W swojej ofercie dla kobiet Modeka ma cztery skórzane kurtki. Jedną z nich – Black Star lady – używałam w minionym sezonie, natomiast w tym testowałam nowość na sezon 2015 w ofercie Modeki, kurtkę Milena.

fot. Automateusz Mateusz Jeżewski

Rozgrzany jak piec, muszę mieć, muszę ją mieć…

Pierwsze co się rzuca w oczy, jeśli chodzi o tę kurtkę, to fakt że jest niesamowicie kobieca i zgrabna. Mówiąc wprost: śliczna. Kiedy zobaczyłam ją na targach Motoshow we Wrocławiu, od razu powiedziałam sobie: muszę mieć, muszę ją mieć! Druga uderzająca cecha to dbałość o najwyższą jakość materiału. Jagnięca skóra, z której uszyta jest Milena, jest wyjątkowo mięciutka, delikatna i niezwykle przyjemna w dotyku. Podszewka jest z czystej bawełny, a w rękawach – z satyny. Milena dzięki temu może być spokojnie używana jako szpanerska, wypasiona, bardzo stylowa kurtka miejska również na pieszo i tak z niej korzystałam przez całą wiosnę i pół lata, zanim zaczęły się te poje…chane upały. Oczywiście konno jeżdziłam w Milenie również gdy „umiarkowany” klimat polski zmienił się na afrykański.

Modeka Milena i Pacyfka - fot Automateusz Mateusz Jeżewski (8)

Milena dostępna jest w jednym kolorze, fachowo zwanym w katalogu „antracyt”, co w praktyce oznacza bardzo ładny, grafitowo-czarny odcień błękitnawej szarości. W ten sposób kurtka ta spełnia dwa nie dające się rzekomo połączyć dezyderaty: widoczności (ergo: bezpieczeństwa) oraz etosowej mroczności. Kolor ów jest znacznie bardziej zauważalny na drodze niż szataniczna czerń, zarazem jest emoidalnie melancholijny. Tym, którzy mogliby odczuwać tu niedobór tanatycznych klimatów, odpowiedni poziom grozy zapewni gustowna czaszka naturalnej wielkości wydrukowana na już bezkompromisowo czarnej podszewce.

For freedom… For Frodo!

Rozmiarówka zaczyna się na 34 a kończy na 44 – dla mnie, niziołka z Shire (155cm, 46kg) jej dolny zakres jest szczególnie istotny. Rozumiem że nie ma rozmiaru 32, bo tego typu kurtek raczej nie kupuje się dla dzieci z podstawówki, a takie niestety mam gabaryty. 34 była na mnie minimalnie za duża, no ale przecież nie będę narzekać – kurtki szyte są na ludzi, nie na hobbitów. Na marginesie, wiadomo że nawet w ramach tego samego producenta rozmiary różnych modeli mogą się różnić, i np tekstylna Kim Lady z Modeki w rozmiarze 34 była na mnie idealna.

Modeka Milena i Pacyfka - fot Automateusz Mateusz Jeżewski (1)

Swoją drogą na tle innych producentów Modeka ma bardzo fajną rozmiarówkę, obejmującą też małe rozmiary, a ze spodni modele ze skracanymi i wydłużanymi nogawkami. Oscar z Wrocławskiego salonu Modeki opowiadał mi że zdarzają się klienci równie drobnej jak ja budowy. Z reguły udaje się dobrać dla nich strój, chociaż co prawda czasami z damskich modeli, ale bez różowych kwiatuszków. A zresztą, noszenie różowego kwiatuszka to żaden wstyd! Wstyd to kraść lub jeżdzić po pijaku, o!

Milena w pakiecie podstawowym nie ma protektorów; ale oczywiście wyposażona jest w adekwatne kieszenie. Opcjonalnie, za dopłatą 174 zł dostępna jest z kompletem protektorów łokci SaS-Tec® SCL-1, barków SC-1/02  oraz plecowym SaS-Tec® SCL-19. Są to ultralekkie protektory najbardziej zaawansowanego technologicznie producenta, dopasowujące się do kształtów użytkownika pod wpływem temperatury ciała. SCL-1 spełniają normę EN 1621-1, a SCL-19 tę jeszcze bardziej wymagającą 1621-2. Są „wielorazowego użytku” – pochłonięcie impaktu nie powoduje obniżenia skuteczności ich działania, jak to się często dzieje w przypadku tańszych, innych rodzajów ochraniaczy.

