31 grudnia. Tego dnia zwykło się mówić „oby Nowy Rok był lepszy od starego”, ale jaki naprawdę był sezon 2015? Czy kolejny faktycznie musi być lepszy, czy wystarczy, aby po prostu nie był gorszy? Jedno jest pewne; pod wieloma względami będzie zupełnie inny…

W MotoGP mamy za sobą prawdziwą petardę. Nie mogło chyba być już lepiej, ciekawiej, bardziej dramatycznie i kontrowersyjnie. Cała masa świetnych wyścigów, od pierwszego w Katarze po ostatni w Walencji, przez kontrowersje z Argentyny, Holandii i Malezji, pogodową ruletkę w San Marino i Wielkiej Brytanii, czy jeden z najlepszych wyścigów motocyklowych w historii, czyli Grand Prix Australii. Na dzień dobry mamy więc osiem z osiemnastu Grand Prix, które oglądaliśmy na stojąco, a były przecież jeszcze inne, równie ciekawe, jak chociażby Japonia. Procesje? Owszem, takich też kilka się trafiło, ale przecież nie można mieć wszystkiego.

Rossi vs Marquez assen 2015 - 1Wielki powrót Valentino Rossiego, chirurgiczna precyzja Jorge Lorenzo, dramatyczna walka z problemami broniącego tytułu Marca Marqueza, renesans Ducati, zaskakujący powrót Suzuki. Naprawdę nie mogło być lepiej (no, może trochę), a sezon 2015 zapisał się w historii MotoGP jako jeden ze zdecydowanie najlepszych. Podobnie było z klasą Moto3, która zafundowała emocje do ostatnich metrów. Jeśli już do czegoś musimy się przyczepić to może do Moto2, któremu momentami brakowało blasku, głównie z uwagi na problemy techniczne i kontuzje obrońcy tytułu Tito Rabata, co pozwoliło Johannowi Zarco zdominować momentami mało ekscytującą rywalizację.

Szczegółowe podsumowanie sezonu 2015 i poszczególnych zawodników MotoGP zajdziecie w grudniowym numerze miesięcznika MotoRmania, a tutaj wypada jedynie zadać pytanie; czy faktycznie musimy życzyć sobie, aby Nowy Rok był dla Grand Prix lepszy? Lepiej już chyba być nie może, ale jedno jest pewne. Rok 2016 będzie dla MotoGP zupełnie inny, a wszystko to przez zmianę opon i elektroniki. Czy zmiana ta wyjdzie nam, kibicom, na lepsze, czy na gorsze? Przekonamy się w marcu, ale emocji z pewnością nie zabraknie.

hi_R11_Jerez_Rea_GB44507Lepszego roku można za to życzyć serii World Superbike. Owszem, wielokrotnie emocji nie brakowało, ale Jonathan Rea zdominował rywalizację w podobnym stylu, co Zarco w Moto2. Irlandczyk pojechał kapitalnie, a jego przesiadka z Hondy na Kawasaki całkowicie się opłaciła, ale momentami wyraźnie brakowało mu konkurencji. Rozczarował nieco były mistrz i zespołowy kolega Rea, Tom Sykes, który zakończył sezon na trzecim miejscu, nie potrafiąc odnaleźć się na nieco zmodyfikowanym ZX-10R. Zaimponował z kolei Chaz Davies, na dużo wolniejszym Ducati sięgając po wicemistrzostwo. Ekipa Aprilii nieco się zagubiła, Honda bez Rea została nieco bardziej z tyłu, a Suzuki chyba kompletnie rozczarowało (szczególnie były zawodnik MotoGP, Randy de Puniet). Cieszyli z kolei Polacy, którzy znów pojawili się na starcie. Swoich sił w Tajlandii próbował Irek Sikora, zaś we Francji Paweł Szkopek.

Trudny rok ma za sobą klasa Supersport. Po kolejny tytuł sięgnął co prawda Turek Kenan Sofuoglu, który zaliczył kilka spektakularnych pojedynków, ale wszystko to działo się w cieniu jego rodzinnej tragedii; choroby i śmierci jego synka. Pechowo szansę na walkę do samego końca stracił Francuz Jules Cluzel (kontuzja nogi w Jerez), z kolei barwy zmieniać musiał PJ Jacobsen, który jednak zabłysnął, pokazując w sobie największą obecnie nadzieję amerykańskich wyścigów i sięgając po wicemistrzostwo.

