Wolna guma
Simpson
16 stycznia 2012

Stuntu uczylem się w czasach, kiedy głupota była dla mnie jak matka, a rozsądek jak kurator…

Kilka lat temu, gdy stunt w Polsce dopiero nabierał kształtu trenowaliśmy na zamkniętym lotnisku w okolicach Ryk. Gdy większość ludzi trzaskało tricki napędzając się na tylnym kole z prędkościami grubo ponad 100 km/h ja starałem się zrozumieć slow wheelie, czyli jazdę z użyciem tylnego hamulca ze zdecydowanie mniejszą prędkością. Kiedy odpoczywałem, podszedł do mnie jeden z gapiów i powiedział: „Ty to chyba się dopiero uczysz, bo tak powoli jeździsz, boisz się czy co?” Ręce mi opadły…
To fakt, dla osoby niezorientowanej w temacie „lepszy” będzie ktoś, kto przepruje na tylnym kole 180 km/h i wzbudzi szum epitetów na przystanku autobusowym niż ten, który w ślimaczym tempie, będzie jechał równo z samochodami. Jednak my trenujemy dla siebie i na tym się trzeba skoncentrować. Chęć popisu na szosie to pierwszy stopień do dzwona. Wolna guma daje niesamowitą satysfakcję z okiełznania motocykla. Hamulec daje nam władzę totalną i wasz sprzęt będzie się musiał podporządkować. Slow wheelie również w nieoceniony sposób wpływa na bezpieczeństwo. Wchodząc do ery kontroli totalnej będziemy mogli przyśpieszać, zwalniać, a nawet pokonywać zakręty! Wszystko się będzie działo wolniej, a w przypadku zagrożenia będziemy mieli kilka innych opcji, poza katapultą i zamknięciem oczu.

Istnieją 2 sposoby nauki wolnej gumy. Pierwszy to tygodnie, a nawet miesiące treningu z szansą, że motocykl na tym nie ucierpi. Drugi to kurs przyśpieszony, który będzie już wymagał motocykla przerobionego do stuntu i będzie dość drastyczny. Nie sugerujcie się tym, że zdjęcia są zrobione na przygotowanym Kawasaki 636, wolna guma jak najbardziej jest możliwa na standardowym motocyklu. Tym bardziej nie zwracajcie uwagi na mój ubiór. Stuntu uczylem się w czasach, kiedy głupota była dla mnie jak matka, a rozsądek jak kurator… Właśnie przez to przyzwyczaiłem się do luźnych ciuchów i miękkich butów. Na bazie mojego doświadczenia dobrze radzę zakładajcie sztywne obuwie i ochraniacze lub kurtki. Jak już opanujecie motocykl i będziecie się toczyć po placach z prędkościami niedużymi, wtedy jeździjcie w tym, w czym będziecie się czuli najbardziej komfortowo, bo ryzyko urazu będzie zdecydowanie mniejsze.

Wersja humani(moto)tarna

Pierwsza technika jest bardziej przyjazna dla motocykla. Wymaga ona jednak umiejętności jazdy na kole w okolicach punktu balansu, cierpliwości i dużej ilości zapasowych klocków hamulcowych. Przed jazdą obowiązkowo musimy sprawdzić siłę hamowania tylnego hebla. Jadąc normalnie nie powinniśmy mieć problemu z zablokowaniem koła nawet przy niezbyt mocnym naduszeniu dźwigni nożnej. Jeśli tak się nie dzieje to mamy albo zapowietrzony układ, kiepskie klocki lub tarczę albo wszystko naraz. Ku chwale nie rozbicia motocykla należy to przed treningiem naprawić. Już przy pierwszej lekcji jazdy na kole doradzałem, żebyście trzymali nogę na hamulcu, jeśli to robiliście to świetnie, jeśli nie, to teraz będziecie musieli się zmusić. Zanim nauczymy się jechać powoli musimy zrozumieć zależność pomiędzy gazem, a heblem. Jedziemy na tylnym kole na 1-szym biegu kontrolując sytuację gazem. W momencie, kiedy zbliżamy się do punktu balansu delikatnie naciskamy hamulec. Ważne, żeby nie odpuszczać gazu! To najtrudniejszy do pokonania nawyk. Jeśli zamkniecie rolgaz, dodatkowo naciskając hamulec, zaliczycie ostre przyziemienie. Jeśli wszystko robicie dobrze to przód powinien troszkę opaść, w tym momencie hamulec należy odpuścić. Wczuwając się w tą zależność odpuszczajcie dźwignię hamulca coraz bardziej pozwalając na to, żeby przednie koło wędrowało coraz wyżej. Wyczuwanie hebla może zająć tygodnie, mi osobiście zajęło miesiące. Jeśli zrozumiecie fizykę działania będziecie mogli zacząć zwalniać. Żeby tego dokonać należy utrzymywać przednie koło poza punktem balansu, musicie się wtedy czuć jakbyście już lecieli na plecy. Brzmi dość drastycznie, ale jak się przełamiecie to uczucie jest niesamowicie adrenalinogenne. Ważną wskazówką jest to, że o wiele łatwiej nie nabrać prędkości niż ją wytracić. Chodzi o to, że jak zaczniecie łapać o co chodzi starajcie się stawiać motocykl ze sprzęgła na mniejszych prędkościach od razu w pion, wtedy po jakimś czasie wolna guma nie okaże się już taka trudna.

