KTM 990 SM – Fun Factory [Strefa Opinii Subiektywnych]
MotoRmania
16 marca 2015

W naszej strefie opinii subiektywnych (SOS) prezentujemy opisy motocykli napisane przez naszych czytelników. Pod każdym tekstem znajdziecie komentarz redakcji – naszą opinię. W kwietniu 2015 roku, spośród nadesłanych tekstów wyłonimy osobę, która według nas, ma zadatki na testera i zaprosimy ją do udziału w redakcyjnym teście motocykli.

Zgłoszenia z testami należy wysyłać na adres redakcji.

– maksymalnie 1200 słów w pliku word
– zdjęcia obrazujące test – nie wiecej niż 10 MB wszystkie
– pod testem należy zamieścić formułkę:

Oświadczam, że dysponuję odpowiednimi prawami własności intelektualnej tj. do zdjęć oraz załączonego tekstu i wyrażam zgodę na ich nieopłatne opublikowanie na łamach portalu www.motormania.com.pl. Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celach publikacji, zgodnie z Ustawą z dn. 29 sierpnia 1997 r. o ochronie danych osobowych (Dz. U. z 2002 r. Nr 101, poz. 926 z późniejszymi zmianami).”

KTM 990 SM – Fun Factory

autor: Fat

W segmencie drogowym KTM zawsze słynął z motocykli odmiennych, nieco oderwanych od rzeczywistości i na swój sposób szalonych. Pomarańczowe maszyny, oprócz kontrowersyjnego wyglądu, wyróżniały się przede wszystkim swoją bezkompromisowością i wyraźnym ukierunkowaniem na mocne wrażenia. Liniowo oddawana moc i przyjazny charakter to zdecydowanie nie ta bajka. Poznajcie KTM 990 Supermoto – kwintesencję austriackiego pojęcia frajdy z jazdy.

Inny. Tak jednym słowem można opisać duże SM. Pierwsze zdziwienie pojawia się już podczas analizy danych, zwłaszcza w kontekście nazwy motocykla. Supermoto z litrowym silnikiem V2, 120 końmi i wagą 205 kg w stanie gotowym do jazdy? Nazwę „SM” należy rzeczywiście potraktować dość umownie, ale o tym na końcu. Wrażenie konsternacji pogłębia się przy pierwszym kontakcie ze sprzętem. Ponoć o gustach się nie dyskutuje, ale otwarcie należy przyznać, że pod knajpą, na SuMo można wyrwać najwyżej chwasta. Wysoko prowadzony przedni błotnik oraz typowe dla KTM, ostre i proste linie nawiązują do koncepcji supermoto, a jednocześnie skrywają równie charakterystyczny dla „pomarańczowych” osprzęt z najwyższej półki. Marchesini, Brembo, WP, Magura, Domino – produkty tych firm znajdziemy tu w standardzie. 990 SM przykuwa też uwagę swoimi gabarytami. Motocykl jest wysoki i generalnie duży, na pierwszy rzut oka przypomina bardziej sprzęt typu adventure, niż ulicznego chuligana. Wrażenie to potęguje wyprostowana pozycja za kierownicą, muskularny zbiornik i wysokość siedzenia. Początkowe wrażenie jest jednak mylne i pryska bardzo szybko, bo już przy pierwszym odkręceniu manetki.

