Tai Woffinden o Speedwayu i MotoGP – wywiad mistrzem świata na żużlu
Mick
21 sierpnia 2014

Tai Woffinden ma zaledwie 23 lata, a już jest żużlowym mistrzem świata. Młody Brytyjczyk ma wszystko, aby zostać Valentino Rossim czarnego sportu. Swoją drogą z MotoGP łączy go zdecydowanie więcej, niż mogłoby się Wam wydawać, o czym Mick przekonał się podczas niedawnego spotkania w Bydgoszczy.

Nie będę ukrywał, że nie wiem zbyt wiele o czarnym sporcie, ale kiedy w moich rodzinnych stronach najlepsi żużlowcy walczyli o Drużynowy Puchar Świata, po który ostatecznie w Bydgoszczy sięgnęli Duńczycy, nie mogłem przegapić okazji, aby spotkać się z aktualnym mistrzem świata Grand Prix i zawodnikiem zespołu Betard Sparta Wrocław.

Tai Woffinden jest młody, zdeterminowany i nieźle odjechany, o czym świadczą chociażby jego liczne tatuaże czy wyluzowany styl bycia. Gdybyśmy jednak mieli rozmawiać tylko o żużlu, nasza rozmowa nie trwałaby zbyt długo, ponieważ kompletnie nie znam się na tej dyscyplinie sportów motocyklowych.

Na szczęście wiem jednak, że Tai to jeden z najbliższych przyjaciół i przysłowiowy „partner sparingowy” Sama Lowesa, który jeszcze dwa lata temu reprezentował barwy polskiej ekipy Bogdanka PTR Honda, a dziś, jako mistrz świata serii Supersport, z powodzeniem ściga się w Moto2. Wywiad z Samem, z którym miałem okazję porozmawiać niedawno w Brnie podczas Grand Prix Czech, znajdziecie we wrześniowym numerze MotoRmanii, natomiast poniżej, jak się ostatecznie okazało, bardzo ciekawa i bardzo wyścigowa rozmowa z żużlowym mistrzem:

Tai, opowiedz nam o swojej przyjaźni z Samem Lowesem…
Tai Woffinden: Ja, Sam i jego brat Alex świetnie się dogadujemy i przyjaźnimy. Podobnie jest zresztą jeśli chodzi o Leona Haslama i Freddiego Sheene’a, syna Barry’ego. Jeśli mamy dzień wolny, wyskakujemy razem na jakiś obiad lub zakupy, albo po prostu jeździmy razem na motocyklach crossowych. To coś fajnego. Świetnie jest także wspólnie trenować, bo motywujemy się wzajemnie do wkręcania się na jeszcze wyższe obroty i poziomy, których normalnie sami byśmy nie osiągnęli. Jeśli Sam i Alex robią obwód w 28 minut, ja chcę zrobić go w 27 minut. To tego typu historie. Oczywiście to działa w dwie strony. Bardzo lubię spędzać z nimi czas.

Jak wygląda wasz trening?
Trenujemy zupełnie inaczej niż wszyscy inni dookoła. Być może dlatego odnosimy sukcesy, ponieważ pracujemy ciężej niż inni. Nasz trener, Kurt Gibbins, jest perfekcjonistą i doskonale zna się na swojej robocie jako trener osobisty. Daje nam wycisk, ale robimy dokładnie to co nam mówi. To nie tylko kwestia samego treningu, ale też wszystkich historii, które dzieją się poza torem i siłownią. Jest naszym bliskim przyjacielem.

Dwaj wytatuowani goście, Tai Woffinden (z prawej) i Glaca z zespołu My Riot

Jak wygląda różnica pomiędzy twoim treningiem, a przygotowaniami Sama?
Wiele rzeczy jest takich samych, ale wykonujemy też inne ćwiczenia z uwagi na różnice pomiędzy żużlem a wyścigami na torze. Większość jest jednak bardzo podobna. Oczywiście mój wyścig trwa minutę, a ich pół godziny, więc tutaj przygotowujemy się inaczej.

Jak więc wygląda twój tydzień jeśli chodzi o treningi. W końcu startujesz również w trzech różnych ligach krajowych, w tym w polskiej…
Jeśli w niedzielę ścigam się w Polsce, w poniedziałek w Anglii, a we wtorek w Szwecji, wówczas trenuję od środy do soboty.

Co dokładnie robisz, poza siłownią? Bieganie, pływanie, rower?
Tak, nie pływam, ale robię całą resztę i dużo biegam. Każdego tygodnia spędzam całe godziny na bieganiu.

