Kto zrobił najlepsze i najgorsze wrażenie w sezonie 2016? Przyglądamy się trzem asom i trzem kwasom każdej z klas cyklu Grand Prix. Dziś Moto3 i Moto2. Zgadzacie się z opinią Micka?

Moto3

Mimo rzadko spotykanej w najmniejszej klasie dominacji jednego zawodnika, sezon 2016 był pełen niezwykłych emocji i upłynął pod znakiem rekordowej ilości dziewięciu różnych zwycięzców. Aż w dziesięciu z osiemnastu wyścigów losy wygranej rozstrzygnęły się o mniej niż jedną sekundę, z czego aż w siedmiu z nich o mniej niż jedną dziesiątą! W 2016 roku na świecie po prostu nie było bardziej zaciętej rywalizacji niż właśnie w Moto3. Niespodzianek naturalnie nie brakowało. Oto one:

Asy

binder

Brad Binder – foto Red Bull KTM Ajo

Brad Binder – takiej dominacji w najmniejszej kategorii nie widzieliśmy od lat. Ostatnim zawodnikiem, który odskoczył wicemistrzowi na ponad sto punktów, był w 2012 roku Sandro Cortese – także w barwach ekipy Red Bull KTM Ajo, ale tylko dlatego, że był to pierwszy sezon istnienia kategorii Moto3 i KTM nie miał sobie równych. Binder miał dużo trudniejsze zadanie, a mimo wszystko poradził sobie jeszcze lepiej, wygrywając aż siedem wyścigów i sięgając po tytuł na cztery rundy przed końcem rywalizacji. Do rekordu przewagi nad drugim zawodnikiem, uzyskanego w sezonie 2005 w MotoGP przez Valentino Rossiego (147 punktów przewagi nad Marco Melandrim), zabrakło mu tylko pięciu oczek. Pierwsze zwycięstwo reprezentanta RPA w tym roku i jednocześnie w jego karierze było wręcz szokujące. Po karze za nieprzepisowe mapowanie silnika do wyścigu w Jerez 21-latek startował z ostatniej, 35 pozycji, a mimo wszystko już w połowie wyścigu był na czele stawki, ostatecznie zostawiając rywali daleko z tyłu. binder2Przez cały rok popełnił tylko trzy małe błędy; wyjeżdżając poza tor w Assen, upadając w mokrym Brnie, a następnie wjeżdżając na plamę oleju w Malezji (gdzie mimo wszystko podniósł się i dojechał do mety). Przez cały rok, licząc wszystkie sesje, zaliczył tylko pięć wywrotek. Oczywiście sceptycy mogą powiedzieć, że skoro ten sezon był dla Bindera piątym w MŚ, to Brad wyjeździł drogę do tytułu doświadczeniem, a nie talentem. Ile w tym prawdy? Przekonamy się w sezonie 2017, podczas którego zobaczymy go w Moto2 na fabrycznym motocyklu KTM, u boku Miguela Oliveiry. Początek przygody z nową klasą nie był idealny, bo Binder przewrócił się i złamał rękę już podczas drugich testów nowego motocykla, w Walencji. Do lutowego powrotu na tor będzie już jednak ponownie w formie.

Pecco Bagnaia - foto Team Aspar

Pecco Bagnaia – foto Team Aspar

Pecco Bagnaia – gdy rok temu stracił miejsce w ekipie Valentino Rossiego i przesiadł się na Mahindrę, można to było postrzegać jako sporą degradację i mocno obawiać się o jego dalsze perspektywy. Ten trudny sprawdzian wyszedł jednak 19-latkowi z Turynu na dobre, choć rok temu Pecco był dopiero 14. w tabeli. Startując na zdecydowanie słabszym motocyklu Pecco imponował jednak od samego początku tego sezonu, stając na podium w Katarze, a później sensacyjnie wręcz wygrywając w Holandii i Malezji. Jeździł szybko i równo, w sumie aż sześć razy stając na pudle i kończąc zmagania na czwartym miejscu w generalce. Tytuł drugiego wicemistrza świata stracił tylko dlatego, że w Walencji wpadł w upadającego tuż przed nim Gabriego Rodrigo. Zyskał jednak sporo więcej, i nie chodzi tutaj wcale o test na Ducati Desmosedici klasy MotoGP, co było nagrodą od ekipy Aspara za tegoroczne zwycięstwa. Bagnaia wróci bowiem pod skrzydła ekipy Valentino Rossiego, razem z którą awansuje do Moto2 jako jej lider. Uważajcie na niego!

