wie każdy kto mnie zna. Tu miałem zaszczyt pojeździć aż dwoma! I zacznę od tego że jest to mój numer jeden ex aequo z Le Mans.
Motocykl tak samo toporny wizualnie jak Gutek zarówno jak i na papierze a w jeździe staje się lekki. Wszystko tu jest duże ale ma to swój urok. Na wolnych obrotach chodzi jak żadna inna rzędowa trójka bulgocząc dostojnie, później się wycisza w środku i zaczyna warczeć od 5000 rpm! Jednak mocy i momentu macie tyle że nie musicie tam kręcić, bez problemu cała trasę przyjedziecie na trójce lub nawet czwórce!

Skrzynia sama wymaga zdecydowanej nogi by bieg wskoczył ale że ja lubię jak wszystko chodzi ciasno to od razu się polubiliśmy. Aczkolwiek biegi mamy z prawej strony za to jedynka w dół. No i przepala hektolitry benzyny. Hamulce mimo że tarczowe to musza trochę powalczyć z masą i mocą. A używanie tylnego prawą nogą wymaga koncentracji. Prowadzenie jest stabilne mimo iż silnik telepie całym motocyklem (co widać dopiero na postoju). Wymaga siły jak cały motocykl ale wtedy wszystko staje się proste! Od razu bym ją podrasował na wzór SFC 😁 Laverda ma pierwsze miejsce u brata Jarka jak i u małego Michała będącego pasażerem wszystkich motocykli. Jest też w odczuciu najbardziej współczesna.

MOTO MORINI 3 1/2 SPORT

Najmniejszy motocykl stawki, z najmniejszym silnikiem, najsłabszym przednim hamulcem… i największym charakterem! Wsiadasz na niego, i od razu czujesz się cool. Wykonanie jest perfekcyjne a klimat wzbogaca totalna klasyka jak szprychy i brak kierunkowskazów oraz rozrusznika. Tak tak jest kopniak!

Nasze nieobycie skutkuje kilkukrotnym gaśnięciem motocykla ale odpalanie nie tworzy problemy. Biegi z prawej strony, jako w jedynym motocyklu jest sześć, jedynka w dół ale gorszy jest hamulec nożny z lewej – a będziecie musieli się polubić. Przód mimo sporego bębna to raczej spowalniacz… a jest co spowalniać!

Lekki motocykl równie lekko wkręca się na obroty, ani się obejrzycie i na waszym obrotomierzu dominuje 7000 rpm. Zapominacie że to „tylko” 350 ccm i gnacie razem z resztą. A na krętej drodze… reszta nie ma z wami szans! Czujecie się na nim jak ryba w wodzie tylko że to ryba szatan. To jedyny motocykl w stawce z zamkniętymi oponami 😉 Zdecydowanie mój numer dwa jak i Sławka czyli na pudle! Natomiast dostał od Andrzeja ostatnie miejsce bo on nie lubi kręcić silnika.

MOTO GUZZI V7 SPORT

Gdy przyjechał na plac wszyscy oniemieli. Jest to najpiękniejszy motocykl eventu. Kolor, styl, cylindry, te ogromne bębny… poezja. Na lotnisku wszyscy byli zachwyceni! Kultura pracy silnika i dźwięk to miód dla zmysłów. Biegi są z prawej i do tego jedynka do góry ale… to totalnie nie przeszkadza.

Jest to „Gentleman bike” i tam wszystko robi się dostojnie a zarazem dynamicznie. Hamulec przedni bębnowy jest mocniejszy niż większość tarczowych w stawce! Natomiast to typowe GT i… próbując dogonić Le Mans miałem mieszane uczucia na wąskiej i pełnej serpentyn drodze.

