Wyprzedzać można na kilka różnych sposobów. Który z nich jest właściwy?

 

Wyprzedzanie innych kierowców na torze może odbywać się w pięciu kategoriach: czysto i płynnie, nieco ryzykownie, bardzo ryzykownie i „człowieku, co ty robisz!!!”. W tym ostatnim przypadku zazwyczaj dochodzi do kolizji zawodników, którzy postanowili za żadną cenę nie odpuszczać obranej wcześniej trajektorii. Każdy, kto jeździł po torze przyzna, że nic nie przebija satysfakcji, jaką odczuwa się po skutecznym wyprzedzeniu innego zawodnika. W gruncie rzeczy to jedyny moment definiujący cel wybrania się na tor wyścigowy. Im lepiej wychodzi nam wyprzedzanie tym więcej skalpów możemy zdobyć.

Nie zawsze do wyprzedzania należy podchodzić w ten sam sposób. Generalnie powinniśmy rozróżnić dwa rodzaje wyprzedzania. Powinniśmy inaczej wyprzedzać podczas zwykłego treningu na torze i inaczej w trakcie wyścigu. Podczas treningów, szczególnie tych, które odbywają się na Poznańskim torze w poniedziałki należy wykazać się większą troską o innych. Pamiętajmy, że niektórzy mogą mieć bardzo mało doświadczenia torowego, a inni przyjechali, co prawda, z intencją dynamicznego pojeżdżenia, ale w granicach dużego marginesu bezpieczeństwa. Oni się nie ścigają. Przyjechali, żeby dobrze się bawić i bezpiecznie wrócić na tym samym motocyklu do domu. Zatem wyścigowe wciśnięcie się takiej osobie pod łokieć manewrem podpatrzonym na MotoGP jest po prostu nie na miejscu. Być może poczujecie się przez chwilę jak Valentino Rossi, ale uwierzcie mi, że koleś którego właśnie przestraszyliście będzie myślał o was zupełnie coś innego. Osoby niedoświadczone mogą zareagować w takich sytuacjach w niekontrolowany sposób (np. dociskając gwałtownie przedni hamulec, powodując uślizg tylnego koła) narażając na niebezpieczeństwo siebie i innych. Otoczcie opieką osoby, które jadą wolniej.

Najbezpieczniejszym sposobem na wyprzedzenie takiego delikwenta jest zrobienie tego podczas przyspieszania z zakrętu. Jeżeli to niemożliwe to starajmy się zachować duży dystans podczas mijania na hamowaniu. Trzymajmy się od początkujących daleko i postarajmy się im jak najszybciej pokazać. Oczywiście sytuacja zmienia się diametralnie podczas rywalizacji sportowej, ale tutaj każdy spodziewa się, że w każdej chwili może dojść do bliskiego spotkania trzeciego stopnia i nie wystraszy się, kiedy wciskamy się mu pod łokieć. Zdarza się czasami, że dochodzi do kontaktu, który w gruncie rzeczy nie jest niczym nadzwyczajnym o ile nie powoduje wypadku. Ale nawet wtedy należy to przyjąć, jako ryzyko wkalkulowane w ten sport. Najlepszym przykładem jest postawa Valentino Rossiego po pierwszym wyścigu sezonu 2007, kiedy Toni Ellias przewrócił go podcinając tylne koło jego Yamahy. „Widziałem jak Toni zbliża się od wewnętrznej i w końcu mnie uderzył” powiedział Vale „to są wyścigi i takie rzeczy się zdarzają. Znam Toniego już od wielu lat i jest dobrym zawodnikiem. Przeprosił mnie po wyścigu, a ja mu powiedziałem, żeby się nie przejmował tylko pamiętał o hamulcach, a jak już musi w kogoś uderzyć to niech to będzie inny zawodnik.”

Myślę, że warto zapamiętać przynajmniej jedną rzecz. Zawsze przeprośmy drugą osobę po ryzykownej sytuacji. Bez względu na to czy się przewróciła czy nie. Podczas rywalizacji na wyrównanym poziomie, np. podczas MotoGP, istnieje właściwie tylko jeden sposób na wyprzedzenie innego zawodnika – wyprzedzenie na hamowaniu. „W naszym przypadku wyprzedzenie na mocy jest praktycznie niemożliwe” mówi były zawodnik MotoGP, John Hopkins. „Musimy to robić na hamowaniu. Zresztą nawet gdyby się dało wykorzystać moc do wyprzedzania i tak robiłbym to tylko na hamowaniu.” Zasada jest prosta: musisz zanurkować po wewnętrznej wyprzedzanego zawodnika na wejściu w zakręt. Co prawda można to zrobić również po zewnętrznej. Wtedy będziemy musieli się wcisnąć przed „nos” wyprzedzanego składając maszynę w zakręt. To nieco zawadiacki sposób, bo zamyka rywalowi drzwi i bardzo ogranicza jego pole manewru, ale jest jak najbardziej prawidłowy.

Wyprzedzanie na hamowaniu oznacza, że stracicie nieco na prędkości wewnątrz zakrętu, dlatego istnieje duża szansa, że wyprzedzany zawodnik odzyska swoją pozycję na wyjściu. Późniejsze hamowanie wymusza większe oddziaływanie sił, przekładające się na utrudnienie złożenia motocykla w zakręt i w rezultacie późniejsze dodanie gazu. Każdy, kto chociaż raz tego doświadczył przyzna, że rywalizacja zawodników na hamowaniu jest wyjątkowo emocjonującą zabawą. Trzeba tylko pamiętać, że pod koniec prostej naprawdę jest zakręt. Andy Ibbott, na szkoleniach w California Superbike School, mówi o trickach stosowanych przez niektórych zawodników. Jedną z takich sztuczek jest udawanie, że rozpoczynamy hamowanie zanim rozpoczniemy właściwy proces. Zawodnik w takim przypadku odprostowuje swoją sylwetkę imitując normalne zachowanie przy hamowaniu, ale w rzeczywistości hamuje nieco później. To ma spowodować, że rywal za naszymi plecami zahamuje wcześniej niż my…  Sprawdziłem, w Polsce to nie działa…