Joan Mir - foto Leopard Racing

Joan Mir – foto Leopard Racing

Debiutanci – właściwie trzeba wrzucić ich wszystkich do jednego worka, bo niemal wszyscy poradzili sobie koncertowo. Joan Mir (rok wcześniej czwarty w mistrzostwach świata juniorów Moto3), Fabio Di Giannantonio (wicemistrz Red Bull Rookies Cup) i Nicolo Bulega (mistrz świata juniorów Moto3) zakończyli swój pierwszy sezon w MŚ odpowiednio na 5, 6 i 7 miejscu w klasyfikacji generalnej, wyprzedzając dużo bardziej doświadczonych zawodników, jak chociażby Czech Jakub Kornfeil. Po drodze Mir wygrał wyścig w Austrii startując z pole position, a dwaj pozostali stawali na podium odpowiednio trzy i dwa razy. W przyszłym sezonie cała trójka da się we znaki tegorocznemu wicemistrzowi Enei Bastianiniemu, który jako jedyny z pierwszej czwórki tegorocznej generalki zostaje w Moto3 aby powalczyć o tytuł. Czy któryś z nich sprzątnie mu koronę sprzed nosa? Bardzo możliwe. Tegoroczne wybryki wspomnianej trójki są jeszcze bardziej imponujące gdy zestawimy je z wynikami innych debiutantów. Holender Bo Bendsneyder, ubiegłoroczny zwycięzca pucharu Red Bulla, zgarnął dwa podia, ale w tabeli był dopiero 13. Hiszpan Aaron Canet zakończył sezon tuż za nim, z jednym podium, a Idham Pawi, który sensacyjnie wygrał dwa mokre wyścigi, w pozostałych szesnastu zdobył zaledwie 12 punktów, kończąc rok na 19 pozycji (ale mimo wszystko awansując do Moto2!). Czy w nadchodzącym sezonie czeka nas równie duża niespodzianka ze strony nowych debiutantów? Kilka nazwisk może zaskoczyć.

Kwasy

Romano Fenati - foto Sky VR46

Romano Fenati – foto Sky VR46

Romano Fenati – 20-letni Włoch rozpoczął sezon od mocnego akcentu. Pole position w Katarze i zwycięstwo w Austin wystrzeliły go do ścisłej czołówki klasyfikacji generalnej, w której utrzymywał się następnie wysoko dzięki podium we Francji i trzem finiszom na czwartej pozycji. Na półmetku sezonu był w tabeli czwarty, ale po wakacyjnej przerwie nie wrócił już na tor. Powodem była kolejna kłótnia z zespołem Valentino Rossiego, po której ekipa straciła cierpliwość. Pewne tarcia mogliśmy wyczuć już w czerwcu, gdy w Barcelonie Romano tłumaczył się nam, dlaczego nie trenuje razem z innymi podopiecznymi VR46 na ranczu w Tavulli. Starty w zespole Valentino Rossiego, promowanym i sponsorowanym przez największą włoską telewizję, to dla każdego motocyklisty spełnienie marzeń. Trzeba być nie lada gamoniem, aby – niezależnie od tego co działo się za kulisami – pokazać w takiej sytuacji swoim szefom środkowy palec. Tym bardziej, że Romano miał już w kieszeni kontrakt na awans razem z ekipą do Moto2. Zamiast tego wróci za rok do Moto3 na Hondzie ekipy Ongetta. Byli mistrzowie świata razem z Andreą Dovizioso mają już na swoim koncie doświadczenie w pracy z trudnymi charakterami (chyba wszyscy pamiętają bójkę Andrei Iannone i Pola Espargaro w Misano), więc pewnie poradzą sobie z trudnym charakterem Fenatiego. Pytanie, czy będą w stanie dać mu konkurencyjny pakiet, na którym w pełni wykorzysta swoją drugą szansę. Pierwszą zmarnował koncertowo!

