Sztorm w Łodzi, czyli burzliwa III runda GymkhanaGP – jak w kinie!
Monika Pacyfka Tichy
29 lipca 2015

25. lipca filmowe miasto Łódź po raz drugi w historii było areną zmagań maniaków walki z kolorowymi pachołkami. Na zawody w randze mistrzostw Polski przybyło pół setki gymkhanerów z całej Polski i szeroko pojętych okolic. Ten odcinek przygodowo-komediowego serialu okazał się jednakowoż mrocznym thrillerem z elementami kina katastroficznego.

Powrót Króla?

Dzień jak zawsze zaczął się od konkursu GP8. Pięciokrotne przejechanie dwunastometrowej ósemki nie jest może jakimś intelektualnym wyzwaniem, ale możliwość porównania wyników z różnych zawodów dzięki normalizacji figury jest bardzo kusząca. Wiadomo było, że najbardziej epicka walka rozegra się między Dzikim, a Taborem. Na poprzedniej rundzie we Wrocławiu Łukasz Tabor 69 odebrał Dzikiemu Krzyśkowi Dzikowskiemu rekord Polski GP8, podnosząc poprzeczkę z 28,89 na 28,63 sek. Wiadomo było, że Dziki bardzo będzie chciał koronę odzyskać, a Tabor bardzo nie będzie chciał jej oddać.

Nie Łódź się, że będzie łatwo

Tabor bardzo się starał i zrobił czas 29,25 ale że popełnił kilka błędów, dołożono mu 7 karnych sekund, co jest również swego rodzaju rekordem w GP8. Drugie podejście z wynikiem 29,75 było znacznie czystsze ale karna sekunda zadecydowała że rezultat nie zmieścił się w pierwszej piątce tej wyśrubowanej rywalizacji, w której poziom rośnie z roku na rok. Do ubiegłego sezonu wyniki poniżej 30 sekund zdarzały się góra raz na rok, a ostatnio mamy ich trzy do pięciu na każdych zawodach.

Film drogi: Dzikość serca

Oscar „OK” Kubicki, do września dzierżący przez trzy lata rekord GP8, poprawiony wówczas o 0,02 sek przez Dzikiego, tym razem wykręcił 30,53, co dało mu piąte miejsce; Beniamin Mucha, Mistrz Polski 2013, zrobił 29,96, ale jeszcze szybszy był Kyo, Piotr Kołodziejski, utalentowany rookie klasy PRO, który stanął na podium amatorów w maju, a teraz już po raz drugi startuje w czerwonej koszulce zawodowca. Kyo zrobił 29,94 sek. Miondir Jiri Schovanec, rekordzista Czech GP8 (29,08 sek) na tych zawodach osiągnął świetny czas 29,66. Natomiast Dziki poszedł jak burza, ale rekordu nie złamał – w lepszym z dwóch podejść miał wynik 29,37. Powrót Króla się nie udał, ale uszczęśliwiony Dziki stanął na szczycie pudła w towarzystwie Miondira i Kyo.

Odnotować warto również wynik Mayi: rewelacyjna debiutantka ubiegłego sezonu, Kicia Roku 2014 i Mistrzyni Europy w Gymkhanie, świeżo awansowana do klasy PRO, z czasem 30,95 znalazła się na 7 miejscu w GP8, co zarówno jeśli chodzi o czas jak i o miejsce jest najlepszym wynikiem osiągniętym przez kobietę w historii GymkhanaGP.

Ronda to przecież są w Szczecinie!*

Ubiegłoroczna runda w łodzi zasłynęła z najtrudnejszej w historii cyklu trasy konkursowej. Tym razem chłopaki z Klubu Motocyklistów Politechniki Łódzkiej okazali się nieco bardziej humanitarni i ułożyli niezwykle pomysłową, a zarazem dość intuicyjną trasę. Na początku „lustrzanka” – cztery lustra ustawione w kwadrat do pokonania w dowolnej kolejności, potem „rondo” z czterema wjazdami/wyjazdami. Jednym się wjeżdżało z lustrzanki, innym wyjeżdżało na dwie bramki, kolejnym na giętarkę, a ostatnim na ósemkę przedłużoną szybkim slalomem. Jeszcze tylko mały slalomik offsetowy i koperta mety.

