Sami też korzystamy z „przywilejów” idących w parze z jazdą jednośladem… Ale to zachowanie kwalifikuje się na odznakę topowego pajaca.

Kierowca podpisujący się jako Alek Megido jedzie swoim autem. Ma kamerkę pokładową. Jedzie jednopasmową drogą, w terenie zabudowanym, jest to ul. Gwarków/Strażacka w Warszawie/Rembertowie (klik – Street View). Przed nim dwa dość ciasne zakręty oraz przejazd kolejowy, a więc pojawia się linia ciągła. Pan Alek nie tamuje ruchu, po prostu jedzie. Wtedy, na zakrętach, wbija się obok niego najpierw jeden, a później drugi motocyklista.

Pan Alek stara się jechać przy prawej krawędzi, ale motocykliści i tak wbijają się „na chama”. Wymuszają, jest naprawdę blisko. A gdyby tego było mało, pełni pretensji zatrzymują się na środku, wymachują rękami i grożą Panu Alkowi zabraniem (kradzieżą?) kamerki pokładowej. Niby dlaczego? Bo nagrało się ich burackie zachowanie? Sytuacja zasługująca na puchar w buraczanym odcieniu dzieje się w momencie 0:21, gdy jeden motocyklista uderza w drugiego…

Jeżeli player nie działa, film należy obejrzeć na YouTube.

Teraz chcielibyśmy się wytłumaczyć. To nie jest tak, że najeżdżamy na motocyklistów. Przecież sami także jeździmy, zdarza się że łamiemy przepisy drogowe. Zdarza się także, że korzystamy z „przywilejów” jazdy jednośladem, czyli na przykład wyprzedzamy samochody tam, gdzie nie trzeba. Wiemy, że motocykl jeździ trochę bardziej dynamicznie i bezproblemowo mieści się nawet pomimo linii ciągłej… Ale zawsze staramy się zachować bezpieczeństwo i rozsądek.

Czy tutaj, przy ciasnym ruchu i na ostrych zakrętach (gdy wcześniej i później jest prosta droga) naprawdę trzeba było wpychać się motocyklami na chama? W imię boga wyprzedzania? Jako motocykliści, prosimy Was, nie róbcie tego.