Główne skrzypce w Kacie zdecydowanie gra silnik. Znów jest niepozornie, bo przecież cóż to takiego 120 KM i 100 Nm na tle mocy współczesnych superbikeów? Jednak sposób, w jaki znana z Super Duke czy Adventure jednostka LC8 reaguje na gaz, jest od dawna owiany legendą i zasługuje na osobne wypracowanie. Moc oddawana jest w sposób bardzo bezpośredni, spontaniczny, brutalny i bezkompromisowy zarazem. Tu nie ma miejsca na miękką grę, a głośny, surowy i basowy dźwięk przelotowych kominów tylko wzmacnia te doznania. Silnik błyskawicznie wkręca się na obroty i od samego dołu gwarantuje potężnego kopniaka mocy. Utrzymanie przedniego koła na ziemi podczas przyspieszania na pierwszym biegu jest niezwykle trudne i wymaga raczej głaskania manetki, niż jej odkręcania. Na dwójce jest już trochę lepiej, ale nadal nie ma najmniejszego kłopotu, aby wrzucić sprzęt na koło z samego gazu. KTM jeździ na gumie praktycznie sam i wcale nie trzeba go do tego zachęcać ani posiadać jakiś stunterskich umiejętności. Magiczną granicą dla litrowej V2 jest wartość 3000 obrotów. Poniżej motocykl szarpie łańcuchem i trzęsie, co staje się szczególnie męczące w mieście, gdzie często trzeba asekurować się sprzęgłem (jazda w korkach, ronda, krzyżówki itp.). Na szczęście tę znaną dla ostrych V2 cechę można łatwo złagodzić stosując mniejszą przednią zębatkę – jeden ząbek czyni cuda i dodatkowo powoduje, że nasz mięśniak zachowuje się jak po drinku z Red Bullem. Powyżej 3000 obrotów każdy, nawet najmniejszy ruch manetką sprawia, że Supermoto agresywnie i zdecydowanie wyrywa do przodu, nie mogąc się przy tym zdecydować, czy bardziej lecieć w górę, czy może jednak przed siebie. Precyzyjny wtrysk paliwa pozwala jednocześnie na niezłą kontrolę mocy, a sposób jej oddawania nadaje manetce gazu funkcję potencjometru regulującego szerokość banana na twarzy. Warto zaznaczyć, że potencjometru bardzo czułego. Powyżej 9000 obrotów moc nieco spada (odcięcie przy 9500), więc dla utrzymania odpowiedniego poziomu emocji warto zmieniać biegi właśnie w okolicy tej wartości. Sprawę ułatwia miękko pracująca i dokładna skrzynia.

Do korzeni supermoto wyraźnie nawiązuje w pełni regulowane zawieszenie WP, charakteryzujące się przede wszystkim stosunkowo dużym skokiem. W prawdziwym SM umożliwia on atakowanie krawężników, schodów czy niewielkie skoki, jednak w przypadku 990 tego typu wyczyny raczej nie są wskazane. Spory skok zawieszenia niesie jednak ze sobą inne zalety – dzięki niemu zawias przede wszystkim znacznie lepiej pochłania wszelkie nierówności nawierzchni i sprawia, że są one mniej odczuwalne przez kierowcę. Możemy tu mówić o swego rodzaju komforcie, ale paradoksalnie, mimo sporego skoku, zawieszenie ciągle zachowuje stosunkowo dużą sztywność, nie jest ciastowate i pozwala na atakowanie zakrętów ze znacznymi, niekiedy wręcz sportowymi prędkościami. Efektem ubocznym dużego skoku jest również relatywnie spory prześwit – mimo nisko umieszczonych podnóżków nie ma tutaj problemów z deficytami prześwitu i przycieraniem w zakrętach. Przy tym wszystkim SuMo jest bardzo poręczny, błyskawicznie i z dużą łatwością zmienia kierunki oraz generalnie prowadzi się lekko i przewidywalnie. Wprawdzie na fabrycznych oponach i ciśnieniach w początkowej fazie skrętu występowało nieznaczne odczucie walenia się w zakręt, jednak nowe opony usunęły ten problem i wprowadziły całkowitą neutralność prowadzenia. Wszystko to sprawia, że 990 SM doskonale sprawdza się zwłaszcza w ciasnych zakrętach, a na nierównych i krętych trasach udowadnia swoją przewagę nawet nad typowo sportowymi maszynami. W dziurawym winklu, w którym wytrącony ze stabilności sport walczyć będzie o trakcję, KTM pozostanie niewzruszony, pochłonie nierówność i bez problemu precyzyjnie utrzyma wybraną wcześniej linię. Podczas agresywnego, sportowego atakowania zakrętów przyzwyczajenia wymaga jedynie nietypowa wysokość motocykla, która po przesiadce z motocykla typu naked/sport początkowo wydaję się dziwna.

