Przełączył killswitch, myślał że to awaria… Teraz można się z niego śmiać
Piotr Jędrzejak
1 września 2016

Każdy z nas ma swoje chwile słabości, popełnia błędy i dopuszcza się niedopatrzeń – ludzka rzecz. Ale to nie jest dostateczne wytłumaczenie, aby się z takich wtop nie śmiać!

Nicolas zabrał swoją pasażerkę na nocą pojeżdżawkę po mieście. Było miło i przyjemnie, aż jego GSX-R600 zgasł na światłach. Motocykl nie za bardzo kwapił się do odpalania, więc Nicolas w końcu zepchnął go na chodnik. Spędził tam dużo czasu, zadzwonił po pomoc do znajomego, próbował coś z tym zrobić. Po blisko godzinie diagnozowania awarii, Nicolas odkrył usterkę samodzielnie, przez przypadek – otóż przełączył mu się ten wielki, czerwony przełącznik po prawej stronie, zwany killswitchem…

Tak, to nie był najlepszy moment Nicolasa. Gdybyśmy znali go osobiście, robilibyśmy sobie z tego żarty do końca życia. Zresztą znajomi przydzielili mu już nową ksywkę: „Killswitch”, ewentualnie „The Switch”.

P.S.: Zauważcie reakcję gościa ze stacji benzynowej gdy dowiaduje się (2:40), dlaczego motocyklista tak długo stał na chodniku.

The Switch ma małe wytłumaczenie: „Miałem 2 problemy z elektryką w ostatnich 3 tygodniach, więc od razu założyłem, że motocykl znowu coś wymyśla.” No ale i tak Nicolas otwarcie przyznaje, że to było głupie i sam się z tego śmieje. Zresztą dlatego wrzucił film do sieci.

Piotr Jędrzejak
Redaktor naczelny

Głównodowodzący portalem. Nie je, nie śpi, żyje newsami ze świata motocyklowego. Związany z laptopem. Zdarza mu się poprawiać "waCHacze" po kumplach z redakcji. Po mieście szaleje Street Triplem 675. Skontaktuj się Masz sprawę ? Skontaktuj się:

Materiały premium

czytaj kolejne artykuły