Wrocław Motorcycle Show – najfajniejsze targi motocyklowe w Polsce?
Monika Pacyfka Tichy
23 marca 2016

To już szósty raz u progu wiosny w stolicy Dolnego Śląska wielkie święto miłości do motocykli. 12 i 13 marca w Hali Stulecia kilkunastu tysiącom odwiedzających zaprezentowali się sprzedawcy i producenci motocykli, odzieży, akcesoriów, konstruktorzy customów, kluby i rozmaici pasjonaci – blisko setka wystawców z Wrocławia i innych zakątków Polski.

zdjęcia: Kamil Shayba

Zawartość cukru w cukrze

Targi Wrocław Motorcycle Show również w tym roku są najbardziej motocyklowymi targami motocyklowymi w Polsce. 92 wystawców – to prawie półtora raza więcej niż na lutowej wystawie warszawskiej, gdzie było ich 68, i ponad dwa razy więcej niż w kwietniu będzie w pawilonie motocyklowym na targach w Poznaniu, gdzie zapowiedziało się 40 firm. Padł nowy rekord liczby gości. Takich kolejek do wejścia Wrocław nie widział chyba od czasów PRL – w ciągu 2 dni WMS odwiedziło 15 tys. osób (w Warszawie było 20 tys. odwiedzających, ale przez 3 dni). Atmosfery nie da się zmierzyć w liczbach, ale jest zdecydowanie najlepsza 🙂

Co pod tyłek?

Zgodnie z tradycją ofertę producentów motocykli przedstawili wrocławscy dealerzy różnych marek. Yamaha wystawiła się na bogato, pokazując w komplecie rodzinę MT od 03 (na którym ja jestem w stanie usiąść i sięgnąć do ziemi!) do 09, i przede wszystkim mroczny obiekt pożądania, nową R1. Ducati zaprezentowało m. in. tegoroczne nowości, potężne bestie 959 Panigale i XDiavel S. Ducati Scrambler miało swoje oddzielne stanowisko na którym można było podziwiać Scrambler Iron Lungs, najlepszy europejski Scrambler Custom stworzony w Polsce, w warszatacie 86 Gear. Pięknie pomalowany i z zamontowaną przy wahaczu deskorolką. BMW pokazało przede wszystkim imponującą nową S1000RR (wyjątkowo ładny w swej klasie, szczególnie w wersji czarno-czerwonej) a także C650GT i C650 Sport, F800GS po liftingu, oraz potężnego enduraka K1600 GTL exclusive. Na stanowisku Suzuki Polmotors można było dosiąść imponującego GSX-S 1000. Honda we Wrocławiu ma dwa salony, dlatego maszyny tej marki lansowały się na dwóch stanowiskach; uwagę przykuwała przede wszystkim odrodzona legenda pustynnych przygód, nowa Africa Twin. RPM Motocykle pokazało także nowość 2016: CB500X ABS, a D&D nową CRF125. Z maszyn Kawasaki podziwiać można było budzące wielkie emocje Ninję ZX10R i Ninję H2. Niby podobne ale bardzo różne, ta druga wygląda jak Batmobil, ale podobał mi się z niej tylko brokatowy czarny lakier. Gust nie podlega dyskusji, więc to moje odczucia powyżej wyrażone nie pretendują do żadnego obiektywizmu…

Z „dużych” marek zabrakło H-D, KTM i Aprilii, za to po raz pierwszy za mojej pamięci na targach wrocławskich pojawiły się motocykle Victory (piękny Gunner, nowość 2016) i Indian (Chief Vintage, Chief Dark Horse i Scout Sixty). Reprezentowane były nawet jeszcze bardziej egzotyczne marki o których istnieniu nie zawsze się wie, np. Cleveland produkujący chopperokształtne 125tki Heist albo Benda z modelem Street 125. Zwolennicy skuterów i małych pojemności mogli obejrzeć maszyny Piaggio, Vespa, Kymco, Keeway, Zipp i Romet.

No właśnie, tyłek

Wystawcy chcąc uchronić przed nadmiernym wymęczeniem motocykle droższe, a zarazem cieszące się wielką popularnością wśród gości-wsiadywaczy, usadzili na niektórych z nich hostessy. Pomysł z jednej strony zrozumiały i skuteczny, z drugiej zaś diabeł tkwi w szczegółach – bardzo słabo wizerunkowo działa posadzenie na pięknej maszynie dziewczęcia które pierwszą młodość ma już dawno za sobą zaś biust i zadek powiększony sztywnym plastikiem, a gruba warstwa tapety nie jest w stanie pokryć wyrazu twarzy, który mówi „k.va ile jeszcze godzin do fajrantu”. Jak dla mnie laska nie musi być młoda i jędrna, istotne żeby się uśmiechała, albo chociaż próbowała…

