Sól, cukier, pieprz i wanilia, czyli relacja czytelników MotoRmanii ze wspólnego wypadu na supersporcie, nakedzie, turystyku oraz enduro.

Cel: jeżdżenie po polskich Tatrach, Słowacji i Węgrzech.
Czas trwania wypadu: 4 dni
Dystans przejechany: około 1500 km przyjmując start z Częstochowy

Na wyjazd poszli w ciemno:

„Dycha” na Aprilii RSV Faktory RR
Jarek vel „TYGRYS” na Hondzie Varadero
Bolek na Suzuki SV
„Jajko” na Hondzie CBR 954
„Rossi” na Yamasze R6 vel „ULEP”
„Bełkot” na Yamasze BT1100 Bulldog

Już po kilkudziesięciu kilometrach za Częstochową mieliśmy pierwszą sytuację mrożącą krew w żyłach. Bolkowi, z kufra Suzuki SV wypadł plecak wprost pod koła rozpędzonej Aprilii. Na szczęście obyło się bez ofiar i cała akcja wygenerowała jedynie wzrost ciśnienia u kierowcy RSV. W Siewierzu trafiliśmy na wielki korek. Bolek trącił tira swoim kufrem, po czym panowie kierowcy wielkich ciężarówek rozpowiedzieli między sobą, że lepiej się rozsunąć i umożliwić przejazd grupie motocyklistów. Zatrzymaliśmy się dopiero w Suchej Beskidzkiej. Jest tam knajpa Rzym, która ma przeszło 300 lat. Na szczęście jedzenie jest znacznie młodszej daty, a drogę przez Suchą Beskidzką, Zawoję, Jabłonkę, polecamy ze względu na piękne widoki i przyzwoity asfalt.

Dotarliśmy do słowackiego Liptowskiego Mikulasa popołudniu, a Jajko znalazł wolną kwaterę za 8 euro od osoby za noc. Mieliśmy do dyspozycji dwa pokoje, łazienkę i kuchnię.

Po rozpakowaniu się, poszliśmy do Mekki motocyklistów, Baru & Restauracji Route 66. Warto odwiedzić to miejsce, żeby poczuć specyficzny klimat, który tam panuje. Drugi dzień miał upłynąć pod znakiem jazdy po serpentynach prowadzących na górę Harmaniec w powiecie Bańska Bystrzyca. To kilkudziesięciokilometrowy raj dla motocyklistów z doskonałymi zakrętami i dobrym asfaltem. Niestety, zaledwie po kilku kilometrach od naszej kwatery ULEP, czyli Yamaha R6 po wypadku, odmówiła posłuszeństwa i zgasła. Gdy Rossi dostał się do regulatora napięcia okazało się, że spalona jest kostka łącząca przewody, co powodowało brak ładowania. Po oczyszczeniu kostki, podłączeniu przewodów i wypożyczeniu akumulatora z SV maszyna odpaliła, a my mogliśmy udać się w kierunku wysokich Tatr.

Jajko widząc jak Dycha i Rossi pokonują zakręty szlifując slajdery postanowił, że również zacznie schodzić na kolano. Kilkanaście minut konsultacji i kilkadziesiąt zakrętów później jego cel został osiągnięty.

Kolejny dzień upłynął nam na relaksie, moczeniu się w Tatralandii. Będąc na Słowacji koniecznie trzeba to miejsce odwiedzić. Aquapark Tatralandia jest największym całorocznym areałem wodnej zabawy na Słowacji, w Czechach i Polsce. Znajduje się w okolicy zwanej Liptov. Sercem całorocznego aquaparku jest źródło termalnej wody o temperaturze 60,7 ◦C, wydobywanej z ponad 2500 m głębokości. Termalna woda w niektórych basenach zawiera część wód z morza, które były w Liptowskiej kotlinie przed 40 milionami lat.