*Ronda to jedna ze słynnych 10 rzeczy, które wkurzają w szczecinie, Stolicy Polskiej Gymkhany, wymienionych przez netowego felietonistę zdupy.pl.

Thriller: 50 Shades of Gray

W czasie przejazdów pierwszej kolejki amatorów atmosfera zaczęła się zagęszczać. Trzydzieści stopni, wilgoć w powietrzu, niebo zaciągnęło się chmurami w 50 odcieniach szarości, przecinanymi przez lśniące wstęgi błyskawic.

Faworytem w tej klasie był Kij’ek Darek Sobótka, który w swoim debiucie przed dwoma laty od razu wskoczył na szczyt amatorskiego pudła. Później różnie mu szło, miał problemy ze sprzętem. Tym razem przyjechał na maszynie, którą jego kumpel pożyczył od swojej szefowej („kolega potrzebuje na weekendowy wyjazd, on bardzo spokojnie jeździ…”). W pierwszej kolejce pojechał bezbłędnie z czasem 1:06,36. Zaledwie o 0,18 sekundy szybszy był jednak Adrenalina Zając – ten człowiek który jadąc na kołach z Gliwic do Szczecina całą noc w deszczu na swoje pierwsze zawody przemókł na wylot i po zarejestrowaniu się zamiast trenować, pojechał kupić suche majtki. Jeszcze szybszy był tegoroczny debiutant Głodny, ale trzasnął pachołek i do jego 1:05,83 trzeba było doliczyć sekundę. „Ale plany im pomazgrał Zygzak McQueen” w postaci 18-letniego debiutanta Jakuba Kaźmierczaka ksywa „Kazik”. „Nikt się nie spodziewał że ten rewelacyjny debiut zajedzie tak daleko do przodu” – osiemnastolatek z Łodzi na wielkim turystycznym BMW G650GS wyposażonym w potężny kufer w czystym przejeździe objechał ich ze sporym zapasem wykręcając 1:04,09 i wychodząc na prowadzenie po pierwszej kolejce przejazdów.

Ci którzy mieli większe numery startowe – wśród nich sporo nowicjuszy – jechali już w pierwszych kroplach deszczu. Mimo to bardzo dzielnie walczyli z tą trasą i mokrą kostką brukową, było dużo podparć, ale na szczęście żadnej gleby.

Avengers w tarapatach

Deszcz przestał padać i słońce wyszło tuż przed pierwszą kolejką przejazdów klasy PRO. Jako pierwsi jechali ci, którzy mieli najmniejsze numery, Miondir i Oscar. Mistrz Czech na Kawasaki ER-6n, który w poprzedniej rundzie jako pierwszy w historii zagraniczny zawodnik stanął na podium klasy PRO zrobił czas 1:05,06 a do tego nałapał sześć sekund kary. Oscar (Yamaha MT-07) miał czas o ponad dwie sekundy lepszy, plus jeden pachołek. Rozgrzana betonowa kostka przesychała w błyskawicznym tempie. Startujący kilkanaście minut później Dziki na Hondzie CBR600F4i pojechał bardzo zachowawczo, ale na mecie zameldował się po mniej niż minucie (59,58 sek) plus cztery sekundy premii. Po nim Mateusz Brycki pojechał wolniej (1:01,68) ale czysto i wysunął się na prowadzenie! Tabor miał czas 1:07 a do tego 7 sekund kary (rekord w PRO). Maty Landa, pierwszy mistrz Czech, oraz Dragon, obiecujący rookie klasy pro awansowany po zwycięstwie w amatorach w szczecinie, pomylili trasę. A potem stała się rzecz, której świat nie widział. Beniamin, przypomnę, startuje w gymkhanie od samego początku tej dyscypliny w Polsce i nie opuścił żadnej imprezy, oprócz tych dwóch rund, gdy miał nogę w gipsie po glebie w Szczecinie. W swoim debiucie w 2011 roku na zawodach organizowanych przez Hondę spóźnił się i dotarł na teren zawodów w czasie pierwszej kolejki przejazdów. Trasy nauczył się tylko z mapki, nie miał możliwości zapoznać się z nią na pieszo, ale mimo to pojechał bezbłędnie i zdobył jeszcze piąte miejsce (nie było wówczas podziału na klasy). Przez wszystkie kolejne lata startów nie pomylił się nigdy. A teraz, mimo że jechał jak zawsze tą swoją niesamowitą techniką, nieludzko płynnie i składając motocykl niemal do ziemi – pomylił trasę!

