Wbrew pozorom bardzo dużo. Zobaczcie na przykładzie elektrycznego roweru z najwyższej możliwej półki, jak mogą ewoluować motocykle.

Całkiem niedawno na naszych stronach pokazałem Wam film z Julienem Dupont oraz elektrycznym rowerem Audi w rolach głównych (film znajdziecie kilka akapitów niżej). Nikt nie do końca wiedział o co chodzi w tym całym zamieszaniu, a jasne było tylko, że rower jest cool. Julien dość tajemniczo napisał, że „jego wheelie nigdy nie wyglądały lepiej”. Właśnie dlatego wracam do e-bike jeszcze raz.

Audi trochę szerzej pochwaliło się swoim rowerem, nazwanym e-bike Wörthersee. Jeżeli zastanawiacie się, czy w ten sposób nie chcieli Was obrazić, to nie. Nazwa pochodzi od jeziora, obok którego Audi organizuje wystawę swoich pojazdów. Co więc jest takiego ciekawego w rowerze(!), że postanowiłem napisać o nim już drugi raz i to na więcej, niż pięć zdań? Ano magiczny guzik, o którym zaraz opowiem.

E-bike ma karbonową ramę, napęd elektryczny (niemożliwe!) i dziewięciostopniowe przeniesienie napędu. Przerzutki się znaczy. Ale nie takie zwykłe, bo sterowane hydraulicznie. Cały napęd zresztą też kontrolowany jest przez komputer o mocy przerobowej znacznie większej, niż w liczniku z komunijnego roweru. Baterię naładować można w 2,5 godziny, a wspomagana pedałowaniem wystarcza na przejechanie 50-70 kilometrów. Silnik generuje 3,1 KM oraz 250 Nm na kole (to nie literówka), czyniąc z e-bika najmocniejszy rower na rynku. Takie osiągi w połączeniu z wagą 21 kilogramów pozwalają osiągnąć prędkość 50 km/h wyłącznie na napędzie elektrycznym. Który jest oczywiście sterowany typowo motocyklową manetką.

Te argumenty w sumie wystarczą, żeby motocykliści zwrócili na e-bike Wörthersee uwagę. Mimo tego, to wciąż trochę szybszy i cięższy rower. No ale to nie wszystko – audi przewidziało sześć trybów sterowania.

Pierwsze trzy z nich są całkiem jasne. „Pure” czyni z Audi zwykły rower, gdzie to człowiek i pedały wyznaczają kres możliwości. „Pedelec” to wciąż napęd pedałami, ale ze wspomaganiem silnika elektrycznego. Odkręcając pełną manetę i pedałując ile sił w nogach, na tym techno-rowerze możecie wtedy rozpędzić się do… 80 kilometrów na godzinę! Ostatnim z pierwszej trójki trybów jest „eGrip”, czyli napęd wyłącznie elektryczny, osiągający 50 km/h.

No to teraz coś, co mnie osobiście (i Juliena Duponta) urzekło. Zmieniane oczywiście magicznym guzikiem, warianty sterowania napędem pod tytułami „Wheelie”, „Power Wheelie” oraz „Balanced Wheelie”. Sory Simpson, ale jak to niedługo wejdzie do produkcji, to swoje poradniki o gumowaniu możesz oddać do muzeum techniki. Pierwsza opcja przeznaczona jest do gumowania z użyciem pedałów – elektronika nieznacznie uprzyjemnia to zadanie. „Power Wheelie” brzmi już groźniej, a nazwa mówi chyba sama za siebie – wystarczy odkręcić. No i „Balanced Wheelie”, co można przetłumaczyć jako wolna guma. Krótko mówiąc, elektronika zamienia rower w Segwaya i staje na koło. Jedziesz gdzie chcesz i jak długo chcesz, a o balans zadba komputer i gładziutki napęd elektryczny. Fajne? Zobacz, jak to robi Dupont:

E-bike jest bardzo „high-tech” więc łączy się z Twoim smartfonem za pomocą WLAN. Możesz obejrzeć (w formie modelu 3D) jakie zrobiłeś triki, trasę podróży i wszystkie inne bajery typu prędkość, dystans, czy stopień złożenia. Wszystko oczywiście łączy się z Facebookiem i innymi platformami, a Audi myśli też nad inicjatywami w formie gier. Wyobraźcie sobie taki scenariusz – dajesz przejechać się koledze i zdalnie, przez komórkę włączasz tryb balanced wheelie!

Czy to wszystko nie wydaje się trochę przesadzone? I racja, bo e-bike Wörthersee nie stanie w salonach obok innych Audi. Nawet gdyby ten rower trafił do produkcji seryjnej, to i tak byłby zbyt drogi żeby ktoś o zdrowych zmysłach go kupił. Chyba nikogo to nie dziwi? Audi w ten sposób chwali się swoją techniką i jak widać, jej możliwości są naprawdę spore. Wiadomo, w motocyklach póki co jeszcze długo nie będzie elektronicznego wheelie chociażby z tytułu zbyt dużych opóźnień, strat i niedokładności silnika spalinowego. No ale o kontroli trakcji też można było kiedyś pomarzyć. Wiecie po co są prototypy – przyszłość to dziś. Aha, pamiętacie, że Audi jest już właścicielem Ducati?