Lublin: śmierć motocyklisty w czasie kursu na prawo jazdy
Piotr Jędrzejak
27 maja 2014

32-letni kursant stracił kontakt z instruktorem i na Suzuki Gladiusie ze znaczną prędkością uderzył w stojący samochód. Mimo szybkiej pomocy, zginął na miejscu.

Przykra wiadomość dociera do nas za pośrednictwem portalu lublin112.pl. Jak możemy tam przeczytać, wypadek miał miejsce wczoraj około godziny 20:30 na wjeździe na wiadukt na ul. Hutniczej. Rozpędzony motocyklista odbywający właśnie kurs na prawo jazdy, z potężną siłą wjechał w samochody stojące na światłach. Jednoślad uderzył w Citroena Berlingo, a impet był tak duży, że ten z kolei uderzył w skodę. Sądząc po zniszczeniach w Citroenie, prędkość była znaczna.

Motocyklista otrzymał natychmiastową pomoc od świadków, do momentu przyjazdu karetki. Niestety, zmarł na miejscu w skutek poniesionych obrażeń.

Mężczyzna miał 32-lata, odbywał właśnie swoją 16. godzinę kursu. Jak opowiada jego instruktor, w pewnym momencie mężczyzna „urwał” mu się i rozpędzony uderzył w tył Citroena. Dodaje też, że 32-latkowi kurs nie szedł najlepiej i prosił o udzielanie wskazówek, jednak nie wykazywał oznak zdenerwowania.

Całe to zdarzenie jest smutne, ale przy okazji rodzi też sporo wątpliwości. Dlaczego kurs odbywał się na „dużym” motocyklu (Suzuki Gladius, silnik V2, 650 ccm)? Dlatego, że na to pozwalają przepisy – mężczyzna miał 32 lata, a więc mógł starać się już o pełne prawo jazdy kategorii A. Dlaczego więc instruktor nie zapanował nad swoim kursantem? Otóż dlatego, że miał prawo jechać za nim w samochodzie, a nie z nim na motocyklu.

Te rozważania z kolei kierują do kilku wniosków, jednak zanim o nich napiszemy, chcemy mocno zaznaczyć – nie byliśmy na miejscu, nie badaliśmy sytuacji, nie znaliśmy ani kursanta, ani instruktora, ani szkoły jazdy. Jednak jeżeli ten mężczyzna jechał już swoją 16. godzinę, to może był źle wyedukowany przez szkołę? A może nie wykazywał predyspozycji do jazdy motocyklem? A może zwyczajnie mucha wpadła mu w oko? Dlatego postaramy się spojrzeć na cały obraz, zamiast skupiać się na tym konkretnym wypadku.

Przeczytajcie, co do powiedzenia na ten temat ma Tomek Kulik, instruktor i właściciel szkoły jazdy:

„Stała się wielka tragedia – zginął człowiek na kursie prawa jazdy. Ja się zastanawiam, za co biorą wypłatę urzędnicy ministerstwa transportu? Najpierw wydają rozporządzenie nakazujące szkolenie na sześćsetkach, wydają rozporządzenie o programie szkolenia kursantów, które zawiera błędy merytoryczne i logiczne, mają w du*ie bezpieczeństwo na szkoleniu, nadal są zwolennikami wydawania uprawnień instruktorskich dyletantom przysłanym z urzędu pracy…

Zginął człowiek, zgodnie z przepisami! Bo wolno jechać innym pojazdem za kursantem i obserwować go jak jedzie samopas! Bo trzeba szkolić na motocyklach nieadekwatnych do nauki!

Dwa tygodnie temu na oczach moich instruktorów doszło do wypadku, gdzie w sąsiednim ośrodku pani zapakowała w płot po walce z Gladiusem – grozi jej amputacja stopy, która wisiała na ścięgnie Achillesa. W zeszłym sezonie na Bemowie trzykrotnie wizytowała karetka, zanim się wakacje zaczęły – trzy gipsy zostały założone! W innych dzielnicach też dochodziło do wypadków zgodnie z przepisami, bo jakiś **** wymyślił, że szkolić trzeba na sześćsetkach, ale nadal wolno jechać za kursantem… Dość mam tej amatorszczyzny w tworzeniu prawa! Dość mam panoszenia się zasr**ych pociotków partyjnych, zatrudnianych mimo braku kwalifikacji! Dość mam debilizmów w naszym życiu, w każdej jego dziedzinie, nie tylko w nauce jazdy!”

Ciężko się nie zgodzić, że prawo posiada trochę niedociągnięć… Jaka jest Wasza opinia na ten temat?

Rodzinie i bliskim zmarłego składamy najszczersze kondolencje.

źródło oraz zdjęcia:
lublin 112.pl

Piotr Jędrzejak
Redaktor naczelny

Głównodowodzący portalem. Nie je, nie śpi, żyje newsami ze świata motocyklowego. Związany z laptopem. Zdarza mu się poprawiać "waCHacze" po kumplach z redakcji. Po mieście szaleje Street Triplem 675. Skontaktuj się Masz sprawę ? Skontaktuj się:

Materiały premium

czytaj kolejne artykuły