Podczas pobytu trzeba uważać na ostro operujące słońce, by opalenizna nie miała koloru wozu strażackiego. Niestety z takim właśnie kolorem skóry aquapark opuszczał Jarek i Jajko, co w perspektywie rychłej podroży nie wróżyło nic dobrego. Z samego rana czekał nas start na Węgry i dojazd do Miszkolc Topolca. Po przejechaniu 300 km dotarliśmy do celu. Czym właściwie jest Miszkolc Tapolca? Jest to uzdrowiskowa część Miszkolca (Miskolca), od centrum oddalona o 5 km. Miasto leży w północnej części kraju, u podnóża Gór Bukowych. Na szczególną uwagę zasługują licznie występujące w regionie groty, których jest ponad 300. Znajduje się tam jedyne w Europie kąpielisko termalne w jaskini – Burlangfurdo. Jest ono wypełnione ciepłą wodą, bijącą w niektórych miejscach tak silnie, że tworzy naturalne bicze wodne. Termalna woda o temp. 30◦C spływa potokami ze skał, tworząc naturalne bicze wodne. Urozmaiceniem są naturalne prądy wodne oraz czyste, pozbawione bakterii powietrze. Całoroczne kąpielisko w grotach posiada również kilka basenów odkrytych o temp. wody 28-35◦C, natomiast w pobliskim kompleksie termalnym czynnym tylko latem – znajduje się 6 basenów (m.in. rekreacyjne, lecznicze, dziecięce) o temp. wody 28-30◦C. Ponadto, dodatkową atrakcją Miszkolca-Tapolcy jest uroczy staw z wypożyczalnią łódek i kajaków.
Wszystko co dobre szybko się kończy, popołudniu zaczęliśmy się zbierać w drogę powrotną do Liptowskiego Mikulasza. Dzięki nawigacji, w którą wyposażona została Honda Varadero Jarka, droga powrotna przebiegła znacznie sprawniej. Około 21 wyszliśmy na pożegnalny wieczór z knajpą Route 66. Bawiliśmy się tak dobrze, że opuściliśmy legendarną knajpę dopiero przed świtem. Niezbyt rozsądnie, jeżeli weźmiemy pod uwagę, że Jajko musiał zameldować się w Częstochowie na godzinę 15. Powód prozaiczny – był organizatorem wieczoru kawalerskiego swojego kolegi. Po wczesnej pobudce udało się nam jakoś zebrać, jednak zaraz po przekroczeniu granicy zaczęły się przygody. Bolek źle się czuł i ciężko mu się jechało. Pomylił drogę skręcając na Kraków, a nie tak jak my, na  Oświęcim. Jako, że miał wszystkie dokumenty i portfel Jajka musieliśmy go odszukać. Niestety, podczas akcji ratowniczej, Jajko zahamował zbyt gwałtownie na piasku i zaliczył szlifa. Na szczęście obyło się bez większych strat. Ostatecznie stanęło na tym że Dycha, Bełkot i Rossi, mając znacznie wyższe tempo jazdy, pojadą sami, a Jajko, Jarek i Bolek pojadą na Kraków.

Jajko mając za sobą szlifa i to, że musi zdążyć na 15 do Częstochowy jechał pod sporą presją. Zemściło się to na „zakopiance”. Uderzył w samochód jadący po jego prawej stronie (miał go w martwym punkcie). To już nie był szlif, ale seria frontflipów z lądowaniem na krawężniku. Na szczęście jednoczęściowy kombinezon spisał się tak dobrze, że Jajko wyszedł z tego bez szwanku. Dzięki crash padom maszyna też przeżyła i wymagała jedynie kuracji kosmetycznych. Jajko mógł kontynuować drogę powrotną…

Jest jedyną osobą, jaką znamy, która zaliczyła jednego dnia dwa wypadki motocyklowe i wieczór kawalerski.

Ale Jajko lubi ekstremalne życie – w swoim mieszkaniu ma: narzeczoną, węża, legwana i kota.

Wszystko dobre, co się dobrze kończy – wróciliśmy do domu cali i zdrowi. Pomysłodawcą całego wyjazdu był Bełkot. Jemu zawdzięczamy rozpoznanie terenu, wybór miejsc, które warto zobaczyć i dróg, którymi trzeba było jechać. Zbliża się zima, a to idealny czas żeby zaplanować kilka kolejnych wypadów.

Do zobaczenia na trasie!

Tekst: „Dycha”. Zdjęcia:„Bełkot”

 

Koszty:
Noclegi: 8 euro
Jedzenie i picie: 5 x 10 euro
Wstęp do Tatralandii: 17 Euro
Wstęp do Miszkolc Topolca: 10 Euro
Ceny paliwa w Polsce, na Słowacji i Węgrzech są praktycznie takie same.

Jak spakować się na motocykl sportowy? To proste:
Kupić torbę nieprzemakalną (tzw. wałek) z Louisa za 5 euro.

Torba ma pojemność 50 litrów.
Mieści się do niej :
– śpiwór
– materacyk pompowany
– buty
– spodnie długie
– krótkie spodenki
– 3 podkoszulki
– 5 par skarpet
– 5 majtek
– ręcznik
– kosmetyczkę
– klapki
– przeciwdeszczówkę
Zadupek motocykla warto obkleić folią za 5 zł/m2, którą się kupuje w sklepie np. dla plastyków. Wtedy pas mocujący torbę do motocykla podczas kilkusetkilometrowej podróży nie obrysuje nam plastików.

AQUAPARK TATRALANDIA oferuje:

  • Wodne atrakcje – 11 basenów (8 całorocznych basenów z mnóstwem wodnych atrakcji: jacuzzi, wodne: prądy, huśtawka, koszykówka, siatkówka, Aqua aerobic oraz 3 sezonowe baseny – basen dziecięcy, basen dla pływających i basen z 21 atrakcjami )
  • 28 zjeżdżalni + nowa zjeżdżalnia BOOMERANG RAFT RAMP – ponad 1800 m długości
  • Wyspa piratów z Karaibów – niepowtarzalny tropikalny wellness z basenami, widokiem na Tatry
  • Saunowy świat – Tatra-Therm-Vital – kompleks 16 parowych saun
  • Wellness Paradise – kompleks z masażami, leczniczymi kąpielami i relaksacyjnymi zabiegami
  • Showland – codzienne animacje
  • Tarzánia – linowy tor przeszkód