Silnik i zawieszenie uzupełniają mocarne hamulce sygnowane przez Brembo. Potężne, radialne zaciski budzą respekt już na sam wygląd, a ich działanie jest adekwatne do brutalności silnika. Próg działania jest zdecydowany i mocny, a dzięki radialnej pompie i seryjnym przewodom w oplocie stalowym, przedni hamulec daje się dokładnie dozować. Stopale można wykonywać z dziecinną łatwością, a ich długość i wysokość ograniczają tylko nasze umiejętności oraz poziom strachu.

Pomimo, że 990 SM sprawia wrażenie krwiożerczej bestii, rozszarpującej biednych motocyklistów na śniadanie, KTM okazuje się całkiem przystępnym motocyklem użytkowym. Akcesoryjna szyba zapewnia rozsądną ochronę przed wiatrem do ok. 160 km/h. Na 19-litrowym zbiorniku można osiągnąć przebiegi między tankowaniami na poziomie 200-220 km. Kanapa może nie jest ideałem wygody, ale tyłek z mosiądzu też nie jest wymagany. Oprócz tego mamy możliwość łatwego montażu kufra centralnego, który na pewno przyda się podczas wyjazdu na długi weekend. Wprawdzie z turystycznym majdanem SM zaczyna przypominać chuligana, który na ustawkę wybrał się z plecakiem i ciuchami na zmianę, ale przecież prawdziwym twardzielom nie zależy zbytnio na wyglądzie, prawda?

KTM 990 Supermoto z pewnością wyróżnia się na tle „normalnych” motocykli. Wbrew nazwie, nie jest to typowe SM i może rozczarować miłośników ganiania slajdami po torze kartingowym oraz wyskoków ze schodów. Z całą pewnością nie jest to również sprzęt do napędzania się na prostych, mistrzowie ekspresówek i szybkich przelotów mogą czuć się zawiedzeni. Na dużym torze i w bardzo szybkich zakrętach przegra też z typowym sportem. SuMo to jednak prawdziwa fabryka adrenaliny i dobrej zabawy, pozwalająca na czerpanie garściami tego, co w motocyklach najfajniejsze, a jednocześnie ciekawy motocykl typowo drogowy. Brutalna moc, świetne prowadzenie i potężne hamulce gwarantują mocne doznania niezależnie od okoliczności, ale jednocześnie cechy użytkowe motocykla nie ograniczają sposobu jego użytkowania wyłącznie do formy typowo zabawowej. 990 SM to doskonały sprzęt dla każdego, kto chciałby połączyć naturę ulicznego chuligana z odrobiną przydatności na co dzień. A tak w ogóle, to pomarańczowe są najszybsze!

Od redakcji: „Kto mógłby być dostatecznie szurnięty, aby stworzyć supermociaka z litrowym silnikiem V2? Oczywiście, że Pomarańczowi z Mattighofen. Mimo, że ten projekt ma już swoje lata i od tamtej pory motoryzacja widziała najróżniejsze crossovery, to model 990 SM ciężko zakwalifikować do konkretnej kategorii. Nie jest ani sprzętem sportowym, ani turystycznym, ani nakedem, ani supermoto. Ma wszystkiego po trochu, a to tego jest dziki, agresywny i mimo, że poszczególne podzespoły (jak silnik, hamulce, czy zawieszenie) są świetne, to cały motocykl jest jakby trochę niecywilizowany. Jeżeli jesteś facetem z jajami, KTM 990 SM spodoba Ci się bardzo. Gwarantujemy.”

MotoRmania
Redaktor naczelny

to lifestylowy magazyn o tematyce motocyklowej. Ekskluzywność tego tytułu podkreśla nie tylko doskonałej jakości papier, ale przede wszystkim wyjątkowe materiały. Masz sprawę ? Skontaktuj się:

Materiały premium

czytaj kolejne artykuły