Problemy w serii dostrzegli także organizatorzy, stąd na 2016 zmiana przepisów technicznych w Supersportach i przeniesienie pierwszego wyścigu Superbike’ów na sobotę. A do tego do kalendarza wraca niemiecki Lausitzring. Cóż. Może być chyba tylko lepiej! Poza tym, kto wie, może w serii na pełen etat zobaczymy wreszcie Polaka? Z całą pewnością zobaczymy też nowe twarze i maszyny. Do rywalizacji wraca Yamaha, a w WSBK zadebiutuje były mistrz MotoGP, Nicky Hayden. Nieźle? No ba!

Zmiany czekają także mistrzostwa World Endurance, które mają za sobą ciekawy, ale składający się jedynie z czterech wyścigów sezon 2015. W przyszłym roku w stawce zobaczymy polski zespół, LRP Poland, co może ponownie bardzo pozytywnie wpłynąć na zainteresowanie serią w naszym kraju. Sezon 2016 będzie też wyjątkowy, bo zakończy się już latem, zaś jesienią rozpocznie się… sezon 2016/2017. To zupełnie nowa koncepcja w świecie wyścigów motocyklowych, dlatego warto mieć na nią oko. No i będzie co robić zimą!

Paweł SzkopekA co z mistrzostwami Polski? Emocji co prawda nie brakowało. Paweł Szkopek i Irek Sikora zaciekle walczyli o tytuł w Superbike’ach, z kolei zróżnicowana stawka do samego końca goniła za Michałem Fillą w Superstockach 1000. Sebastian Zieliński znów imponował w Supersportach, a Adrian Pasek sięgnął po pierwszy tytuł mistrza Polski, w Superstock 600. Zobaczyliśmy pojawienie się nowych (słowa uznania dla Ducati Toruń) i intensywny rozwój kilku znanych ekip (jak LRP Poland czy BMW Sikora Motorsport), ale nie oszukujmy się; WMMP potrzebują konkretnego kopa.

Smutniejszy niż stan polskich wyścigów był z pewnością poważny wypadek jednej z ich największej gwiazdy. Janusz Oskaldowicz wciąż wraca do zdrowia po wiosennym dzwonie na Węgrzech, a my mamy nadzieję, że wkrótce wróci nie tylko do pełnej formy, ale i na tor! W końcu WMMP bez Profesora jest jak MotoGP bez Rossiego!

Złośliwi mogliby powiedzieć, że w 2016 musi być w WMMP lepiej, bo gorzej się już nie da, szczególnie jeśli chodzi o frekwencję w 600-tkach, ale jak to mówią; poczekamy zobaczymy. Kilku czołowych zawodników może zniknąć ze stawki i skupić się na startach za granicą, ale paradoksalnie może to wyjść WMMP tylko na dobre i zachęcić nowe twarze do debiutu w klasach mistrzowskich.

Siłą napędową WMMP były właśnie zespoły i poszczególni zawodnicy, którym ewidentnie bardziej zależy na rozwoju dyscypliny, niż organizatorom. Gdy tacy ludzie trafiają na podatny grunt i do serii, w których mogą rozwinąć skrzydła, efekty przychodzą same. Wystarczy spojrzeć na świetne wyniki Adriana Paska i Patryka Kosiniaka w niemieckim pucharze Yamahy. No dobrze, może i MotoGP jest dla nas póki co poza zasięgiem, ale mamy kilku chłopaków, którzy mogliby nieźle namieszać w niemieckich Superbike’ach na odpowiednim sprzęcie.

Być może będzie tak właśnie w nadchodzącym roku. Ekipa Irka Sikory ma za sobą przecieranie szlaków i w 2016 powinna podkręcić tempo. Fajnie będzie śledzić w IDM takich asów, jak Andrzej Pawelec czy Bartek Wiczyński, którzy mogą sprawić kilka niespodzianek. Na solidne miejsce w stawce IDM Supersport zasługuje z kolei Sebastian Zieliński, który mocno pracuje nad zrobieniem kroku na międzynarodowe areny. Trzymamy kciuki, bo chłopak ewidentnie marnuje się na torze Poznań.

Od Rossiego i spółki z MotoGP po polskich pucharowiczów na niemieckich torach, ten sezon był pod względem emocji naprawdę świetny. I jak to mówią, oby następny nie był gorszy, a będzie naprawdę dobrze!