Nie tylko fabryka

Miłośnicy customów mogli podziwiać zarówno kilkadziesiąt pięknych, niepowtarzalnych maszyn biorących udział w IV Wrocławskich Mistrzostwach Motocykli Custom, jak i dzieła wystawiających się warsztatów tworzących takie cuda. Na stanowisku Kolec76, która to ekipa wielokrotnie zdobywała nagrody w mistrzostwach custom, można było podziwiać tanatyczną maszynę składającą się z kilkudziesięciu czaszek pełniących funkcje reflektorów, kierunkowskazów oraz większości innych podzespołów. Ekipa Unikat Wrocław wystawiła tuzin z klasą wykonanych cafe-racerów. Załoga Radium Motorcycles zaprezentowała przebudowany motocykl polakierowany autorską metodą dającą arcyciekawy efekt dotykowy i wizualny. Chłopaki twierdzą, że można w ten sposób pomalować zarówno stal, plastik jak i nawet amelinium.

W Mistrzostwach Custom naszym faworytem był skonstruowany przez Krzysztofa Komornickiego Klamszot, wymagający typ customa fachowo zwany „ulepem” z kilku różnych motocykli, do tego uroczo pomalowany w różne niegrzeczne treści. Najwięcej nagród zgarnął bardzo ładny Perkun autorstwa zespołu MałyHD, zwycięzca w kategorii Open, Best Hand Work i Best Modified.

Nietypowe konstrukcje można było podziwiać także na stanowisku Koła Naukowego Pojazdów i Robotów Mobilnych Politechniki Wrocławskiej, której ekipa  tworzy jednoślady elektryczne nagradzane co roku na Smart Moto Challenge w Barcelonie i analogicznym konkursie w Moskwie. Studenci montują swoje konstrukcje z wykorzystaniem prefabrykowanych silników, a ramy i owiewki tworzą samodzielnie.

Wystawiono też fabryczne jednoślady elektryczne amerykańskiej marki Vectrix, jeden z jej modeli na jednym ładowaniu ma zasięg 220km, co jest dużym osiągnięciem; pojemność akumulatora to największe ograniczenie takich pojazdów.

Kolejny niezwykły pojazd, rodem z Polski, to DriftTrike. Urocza konstrukcja wyglądająca jakby ktoś przy porządkowaniu garażu znalazł pół gokarta, kierę od roweru i zawias od motocykla i po kilku browarach zaczął wymyślać, co by można z tego zrobić. Ładnie wykonany pojazd ma moc 6,5 KM, pojemność 196ccm i nie posiada homologacji drogowej – służy wyłącznie do zabawy. Można go nabyć za jedyne 7500 zł.

Co na tyłek?

Modeka jak co roku zajęła stanowisko w samym środku hali; z tegorocznych nowości moją uwagę zwróciły: wypasiona trójwarstwowa kurtka i spodnie tekstylne Magellanic, ładna trójwarstwowa popielata damska Sunnylou Lady, i najpiękniejsza skórzana Kalea Lady. Do tego bardzo eleganckie i wygodne rękawice Hot Classic, także w wersji brązowej.

Salon Modeka Wrocław oferuje jeszcze inne marki jak Shoei, Dane, i Stylmartin. Pięknie prezentowały się dopasowujące się do ciała dżinsy motocyklowe City Nomad – produkt polski, projektowane i szyte w naszym kraju.

Na innych stanowiskach można było obejrzeć ciuchy i kaski większości międzynarodowych marek, jak HJC, (można było przymierzyć nowy wypasiony kask RPHA11), Caberg, Alpinestars, Spidi, Redline, Schuberth, MS Moto, SIDI, Nolan, Roleff i inne. Na targach zaprezentował się już po raz drugi importer Proanti, niemieckiej firmy specjalizującej się w rękawicach motocyklowych, posiadający w katalogu 17 modeli rękawic do różnych zastosowań. Jak co roku radomski Ledmar wystawił wielki wybór frędzelkowych i niefrędzelkowych skórzanych przyodziewków, których nie powstydziłby się sam Clint Eastwood. Nie zabrakło jak zawsze załogi AGM z tajemniczym hasłem na koszulkach „Jesus saves bikers too”, prezentujących fajne torby na motocykle. Ogio pokazało high-techowe plecaki, a Varaquero przywiozło swoje prześliczne skórzane portfele i inne drobiazgi. Ci którzy lubią dbać o swoje skóry, mieli duży wybór specyfików do ich konserwacji. Od koszulek i innych tekstyliów okołomotocyklowych można było dostać oczopląsu. Tiszerty na rozmiary od niemowlęcia do “doświadczonego” harleyowca, prezentujące motocykle wszelkich marek, rozmaite postawy życiowe („rzucam szkołę, zostanę stunterem”, „lubię zapierdalać” – pozaprawem.pl) i śmierciowe (czaszki i szkielety wszelkiego rodzaju), oraz różne motywy graficzne od częściowo obnażonych niewiast po wizerunki podszytych szatanem zespołów muzycznych.