W temacie funkcjonalności i udogodnień: kurtka ma po dwie kieszonki na zamek na górze z przodu, powyżej damskiej strefy buforowej, i również po dwie na zamek z przodu na dole. Nie są zbyt obszerne, no ale przecież w tak sexy ubranku nie będę chodzić z wypchanymi kieszeniami, bo to by maskowało moją doskonałą figurę. Górna była w stanie pomieścić smark-fona typu pocket, dolna portfel. Jest jedna kieszeń wewnętrzna na zamek – po prawej stronie, co uświadomiło mi, że mając bilaterację manualną prawostronną, komórkę jak dotąd zawsze wkładałam na lewo, przez co mikrofalowała mi serce. Więc może to i lepiej. Wystarczy że jest na gruz potrzaskane przez nieodpowiedzialność różnych osobników, bez sensu je jeszcze grillować. Tym bardziej, że jest również wewnętrzna kieszonka skórzana na komórkę (komórkę, nie prawie-tablet) po lewej, nieco niżej, na wygodny zatrzask.

Modeka Milena i Pacyfka - fot Automateusz Mateusz Jeżewski (5)

Zapięcie pod szyją jest dość pomysłowe – wyjmowalny pasek przechodzący przez szlufki, dający dwustanową regulację dzięki podwójnej pozycji zatrzasku. Na rękawach są suwaki ułatwiające zakładanie, a dół pionowego zamka zabezpieczany jest dodatkowo przez pasek z zatrzaskiem. Wszystkie dzyndzelki od zamków błyskawicznych są przedłużone paseczkiem ze skóry w tym samym kolorze co kurtka, dzięki czemu łatwiej się je chwyta bez zdejmowania rękawic i nigdy się nie wyślizgują z palców.

Raz do roku, na Wódstoku…

Modeka jak zawsze kładzie ogromny nacisk na jakość i dokładność wykonania. Przez cały sezon użytkowania Mileny nic mi się na niej nie przetarło, nie rozpruło, nie wylazła ani jedna nitka ze szwów, żaden zamek ani razu się nie zaciął. A nie tylko przejeździłam w niej kilka tys. km, lecz również, po wyjęciu protektora pleców używałam jako codziennej kurtki nie tylko na miasto, ale i w dzicz – miałam ją nawet na Woodstocku. Tu odkryłam jej dwie ważne zalety:
- na szarym w ogóle nie widać brudu, no chyba że upaprzę się keczupem lub nutellą,
– nie wchłania zapachu konopii indyjskiej.

Modeka Milena i Pacyfka - fot Automateusz Mateusz Jeżewski (4)

Mimo iż jest to kurtka typowo miejska, test bojowy Mileny postanowiłam przeprowadzić w trasie. Wyszłam z założenia, że jeśli kurtka przeżyje podróż, to przeżyje też miasto – trasa jest przecież znacznie bardziej wymagająca, a składa się wszak również z odcinków miejskich.

No to obładowałam moją Małą Hondę i lecimy. Zakładam pod Milenę termoaktywną bieliznę i jedną obcisłą bluzkę z długim rękawem. Ze Szczecina wyruszyłyśmy S3-ką, kierując się na południe. Najpierw trzeba było wylawirować się z miasta, którego połowa jest od miesięcy rozkopana jak pole kartofli w paździeniku, więc jest to sporym wyczynem. Poranek był dosyć chłodny, wiatr nieco więcej niż umiarkowany, na termometrze nad ekspresówką nieoszałamiające 14 stopni, a prędkości przelotowe do 140 km/h. Mimo że jestem zmarźlakiem, nie było mi zimno – w klatę, bo na dole miałam dżinsy i tam czułam swego rodzaju rześkość. W miarę jak słońce się podnosiło, robiło się cieplej, około południa Ziemia Lubuska zaczęła mnie rozpieszczać 19-ma stopniami. To był nie koniec rozpieszczania. Zajeżdżam sobie na MOP Racula na obwodnicy Zielonej Góry. Koło Orlenu jest restauracja „Leśne Runo”. Pani za barem patrząc na mój przyodziewek pyta, czy ja motocyklistka. Gdy potwierdzam, cieszy się: „motocykliści mają 15% zniżki”. Póła opada mi aż to kolan: to nas, „dawców”, w takim „cywilnym” miejscu ktoś lubi?! I cieszy się, że może nam taniej sprzedać żarcie! Obiad w Leśnym Runie przywrócił mi nie tylko fizyczne siły, ale i wiarę w ludzkość. Tych restauracji w Lubuskiem jest w sumie sześć, smacznie, tanio, porcje od serca i nas lubią, więc polecam!

