Oczywiście powyższy nagłówek to nic innego, jak wierutna, click-baitowa bzdura! Kilka dni temu wypłynął jednak na niej anonimowy portal, powołując się na „hiszpańskie media“ i doczekując nawet sporej ilości udostępnień i newsów kopiuj-wklej, które wprawiły zdezorientowanych fanów w konsternację.

Sęk w tym, że hiszpańskie media nie wspomniały od Grand Prix Argentyny ani słowem o takim scenariuszu; ani najważniejsze dzienniki, ani prasa specjalistyczna, ani telewizja. Nie wspomniały też o tym lubiące niepotwierdzone ploteczki (i nieprzepadające za Lorenzo) media z Włoch, czy Niemiec. Wreszcie, słowem nie wspomnieli także dobrze poinformowani Anglicy. Krótko mówiąc, nie ma tematu, więc nie wierzcie we wszystko, co widzicie na fejsie. Tym bardziej, że rzekome zastąpienie Lorenzo przez Stonera to już nawet nie wyssana z palca plotka, a wręcz czysta fantastyka.

Inna sprawa, że oczywiście różowo w czerwonym garażu nie jest. Swoim kontrowersyjnym zachowaniem po zderzeniu z Andreą Iannone Lorenzo przypomniał nam w Argentynie o swoim wybuchowym charakterze. Szef Ducati Corse, Gigi Dall’Igna z pewnością rwał włosy ze swojej charakterystycznej koziej bródki, gdy kamery pokazywały jego podopiecznego, najpierw głośno klnącego pod kaskiem, a następnie ostentacyjnie cisnącego swoim Desmosedici o ziemię. Podopiecznego, któremu Ducati płaci rocznie aż 12 milionów euro…

Tak to wyglądało:

Z pewnością panowie mają za sobą jedną z tych męskich rozmów, którą rok wcześniej w tym samym argentyńskim garażu Dall’Igna przeprowadził z Iannone, po tym jak ten storpedował tuż przed metą kolegę z ekipy, Andreę Dovizioso. Maniac Joe dowiedział się wtedy, że nie ma co liczyć na nowy kontrakt. O takim samym potraktowaniu Lorenzo nie ma jednak mowy, szczególnie na samym początku współpracy, bo byłaby to wizerunkowa katastrofa, którą pewnie i sam Gigi przypłaciłby posadą. Poza tym, „widziały gały co brały“ i Dall’Igna doskonale wiedział, na co stać Jorge; w końcu pracowali już razem w mniejszych klasach, gdy Hiszpan miał spory problem z utemperowaniem swojego ego.

Oczywiście w tej chwili nic nie wskazuje na to, że Lorenzo poradzi sobie na Desmosedici lepiej niż kilka lat temu radził sobie Rossi, ale dajmy im jeszcze kilka wyścigów na znalezienie odpowiedniej drogi.

Tymczasem w Argentynie wściekłość Hiszpana wynikała w dużej mierze z faktu, że stracił cały wyścig, który miał poświecić na zbieranie danych po piątkowej, radykalnej zmianie wysokości siedzenia, po której wszystkie dane z zimowych testów poszły do kosza. Jak mówi Jorge „mój sezon zaczyna się w Austin“.

I, wbrew temu co piszą na fejsie, tam się raczej nie zakończy…