Gdy tylko zwolnimy albo wyjedziemy na drogę bardziej przelotową to przyjemność wraca. Prowadzi się naprawdę lekko a skrzynia to ideał! Dlaczego Guzzi zepsuło ją w każdym kolejnym motocyklu?
To świetny przykład że postęp nie zawsze jest dobry… dzisiejsze V7 nie stały nawet koło tego. Mój numer trzy a u kilku osób w tym Andrzeja i Sławka to numer jeden!

LAVERDA SF 750

Najstarszy motocykl w stawce a ile w nim miodu. Inna całkowicie niż 3CL 1000 a jednak podobna. Dwucylindrowy rzędowiec pali na dotyk rycząc niczym nasz rodzimy Fiat 126p na ssaniu. Wibruje też tak samo albo i bardziej – w zasadzie to jedyna wada tego motocykla. Wszystko chodzi tu twardo i ciasno, wymagając mężczyzny a nie chłopaka. Ale wszystko chodzi! Mamy wrażenie pancernego motocykla. Pancernego sportowego motocykla.

Zawieszenie jest twarde, kanapa też ale im szybciej jedziemy tym jest to fajniejsze. Hamulce bębnowe zarówno z przodu jak i z tyłu są mocne, na tyle że na mokrym trzeba bardzo uważać. Jest przy tym lekka w porównaniu z Jotą 1000 i nie przeszkadza że jest też sporo słabsza. Ale za to pali mało 😉
Brak kierunkowskazów za to rozrusznik działa bez zarzutu tak jak i biegi z prawej strony z jedynką do dołu. Gdybyśmy mieli ten silnik w naszym Maluchu to zawojowalibyśmy świat!
Mogłaby być moim numerem trzy a u Andrzeja o mały włos zostałaby numerem jeden.

DUCATI SSD 900 DESMO

Największa maszyna w stawce a wcale z nie największym silnikiem i wyglądająca najbardziej wyścigowo. Z racji że teraz mam również żółte Ducati poprawność polityczna nakazywałaby mi wybrać właśnie jego. Na lotnisku byłem rozczarowany bo prowadzenie na tle reszty to była tragedia. Dźwięk nie powalał ale za to najlepsze hamulce w stawce! Jednak Ducati nie tylko dzisiaj ale i 50 lat temu miało najlepsze układy od Brembo. Wystarcza przedni w zupełności.

Pozycja też jest jak we współczesnych sportowych Dukatach czyli totalnie wyścigowa. Nogi wysoko i z tyłu, ręce nisko i daleko a dupa zjeżdża nam wprost na zbiornik. Ale na pocieszenie układ dźwigni tradycyjny. Silnik jest zadziwiająco elastyczny, moc jest zawsze i na każdych obrotach a kultura pracy tylko troszkę niższa niż w V7. To mimo niedużej mocy. I jak dzisiejsze Ducati tak ten pokazuje na co go stać dopiero przy wyższych prędkościach i najlepiej na równym asfalcie z szybkimi łukami. Serpentyny to nie jego żywioł. Jest też ciężki na tle reszty co dzisiaj jest nie do pomyślenia. Natomiast jest totalnie stylowo niczym disco volante. Dla Kukiego i Bruno numer jeden gdzie na lotnisku Kuki był pierwotnie rozczarowany a zaskoczenie że u Andrzeja również na pudle!

BENELLI SEI 900

Jak nazwa wskazuje jest to złoty Graal wielu motocyklistów – rzędowy sześciocylindrowiec! Silnik kradnie tutaj całe show zarówno niespotykanym wyglądem jak i specyficznym dźwiękiem. Na wolnych obrotach subtelnie bulgocze jak rzędowa trójka by wraz z obrotami i kolejnymi biegami zmienić się w świst a następnie w turbinowy gwizd! W zasadzie wszystko jest tutaj ok, wszystko działa zawsze a nawet jest trochę nudno niczym w Japonii 😉

