Jorge Lorenzo sięgnął po swoje szóste zwycięstwo w tym sezonie. Wygrywając Grand Prix Aragonii Hiszpan zbliżył się na zaledwie 14 punktów do prowadzącego w tabeli Valentino Rossiego. Przegrany przez Włocha pojedynek o drugie miejsce z Danim Pedrosą był ozdobą niedzielnych zmagań, z których już na drugim okrążeniu wyleciał obrońca tytuł Marc Marquez.

To właśnie Marquez z nowym rekordem toru sięgnął w sobotę po pole position, ale spod świateł lepiej ruszył w niedzielę Lorenzo, który natychmiast rozpoczął ucieczkę. Zawodnik Repsol Hondy ruszył w pogoń za wiceliderem tabeli, ale na drugim okrążeniu wyleciał z toru po uślizgu w dwunastym zakręcie – tym samym, w którym dwa lata temu zderzył się z Pedrosą.

„To wyłącznie moja wina – przyznał obrońca tytułu, który po piątej wywrotce w tym sezonie w praktyce stracił już szansę na trzecie mistrzostwo z rzędu. - Chciałem za wszelką cenę walczyć o zwycięstwo, ale nie wziąłem pod uwagę kierunku wiatru, zimnych opon i pełnego zbiornika paliwa. Popełniłem błąd, ale najważniejsze, że byliśmy w ten w weekend konkurencyjni.”

Pod nieobecność Marqueza Lorenzo pewnie narzucał tempo i zmierzał po szóste w tym roku zwycięstwo. Kiedy już wydawało się, że bez bezpośredniej walki o zwycięstwo zmaganiom o Grand Prix Aragonii zabraknie kolorytu, Rossi i Pedrosa stoczyli jeden z najbardziej elektryzujących pojedynków ostatnich lat.

Na finiszu Włoch kąsał Hiszpana jak szalony, ale ten natychmiast odpowiadał, na ostatnim kółku delikatnie wypychając lidera tabeli na krawędź toru. Chwilę później Rossi spróbował raz jeszcze, desperacko atakując w szykanie przed długą prostą, ale i tym razem nie miał szans. Uskrzydlony Pedrosa finiszował na drugiej pozycji, podczas gdy prowadzenie Włocha nad Lorenzo stopniało w tabeli z 23 do 14 oczek na 100 możliwych jeszcze do zdobycia w ostatnich czterech wyścigach sezonu.

„To zwycięstwo było mi bardzo potrzebne” – podkreślał na mecie „Por Fuera”, który po zatrzymaniu się w parku zamkniętym udawał… rekina z kasku Rossiego z poprzedniej rundy. „Mogę ci ten kask pożyczyć na następne wyścigi” – żartował później „Doktor”. Zawodnicy Yamahy mieli zresztą powody do radości. Ekipa Movistar Yamaha zapewniła sobie w niedzielę mistrzostwo świata w klasyfikacji zespołów.

Samotnie, na czwartym miejscu finiszował Andrea Iannone na Ducati, który utrzymał za sobą rywali mimo osłabienia kontuzją lewego barku. Daleko za nim do mety dojechał ruszający z dopiero 13. pozycji Andrea Dovizioso, który o pół sekundy pokonał Aleixa Espargaro na Suzuki. „Robiłem co mogłem, aby go wyprzedzić i kilka razy nawet się zetknęliśmy, ale na prostych Ducati jest jak rakieta. Po prostu znika” – przyznał poirytowany słabym silnikiem swojego Suzuki Hiszpan. Kolejne miejsca zajęli Brytyjczycy, Cal Crutchlow i Bradley Smith, zaś pierwszą dziesiątkę uzupełnili Pol Espargaro i Yonny Hernandez.

Pasjonujący pojedynek o zwycięstwo w klasie Moto2 rozstrzygnęli pomiędzy sobą Hiszpanie. Startujący z pole position obrońca tytułu Tito Rabat pokonał ostatecznie debiutującego w klasie Alexa Rinsa o mniej niż jedną dziesiątą sekundy, podczas gdy podium uzupełnił Brytyjczyk Sam Lowes. Na mecie Rins zadedykował podium swojemu koledze i dobremu kumplowi MotoRmanii, Kenny’emu Noyesowi, który właśnie w Aragonii prowadzi swoją szkołę jazdy i który właśnie tam kilka miesięcy temu doznał poważnych obrażeń podczas wyścigów hiszpańskich Superbike’ów.

Johann Zarco miał w niedzielę szansę na przypieczętowanie mistrzowskiego tytułu. Francuz musiałby jednak dojechać do mety przez Rabatem, ale po trudnym weekendzie finiszował dopiero na szóstym miejscu. Jego przewaga i tak jest spora, a losy tytułu mogą rozstrzygnąć się już za dwa tygodnie w Japonii.

Wyścig Moto2 rozpoczął się od groźnego zderzenia Xaviera Simeona i Dominique’a Aegertera. O ile Belg wyszedł z kolizji, po której przerwano zmagania, bez szwanku, Szwajcar miał mniej szczęścia. Aegerter wylądował w szpitalu z całą listą złamań, w tym kręgosłupa – na szczęście bez uszkodzenia rdzenia kręgowego. Start Szwajcara w trzech najbliższych wyścigach poza Europą stoi pod znakiem zapytania, ale dalsza kariera nie jest zagrożona.

Dramatycznie zakończył się także wyścigi Moto3. Po pasjonującej walce od startu do mety na trzy zakręty przed końcem błąd popełnił wicelider tabeli Enea Bastianini. Włoch uderzył w jadącego na drugiej pozycji Brada Bindera, co zakończyło się dla obu lotem w stronę żwirowej pułapki.

Sytuacji nie wykorzystał jednak lider generalki, Danny Kent, który walcząc o drugie miejsce wyleciał z toru w ostatnim zakręcie. W efekcie rywali na Hondach nadal dzieli 55 punktów na sto możliwych jeszcze do zdobycia. Losy tytułu mogą rozstrzygnąć się za dwa tygodnie, ale Kent potrzebuje w tym celu nie tylko finiszu na pierwszej lub drugiej pozycji, ale też kolejnego nieukończonego wyścigu dla Bastianiniego. Zmagania w Aragonii wygrał Portugalczyk Miguel Oliveira, do którego na podium dołączyli Hiszpan Jorge Navarro i Włoch Romano Fenati.

Piętnasta runda MotoGP, Grand Prix Japonii na należącym do Hondy torze Twin Ring Motegi, już za dwa tygodnie. Relacje na sportowych antenach Polsatu i portalu polsatsport.pl.