Slow wheelie, wersja brutal

Drugim sposobem i moim ulubionym jest nauka na tzw. „przypał”. Mówimy: „raz kozie śmierć”, wyposażamy motocykl w klatkę, zębatkę i stelaż do przycierania, zakładamy ochraniacze, czyste majtki i jedziemy na plac. Najlepiej pojechać w miejsce, gdzie trenują stunterzy, na pewno podzielą się doświadczeniami, a jak nie, to przynajmniej ściągną z was motocykl jak zaliczycie dzwona. Ta technika jest dla hard core’owców, jednak znam wiele przypadków osób, które w ten sposób załapały o co chodzi naprawdę szybko. Wystarczy, że nie będziecie się bać i zrobicie to, co wam za chwilę napiszę. Wsiadamy na motocykl i w zależności od tego, jak dużą mamy zębatkę, podkręcamy obroty na 2-4 tys. Najłatwiej ustawić je jadąc na wprost na 2 kołach bez rąk. Obroty nie mogą przekroczyć granicy, na której motocykl zamiast się wywrócić będzie jechał zupełnie sam. Ryzyko, że nam ucieknie i wbije się w przydrożny wychodek jest wtedy bardzo duże. Jak już ustaliliśmy obroty, spuszczamy powietrze w tylnym kole do około 1 atmosfery, dzięki temu motocykl będzie bardziej stabilny. Wsiadamy, lewą nogę trzymamy na podnóżku pasażera, a prawą na hamulcu. Palec wskazujący ma być cały czas na sprzęgle! Toczymy się powolutku, naciskamy sprzęgło, nawijamy obrotów i strzał! W tym momencie mamy rodeo. Motocykl idzie ostro w góre, naciskamy hamulec to zaczyna opadać, puszczamy hebel i jeśli to mało to odwijamy gaz, znowu hamulec i tak w kółko. Wolną gumę kontrolujemy głównie stopą, gaz służy tylko do korekt, właśnie dlatego podkręcamy niskie obroty, żeby jak najmniej ingerować rollgazem, gdyż to wprowadza chaos. Przy pierwszych próbach musicie być świadomi, że to będzie lekki dramat. Dlatego wspomniałem o palcu na sprzęgle. Jeśli coś się dzieje nie tak, to po prostu wciskamy dźwignię i zeskakujemy do tyłu opierając motocykl na stelażu. Jeśli afera jest duża to rzucajcie motocyklem bez skrupułów! Po to ma klatkę! Najwięcej kontuzji podczas nauki zdarza się, gdy ktoś za wszelką cenę chce ratować sprzęt. Motocykl nie jest tego wart, on się poskłada z wami może być gorzej.
Wykorzystajcie każdą nadarzającą się okazje do treningu. Powodzenia!

Simpson
Redaktor naczelny

Pierwszy tester na pokładzie. Jego „kreatywna” jazda przekłada się na ciekawe zdjęcia i jeszcze ciekawsze zadania dla jego lekarza. Skutecznie odnajduje limity swoje i motocykli, co przynosi przeróżne efekty... Masz sprawę? Skontaktuj się .

Masz sprawę ? Skontaktuj się:

Materiały premium

czytaj kolejne artykuły