Bensneyder i Di Giannantonio - foto Red Bull KTM Ajo

Bensneyder i Di Giannantonio – foto Red Bull KTM Ajo

Niccolo Antonelli – wygrał pierwszy wyścig sezonu w Katarze, ale tego czasu nie stanął już na podium, sięgając jedynie po trzy finisze w pierwszej piątce i jedno pole position. Nie pomogły co prawda dwa wyścigi opuszczone z powodu kontuzji; w tym pechowego złamania obojczyka na oleju rozlanym w Niemczech, ale tak czy inaczej po 20-latku mieszkającym w pobliżu toru w Misano spodziewaliśmy się dużo więcej. Tym bardziej, że był to jego piąty sezon w Moto3. Faktu, że po pierwszej wygranej z Brna sprzed roku dołączył do Akademii Valentino Rossiego nie było specjalnie wydać na torze, ale za to poza nim Antonelli, z pomocą VR46, trafił wyścigową szóstkę w totka. W przyszłym roku będzie bowiem liderem mistrzowskiej ekipy Red Bull KTM Ajo, gdzie wskoczy na motocykl mistrza świata, Brada Bindera. Presja na wynik będzie dużo większa niż w mniejszych zespołach Fausto Gresiniego i Mirko Cecchiniego w ostatnich latach. Czy Niccolo jej sprosta?

Fabio Quarataro - foto Leopard Racing

Fabio Quarataro – foto Leopard Racing

Fabio Quartararo – rok temu trafił do cyklu Grand Prix jako mistrz świata juniorów, lądując w czołowej ekipie Emilio Alzamory i zostając z miejsca okrzyknięty następnym Marquezem. Mimo dwóch podiów zaskakująco zmienił barwy, na sezon 2016 przeskakując do ekipy Leoparda. Z jednej strony miało to sens. W niemieckim składzie, który właśnie wywalczył tytuł z Dannym Kentem, mógł pracować z ludźmi, których znał jeszcze z czasów startów w Hiszpanii, a do tego przesiadał się ponownie na KTM-a, na którym czuł się wcześniej jak ryba w wodzie. Niestety, coś co miało być mieszanką wybuchową, okazało się kompletnym niewypałem, a Quartararo całkowicie się zagubił. Tylko sześć z osiemnastu wyścigów zakończył w pierwszej dziesiątce, dziewięć razy finiszował poza nią, a gdy już raz jedyny zakwalifikował się do pierwszego rzędu, dostał karę i w Australii startował z końca stawki. Z jednej strony problemy miał nie tylko on, ale cały zespół Leoparda, który nie potrafił dogadać się z KTM-em, ale z drugiej strony wspomniany wcześniej Mir był w stanie wygrać wyścig i zakończyć sezon na piątym miejscu, na podium stawał także trzeci z zawodników, Andrea Locatelli. Przyczyna braku wyników Quartararo leży więc pewnie gdzieś pośrodku (na sezon 2017 Leopard wraca na motocykle Hondy). Rok zakończył na odległym, trzynastym miejscu (w debiucie był dziesiąty), ale za to podpisał kontrakt marzeń, awansując do Moto2 na miejsce Alexa Rinsa w barwach zwycięskiej ekipy Sito Ponsa. Niestety jeszcze przed pierwszymi testami nowy szef publicznie skrytykował 17-latka z Nicei, przyznając, że popełnił błąd zatrudniając go na rok 2017. Trudno wyobrazić sobie gorszy początek, ale jeśli rzeczywiście El Diablo jest tak dobry, jak mówiono o nim jeszcze kilkanaście miesięcy temu, powinien szybko odnaleźć się w Moto2.