Po Benku startował jeszcze Sicin Mateusz Siciński, na pożyczonej seryjnej Hondzie CBF250. Rookie klasy zawodowej, który rok wcześniej właśnie w Łodzi debiutował mając zaledwie 16 lat i kilkutygodniowy staż na motocyklu w ogóle, dołączył do Dzikiego w kwestii powrotu na metę w czasie poniżej minuty (59,91) ale dwie sekundy kary ustawiły go za Bryckim, na drugim miejscu.

Po pierwszej kolejce zatem prowadził Mateusz Brycki, za nim był Sicin, Snajper, Malarz, Oscar, Dziki dopiero szósty, a reszta superbohaterów gdzieś poza pierwszą dziesiątką… Hollywood fabryka cudów…

Bollywood classic: Czasem słońce, czasem deszcz

Przed drugą kolejką przejazdów amatorów znów zaczęło padać. Biednemu zawsze wiatr w oczy: ci, którzy mieli najsłabsze czasy, często na skutek startu w deszczu, teraz startowali znów w deszczu, w tym śliczne łodzianki debiutantki – pięć dziewczyn o wdzięcznych ksywach takich jak Aga Jaga lub Ruda Małpa. Jedna z nich miała prawko od miesiąca, druga od dwóch dni. Ale one oraz inni debiutanci nie poddawali się i jechali mimo coraz ostrzejszego deszczu, z wieloma podparciami, ale bez gleb. Deszcz walił coraz ostrzej, wstęgi piorunów przecinały niebo, organizatorzy przerwali zawody, trzymając namioty by nie odfrunęły w porywach nawałnicy. Meteo nie dawało dużych nadziei na powrót słońca. Ale gdy tylko przestało ostro wiać, na trasę treningową wyjechali głodni odkucia się zawodnicy klasy PRO, omijając krople deszczu na lewą, a błyskawice na prawą, jak zauważył spiker Daniel Kisiel, Głos Polskiej Gymkhany (była to jego dwudziesta, jubileuszowa impreza). Gdy przestało lać, wznowiono zawody. Kolejność na podium amatorów nie zmieniła się już: po raz kolejny w historii GymkhanaGP w klasie amatorów wygrał debiutant, Kazik który o gymkhanie dowiedział się od swojego instruktora prawa jazdy i trenował sobie z kolegami na parkingu. Ponadto zrobił 10. czas zawodów i łyknął punkty do generalnej. W następnej rundzie będzie startował już w klasie PRO!

Amatorzy udowodnili po raz kolejny, że gymkhanę jeździć można wszystkim. Piotr Ślęzak „Łowcy Mil” na Hondzie Shadow VT750 C4 radził sobie bardzo sprawnie lądując na 20. miejscu; na drugim końcu skali znalazł się Artur Nita „Fu*k Limits!!!” – potężnie zbudowany młody człowiek na skuterze Kymco zrobił dwa bezbłędne przejazdy, co było rzadkością w tym dniu, i zajął 14. pozycję.

