Banditem i Intruderem w austriackie Alpy – turystyka motocyklowa
MotoRmania
19 kwietnia 2012

Dziś, drodzy czytelnicy, zapraszamy Was na prawdziwą opowieść motocyklową: „Jak Bandyta i Najeźdźca Wielkiego Dzwonnika (Grossglockner) zdobyć raczyli”.

Tekst: Grzegorz „Slash” Wojciechowski

Ziemie, którymi dzierżyli Polanie skute były jeszcze okowami mrozu i lodu, gdy dwaj wojowie mężni pomyśliwać zaczęli o wyprawie wielkiej na góry nieprzebyte w odległych krainach się rozciągające, a których piękno trubadurzy wędrowni w pieśniach swych wychwalali Alpami zowąc. W górach onych jeden zaś szczególnie niedosiężny szczyt upatrzyli sobie, którego Wielkim Dzwonnikiem miejscowi nazywali. Wiedzieli bowiem wojowie, iż kto na niego rumakiem swym wjechać zdoła, wielki mir i poważenie u pobratymców swych posiądzie, takowoż i u białogłów wszelakich na względy liczyć może.

Jęli więc plany snuć jak góry owe zdobyć, jak rumaki swe do celu tego sposobić tak, by ekspedycyja ta, nie sromotą, a victorią zakończyć się miała, zaś dziatki ich, ojców swych się wyrzekrzywszy, ze spuszczonymi łbami chodzić nie musiały.

Rumaków zaś obaj ze stajni kitajskiej wyhodowanych dosiadali. Koń Slash`ka Bandytą był zwany, że zaś cztery gardła miał i litr i ćwierć obroku na raz do paszcz brał, uczeni w piśmie i matematyce 1250-sioną go mianowali. Ogier Jastrzębia, choć leciwy wiekiem i dwugardłowy, to jednak grubszy i chromem błyszczący bardziej, Najeźdźcą tytułować się kazał.

Dzień I

Tak tedy rankiem 6 czerwca Anno Domini 2010 w Imię Pańskie wyruszyli. Do granic z Germanią rycerz sławny, acz ubogi, Pirminem zwany, na rumaku swym CerBeRem 929 nazywanym ich odprowadzał. Na popas przy gościńcu Zgorzeleckim się zatrzymali po czem sami ruszyli już w dalszą drogę. Dukt przez Germanię szerokim i równym im się wydał, mając na względzie przebyte uprzednio ziemie Polan, wstrzymywali jednak uzdy swym rumakom wiedząc, iż tym prędzej na popas będą stawać musieli im więcej poswawolić im pozwolą. Nie na wiele się to zdało. Już po 150 wiorstach Najeźdźca poczynał żółtym ślepiem swym na Pana swojego spoglądać a mrugać nowego posiłku się domagając. Rad nie rad na popas coraz to w kolejnych Gościńcach stawać musieli i dukatami sypać by nienażarte gardziele wierzchowców swych zapełnić. Po 12 godzinach w siodle i 870 wiorstach nawiniętych na kopyta bez przygód wielkich na miejsce spoczynku i bazy swej dojechali, gdzie przez gospodarzy swych sutą kolacyją podjęci zostali, a i napitków im nie brakowało. Austrów to były ziemie, gród zaś Bruck am der Grossglocknerstrasse był zwany.

Dzień II

Dnia drugiego lajtowo (dziatki ich tego słowa używały) pojeździć chcieli, co by po trudach dnia poprzedniego tyłki im odpoczęły oraz co by z Alpami oswoić się nieco i na najwyższe przełęcze od razu się nie porywać, gdyż śmiałości po temu nie mieli widząc wokół szczyty niedosiężne i wiecznym lodem pokryte. Tak tedy do Krimml pokłusowali, gdzie oczy swe wodospadami pięknej urody nasycili. Z Krimml na przełęcz Gerlos uzdy wierzchowców swych skierowali. Na bramce dukatami sypnąć musieli, za radą tubylców bilety na trzy przełęcze od razu (Gerlos, Grossglockner, Nockalm – 24 Euro) kupili, bo taniej im tak wychodziło. Wracając innych dróg, pośledniejszych i jeno tubylcom znanych używali, czego w ogóle nie żałowali gdyż widoków piknych dzięki temu wiele ujrzeli. Tak tedy w Kaprun byli (wysokoalpejskie jeziora zaporowe – 17 Euro, wjazd tylko autobusem), na koniec w drogę na Rauris wjechali przez cały dzień jeno 250 wiorst robiąc. Na wieczór okowity posmakowawszy na spoczynek się udali wiedząc, iż nazajutrz słoneczna Italia ich cieszyć będzie.

Dzień III

Jak myśleli tak było. Jeszcze u Austrów wiele radości mieli duktem z Mittersil do Lienzu się przemieszczając i wiele szerokich i szybkich winkli na drodze swej spotykając (przejazd przez kilkukilometrowy tunel Felberntauern płatny 8 Euro, dla posiadaczy biletów na Gross 6 Euro). W okolicach natomiast Cortiny`d Ampezzo po Italskiej już stronie w całkowitą zaś już orgię zakrętów, serpentyn, agrafek, przełączy, tuneli, zjazdów podjazdów wpadli. Passo Gallina, Passo Falzarego, Passo Pordoi, Passo Gardena, Passo Furcia, PAS już wystarczy, pora wracać na popas. Dzień był ciężki – 450 wiorst po Dolomitach, więc po tradycyjnej okowicie wędrowcy nasi snem kamiennym zasnęli będąc przygotowanymi na Wielki Dzwon, który nadejść miał dnia następnego.