Na koniec odcinka w tym dniu lawirowałam po Wrocławiu. Wrocław jest jak kobieta: mężczyźni ją kochają, ale nie rozumieją. Ja to miasto również kocham, ale jako kierowca go nie ogarniam. Milena nie krępowała w żaden sposób mej swobody ruchów w miejskiej dżungli, tym trudniejszej do przebycia, że ciało zmęczone po całym dniu w trasie, a konik objuczony dalekobieżnym mandżurem. Przez cały dzień nie zmarzłam, mimo że wiatr był zimny, a prędkości trzycyfrowe.

Modeka Milena i Pacyfka - fot Automateusz Mateusz Jeżewski (6)

Harley mój, to jest to, kocham go!

Nazajutrz, nie chcąc znów nudzić się na dwupasmówce, postanowiłam ruszyć dalej równoległą do A4 trasą przez Jelcz, Oławę, Opole. Tego dnia było znacznie cieplej, na termometrze dwa z przodu już od rana. Teren okazał się nie tylko mocno zurbanizowany, ale i pełen remontów, ruchu wahadłowego, malowania pasów (jak to na wiosnę) więc przebijanie się przezeń wymagało dość sporo cierpliwości. Kurtka jednakowoż okazała się doskonała i do takich warunków: wygodna i z dobrą termoregulacją. Po dwóch godzinach, kiedy ujechałam zaledwie sto z kawałkiem, postanowiłam przeprosić się z autostradą, zwłaszcza że Śląsk nie jest moim ulubionym rejonem turystycznym. I to był błąd. Na A4 wystarczyło zwężenie do jednego pasa w remontowanym miejscu i powstał trzydziestokilometrowy korek, ten najgorszego rodzaju, gdzie turlają się 5-10km/h. Ani stać, ani jechać, ani wbijać na kreskę, bo to niebezpieczne. No ale wybrałam tę trzecią opcję. Mimo wzmożonego wysiłku i grzejącego słońca (27 st.) kurtka dawała optymalne poczucie termiczne i świetną transpirację. W korku wyprzedziłam pomalowanego w czarne ptaki vana Dżemu, w którym siedział Beno Otręba.

Na bramce zrobiło się jednak niefajnie. Pal sześć te parę złotych które trzeba krwiopijcom zostawić, ale dlaczego oznacza to pół godziny stania w kolejce? Nawet nie stania tylko podjeżdżania co chwilę. A tu nieeleganckim byłoby wbijanie się po linii. Mam taki pomysł racjonalizatorski, żeby GDDKiA zrobiła na każdej bramce jedną kasę pierwszeństwa dla motocyklistów. Auta mają dachy, chroniące ludzi przed deszczem lub skwarem. Mają ogrzewanie i mają klimę. My mokniemy, smażymy się, a jeśli nie dojedziemy przed zmrokiem do domu, to okrutnie marzniemy. No i przesuwając się w kolejce trzymamy maszyny w pionie siłą własnych mięśni – nie siedzimy na tyłku.

Słońce smażyło, bo te 27 to było nominalnie w cieniu; asfalt miał 45 stopni. Mimo to nie było źle, chociaż wiadomo że komfortowiej byłoby walnąć się gdzieś pod palmą. Palma mi na szczęście nie odbiła i dojechałam do Krakowa, nie zmarznąwszy i nie przegrzawszy się.

