Zmorą motocyklistów są mandaty za prędkość, nie zawsze powinniśmy je przyjmować, bo nie zawsze to co nam pokazuje policja jest prawdą.

 

Większość urządzeń wykorzystywanych przez policję do pomiarów prędkości pozwala na uzyskanie odczytu z odległości znacznie większej, niż zasięg wzroku kierowcy – dlatego w 2020 powinniście się mieć na baczności. Cieszący się złą sławą ręczny radar iskra, według polskiej instrukcji, ma maksymalny zasięg pomiarowy wynoszący 800 metrów, mierniki laserowe pozwalają uzyskać odczyt prędkości obiektu z odległości nawet powyżej kilometra. Uwagę należy zwrócić na słowo „odczyt”, a nie „pomiar”. Prawda jest taka, że w warunkach drogowych prawdopodobieństwo, że taki pomiar będzie rzeczywiście dokładny, a nawet to, którego konkretnie pojazdu pomiar dotyczył, nie jest wcale duże. Niestety policji to wcale nie „przeszkadza”. Ulubione miejsca takich kontroli to np. długie proste i odsłonięte odcinki dróg na wjazdach do miejscowości (np. początek „pięćdziesiątki”). Kierowcy często po wjeździe do miejscowości – szczególnie jeśli wzdłuż drogi nie ma gęstych zabudowań – zamiast energicznie zwolnić z 90 do dopuszczalnych 50 km/h, po prostu pozwalają auto się toczyć, bo przecież przy drodze policji nie widać. Tymczasem radiowóz może stać gdzieś w bocznej uliczce kilkaset metrów dalej. Co warto zrobić jeżeli w takiej sytuacji patrol nas zatrzyma?  Jeśli ruch w danym miejscu i czasie był gęsty, a pomiar odbył się z wieluset metrów i jesteśmy to w stanie udowodnić, to warto rozważyć nieprzyjęcie mandatu i wyjaśnienie sprawy przed sądem. To czasochłonne i nie ma żadnej gwarancji sukcesu, ale są wyroki, w których sądy na podstawie opinii biegłych podważały takie pomiary. Jeżeli uważacie, że jesteście pokrzywdzeni to działajcie.

przemyslaw-wronecki.1200

Problem pomiarów prędkości wykonywanych ze zbyt dużej odległości dotyczy także tych wykonywanych przy użyciu wideorejestratorów w policyjnych samochodach nieoznakowanych. Przypomnijmy: policyjny wideorejestrator nie mierzy prędkości ściganego auta, ale prędkość, z jaką porusza się radiowóz, w którym go zamontowano. Odczyt prędkości wyświetlany na nagraniu pochodzi zwykle z czujników ABS/ESP przy kołach policyjnego pojazdu. Pomiar prędkości ściganego auta polega na tym, że na określonym odcinku auto policyjne ma się poruszać z prędkością taką samą, jak pojazd, którego prędkość ma zostać w ten sposób zmierzona – w praktyce wystarczy, żeby na początku i na końcu odcinka pomiarowego dystans między radiowozem a ściganym motocyklem, czy autem był taki sam. Jeśli w trakcie pomiaru dystans się skróci, wynik zostanie zafałszowany na niekorzyść kierowcy. Problem polega na tym, że dystans oceniany jest… na oko policjanta – im większa odległość między pojazdami i im krótszy odcinek, tym przekłamanie może być większe. W skrajnych przypadkach błąd może wynieść nie kilka, a kilkadziesiąt kilometrów na godzinę! Nawet bardzo czujny, „elektryczny” kierowca nie spodziewa się, że malutki punkcik w lusterku, to nieoznakowany radiowóz dokonujący pomiaru prędkości.

Jeżeli będziecie czuli, że coś z pomiarem jest „nie tak” to na podstawie tego uzasadnienia możecie również odmówić przyjęcia mandatu, a potem próbować podnieść taką argumentację w sądzie – nie chodzi tylko o pieniądze, ale także o punkty karne. Czasem warto walczyć do końca.

 

Przykłady wygranych spraw :

Pod koniec 2017r, prowadzący BMW Emilian P. został przyłapany przez funkcjonariuszy na przekroczeniu prędkości w terenie zabudowanym (ograniczenie do 50 km/h). Pomiar dokonany wideorejestratorem w nieoznakowanym radiowozie na odcinku 100 metrów wykazał średnią prędkość pojazdu wynoszącą 93,9 km/h. Kierowca odmówił przyjęcia mandatu, a sprawę skierowano do sądu, gdzie przyznano mu rację. Z uzasadnienia sądowego dowiadujemy się, że radiowóz na odcinku pomiarowym nie utrzymywał ani stałej prędkości, ani stałej odległości za ściganym samochodem, a ten na 63. metrze pomiaru rozpoczął hamowanie. To może świadczyć o błędzie pomiaru z winy funkcjonariuszy, zdaniem sędziego jednak winę ponosi rejestrator, którego zasada działania uniemożliwia dokładną ocenę prędkości śledzonego pojazdu. Urządzenie powinno bowiem ustalać i zabezpieczać dowód przekroczenia prędkości w sposób, który nie będzie budził wątpliwości. Tymczasem utrzymanie stałej odległości za mierzonym autem lub motocyklem, w warunkach ruchu drogowego jest praktycznie niemożliwe.

Podobnym orzeczeniem zakończyła się także sprawa ze stycznia 2018 roku w Katowicach – wówczas oskarżony również został uniewinniony, a sąd orzekł, że nagranie z wideorejestratora samochodowego nie może być obiektywnym dowodem w sprawie sądowej.