Sylvain Guintoli jest zawodnikiem, którego fanom wyścigów nie trzeba przedstawiać – właśnie dokonał ultra ciekawego porównania.

Producenci sportowych motocykli ciągle przekonują nas, że każdy kolejny model drogowego superbika ma rozwiązania „prosto z MotoGP” i „World Superbike” – chcą abyśmy wierzyli, że jedziemy właściwie na tych samych maszynach, które się ścigają. Aby nas jeszcze bardziej o tym przekonać w WSBK motocykle mają obowiązek posiadania naklejek imitujących światła – ok, to nie był pomysł producentów tylko Dorny, która chciała podkreślić, że to maszyny produkcyjne, ale generalnie wpisuje się to w zasadę „race it on Sunday, and sale on Monday”.  Prawda jest zupełnie inna. W przypadku superbików w zasadzie tylko główna rama motocykla pozostaje „bez zmian” – użyliśmy cudzysłowu ponieważ nawet ten element jest czasem wzmacniany karbonowymi doklejeniami w określonych miejscach. Poza tym modyfikacje dotyczące geometrii, zbiornika paliwa, silnika, skrzyni, elektroniki oraz zawieszenia sprawiają, że maszyny które oglądacie w wyścigach tylko wyglądają jak wasze. W rzeczywistości to sprzęty z innej planety zbudowane w oparciu o ramę, restrykcję pojemności sinika i zewnętrzne owiewki motocykli drogowych o tej samej nazwie. No i tu pada pytanie – jak daleko spada jabłko od jabłoni. Jakich rozmiarów przepaść istnieje naprawdę? Grand Canyon czy może tylko zakole Wisły? Mistrz Świata WSBK  i aktualny zawodnik fabryczny Suzuki, który ściga się ciągle regularnie w MotoGP okazał się osobą, która pokazała uczciwie jak jest naprawdę. Zabrał swojego GSX-R 1000 ubranego w drogowe Bridgestony, pojechał na kołach do Donington Park i porównał swój najlepszy czas z motocyklami z WSBK.  Zobaczcie materiał i dajcie znać jak oceniacie wynik. Komentarz z naszej strony to: a) byłoby dużo szybciej gdyby nie jechał zimą, b) byłoby dużo szybciej gdyby miał lepsze opony. Z tego czasu w optymalnych warunkach dałoby radę zerwać jeszcze 2 – 2,5 sekundy. Chociaż sam Sylvain uważa, że mniej…