Anioł, który czuwa, kiedy jeździsz sam

Organizatorzy targów zrobili piękny gest: bezpłatnie udostępnili ekipie MotoSave stanowisko przy samym wejściu.  MotoSave to aplikacja, która może uratować życie samotnie podróżującego motocyklisty. Apka bardzo dokładnie monitoruje ruchy ciała (a nie przemieszczanie się w przestrzeni – dlatego oczekiwanie na zielone nie jest odczytywane jako bezruch) – i jeśli użytkownik nie rusza się przez 4 minuty, apka wysyła alarmowy sms z naszą lokalizacją pod wskazany wcześniej numer.

Twórca MotoSave, Grzegorz Małopolski oraz jego pomocnicy rozwijają apkę całkowicie „w czynie społecznym” – jest ona darmowa i nie wyświetla reklam, bo mogłyby rozpraszać użytkownika. W ciągu roku z hakiem istnienia uratowała zdrowie przynajmniej jednej osoby, gdyby pomoc dotarła później, motocyklista prawdopodobnie miałby amputowaną nogę, a dzięki szybkiej reakcji jego żony udało się tego uniknąć. Grzegorz jest pasjonatem nie tylko motocykli, ale także właśnie pisania aplikacji mobilnych, opowiadał że ostatnio stworzył apkę do uciszania szczekającego psa: gdy pozostawiony w domu zwierzak hałasuje, odtwarza ona uspokajający głos pana, a jeśli mimo to pupil nie chce się uciszyć, przysyła smsa, że trzeba wyjść z pubu i wrócić do domu. Apka tworzy też statystyki dzięki czemu wiadomo jak często psiak szczekał i czy pretensje sąsiadów są zasadne. WOW! a raczej HAU!

Bardzo ciekawą innowację zaprezentowała firma Vento, importer kamer FLY 360. Niesamowite oczko nagrywa obraz dookoła siebie – surowy ma formę „rybiego oka”, następnie przy pomocy apki na komórkę w niesamowicie prosty sposób się go edytuje, wybierając który kierunek w danym momencie ma być „oglądany”. Już nigdy nie będzie tego problemu że potrzebna nam jest rejestracja czegoś obok lub za nami, a kamerkę mieliśmy skierowaną w przód 🙂 Niesamowity gadżet nabyć można za 2300 zł.

Obieżytory i obieżyświaty

Swoje miejsce w targowym show, zarówno na ekspozycjach, jak i na scenie oraz w sali spotkań mieli zarówno ci, którzy lubią jeździć jak najszybciej, ale w kółko w tym samym miejscu, jak i ci, którym nie zależy na prędkości, ale za to uwielbiają wybierać się daleko w coraz to nowe lokalizacje. Zaprezentowały się teamy wyścigowe, w tym Paweł Szkopek, oraz podróżnicy jak sławna Ania Jackowska, Weronika Kwapisz, Wróbel, Moto Jary, organizatorzy plażowego Rajdu Latarników i inni. Nie mogło zabraknąć klubów – jak co roku stawił się Apanonar, Hells Angels, WRM MC Oława. Dziewczęta felietonistki MotoRmanii z ekipą MotoDolls prowadziły akcję propagującą profilaktykę chorób piersi. Można było pogadać też z Błękitnymi Aniołami z Wydziału Ruchu Drogowego Dolnośląskiej Policji, którzy chętnie sadowili najmłodszych gości na swoje potężne maszyny, a motocyklistów zachęcali do przestrzegania przepisów, aby w ten sposób rozwijać symbiozę pomiędzy różnymi grupami uczestników ruchu. Symbiozie tej służyć ma także wystawa fotografii „Jesteśmy rodzicami, nie wariatami” – prezentująca motocyklistów z ich dziećmi (nierzadko dorosłymi) mająca na celu przekonanie społeczeństwa do tej trudnej do zaakceptowania prawdy, że motocykliści to również ludzie….

Trzy dni dobrze, dwa dni źle!!!

Na Wrocławskich Targach jak zawsze można było znaleźć dosłownie wszystko co wiąże się bardziej lub jeszcze bardziej z motocyklami. Warsztaty i komisy motocyklowe, producenci chemii i akcesoriów, szkoły nauki jazdy, organizacje turystyczne, motovlogerzy. Niezawodni MotoPomocni wszystkich chętnych szkolili z obsługi gumowych lal resuscytacji krążeniowo-oddechowej. Były zabytkowe motocykle i auta, pojazdy terenowe oraz generalnie taka mnogość atrakcji i ciekawych ludzi, że dwa dni nie wystarczyły, by wszystko dokładnie obejrzeć i z każdym porozmawiać – dlatego z góry przepraszam jeśli coś pominęłam. Od lat powtarzam, że targi powinny trwać trzy, a nie dwa dni, ale nikt mnie nie słucha… Organizatorzy już ogłosili przyszłoroczny termin targów, znowu dwudniowy.