Moto2

Nietypowa mieszanka kilku zupełnie różnych pretendentów do tytułu przyniosła w tym roku zaskakujące rezultaty. Młode wilki najpierw zaszły za skórę obrońcy tytułu, ale na finiszu przegrały z nim z kretesem, spalając się z różnych powodów. Choć wszystko przyćmiła czerwcowa, tragiczna śmierć Luisa Saloma, to jednak karuzela musiała toczyć się dalej. Z takim skutkiem:

Asy

Johann Zarco - foto Ajo Motorsport

Johann Zarco – foto Ajo Motorsport

Johann Zarco – początek sezonu był w jego wykonaniu zwyczajnie kiepski. Po pierwszych pięciu wyścigach 26-latek z Cannes był w tabeli dopiero czwarty, ze stratą 28 punktów do prowadzącego Alexa Rinsa. Później jednak obrońca tytułu wziął się do pracy. Z kolejnych trzynastu wyścigów aż dziewięć ukończył na pierwszym lub drugim miejscu. W sumie wygrał siedem razy, o raz mniej niż przed rokiem. Choć podiów i punktów zgromadził mniej niż w sezonie 2015, to jednak nadal były to imponujące liczby, które pomogły byłemu wicemistrzowi świata klasy 125 zostać pierwszym zawodnikiem w historii, który dwa razy z rzędu sięgnął w Moto2 po tytuł. Wisienką na torcie był kontrakt na awans do MotoGP w barwach francuskiej ekipy Monster Yamaha Tech 3.

Morbidelli za Zarco - foto Ajo Motorsport

Morbidelli za Zarco – foto Ajo Motorsport

Franco Morbidelli – Zabrakło może fajerwerków – i zwycięstwa – ale Morbidelli znów robił to, do czego przyzwyczaił nas już w ostatnich latach. Jeżdżąc ze wzorową wręcz powtarzalnością zapewnił sobie czwarte miejsce w generalce, z tytułem drugiego wicemistrza rozmijając się o zaledwie jeden punkt. Na podium stawał aż osiem razy, zaliczył tylko jedną wywrotkę w wyścigu, a tylko dwa kończył poza pierwszą dziesiątką. Jeszcze dwa lata temu 22-latek z Rzymu z podobną regularnością finiszował na piątej pozycji. Nic nie stoi na przeszkodzie, aby w przyszłym roku równie często stawał na szczycie podium. Pytanie, czy poradzi sobie z presją, która w tym roku paraliżowała tak wielu jego rywali. Przekonamy się już wkrótce.

Baldassarri za Marquezem - foto Marc VDS

Baldassarri za Marquezem – foto Marc VDS

Lorenzo Baldassarri – Rok temu, w swoim drugim sezonie w klasie Moto2 i trzecim w MŚ Balda wreszcie załapał o co w tym wszystkim chodzi. Były zwycięzca pucharu Red Bulla stanął na podium w Australii i zakończył zmagania na dziewiątym miejscu w tabeli. W tym sezonie może nie zrobił ogromnego skoku, a raczej niewielki, ale znaczący krok. Podium na Mugello, a następnie zwycięstwo (imponujące) w Misano okazały się zastrzykiem pewności siebie, który pomógł mu awansować z dziewiątego na ósme miejsce w tabeli z dorobkiem punktowym większym o jedną trzecią. Od Mugello jeździł może i mało spektakularnie, ale solidnie i powtarzalnie. W przyszłym roku raczej nie zostanie mistrzem świata, ale jeśli zrobi kolejny kroczek, powinien regularnie walczyć o miejsca w okolicach podium. Lubimy takich cichych bohaterów.

