Ostatnie w tym roku testy MotoGP zakończyły się niespodzianką. Po dwóch dniach jazd w hiszpańskim Jerez de la Frontera na czele stawki znalazł się Japończyk Takaaki Nakagami. Nad czym pracowały poszczególne zespoły?

Nakagami, dla którego ten sezon był debiutem w królewskiej klasie, pod nieobecność kontuzjowanego kolegi z ekipy, Cala Crutchlowa, podczas testów przesiadł się na LCR Hondę Brytyjczyka w specyfikacji 2018 i zaskoczył wszystkich.

Z jego najlepszego czasu nie ma jednak co wyciągać zbyt daleko idących wniosków. Tym bardziej, że Jerez to tor, który w ostatnich latach sprzyjał Hondzie dużo bardziej niż Ducati i Yamasze. Tak też było i tym razem. Drugiego dnia w pierwszej piątce znalazło się trzech zawodników na RV213V; Nakagami, drugi Marquez i czwarty Lorenzo. Rozdzielili ich trzeci Maverick Vinales i piąty Danilo Petrucci. Biorąc pod uwagę najlepsze czasy z dwóch dni pierwsza piątką wygląda z kolei tak; Nakagami, Petrucci, Marquez, Vinales, Lorenzo.

Nad czym pracowała Honda? Głównie nad silnikiem, ale nie tylko. Zawodnicy HRC testowali także różne owiewki, aerodynamiczne skrzydła czy wloty powietrza, a Lorenzo cały czas pracował z nowym, wąskim bakiem. Co prawda nowy zawodnik Repsol Hondy cały czas nie może komentować publicznie swojej przesiadki na nowy motocykl, bo do końca roku związany jest kontraktem z Ducati, ale jego czasy mówią same za siebie. Zadowolony jest za to Marquez, którego w najbliższych dniach czeka operacja wybitego kilka razy w tym roku lewego barku.

Mniej entuzjazmu ponownie w Yamasze. Co prawda fabryczni zawodnicy byli jednogłośni i już po testach w Walencji odrzucili silnik z 2018 roku, a w Jerez wybrali zdecydowanego faworyta z dwóch wstępnych jednostek na sezon 2019. Sęk w tym, że o ile Maverick Vinales wydaje się zadowolony, o tyle Valentino Rossi mówi wprost, że postępy inżynierów są za małe, a nowe silniki nadal nie rozwiązują problemu ze zbyt mocnym zużyciem tylnej opony. Hiszpan zachwalał lepsze hamowanie silnikiem i poprawę na wejściach w zakręty, ale jemu również brakowało trakcji, a przy tym także mocy. Włoch ostrzegał jednocześnie, że jeśli Yamaha nie podkręci tempa, zostanie w tyle nie tylko za Hondą i Ducati, ale także za Suzuki.

Skąd tak odmienne nastroje? Zawodnicy Yamahy nie tylko różnią się wzrostem i wagą, ale również stylem jazdy. Vinales jeździ bardziej agresywnie, ale jest niższy i aż o pięć kilogramów lżejszy od Rossiego. Jego oczekiwania są więc zupełnie inne, zarówno jeśli chodzi o ustawienia, jak i części. Problem w tym, że Yamaha skupiała się do tej pory na wskazówkach bardziej powtarzalnego i doświadczonego Włocha. Czy tej zimy układ sił w zespole się zmieni? Vinales wielokrotnie dawał w tym roku do zrozumienia, że tego właśnie oczekuje. W cieniu fabrycznego duetu za sterami maszyny w specyfikacji 2018 imponował z kolei Franco Morbidelli, który wykręcił szósty czas testów.

Podczas gdy Yamaha skupiała się wyłącznie na silniku, Ducati pracowało nad wszystkim innym, tylko nie jednostką napędową. Włosi nie tylko potwierdzali skuteczność rozwiązań z Walencji, ale także testowali nowe, jak szerokie siedzenie, czy dziwne ramie biegnące od spodu wahacza aż do tylnej tarczy hamulcowej, nazwane „torque arm”. Dovizioso i Petrucci opuszczali Andaluzję zadowoleni, podobnie jak Jack Miller i debiutant Pecco Bagnaia. Dovi zaliczył co prawda po drodze solidnego dzwona, a przy okazji narzekał nieco, że postępy mogłyby być nieco większe, ale jego tempo nie budziło takich zastrzeżeń jak np. tempo jedenastego ostatecznie Rossiego.

Dużo pracy mają też za sobą reprezentanci Suzuki, którzy testowali nowy silnik i ramę. Debiutanta Joana Mira na chwilę spowolnił spektakularny wypadek, ale Hiszpan szybko wrócił na tor. Mniej udane testy zaliczyli zawodnicy Aprilii. Aleix Espargaro z powodu problemów żołądkowych trafił do szpitala i drugiego dnia przejechał tylko jedenaście kółek, z kolei Andrea Iannone zaliczył wywrotkę i mocno poobijał stopę, co także odbiło się na jego jeździe.

Więcej pracy mieli podopieczni KTM-a. Co prawda Johann Zarco zaczął czuć się nieco lepiej na hamowaniu i wejściu w zakręty, a jednocześnie chwalił moc RC16 na wyjściach z łuków, ale przyznał także, że wciąż traci za dużo czasu w środku łuku. Francuz podkreślał także, że nie chce zmieniać swojego płynnego stylu jazdy. KTM wymaga większej agresji, ale były mistrz świata Moto2 nie chce stracić swoich mocnych stron. Ciekawe, co z tego wyjdzie. Dużo bardziej zadowolony, choć niewiele szybszy, był Pol Espargaro.

Kolejne testy MotoGP odbędą się dopiero na początku lutego w Malezji. Do tego czasu inżynierowie będą w pocie czoła pracować nad nowymi silnikami. Jeśli nowe rozwiązania nie sprawdzą się na torze Sepang, producenci będą mieli już tylko nieco ponad miesiąc, aby dopracować je przed pierwszym wyścigiem w Katarze, przed którym specyfikacja jednostek (nie licząc Aprilii i KTM-a) zostanie „zamrożona” na cały sezon.

Wyniki testów znajdziecie TUTAJ.