Człowiek kupując motocykl szuka w nim różnych rzeczy. Wolności, niezależności, silnych wrażeń, kontaktu z naturą, poczucia więzi z grupą, poczucia ekskluzywności…

Dodatkowo duże możliwości dynamiczne motocykla dają poczucie władzy. Same przyjemne wrażenia. A niektóre z nich jak wiadomo uzależniają. Posiadanie motocykla jest też jakimś atutem w doborze partnera seksualnego. To atrybut Samca Alfa.

A Samce Alfa jak wiadomo często mierzą sobie długość… – czarnego śladu po oponie, szerokość tejże opony, czarność kasku, ilości kilometrów przejechanych na tylnym kole, przednim, na kolanie, z zamkniętymi oczami itd. I tu właśnie znajdujemy się w miejscu, gdzie Samiec Alfa zaczyna kombinować. „A może by tak coś tu ulepszyć?” Zaraz w ruch idzie internet i przeglądanie portali motocyklowych w poszukiwaniu złotego środka na odpicowanie motocykla. Oczywiście każdy Samiec Alfa wie, że najważniejsza w motocyklu jest moc. Są też Samce Alfa, które idą za radą kolegów z portalu społecznościowego i mówią, że najważniejszy jest jednak moment obrotowy. Jeśli już Samiec Alfa jest choć trochę Alfa i ma jakieś pieniądze, zaraz znajdzie tłumik do motocykla.

Tłumik ma przede wszystkim taką cechę, że może być bardzo głośny. Jego hałas powoduje przyciąganie uwagi. Powoduje też wywołanie efektu psychologicznego, polegającego na tym, że łatwo człowiekowi sobie wyobrazić, że mocy teraz jest więcej, skoro taki hałas duży. Ma to też swoje bardzo dobre strony. Głośne wydechy ratują życie. Wiem, bo sam jeździłem kiedyś szybko po mieście i taki hałas wzbudza czujność u kierowców. Jest trochę łatwiej przeżyć.

Idąc dalej śladem tuningu.

Kolejny krok to kolorowe ubrania. Wiadomo, że strój jest elementem podstawowym wyposażenia Samca Alfa. Strój musi być obowiązkowo z garbem, dobrze by było, jak by był jakąś repliką. Raczej niedopuszczalne jest posiadanie stroju używanego kupionego „po kimś”. Koni może nie odejmuje, ale estyma… Jakże wspaniale jest siąść przy stoliku pod parasolem w krępującej skórze z napisem „Valentino Rossi”. Słońce grzeje jak głupie, pot cieknie po policzkach, ale estyma jest. Jest jeszcze kask na stoliku….

Tak, kask na stoliku to już jest obowiązkowy ekwipunek. Wtedy na pewno nie da się nie odróżnić prawdziwego motocyklisty od klienta lansującego się zwykłą motocyklową skórą. I już wiadomo, po co ma się kask. Skuterzyści nie mogą siedzieć przy stoliku na starówce z kaskiem. Muszą chować ten kask do schowka. Prawdziwy motocyklista nie ma gdzie schować kasku, więc musi on stać na stole zaraz obok kawy.

Wiadomo, że bardzo istotna jest tylna opona. Im szersza, tym lepsza. Porównywanie tylnej opony jest jednym z przyjemniejszych zajęć pod kolumną na warszawskiej Starówce, na skwerze Kościuszki, czy pod Okrąglakiem. 180 jest już faux pas (choć niektórzy mówią „foyer”), 190 to absolutne minimum. Wiadomo przecież, że 200 oznacza znaczenie więcej mocy. No motocykl nie miałby tej 200, gdyby nie miał więcej mocy, no nie? A może to chodzi o moment? Zresztą nieważne czego tam ma więcej, przecież nie jesteśmy tu po to, żeby się wymądrzać, ważne że więcej. I to czegoś ważnego. Taka 200 to już jest coś.

Skoro jesteśmy przy oponach, to poza szerokością jest jeszcze jeden element. Ślad. A dokładniej ślad zużycia. Zamknięta opona, to jest właśnie wskaźnik prawdziwego Samca Alfa. Jednemu zostało 2 centymetry, innemu 1, a jeszcze inny ma zamkniętą. Oczywiście są też tacy, którzy mają opony z wyścigów, a co za tym idzie, opona „fabrycznie” jest już „zamknięta” i nie będzie wstydu przed kolegami. Pokrewnym tematem są też slidery na rzepy. Tam żarty się już kończą. Od razu wiadomo, który z Samców Alfa jeździ pełnym ogniem, a który tylko udaje. Zaraz przypomina mi się mój kolega, który starte slidery sprzedał ze skórą… za dopłatą 100 pln! A więc stówka i już sprawa sliderów załatwiona.

Spokojnie można też wybrać się na tor i tam poszukać takich sliderów. Wycieczka może trochę kosztuje, ale nie dość, że można tam znaleźć sporo sliderów, to jeszcze można zawsze powiedzieć, że było się na torze.

Na torze można spotkać grupę prawdziwych Samców Alfa. Można ich łatwo rozpoznać po zastraszająco dużej ilości zawieszek z identyfikatorami na szyi. Jest to związane z tym, że do każdego namiotu mają na wejściu bramki z czytnikiem. Tor Poznań instaluje również – specjalnie na tą okoliczność – czytniki na wejściu do toalety, do depo, na taras widokowy. No na wieżę trzeba mieć dwa identyfikatory. W godzinach większego zagęszczenia potrzebny jest też identyfikator do baru wyścigowego. A w samym barze przydają się plakietki z napisem „kierowca”. Naprawdę się przydają. Znam historię kolegów siedzących z plakietkami „mechanik” na których widok, dwie skąpo ubrane, spalone na heban „słońcem” niewiasty dokonały szybkiej komunikacji: „No co ty k….a, nie widzisz że to tylko mechanicy?!”.

Pamiętajcie – im więcej plakietek tym lepiej, a już bluza firmowa …. Uuu.

Jest też jeszcze jedna grupa motocyklistów. Kupi taki motor (dla purystów językowych, najczęściej nadgorliwych neofitów, mogę również pisać „motór”) pojedzie nim na tor, dokończy nawet kilka kółek, dogada się z naczelnym portalu i wypisuje tam jakieś głupoty, że niby wie lepiej od innych…