Nic się nie psuje co jest fenomenem jak na Benelli. Moc jest jak w elektryku, zawsze i na każdych obrotach ta sama a masa ginie tuż po ruszeniu. Objawia się tylko przy ciasnych naprzemiennych zakrętach gdy chcemy gonić resztę. Nie to że motocykl ciężko skręca co to to nie. Ale mamy wrażenia jazdy sportową lokomotywą. Biegi tradycyjnie a hamulce bardzo dobre. Bez problemu można go używać na codzień jak każdego innego współczesnego motocykla a zwłaszcza do turystyki

MOTO MORINI 500:

To kolejny przykład że postęp nie zawsze służy… mamy większy i mocniejszy silnik niż w 3 1/2 Sport. Mamy z przodu tarczowy hamulec który działa świetnie. Skrzynia chodzi perfekcyjnie, krótki skok i bardzo miękko zmienia wskakują kolejne przełożenia, jak i redukcje. Najlepsza skrzynia zaraz po V7. Podnóżki są bardziej w tyle, kierownica dalej na lotnisku Sławek był nim oczarowany i go wybrał mimo ciągłej jazdy 350tką dnia poprzedniego.

Ale… No właśnie ? Rama jest dłuższa i prowadzenie się pogorszyło niż w małym Morini. Silnik ma więcej mocy ale przestał lubić obroty – teraz zakres 4000-5000rpm zamiast 6000-7000 co wcale nie znaczy że ma więcej dynamiki. No i te wibracje których mały nie ma… jeszcze są w zakresie najbardziej użytkowym. Biegi oczywiście po prawej. Cały motocykl też wyglada biedniej przy mniejszym. Ma rozrusznik ale fakt ten nie sprawia że nie trzeba go odpalać z kopniaka 😉
Za to jechało mi się nim wygodnie i bardzo fajnie. Jednak już nie sportowo… bardziej w stylu granturismo. Sławek po chwili testu drogowego uznał że to jego motocykl zamykający listę, jako ostatnie miejsce. U mnie przedostatni. Dla Alessia znowu numer jeden z powodu łatwości w obsłudze.

MOTOBI 650 TORNADO

Gdyby był konkurs na Gentleman Bike to Motobi wygrywa w przedbiegach. W zasadzie to też jest Benelli tylko pod inną nazwą. Niby nazwa szybka, niby cafe racerowy zadupek i niby silnik na luzie przy przegazówie kręci momentalnie do 7000rpm(raczej oszukuje) Silnik jako jedyny kręci się do tyłu co jest rozwiązaniem sportowym… ale to by było na tyle sportu 😉

Był dużym zaskoczeniem na lotnisku bo to na nim wpadłem na pomysł kręcenia filmiku telefonem na motocyklu. Ale na drodze dla mnie ostatnie miejsce, co oczywiście nie jest jego wadą. Jest najsłabszy, prowadzi się bardzo dobrze ale czuć w nim masę kiedy reszta ładnie ją gubi. Pozycja jest na „kibel” – nogi z przodu do tego prawa zahacza o kickstarter. Biegi z prawej plus jedynka… do góry. I ta skrzynia nie lubi szybkiej zmiany.

Za to wygoda? Zaraz po Sei 900 najwygodniejszy motocykl. Do tego te chromy, które są wszędzie. Liczniki to sztuka sama w sobie zresztą jak i dźwignie. Jednak dla prawie wszystkich był na końcu listy z naszej stawki. I nie to że to kiepski motocykl! Jest fantastyczny ale na tle reszty traci. Za to nadrabia stylem 😉


Najpiękniejsze na wszystkich tych motocyklach jest to że nie musisz jechać szybko by czuć się szybkim!

Michał Chylo
Redaktor naczelny

Intensywnie - to słowo idealnie opisuje moje życie. Znajomi pytają skąd mam tyle energii? - Tutaj mogę się nią z Wami podzielić. Historiami z mojego życia i pasjami dzięki którym żyje jak Motocykle, Samochody, Narty, Podróże, Inspiracje... Masz sprawę ? Skontaktuj się:

Materiały premium

czytaj kolejne artykuły