Producenci jednośladów lubią od czasu do czasu zaprezentować nam coś, co sprawia, że przecieramy oczy ze zdziwienia i pytamy, „o co chodzi?”. A chodzi oczywiście o totalnie odjechany wygląd i zaprzeczenie przyjętym regułom. Taki pojazd nie ma być na siłę ładny, ani zgodny z panującymi trendami. Tutaj liczy się absolutne maksimum indywidualizmu. Co z tego mamy? Cóż, spojrzenia przyciągnięte, cel osiągnięty…

Yamaha Giggle (ang. giggle=chichot) nie jest już produkowana, więc szukać można jej jedynie na rynku maszyn używanych. Niestety i to nie będzie łatwe, gdyż po naszym kraju nie jeździ wiele egzemplarzy. Nowa Giggle kosztowała w granicach 8 tys. zł. Przy odrobinie szczęścia trzyletnią używkę w dobrym stanie powinniście dostać za nieco ponad 3 tys. zł. Czy warto? Zagwarantować możemy jedno- siedząc na tym skuterze zawsze będziecie w centrum uwagi… Przejeżdżający po ulicy Giggle nie może pozostać niezauważony. Stojąc na parkingu, czy tocząc się po mieście, zawsze budzi (u)śmiechy ze strony przechodniów. Na charakterystyczny wygląd składa się przede wszystkim niecodzienna linia tylnej części nadwozia. Przypomina ona dużą skrzynkę, na której zamontowano niewielkie siedzenie. Kolejnym specyficznym elementem jest okrągła, klasyczna przednia lampa.

Na desce rozdzielczej skromnie, zgodnie z zasadami minimalizmu.

Do dyspozycji mamy czytelny, precyzyjnie działający prędkościomierz oraz równie dokładny wskaźnik poziomu paliwa. Wszelkie plastikowe elementy wykonano z dobrej jakości materiałów. Przejazd po bardzo nierównej nawierzchni nie przyczyniał się do hałasowania plastików. Aby dostać się do przestrzeni bagażowej nie podnosisz samej kanapy, ale otwierasz całą wierzchnią cześć tylnej części pojazdu… Do schowka, choć jego ładowność wynosi aż 33 litry, niestety nie zmieścisz kasku. Prędzej już przewiózłbyś tu deskę surfingową… Do dyspozycji masz bardzo dużą powierzchnię, lecz o niewielkiej głębokości. Pozostaje cieszyć się mnóstwem miejsca na ułożenie zakupów czy przewiezienie torby z laptopem. Po zaparkowaniu bezskutecznie szukamy bocznej podstawki. Do dyspozycji mamy tu jedynie „centralkę”.

Po użyciu przycisku rozrusznika budzimy jednostkę napędową ze snu.

Tu dostaliśmy w zasadzie to, czego się spodziewaliśmy. Przyjemny, cichy i równy dźwięk pracy. Właściwie niewiele głośniej niż nowoczesna, energooszczędna lodówko-zamrażarka. Po odkręceniu manetki spotykamy się z szybką reakcją i całkiem dynamicznym startem. Dobre wrażenie robi także sprawnie działający wtrysk paliwa i wyjątkowo precyzyjny układ przeniesienia napędu. Nasz entuzjazm znika jednak szybciej niż zdąży upaść kolejne biuro podróży… Ku naszemu rozczarowaniu, gdy licznik wskazał dokładnie 45 km/h, skuter natychmiast przestał się rozpędzać. Dzieje się tak ze względu na fabryczną blokadę jednostki napędowej. Z informacji, które udało się nam uzyskać wynika, że zdjęcie blokady z silnika tego skutera wcale nie jest łatwe, a wręcz „graniczy z cudem”. Cóż, to w końcu motorower, więc jest tak, jak być powinno… Chyba inne 50-tki trochę nas ostatnio rozpieściły i odzwyczaiły od blokady prędkości…

Giggle mimo, iż rejestrowany jako pojazd 2-osobowy, komfortowo przewozi tylko singla.

O ile jedziesz sam, możesz przesunąć się na tylną cześć kanapy i wyprostować ręce. Jazda z pasażerem skutecznie to uniemożliwia zmuszając Cię do prowadzenia z łokciami niemal opartymi o brzuch…

Skuter niestety nie zapewnia absolutnie żadnej ochrony przed wiatrem i deszczem. Strumień powietrza uderza bezpośrednio w kolana kierowcy, co zdecydowanie odbiera komfort jazdy w chłodniejsze dni. Podczas pokonywania szybkiego slalomu pomiędzy przeszkodami Giggle zadziwia swoją zwrotnością. Odpowiednio usytuowany środek ciężkości, niewielka masa i małe kółka robią swoje. Niewiele jest skuterów, które zmieniają kierunek jazdy tak szybko i chętnie, jak ten. Ciekawym pomysłem było zastosowanie w przednim zawieszeniu „atrapy widelca upside-down”… W rzeczywistości znajduje się tam zupełnie standardowy widelec teleskopowy. Na Giggle podróżuje się dość wygodnie. Amortyzatory dobrze radzą sobie z wybieraniem wszelkiego rodzaju nierówności. Szerokie opony bardzo ułatwiają jazdę w mieście. Wszelkie krawężniki i większe uskoki nie są dla tej maszyny przeszkodą. Problemu nie stanowi również jazda po drogach nieutwardzonych.

Negatywnym zaskoczeniem było zastosowanie przez Yamahę bębnowych hamulców.

Tarcza hamulcowa przy przednim kole jest już standardem, a tu mamy jedynie bębny. W czasie jazdy okazało się jednak, że przy prędkościach, jakie rozwija Giggle, taki układ hamulcowy na dostatecznym poziomie spełnia swoje zadanie. Skoro działa sprawnie, nie czepiajmy się. Co z tego, że bębnowe, skoro i tak skuteczniejsze niż tarczowe w niejednym chińskim skuterze.

Yamaha Giggle to sprzęt, który stworzył zupełnie nowy, własny styl.

Inżynierowie zadbali o wiele szczegółów i naprawdę dobrze dopracowali swoje dzieło. Wprawdzie skuter nie pojedzie zbyt szybko, ale w zakresie rozwijanych prędkości rozpędza się dynamicznie i precyzyjnie przekazuje napęd na tylne koło. Kto może stać się właścicielem oryginalnego, niepowtarzalnego Giggle? Cóż, swego czasu na takim sprzęcie jeździła Doda… Może więc teraz kolej na Natalię Siwiec… Jeśli nie ona, to na pewno inna przedstawicielka płci pięknej. Facet kupujący ten skuter musiałby być, nazwijmy to, wyjątkowo „odważny”.