Kwasy

Alex Rins - foto Pons HP 40

Alex Rins – foto Pons HP 40

Alex Rins i Sam Lowes – oznaczenie tych dwóch jako rozczarowania w sytuacji, gdy sklasyfikowany niżej w tabeli Baldassarri uznany został za asa wydaje się absurdalne, ale pozwólcie nam wytłumaczyć. Od obu wymagaliśmy bowiem sporo i obaj w pierwszej połowie sezonu te oczekiwania spełniali, jak równy z równym walcząc o tytuł z Zarco i Luthim, a nawet prowadząc w tabeli. W drugiej połowie sezonu obaj kompletnie się jednak pogubili i choć sytuacja nie jest wcale czarno-biała, to jednak trzeba przyznać, że Rins i Lowes rozczarowali. Pierwszego spowolniła kontuzja obojczyka, rozproszyły kontraktowe negocjacje związanie z awansem do MotoGP w barwach Suzuki, a ostatecznie chyba także zestresowała perspektywa walki o tytuł, bo zaczął popełniał kompletnie niepotrzebne błędy. Drugi, po kapitalnym zwycięstwie w Aragonii nie ukończył następnie wszystkich trzech wyścigów rozgrywanych poza Europą i zamiast na podium generalki wylądował na piątym miejscu. Liczyliśmy na więcej, dużo więcej, ale zobaczymy co pokażą w królewskiej klasie.

Folger przed Kentem i Marquezem - foto Intact GP

Folger przed Kentem i Marquezem – foto Intact GP

Jonas Folger – facet wygrał w tym roku wyścig, cztery kolejne zakończył na podium, a po drodze podpisał kontrakt na awans do MotoGP w barwach ekipy Monster Yamaha Tech 3. Gdzie więc ten kwas? Gdy w Le Mans ogłoszono jego przyszłoroczne przejście do królewskiej klasy, Folger był piąty w tabeli i miał szansę na walkę o podium w generalce. Tak się jednak nie stało. Podobnie jak Lowes miał bardzo dużo problemów z zawieszeniem Ohlinsa, ale w pewnym momencie sam chyba także się pogubił – w końcu głowa i powtarzalność nigdy nie były jego mocną stroną. Efektem jest dopiero siódme miejsce w tabeli i dość niezręczna sytuacja. Mało kto jest bowiem w stanie oprzeć się wrażeniu, że 23-latek z Bawarii angaż na sezon 2017 zawdzięcza tylko niemieckiemu paszportowi i odejściu z MotoGP swojego rodaka, Stefana Bradla. Tym sposobem Folger będzie w przyszłym roku pod ogromną presją, ale jeśli sobie z nią poradzi, będziemy pod wrażeniem. Jego punkt odniesienia to nowy team-partner i dwukrotny mistrz Moto2, Johann Zarco.

Alex Marquez - foto Marc VDS

Alex Marquez – foto Marc VDS

Alex Marquez – Marc Marquez, Maverick Vinales i Alex Rins ustawili poprzeczkę bardzo wysoko. Wszyscy wygrywali w Moto2 już w swoim pierwszym sezonie, dlatego może zwyczajnie zbyt wiele wymagamy od Alexa, ale to w końcu mistrz świata Moto3, więc to chyba naturalne, prawda? Młody Marquez rozczarował nie tylko rok temu, ale także i w tym sezonie. O ile jednak w debiucie miał do tego prawo, o tyle przy drugim podejściu spodziewaliśmy się wyraźnych postępy. Tak się jednak nie stało. Co prawda wywalczył jedno podium, a w tabeli był o miejsce wyżej niż rok wcześniej, ale jednocześnie zdobył o cztery punkty mniej, a do tego dużo częściej przewracał się w wyścigach (cztery razy rok temu, siedem w tym sezonie). Zespołowy kolega Franco Morbidelli zostawił go daleko w tyle. Trzeba jednak przyznać, że Hiszpan podkręcił tempo i był wyraźnie szybszy, choć nie przekładało się to na ostateczne wyniki. Jeśli tylko zapanuje nad nerwami i przestanie popełniać błędy, za rok może wreszcie zbliżyć się do czołówki.

To na tyle jeśli chodzi o mniejszej klasy. Jutro przyjrzymy się królewskiej kategorii MotoGP.