Modeka Milena i Pacyfka - fot Automateusz Mateusz Jeżewski (2)

Z Krakowa do Wrocławia jechałam parę tygodni później. Krajowa 94 na Olkusz jest bardzo przyjemną trasą. Jako że „taki mamy klimat”, że albo mrozi, albo smaży, temperatura tym razem przekroczyła 33 stopnie. Przy większych prędkościach nie zauważało się jednak upału, a na światłach było całkiem wytrzymywalnie. Za Opolem zaczęło padać, no ale co to dla nas, prawdziwych twardzielek. Widziałam burzę na wprost po lewej, liczyłam że może przejdzie bokiem, ale w końcu w nią wjechałam. Deszcz był gruby, ale nie wiało jakoś szczególnie, więc powoli i ostrożnie dalej jechałyśmy, ja i żona moja Honda. Mimo jazdy 50 km w deszczu, Milena nie przemokła – minimalnie na mankietach, ale do rana wyschła. Tak więc niezapowiedziany przez Syna Optyka na popołudnie deszcz, który mógłby nas zastać na powrocie z pracy, jest Milenie niestraszny. Oczywiście, żeby ten stan się utrzymał, należy regularnie natłuszczać i impregnować wcześniej wyszczyszczoną skórę. Oczywiście wiadomo że jest to skóra, a więc nie należy od niej oczekiwać, że wytrzymałaby na przykład cały dzień jazdy w monsunowej ulewie. Od tego są kurtki tekstylne.

Jeździłam w tej kurtce również z pasażerem – po mieście, drodze krajowej, ekspresówce (w deszczu) i na wiejskich dróżkach. Zważywszy że mam półtora łokcia wzrostu i zero masy mięśniowej, utrzymanie w pionie 160kg maszyny jest dla mnie wyczynem, a co dopiero, gdy dochodzi masa drugiego człowieka i podnosi się środek ciężkości. Ale i w tej sytuacji nowość Modeki w najmniejszym stopniu nie ograniczała mi poruszania się. W połączeniu z termoaktywną bielizną, wszędzie dawała komfort termiczny (czasem wspomożona koszulką longsleeve) oraz stuprocentową swobodę ruchów, dzięki czemu z przyjemnością pokonywałam kilkusetkilometrowe trasy, które przy osiągach mej Małej i mym zamiłowaniu do bocznych dróg oznaczać mogą do 10 motogodzin. Wygląda jak nowa (jak widać na fotkach) mimo kilku miesięcy wycierania się ze mną nie tylko po szosach, ale w parkach maszyn różnych zawodów, siadania na niej na ziemi czy betonie, bezpardonowego wrzucania do bagażnika czy namiotu, i mimo spędzenia tygodnia na Woodstocku – kto tam był, wie co to oznacza; kto nie był, niech pojedzie!

Ku rozczarowaniu wielu z czytelników, wrażeń z gleby nie opiszę… Jestem już dorosła i wiem, że to się robi gumą do dołu.

Modeka Milena i Pacyfka - fot Automateusz Mateusz Jeżewski (10)

Sumując, zalety:
- piękny wygląd, dopasowany krój,
– wysokiej jakości, delikatna skóra i materiały na podszewkę,
– bardzo wygodna,
– komfort termiczny sprawdzony w zakresie temperatur od 14 (+zimny wiatr) do 33 stopni, przy prędkościach do 140km/h,
– wysoka jakość wykonania – niezniszczalna,
– jak na skórę wodoodporna,
– rozmiarówka od 34 do 44,
– można używać jako świetnej kurtki miejskiej na pieszo 

Wady:
- brak protektorów w pakiecie podstawowym – trzeba pamiętać by je dokupić lub przełożyć z innej kurtki

Cena 1090 zł nominalnie nie jest niska, ale zgodnie z dewizą Modeki „najlepszy stosunek jakości do ceny” – nie jest to dużo za tak wypasiony i uniwersalny ciuch!

Gdzie kupić? Lista polskich dealerów Modeka.

Dane producenta – Modeka Milena:
Cena: 1090 zł

- Miękka skóra jagnięca najwyższej jakości
- Bawełniana podszewka
- Satynowa podszewka w rękawach
- Kieszenie na protektory barkowe, łokciowe i plecowy
- Opcjonalnie dostępna z protektorami barkowymi i łokciowymi SaS-Tec® SCL-1 oraz plecowym SaS-Tec® SCL-19
- Materiał wierzchni: 100% skóra jagnięca
- Podszewka: 50% bawełna, 50% satyna
- Kolor: antracyt
- Rozmiary: 34 – 44