Gymkhana a sprawa polska

Któryś już rok z kolei pogoda w targowy weekend nie rozpieszczała, co utrudniło cieszenie się pokazami odbywającymi się pod gołym niebem. W latach ubiegłych swój skill prezentowali stunterzy, z Mistrzem Świata Stunterem13 na czele, w tym roku ich zabrakło – plotka głosi, że ich nie-do-opanowania odruch palenia gumy był nie do pogodzenia ze standardami dbania o zabytkową Halę Stulecia, wpisaną na listę Unesco. W niedzielę swoje tricki pokazywali fristajlowcy śmigający po zachmurzonym niebie na dwóch rampach – strach był na nich patrzeć, gdy latali tuż przy gzymsach Hali, mimo iż wiał dość silny wiatr. Patrz w niebo, motocykle są wszędzie!

W sobotę zawodnicy polskiej czołówki gymkhany prezentowali publiczności na czym polega ta jazda precyzyjna na motocyklu. Ich wspólny pokaz, gdy jechali łańcuszkiem w trasie ciasnej jak budżet programu Rodzina 500+ robił wrażenie! Wśród publiczności najczęściej powtarzającym się komentarzem był okrzyk podziwu i niedowierzania: „Ty zobacz, to jest dziewczyna!” na widok Mistrzyni Europy Mayi Staniszewskiej. Wystąpili też Oscar Kubicki, Zachar, Głodny oraz Motopomocny Mariusz: szczególny szacun dla niego za jazdę na potężnej Super Tenerze obwieszonej kuframi z ratowniczym sprzętem. Ekipa powiększona o Mistrza Polski 2014 Smelkę miała opowiadać na scenie o gymkhanie, która jest bardzo bliska także mojemu sercu. Niestety prowadzący rozmowę wykazał się nie tylko dużą nieznajomością tematu, ale też bezinteresowną złośliwością wobec zagadnienia. Zaczął od tego, że gymkhana w Polsce „znalazła się na równi pochyłej i o niej nie słychać”, a gdy zawodnicy odpowiedzieli, że z rundy na rundę wzrasta ilość uczestników, a każde zawody są obszernie relacjonowane w MotoRmanii, parsknął śmiechem, że on „pewnych periodyków nie czyta”. Potem było już tylko gorzej; przekonywanie ludzi (którzy przecież wcale nie są w organizatorami), że warto by było podpiąć gymkhanę pod PZMot, a konieczność wyrobienia licencji to wcale „nie taki problem”. W kraju, którego zawodnicy z ogromnym trudem przebijają się do zawodów międzynarodowych, przede wszystkim dlatego, że dzieciaki i młodzież mają znikome szanse startować w jakimkolwiek motorsporcie, bo rodzice, bo kasa, bo cośtam, gymkhana w której nie trzeba mieć licencji ani wnosić opłat za start jest szansą dla nastolatków, żeby w ogóle wziąć udział w jakiejkolwiek rywalizacji, bez wydawania 350 zł na licencję + 150 zł na lekarza sportowego. Dla niejednego dzieciaka pół tys. złotych to więcej niż jego całoroczny budżet. Ponadto zdarzało się, że np. ktoś kto przyjechał po prostu popatrzeć, spontanicznie zdecydował się wystartować i bardzo się wciągnął, nie ograniczany przez konieczność zrobienia zaświadczenia lekarskiego, zdania egzaminu, spełniania szczegółowych wymogów co do sprzętu itd., co byłoby niemożliwe gdyby zawody były objęte rygorami związkowymi. Dobrze, że istnieje motoFUNdacja, której załoga od lat bezinteresownie w swoim czasie po pracy organizuje zawody w gymkhanie. No ale jak się “pewnych periodyków nie czyta”, to się pewnych rzeczy nie wie…

zdjęcia: Kamil Shayba

Monika Pacyfka Tichy
Redaktor naczelny

Felietonistka. Jedyna osoba z redakcji z nader stoickim i socjopsychologicznym spojrzeniem na świat, oaza spokoju i miłości. Można ją spotkać w trasie na Hondzie CBF250. Miłośniczka Gymkhany, gorąco kibicująca Adaśko "82" oraz Oscarowi "8". Masz sprawę? Skontaktuj się. Masz sprawę ? Skontaktuj się:

Materiały premium

czytaj kolejne artykuły