Wczoraj minęło równe sześć lat od głośnego zderzenia Valentino Rossiego i Caseya Stonera podczas Grand Prix Hiszpanii w Jerez de la Frontera. Prawdziwe kontrowersje miały wówczas miejsce dopiero po zakończeniu wyścigu. Mick pamięta je jak dziś.

To była prawdziwa wojna nerwów. Choć kropiło, a część zawodników ustawiła się na starcie na deszczówkach, dość wysoka temperatura sprawiała, że asfalt był ledwie wilgotny, a na mecie wety Bridgestone’a przypominały bardziej slicki.

Kiedy to było?!

Mało kto pamięta, że po sensacyjne zwycięstwo jechał wówczas nieodżałowany Marco Simoncelli, który jednak wydzwonił widowiskowo w pierwszym zakręcie. Mało kto pamięta też, że szanse na podium zagrzebali na poboczu Colin Edwards i Ben Spies, a na pudle zobaczyliśmy ostatecznie Lorenzo, Pedrosę i Haydena.

Trudno się dziwić. W końcu od tego wyścigu wczoraj minęło dokładnie sześć lat. Vinales, Zarco i Folger jeździli jeszcze wówczas w klasie 125, Moto3 w ogóle nie istniało, w MotoGP ścigano się na 800-tkach, a Rossi dopiero zaczynał swoją dwuletnią przygodę z Ducati.

Pamiętna kraksa…

To właśnie za sprawą Rossiego i Stonera wielu ze starszych kibiców zapamiętało Grand Prix Hiszpanii 2011. Trudne warunki były dla Włocha szansą na dobry wynik, dlatego Doktor cisnął jak mógł. Popełnił jednak błąd, przestrzelił hamowanie do jedynki i wyprzedzając Stonera zaliczył uślizg przodu, upadając i zabierając Australijczyka ze sobą na pobocze.

RossivsStoner01

Rossiemu właśnie puścił przód. Za ułamek sekundy uderzy w Stonera i obaj wylądują na poboczu.

Wszystko wydarzyło się przy dość niskiej prędkości, a motocykle wciąż leżały na asfalcie, dlatego w mgnieniu oka wirażowi byli już przy maszynach, próbując pomóc zawodnikom w ich odpaleniu. Sęk w tym, że niemal wszyscy pobiegli do Rossiego, który po chwili ponownie był na torze i dzięki serii wywrotek innych zawodników, dojechał do mety na piątym miejscu.

Stoner został tymczasem niemal pozostawiony sam sobie i z pomocą bodaj tylko dwóch wirażowych nie był w stanie odpalić trudnej pod tym względem Hondy pod lekką górkę na wyjściu z jedynki. Po dłuższej chwili Australijczyk poddał się, a następnie przez kilka kółek stał na wewnętrznej pierwszego zakrętu i szyderczo oklaskiwał przejeżdżającego Rossiego.

rossi stoner jerez 2011 (2)

Stoner oklaskuje Rossiego.   Fot – motogp.com

… i dopiero teraz zaczyna się najlepsze

Po wyścigu Włoch natychmiast po zejściu z motocykla, nie zdejmując nawet kasku, udał się do garażu Ducati i w towarzystwie kamer przeprosił Australijczyka, którego zdaniem była to typowa zagrywka pod publiczkę, nieszczera, według niego, chociażby ze względu na sam kask na głowie Valentino.

Gdy tylko Rossi zaczął przepraszać, Stoner najpierw zapytał, czy Włoch miał problem z operowanym kilka miesięcy wcześniej barkiem, a następnie z uśmiechem na twarzy wypalił słynne „twoja ambicja przerosła twój talent”. Rossi nie miał wyjścia i odwrócił się na pięcie, wracając do swojego garażu Ducati. Gdyby szybka w jego kasku nie była podniesiona, z pewnością cała by zaparowała.

rossi stoner jerez 2011 (3)

Właśnie w tym momencie Stoner wypowiada pamiętne słowa.   Fot – motogp.com

Oczywiście nikt nie miał złudzeń, że duet ten serdecznie się nienawidził. W końcu kilka lat wcześniej, w sezonie 2008, podobne kontrowersje miały miejsce po pokonaniu Stonera przez Rossiego na torze Laguna Seca słynnym manewrem w korkociągu. Niestety, ich dalsze potyczki nie trwały długo, bo Stoner zakończył karierę rok później. Jego słowa do dzisiaj bawią jednak cały padok… i odbijają się czkawką Rossiemu, którego ktoś raz jedyny pokonał jego własną bronią.

Ale przecież Wy tego nie widzieliście!

Ja wyścig o Grand Prix Hiszpanii pamiętam doskonale z jeszcze jednego powodu. To był mój trzeci sezon za mikrofonem. Relacje stacji pokazującej w tamtych czasach MotoGP rozwijały się w bardzo fajnym kierunku. Właśnie ruszało także studio. Wtedy jednak, właśnie przed tym weekendem, ktoś wpadł na pomysł, że będziemy przerywać wyścigi reklamami.

Robiłem co mogłem, aby wybić szefostwu ten pomysł z głowy z jednego prostego powodu; nie dysponowaliśmy techniczną możliwością pokazania powtórki najważniejszych wydarzeń z przerwy po powrocie na antenę czy zrobienia tzw. obrazu w obrazie podczas reklam.

Klamka jednak zapadła, a pierwsza przerwa reklamowa miała mieć miejsce właśnie podczas wyścigu o Grand Prix Hiszpanii. I miała. Na reklamy zeszliśmy w momencie, w którym prowadząca czwórka wyjeżdżała na prostą startową… sekundy później w jedynce doszło do jednej z najgłośniejszych kolizji w MotoGP w ostatnich latach, której tego dnia nikt w Polsce jednak nie zobaczył.

Po powrocie na antenę, wściekły, powtarzałem jak głupi „jaka szkoda, że państwo tego nie widzieli”. Faktycznie tego dnia nasi widzowie chyba w ogóle nie zobaczyli wspomnianej kraksy, bo o ile dobrze pamiętam po wyścigu zeszliśmy z anteny jeszcze przed skrótem z najciekawszymi wydarzeniami. Nie muszę chyba dodawać, że była to pierwsza i ostatnia przerwa reklamowa podczas wyścigu MotoGP. Casey, jak to szło z tą ambicją…?