Dzień IV i V

Pogoda tego dnia, jak i podczas całej wyprawy wyśmienitą się jawiła. Bez zbędnych ceregieli na rumaki swe więc rankiem powsiadali i prosto w stronę celu swej wyprawy ruszyli. Dukt ten jeszcze plemiona Celtów i Rzymian starożytnych do przepraw przez góry używali, jednakowoż trakt ubity dopieroż Austrowie w latach 1929-1935 postroić potrafili. Czterdzieści osiem wiorst on liczy i trzydzieści osiem agrafek zawiera, pomniejszych winkli nie licząc. Dla rycerzy naszych przesławnych i w bojach na italskich ziemiach zaprawionych trudności żadnych nie stanowił. Jeno ślepia swe paść mogli pejzażami cudnymi, bo z wysokości 2571m się rozciągającymi. Na koniec z gór zjechawszy nad brzegiem jeziora krasnego w grodzie Zell am See, chwilę jeszcze podumali, wiedząc, że dziatki ich w domach płaczą ojców swych wyglądając. Sposobić się więc do drogi powrotnej poczęli, w którą rankiem dnia piątego się udali. Droga ta niezmierne katusze ich siedzeniom poczyniła, tak że przedziwne pozy na wierzchowcach swych wyczyniali, aby jeno do chałup swych na chabetach doczłapać. Tam zaś już w sławie wielkiej pławić się mogli jako ci co Wielkiego Dzwonnika zdobyć raczyli.

Podsumowanie

To miała być „wyprawa życia” i chyba była. Przede wszystkim zaś udowodniła, że dla chcącego nic trudnego i przy odrobinie samozaparcia, można przejść od wiecznych gadek o tym jak fajnie byłoby pojechać gdzieś dalej, a już w ogóle w Alpy, to po prostu trzeba wsiąść na motory i tam pojechać. W dodatku coś takiego jest wykonalne również dla w sumie mało doświadczonych ludzi (gościu na Intruderze ma go od roku, prawko również). Mieszkamy blisko zachodniej granicy, więc mimo droższego paliwa wybraliśmy przelot przez niemieckie autostrady. Początkowo miejscami noclegowymi miały być campingi, których sporo jest w Alpach, ale tydzień przed wyjazdem znaleźliśmy w Internecie namiary na pensjonat który u stóp Grossglocknera prowadzi Polak – Piotrek (Austria – holiday Bruck am der Grossglocknerstrasse – 2 km od Zell am See). W dodatku proponuje ceny naprawdę konkurencyjne (21 Euro za osobę z pełnym wyżywieniem). Możemy polecić go z czystym sumieniem. Zdecydowaliśmy że zamiast podróży objazdowej z wszystkimi tobołami i zwijaniem i rozbijaniem codziennie namiotu, zrobimy bazę w jednym miejscu a stamtąd pustymi motorami będziemy robić wypady. To był dobry wybór, tym bardziej że praktycznie w którą stronę by się nie pojechało zaraz były i przełęcze i widoki.

Z początkowych wyliczeń wychodziło nam że wyjazd będzie kosztował około 2000PLN i tu miłe zaskoczenie. Najwięcej poszło oczywiście na paliwo ale pięciodniowa wyprawa (2600km) posiadacza Bandita 1250 kosztowała jakieś 1300zł, posiadacza Intrudera 1500 – 1500-1600PLN (o jakoś tak wprost proporcjonalnie do pojemności) – przy przeliczniku 1 Euro = 4.13 PLN. W Niemczech litr 95 kosztuje na stacjach przy autostradzie 1.48 Euro, w Austrii 1.18 Euro, we Włoszech jakieś 1.30Euro. Bilet na trzy przełęcze, Gerlos, Nockalm i Grossglockner kosztował 24 Euro (jak się kupuje osobno jest drożej) płaciliśmy również 6 Euro za przelot tunelem w stronę Lienzu (gdy nie ma się biletu na Grossglockner płaci się 8 Euro). Warto wyrobić sobie (w każdym NFZ-cie) Europejską Kartę Zdrowia która zapewnia bezpłatne podstawowe leczenie za granicą. Oprócz tego można wykupić dodatkowe ubezpieczenie w PZU, kosztuje około 1 Euro za dzień pobytu. Najtrudniejszy moment to chyba powrót do domu 870 km monotonną autostradą. Na tyłkach już ledwo siedzieliśmy. Generalnie było super, sprawdziliśmy się i czujemy niedosyt. Za rok (oprócz innych wypraw) na pewno pojedziemy w Alpy jeszcze raz (Stelvio czeka). Jeżeli macie jeszcze jakieś wątpliwości, to nie zastanawiajcie się tylko wsiadajcie na motory. Marzenia można spełnić i kosztuje to tylko 1300PLN (jak się ma Bandita 🙂 ).

P.S.: Ceny w opisie na 2010r. ale zbyt wiele się nie zmieniły (oczywiście za wyjątkiem paliwa). Piotrek niestety sprzedał pensjonat, ale 5 km dalej w miejscowości Fusch są jeszcze dwa prowadzone przez Polaków. Ceny niestety wyższe, około 33 Euro za noc z wyżywieniem.

MotoRmania
Redaktor naczelny

to lifestylowy magazyn o tematyce motocyklowej. Ekskluzywność tego tytułu podkreśla nie tylko doskonałej jakości papier, ale przede wszystkim wyjątkowe materiały. Masz sprawę ? Skontaktuj się:

Materiały premium

czytaj kolejne artykuły