Bicie rekordu na lodzie: nieudany Speed Weekend w Szwecji
MotoRmania
12 marca 2014

Szwedzkie wyścigi na lodzie nie do końca poszły po myśli organizatorów. Największą przeszkodą okazała się… pogoda.

Pamiętacie szwedzkie bicie rekordów prędkości na zamarzniętym jeziorze? Tak jak pisaliśmy kilka tygodni temu, jeden z czołowych, polskich zawodników drag racingu wybrał się tam ze swoją Hayabusą Turbo obutą w opony z kolcami. Paweł Ratajczak, bo o nim mowa, wrócił już ze szwedzkiego Speedweekend i przygotował dla Was krótką relację! 

Niecierpliwie odliczałem dni do imprezy i czym było bliżej wyjazdu, tym bardziej obawa o jazdę z mnóstwem śrub w oponach malała, za to rosła obawa o pogodę, ponieważ prognozy nie były dla mnie najlepsze. W końcu nastał dzień wyjazdu, więc spakowałem się i po raz ostatni sprawdzam pocztę, a tam informacja, iż nie ma pewności co do tego, czy impreza się odbędzie. Mimo to będzie im miło zobaczyć mnie w Szwecji. Prom i hotel opłacony, motocykl przygotowany, wolne od pracy załatwione. Przecież 40-centymetrowy lód nie rozpuści się w ciągu dwóch dni – tak pomyślałem. Nie było sensu nie zaryzykować, więc pojechałem. Noc na promie, cały dzień jazdy i w końcu na miejscu, według znawców pogody o tej porze roku powinno tam być nawet -30 st. C, a tu deszcz i brak mrozu. Następnego dnia finalnie dotarłem na miejsce i zobaczyłem jezioro pokryte lodem i mgłą. Na początek odbyły się badania techniczne pojazdów, później odprawa kierowców – niestety w języku szwedzkim, którego nie rozumiem, ale to nie był problem. Przetłumaczono mi, iż około 800 metrów od linii startu jest dziura w lodzie, którą starają się usunąć za pomocą suchego lodu… Trzeba czekać.

Organizatorzy zadbali o odrobinę rozrywki w postaci pokazów odpalania silników odrzutowych, a wszystkie pojazdy ustawiono na plaży i jeziorze tuż przy brzegu. Ekipa konstruktorów ze Sztokholmu również postanowiła dać pokaz na swoim motocyklu posiadającym dwa silniki GS 1000. Ten show jednak szybko zmienił swe oblicze – lód pod motocyklem załamał się i sprzęt wpadł pod wodę. Na szczęście głębokość wynosiła tam około jeden metr, co pozwoliło na późniejsze wyciągnięcie motocykla. W dalszym ciągu dnia pogoda wciąż nie dawała powodów do radości, ale każdy żył nadzieją na dzień następny – w nocy zapowiadano przymrozki.

Niestety i drugi dzień nie przyniósł dobrych wieści. Nikt nie spodziewał się najcieplejszej zimy od 50 lat…

W taki oto sposób nawet nie wsiadłem na Haykę, ale za to wróciłem do domu z kilkoma fajnymi zdjęciami i głodem na rekord świata prędkości na lodzie. Może za rok się uda?

Zapraszamy na profil Rataja na Facebooku.

Do czego Rataj przeznaczył swoją kolcowaną oponę?
MotoRmania
Redaktor naczelny

to lifestylowy magazyn o tematyce motocyklowej. Ekskluzywność tego tytułu podkreśla nie tylko doskonałej jakości papier, ale przede wszystkim wyjątkowe materiały. Masz sprawę ? Skontaktuj się:

Materiały premium

czytaj kolejne artykuły