Zakręceni
Simpson
16 kwietnia 2012

Docent Simspon przechodzi do najwyższego poziomu jazdy stuntowej. Mamy nadzieję, że jesteście na to przygotowani…

Cyrkle, circle wheelie, czy zwykłe kółka – jak zwał, tak zwał… Wykonanie ich jest już nieco trudniejsze od problemów związanych z nazewnictwem, ale jakoś damy radę. O ile się nie mylę, jako pierwszy, ten trick wykonywał gość zwany Wheelie Man, mniej więcej wtedy, kiedy w Polsce telewizja była jeszcze czarno-biała. Jak zwykle popularyzacja tej sztuki przyszła w cudownych latach 90.

Zaczęło się od zawodowców, a skończyło na przygłupich kolesiach ze Stanów w szerokich spodniach i bandankach na głowach. Nauka dla każdego stuntera zawsze się dzieli na pewne podstawowe etapy. Najpierw zwykłe wheelie, następnie wolna guma i przycieranie, a na koniec cyrkle. W międzyczasie przewijają się łatwiejsze tricki, jednak dopiero opanowanie circle wheelies otwiera wrota do nieskończoności kombinacji. Nie ma przeproś, jeśli już macie klatkę i zębatkę musicie się tego nauczyć.
Nauka tej ewolucji zajęła mi ponad rok… Biorąc pod uwagę, że były to czasy samouków bazujących na filmach ściągniętych z sieci w dramatycznej jakości ten fakt wcale nie dziwi. Jeśli umiecie słuchać ze zrozumieniem, posiadacie trochę samozaparcia i macie opanowaną wolną gumę skrócenie tego czasu do 1-2 miesięcy jest całkiem realne – wszystko zależy od czasu, jaki jesteście w stanie poświęcić na treningi. Jak zwykle będzie trzeba zwrócić uwagę na ustawienia naszego motocykla. Najważniejsze to wybór opony i odpowiednie ciśnienie. Do nauki unikajcie gum typowo torowych. W 99% przypadków korzystamy z używek. Torówki ze zjechanymi bokami mają stożkowaty kształt. Motocykl będzie niestabilny i zdecyduje za was kiedy się złoży do cyrkla… Nic fajnego.
Sportowo-turystyczne kapcie będą najlepszym rozwiązaniem. Ciśnienie nie powinno spaść poniżej 1.0 BAR-a, polecam 1.4-1.6 na początek. Później, w celu zwiększenia zwrotności motocykla możemy je podnieść nawet do 2.0. Tak jak na kolację z Jenną Jameson nie założylibyśmy brudnych majtek, tak do „kółek” nie podchodzimy bez opanowanego slow wheelie. Jeśli ten trick już nie jest dla was problemem to zaczynamy.

Naukę możemy rozpocząć na kilka sposobów. Jak zwykle są łatwiejsze i nudniejsze lub trudniejsze i napędzające adrenalinę. Najłatwiejszą opcją jest nauka na siedząco podpierając się nogą tzw. Fag Drag (dosłowne tłumaczenie nawiązuje do cech homoseksualnych danego osobnika). Jedziemy powoli na kole, na siedząco, ciągnąc lewą stopą po asfalcie. Dodatkowy punkt podparcia ułatwia sprawę. Możemy swobodnie kontrolować balans motocykla we wszystkich płaszczyznach. W ten sposób próbujemy jeździć w kółko i zacieśniać obroty. Następnie próbujemy wrzucić lewe kopyto na podnóżek i po trylionie nieudanych prób udaje się to nam coraz częściej i częściej. Po jakimś czasie zaczynamy rozumieć zasady fizyki dotyczące poruszania się motocykla w cyrklu i gotowe.

Drugi sposób jest bardziej radosny. Większość polskich stunterów próbowała ogarnąć kółka tą techniką, dzięki czemu na miejscówkach śmiechu było zawsze więcej niż butelek po piwie w akademikach. Grupa ludzi, którzy uczą się kółek na tzw. „przypał” dzieli się na dwa obozy. Tych co kręcą w lewo i tych co kręcą w prawo. Najlepszą pozycją do nauki będzie taka, w której czujecie się najbardziej komfortowo. Osobiście zaczynałem stojąc lewą stopą na podnóżku pasażera, jednak w ten sposób obciążamy ręce, które szybko puchną. Dodatkowo, nie mamy zbyt dużej możliwości ruchu i ogólnie jest kiepsko, więc nie polecam. Według mnie, najłatwiej nauczyć się cyrkli trzymając lewą nogę na siedzeniu, a prawą operować hamulcem. Środek ciężkości znajduje się wtedy wysoko, a my swobodnie możemy się giąć w każdą stronę kontrolując balans. Jadąc w ten sposób, automatycznie będzie was ciągnąć w prawo i tutaj znowu wkraczają dwie techniki. Pierwsza i trochę bezpieczniejsza, aczkolwiek mniej spektakularna jest taka, żeby dać się ponieść w prawym kierunku. Jadąc powoli w punkcie balansu motocykl będzie delikatnie skręcał. Stopniowo przenoście coraz więcej ciężaru ciała do centrum okręgu i starajcie się zacieśniać koła. Niewykluczone, że na początku będziecie mieli większą średnicę zawracania niż rosyjska łódź podwodna, jednak z czasem kółka będą ciaśniejsze i ciaśniejsze. Drugim sposobem jest gwałtowne złamanie motocykla do cyrkli w lewo. To najbardziej dzwonogenna, ale i najszybsza technika. Musimy pamiętać, żeby podczas slow wheelie nasza klatka piersiowa była blisko kierownicy, a lewa noga delikatnie zgięta. Jak poczujecie, że ręce są odciążone będziecie wiedzieć, że dobrze stoicie. Kiedy już solidnie zwolnicie odpuszczając hamulec pozwalacie, żeby koło poszło troszkę wyżej i prostując lewą nogę w kolanie przenosicie na nią ciężar ciała. W tym momencie sprzęt powinien pochylić się znacząco w lewo. Tak, właśnie teraz zaczynamy się kręcić! Tak samo jak podczas zwykłej jazdy na kole wszystko się rozbija o balans, tylko, że teraz w czterech płaszczyznach…
Kiedy przednie koło zaczyna wpadać do środka okręgu musimy odpuścić hamulec, jeśli to mało i będzie dalej nurkował, poprawiamy gazem. Kiedy zaczyna nas wyrzucać na zewnątrz dociskamy hebel. Trzeba być czujnym, żeby nie zdławić silnika. Palec na klamce i w razie krytycznie niskich obrotów łuskamy sprzęgło. Obroty podkręćcie dość wysoko, motocykl powinniśmy kontrolować głównie hamulcem, gaz wprowadza chaos, dlatego stosujemy go tylko krótkimi szybkimi ruchami do korekt.

Bardziej Wam pomóc na tym etapie nie mogę. Wszystko rozbija się o trening. Najszybsze efekty osiągniecie trenując w towarzystwie osób, które te rzeczy mają już opanowane.

Powodzenia!

 

Simpson
Redaktor naczelny

Pierwszy tester na pokładzie. Jego „kreatywna” jazda przekłada się na ciekawe zdjęcia i jeszcze ciekawsze zadania dla jego lekarza. Skutecznie odnajduje limity swoje i motocykli, co przynosi przeróżne efekty... Masz sprawę? Skontaktuj się .

Masz sprawę ? Skontaktuj się:

Materiały premium

czytaj kolejne artykuły