Co z motocrossem?
Motocross jest bardzo pomocny jeśli chodzi o trening, refleks i tego typu sprawy, ale jednocześnie jest bardzo niebezpieczny. Kiedy wsiadam na crossówkę jadę najszybciej jak potrafię, ale kiedy dojeżdżam do hopy, wciskam hamulec i przejeżdżam przez nią bardzo wolno, a potem znów mocno odwijam gaz. Trenuje jednak jeszcze przy pomocy czegoś innego, a mianowicie skutera wodnego na którym jeździ się na stojąco. To jak jazda na motocyklu crossowym po wodzie. Nie musisz bać się wywrotek. Tydzień temu zaliczyłem potężną wysiadkę. Jechałem na pełnym gazie na dwusuwowej osiemsetce, skręciłem i zaliczyłem uślizg, po którym złapałem typowego hishside’a. Wystrzeliło mnie w powietrze i wpadłem do wody, ale nic mi się nie stało. Gdyby to przytrafiło mi się na crossówce, pewnie złamałbym rękę, a tak po prostu wypłynąłem z wody i pojechałem dalej.

Zawodnicy MotoGP uwielbiają bardzo podobne do żużla treningi dirt trackowe. Próbowałeś tego kiedyś?
Nie, ale właśnie podpisałem umowę z KTM’em. Chcą abym wziął udział w zawodach dirt trackowych z Marquezem i innymi zawodnikami wyścigowymi w grudniu. Możliwe, że faktycznie w nich wystartuje.

Czy kiedykolwiek próbowałeś wyścigów na torze?
Wziąłem udział w track dayu razem z Leonem Haslamem i spędziłem jeden dzień na motocyklu w szkole jego ojca na torze Donington Park. To było bardzo fajne. Jeśli ktoś myśli o jeździe po torze, powinien udać się do nich. Oni naprawdę się na tym znają.

Freddie Sheene wystartował w kilku wyścigach w Hiszpanii dla frajdy. Myślałeś aby pójść jego śladem?
Nie. Jestem żużlowcem i zostanę przy tym.

Skoro jednak miałeś okazję przejechać się po torze, co powiesz o podobieństwach i różnicach pomiędzy jazdą wyścigową, a żużlową?
Nie ma żadnych podobieństw, poza tym że wszyscy ścigamy się na motocyklu i jeździmy po świecie aby to robić. To jedyne podobieństwo.

Jak bardzo śledzisz wyścigi MotoGP i World Superbike?
Staram się mieć oko na to jak radzą sobie Sam i Alex, a także na Marqueza.

A co z Valentino Rossim?
Przez wiele lat bardzo go lubiłem, ale teraz trochę się starzeje. Poznałem Marqueza w Monte Carlo, podczas gali kończącej sezon, w listopadzie. To fajny dzieciak. Świetnie było pogadać przez pięć minut. To co on wyprawia jest po prostu szalone. Jest legendą!

Planujesz odwiedzić którąś z rund MotoGP?
Niestety nie mam na to czasu, jestem zbyt zajęty własnym ściganiem. Zawodnicy MotoGP ścigają się co dwa tygodnie. Ja w dwa tygodnie często ścigam się w siedmiu różnych zawodach, więc mój styl życia jest dużo bardziej szalony i zapracowany. Niestety po prostu nie mam czasu, aby wpaść na rundę MotoGP.

No właśnie, startujesz w różnych zawodach, w kilku różnych ligach, w cyklu Grand Prix który z pewnością jest dla ciebie priorytetem, ale także w takich zmaganiach jak Drużynowy Puchar Świata, który w tym roku odbył się w Bydgoszczy. Jak wyglądają twoje priorytety?
W sobotę ścigałem się w Bydgoszczy, w niedzielę w Anglii, we wtorek w Szwecji… po prostu robisz swoje i starasz się zaliczyć najwięcej startów jak to możliwe i dać z siebie wszystko. Nie jest to łatwe, ponieważ cały czas jesteś w podróży, ale to mój zawód i moje życie. Chcę po prostu dać z siebie wszystko; zawsze, niezależnie od zawodów, i być na czele.

Jak opisałbyś swój styl jazdy?
Szalony, ale bezpieczny.

Jak czujesz się w Polsce i jak dużo czasu tu spędzasz?
Spędzam tutaj bardzo dużo czasu. Jeśli nie mam akurat zawodów Grand Prix to trenuję w Polsce. Bardzo lubię Polskę i tradycyjne polskie jedzenie. Świetnie tutaj być. To świetny kraj.

Od jak dawna się ścigasz?
Zacząłem karierę kiedy miałem trzynaście lat, w 2003 roku.

Liczysz złamane w tym czasie kości?
Nie, ale było ich sporo. Nie pamiętam dokładnie.

Tekst, zdjęcia i wideo: Michał „Mick” Fiałkowski/MotoRmania

Zobaczcie jak Polska, na ostatnim zakręcie i w charakterystycznym dla Jorge Lorenzo stylu ‚Por Fuera’, przegrała ostatnio z Duńczykami w Bydgoszczy walkę o Drużynowy Puchar Świata:

Mick
Redaktor naczelny

Redaktor działu sportowego. Kompendium wiedzy o wyścigach motocyklowych. Nie ma sezonu, nie ma klasy i nie ma zawodników, o których Mick chociażby nie słyszał. Odkryje kulisy zarówno WMMP, jak i zakamarki klasy MotoGP. Masz sprawę ? Skontaktuj się. Masz sprawę ? Skontaktuj się:

Materiały premium

czytaj kolejne artykuły