Rukka Vauhti trafiła do naszej redakcji około pół roku temu i od tamtego czasu pokonała ze mną już kilka tysięcy kilometrów.

Tekstylna Rukka Vauhti to zdecydowanie najlepsza kurtka motocyklowa, w jakiej kiedykolwiek jeździłem. Mam ją od około pół roku i nie oddałbym za nic innego. Skąd wziął się u mnie aż duży entuzjazm? O tym za chwilę. Zacznijmy od kilku podstawowych informacji natury technicznej.

Zewnętrzną warstwę kurtki wykonano z Cordury 500.

Jest to wyjątkowo wytrzymały materiał odporny na przetarcia oraz rozdarcia. W kwestii dbałości o bezpieczeństwo mamy tu również zupełną nowość w postaci protektorów D3O Air produkowanych przez znaną brytyjską firmę D3O specjalnie dla Rukka. Od standardowych protektorów D3O różnią się grubością, wielkością oraz „oddychalnością”. Charakteryzuje je także bardzo duża zdolność pochłaniania energii uderzenia.


W kurtce zastosowano membranę Gore-Tex Performance Shell.

Zawdzięczamy jej stuprocentową wiatro- i wodoodporność oraz sprawne odprowadzanie nadmiaru ciepła. Gdy robi się naprawdę zimno, z pomocą przychodzi ocieplana podpinka. Wokół szyi mamy miękki, neoprenowy kołnierz. Dopasowanie ułatwiają zatrzaskowe zapięcia regulacyjne na rękawach oraz paski z rzepami w dolnej części kurtki. Na koniec to, co najciekawsze, czyli oryginalny, gumowy zamek Gore Lockout. Tego rodzaju zapięcie dopełnia absolutnej wodoodporności kurtki, a przy okazji jest bardzo wygodne w użytkowaniu.

Użytkowanie podczas niskich temperatur.

Na przełomie zimy i wiosny, gdy temperatury nieśmiało zbliżały się do 10 st. C, jeżdżenie z ocieplaną podpinką zapewniało pełen komfort. Podobnie było również przy porannych przymrozkach. W kolejną zimę z pewnością sprawdzimy skuteczność kurtki także przy temperaturach ekstremalnych, choć już teraz podejrzewam, że nie pojawią się żadne problemy związane z komfortem termicznym. W ubiegłym roku przy temperaturach rzędu – 15 st. C miałem przyjemność jeżdżenia w innym, choć bardzo podobnym modelu kurtki marki Rukka. Czułem się wtedy tak, jakby ktoś obłożył mnie dwudziestocentymetrową warstwą styropianu. Ze względu na zastosowanie podobnej technologii, istnieje wysokie prawdopodobieństwo, że identycznie będzie również w przypadku modelu Vauhti.

Po marcowych chłodach przyszedł czas na test przy wiosennych opadach deszczu

I tu dochodzimy do sedna sprawy. Wodoodporność obiecana przez producenta w katalogach i folderach reklamowych w rzeczywistości okazuje się faktycznie 100-procentowa. Jedziesz w ulewnym deszczu 10, 15, 20 minut, a kurtka nadal „nie wymięka”. Mija pół godziny, a woda wciąż spływa po Tobie, jak po grubej folii, albo blaszanym dachu… To podstawowa cecha, za którą tak bardzo polubiłem tę kurtkę. Do tego dochodzi jeszcze wysoki komfort użytkowania, design i świetne dopasowanie. Ciekawe są również zapięcia magnetyczne na zakończeniach rękawów i pod szyją. Brakuje jedynie dopinanego kołnierza, który uniemożliwiłby dostawanie się pod kurtkę wody spływającej po szyi. Ja rozwiązałem ten problem stosując zwyczajny, uniwersalny kołnierz, który można kupić w każdym sklepie z akcesoriami motocyklowymi.

Końcówka maja i towarzyszące temu okresowi podwyższone temperatury to najwyższa pora na pozbycie się ocieplanej podpinki.

Nawet bez niej kurtka jest dość ciepła i doskonale daje rade również w chłodniejsze wieczory, czy podczas jazdy nocą. W cieplejsze dni membrana zapewnia odpowiednią wentylację i wysoki komfort termiczny. Kurtka przestaje sobie radzić dopiero przy typowo letnich temperaturach, podczas jazdy z niewielkimi prędkościami. W trasie jest komfortowo nawet w słoneczne i upalne dni, jednak w mieście robi się już za gorąco. Gdy termometr wskazuje 25 st. C, w plecy grzeje słońce, a ja przeciskam się w korkach, membrana przestaje nadążać z odprowadzaniem nadmiaru ciepła i potu. W takich warunkach pomoże już tylko kurtka wykonana z przewiewnej siatki.

W czasie testu nie obyło się oczywiście bez przeprowadzenia małego crash testu.

Upadek zaliczyłem wprawdzie przy dość niewielkiej prędkości, jednak dało nam to wystarczające świadectwo skuteczności Cordury 500. Na kurtce pozostał jedynie drobny ślad otarcia materiału o nawierzchnię jezdni. Bardziej, niż ślad po wypadku, przypomina on taki powstały w wyniku otarcia się o ścianę w garażu… Protektor na łokciu pozostał we właściwym położeniu i nie uległ przesunięciu. No dobrze, a co jeśli wydamy na kurtkę swoje ciężko zarobione pieniądze i na pierwszym wyjeździe zaliczymy „glebę” znacznie bardziej pechową, niż ta moja? Na szczęście istnieje możliwość odpłatnej naprawy w Rukka w Finlandii, gdzie wymieniane się uszkodzone panele odzieży. Na podstawie przesłanych zdjęć dostajemy wcześniej wstępną wycenę.

Po pół roku intensywnej eksploatacji kurtka wymaga jedynie czyszczenia. Po praniu znów będzie wyglądała jak nowa.

Wrażenia po pierwszych miesiącach są bardzo pozytywne. Rukka Vauhti pozostaje jednak u mnie na znacznie dłużej i z całą pewnością większość czasu będzie spędzała w trasie, a nie w szafie. Sprawdzimy, jak poradzi sobie przez kolejne lata i dziesiątki tysięcy kilometrów. Uwzględniając redakcyjne statystyki, z pewnością pojawią się również kolejne crash testy. Tymczasem kurtkę polecamy do użytkowania na co dzień oraz dalekiej turystyki. W przypadku tego drugiego warto pomyśleć również o spodniach do kompletu. Przekonałem się na własnej skórze, że odzież marki Rukka to zdecydowanie najwyższa półka. Nie kosztuje wprawdzie mało, ale za to daje nam jakość na najwyższym poziomie. Na każdą kurtkę i spodnie Rukka dostajemy 5-cio letnią gwarancję, która obejmuje również takie elementy, jak wodoszczelność (w tym także wodoszczelność samego zamka).

Cena: 2699 zł

Lista dealerów na www.rukka.com

Więcej informacji pod numerem telefonu +48 502 606 906