Horror: Igrzyska śmierci

No i jadą znów zawodowcy. Jest mokro i tym razem już nie schnie. Dragon łapie pierwszą w tych zawodach glebę. Patrzymy z nadzieją na Beniamina. Ten genialny zawodnik, oprócz opisanego wyżej debiutu był poza podium tylko raz: w maju 2014, gdy startował mimo wieloodłamowego złamania kości skokowej; zrobił drugi czas, ale nie utrzymał motocykla w pionie na mecie i karne sekundy ustawiły go na czwartej pozycji. A teraz! Znów myli trasę… Tabor poprawia czas, ale i tak ląduje poza podium. Po nim jedzie ambitny i utalentowany Miondir. Zawodnik z Czech doskonale ogarnia kolejne zawrotki i wraca na metę po 58,89 sekundy. Mamy nowego lidera! Co na to Dziki? Jedzie również czysto, ale minimalnie wolniej i ląduje na drugim miejscu. Zaraz po nim śmiga Oscar – jeszcze szybciej niż Miondir, o piczykłak: 58,87! Ale puknął jeden pachołek i sekunda kary ustawia go na trzeciej lokacie. Sicin jadąc teraz na mokrym robi czwarty czas kolejki, ale nie mieści się w kopercie. Trzy sekundy kary kosztują go czwarte miejsce; finalnie jest piąty, co jest najwyższym w historii wynikiem w PRO osiągniętym przez tak młodego zawodnika. Poza nimi czterema już nikt nie zszedł poniżej minuty z czasem przejazdu. Mateusz Brycki nie poprawił czasu i wynik z pierwszej kolejki zadecydował o jego czwartej pozycji.

Tabor był szósty, siódmy Snajper, po nim Malarz, a następnie kolejni rookies Kyo i Wąski.

Czeski film!

Pierwszy raz w historii na szczycie pudła stanął zawodnik z zagranicy – Miondir zrewanżował się za te wszystkie edycje Motoslalomu, gdy na gościnne występy przyjeżdżali i zgarniali pierwsze miejsca Beniamin, Oscar czy Tabor. Przed tą rundą szczyt tabeli zajmowali ex aequo Beniamin i Dziki; teraz zawodnik ze Szczecina wysunął się na prowadzenie (54 pkt), wrocławianin jest drugi (37); Tabor utrzymał trzecią pozycję (35pkt), ale teraz dzieli ją z Miondirem, mimo iż Czech ominął jedną rundę. Oscar mimo jednej absencji jest piąty (26), szóste miejsce ze stratą dwóch punktów do niego dzielą Sicin i Kyo. Mateusz Brycki awansował na ósme, Dragon spadł na dziewiąte, pierwszą dychę zamyka Malarz.

Kino na obcasach

Rywalizację o tytuł Kici zawodów wygrała Mistrzyni Europy, Maiya Staniszewska. Dzielna wrocławianka, przez niektórych nazywana „najszybsze cycki w Europie”, od swego debiutu w 1. rundzie 2014 tylko raz nie została Kicią, właśnie rok temu w Łodzi. Teraz to miasto było miejscem jej debiutu w klasie PRO do której awansowała po poprzedniej rundzie, gdzie w walce o szczyt pudła amatorów ustąpiła zaledwie o jedną setną sekundy Wąskiemu. W swym pierwszym występie w czerwonej koszulce startowej zajęła 13. miejsce.

Druga na podium dziewcząt była Totka, która również wspaniale spisała się w klasie amator; piąta po pierwszej kolejce, straciła jedno oczko w drugim podejściu. Trzecia wśród pań znalazła się Grzanka Agnieszka Jaszewska. Tuśka tym razem oglądała zawody zza barierki, po kontuzji na treningu. Żeby kózka nie skakała…

