Z wyników ostatnich przedsezonowych testów klas Moto2 i Moto3 trudno wyciągnąć zbyt wiele wniosków. Trzydniowe jazdy w hiszpańskim Jerez upłynęły bowiem pod znakiem intensywnych opadów deszczu.

Sucho było tak naprawdę tylko przez dziesięć ostatnich minut jednej z dziewięciu sesji kategorii Moto2, dlatego analiza najlepszych okrążeń mija się raczej z celem. A szkoda, bo ostatnie zimowe testy były także pierwszymi, podczas których wszyscy w stawce używali takich oficjalnych, dostarczonych przez organizatorów silników.

W lutym w Jerez najszybszy byli Francuz Johann Zarco, Brytyjczyk Sam Lowes i obrońca tytułu, Hiszpan Tito Rabat. Jednostek napędowych w jakiej specyfikacji wtedy używali? Tego nie wie nikt, ale fakt, że Lowes był górą także w tym tygodniu, może być dla byłego mistrza świata Supersportów zapowiedzią dobrego sezonu.

Podopieczny ekipy Speed Up – jeden z nielicznych zawodników, którzy nie korzystają z podwozi niemieckiej marki Suter – otrzymał od swojego włoskiego zespołu nowe zawieszenie i wahacz, które zachwalał już w lutym. W środę Lowes najlepiej wykorzystał suchą końcówkę sesji, drugiemu zawodnikowi w stawce odskakując aż na sekundę. Jego najlepszy rezultat był jednak aż o bite dwie sekundy gorszy od najszybszego czasu Johanna Zarco sprzed miesiąca.

Zarco z kolei popisywał się w tym tygodniu w Jerez szybkim i równym tempem podczas wszystkich mokrych sesji i choć po drodze zaliczył niegroźną wywrotkę, otwarcie zapowiada walkę nie tylko o zwycięstwa, ale i mistrzowski tytuł. Rabat, który w pięcioletniej historii Moto2 będzie pierwszym zawodnikiem decydującym się bronić tytułu zamiast awansować do MotoGP, w Jerez był z kolei w tym tygodniu jednym z najbardziej pracowitych zawodników, pokonując najwięcej okrążeń na mokrym torze. Swoje jazdy Hiszpan zakończył jednak wywrotką. Już bodaj piątą tej zimy.

O ile Lowes wyraźnie odskoczył rywalom, różnica pomiędzy drugim a dziesiątym zawodnikiem wyniosła zaledwie sekundę. W tej grupie znaleźli się m.in. tacy faworyci jak Niemiec Jonas Folger i Szwajcar Thomas Luthi, ale też nieco niespodziewanie Malezyjczyk Azlan Shah, Szwajcar Randy Krummenacher czy wracający do czołówki po fatalnym sezonie 2014 Japończyk Takaaki Nakagami. Czy to zapowiedź skoku formy całej trójki, czy raczej efekt pogodowej loterii?

Daleko w stawce znów znalazł się debiutujący w Moto2, ubiegłoroczny mistrz świata Moto3, Alex Marquez, a także wracający po kontuzji Włoch Simone Corsi. To efekt braku tempa czy po prostu ostrożnej jazdy po trudnej zimie? Przekonamy się w Katarze, gdzie deszcz nie będzie wymówką. Przy sztucznym oświetleniu jazda po torze Losail jest niemożliwa, o czym w poniedziałek podczas testów przekonali się tam zawodnicy MotoGP.

Tak czy inaczej dziewięć dni zimowych jazd potwierdziło, że najmocniejsze karty w swoich rękach mają właśnie Rabat, Zarco i Lowes. Kto dołączy do nich nie tylko w Katarze, ale i podczas siedemnastu pozostałych wyścigów Moto2? Bardzo możliwe, że Luis Salom i Alex Rins, choć ten duet przez trzy dni ani na chwilę nie wyjechał w tym tygodniu na tor.

Młode wilki wkraczają do gry

Także w przypadku najmniejszej kategorii, Moto3, ostatnie jazdy nie rozwiały ostatnich wątpliwości. Dwa wcześniejsze testy padły łupem szalenie imponującego debiutanta, Francuza Fabio Quartararo. W Jerez tym razem górą był jego zespołowy kolega z mistrzowskiej ekipy Emilio Alzamory, Hiszpan Jorge Navarro. Jego rezultat, uzyskany podczas jedynej suchej sesji trzydniowych jazd, był jednak o dwie i pół sekundy gorszy od lutowego wyniku Francuza, który tym razem był trzeci. Pomiędzy nimi znalazł się doświadczony Brytyjczyk Danny Kent, także na Hondzie, który jednak na suchym torze przejechał tylko pięć kółek. Czwarty był kolejny zawodnik Hondy, Włoch Niccolo Antonelli.

Nie ma wątpliwości, że po ubiegłorocznym triumfie Alexa Marqueza, także i tym razem karty rozdawać będą zawodnicy Hondy. Pytanie, jak daleko w tyle zostanie KTM i czy debiutanci będą w stanie powalczyć o mistrzostwo? Patrząc na wyniki testów w Jerez, motocykliści na austriackich maszynach mogą być w sporych tarapatach. Włoch Romano Fenati z ekipy Valentino Rossiego był dopiero dziewiąty, a dwie kolejne pozycje zajęli Brad Binder i Miguel Oliveira z ekipy Red Bull KTM Ajo.

Znów solidnie poradził sobie za to młody Jorge Martin na Mahindrze ekipy Aspara, który zanotował piąty rezultat. Hiszpański debiutant, ubiegłoroczny triumfator pucharu Red Bulla, jest kolejną nową twarzą, która może w tym sezonie zabłysnąć. Nie wszyscy debiutanci będą jednak mieli taką szansę już w Katarze. Aby wystartować w mistrzostwach świata Moto3, zawodnik musi mieć skończone szesnaście lat. Stefano Manzi, trzeci w pucharze Red Bulla rok temu, swoje szesnaste urodziny świętował będzie dopiero w następną niedzielę, ale nie zrobi tego na polach startowych toru Losail, bo zgodnie z przepisami nie zostanie dopuszczony do kwalifikacji, a co za tym idzie do wyścigu.

W innej sytuacji jest Fabio Quartararo. Gdyby spojrzeć na wiek, Francuz musiałby opuścić pierwsze trzy rundy, bowiem szesnaście lat skończy dopiero za kilka tygodni. Specjalnie dla niego, na prośbę Hondy, organizatorzy zmienili jednak przepisy. W MŚ może zadebiutować młodszy zawodnik, jeśli wygrał wcześniej mistrzostwa Hiszpanii Moto3. Quaratararo zrobił to dwukrotnie.

Choć cała sytuacja jest nieco kontrowersyjna, nie ma wątpliwości, że młody Francuz to ogromny talent. Dominował podczas testów, ale tory w Jerez i Walencji zna jak własną kieszeń. W końcu od ośmiu lat mieszka w Hiszpanii. Teraz czeka go jednak największy do tej pory sprawdzian i debiut w MŚ na zupełnie nowym dla siebie torze w Katarze. Jeśli będzie narzucał tempo i tam, rywale – także ci na Hondach – będą mieli ogromne powody do niepokoju. Tak czy inaczej wszystko wskazuje na to, żę w Moto3 czeka nas w tym roku zupełnie nowe rozdanie, a najlepsze karty wydają się mieć debiutanci.

Grand Prix Kataru i cały sezon MotoGP 2015 już od czwartku na sportowych antenach Polsatu.