Rozdanie Oscarów

Na Puchar Rektora łodzianie wymyślili ciekawe urozmaicenie. Tory były równoległe z krótką trasą, ale zaczynało się od sprintu przez opony, następnie dobiegłszy do motocykla trzeba było otworzyć imbusem skrzyneczkę, w której był klucz do kłódki zapinającej tylne koło, wskoczyć na maszynę, zrobić trasę, zostawić konia w kopercie mety i dobiec na finisz. Taki jakby polski triathlon: włamanie, kradzież pojazdu i ucieczka… 😉 Do ćwierćfinału Dziki wylosował Miondira i tym razem Polak był szybszy, ale dzięki przewadze na koniu, bo elementy dodatkowe wykonali w tym samym tempie. Oscar który ma duże warsztatowe obycie ogarnął imbusy błyskawicznie; w półfinale (gdzie już była tylko jazda na motocyklu) zastosował chyba nie do końca celowo taktykę porzucenia maszyny bez stawiania jej na stopce, ale MT-07 wkomponowała się idealnie w kopertę mety i nie było za to sekund karnych. Oscar dostał się do finału, gdzie zmierzył się z Dzikim.

Deszcz znów zaczął kropić; Dziki szedł jak dziki i zgodnie ze swym niegdysiejszym etosem znalazł się na kostce brukowej. Ale równie błyskawicznie jak swego czasu, w około trzy sekundy siedział na maszynie z powrotem. Oscar był na finiszu wcześniej, ale dwie sekundy kary za muśnięte tylną gumą pachołki spowodowały, że złoty puchar z osobistych rąk Jego Magnificencji odebrał Dziki. Gospodarz miejsca podłapał profesjolekt i gratulując zwycięzcom i uczestnikom życzył im powodzenia „na koniach i nie tylko” oraz zaznaczył, że cieszy się, iż mógł się nauczyć trochę slangu. Rozdanie nagród było pod namiotem, bo znów lunęło…

Trans Formers – Rookie600

Jak już kiedyś pisaliśmy, Gymkhana oprócz świetnego treningu podnoszącego bezpieczeństwo w ruchu ulicznym jest również świetnym wstępem do wyścigów na torze. Wielki nieobecny, ubiegłoroczny Mistrz Polski Smelka świetnie sobie radzi w klasie Rookie 600, w której jeździ od początku tego sezonu. Marino Mariusz Juszczak już w zeszłym roku zajął trzecie miejsce w tabeli klasy Moto3, a w tym jest jej liderem i również pięknie walczy w Rookie 600, o czym przeczytać możecie w relacji sprzed kilku dni.

Kolejna runda w Warszawie 15.08, a zwieńczeniem cyklu będzie finał w Szczecinie 19.09.

Za kilka dni na naszym portalu duża galeria fotografii z imprezy.

Na stronie organizatora gymkhana-gp.pl  znajdziecie wszystkie szczegóły, regulaminy, wyniki poprzednich rund i sezonów, klasyfikację generalną, a bieżące aktualności na FB imprezy.

ZOBACZ TEŻ: MegaGaleria z łódzkiej rundy GymkhanaGP!

Organizatorem całego cyklu jest motoFUNdacja, a współorganizatorem III rundy, będącej zarazem ósmą edycją dorocznego Konkurseu Jazdy Sprawnościowej, jest Klub Motocyklistów Politechniki Łódzkiej. Za wsparcie dziękujemy: J.M. Rektor i Politechnika Łódzka,  MotoRmania, Modeka Polska, Speed Day, Motopomocni.pl, Motoslide.com. Motorwings, Tim Motocenter, motormania.eu, Hallmark Moto, Honda Profi, Motogen.pl, Iron Horse, Klub Fotograficzny PŁ.

Szczególne podziękowania motoFUNdacja i Przyjaciele kierują do swoich niezastąpionych wolontariuszy, bez których zaangażowania i ofiarności tych zawodów by nie było.

Autorzy zdjęć:
Monika Pacyfka Tichy,
Kamil Shayba Wojtyła

Monika Pacyfka Tichy
Redaktor naczelny

Felietonistka. Jedyna osoba z redakcji z nader stoickim i socjopsychologicznym spojrzeniem na świat, oaza spokoju i miłości. Można ją spotkać w trasie na Hondzie CBF250. Miłośniczka Gymkhany, gorąco kibicująca Adaśko "82" oraz Oscarowi "8". Masz sprawę? Skontaktuj się. Masz sprawę ? Skontaktuj się:

Materiały premium

czytaj kolejne artykuły