MotoGP – Podsumowanie sezonu 2014 – Część 1
Mick
24 grudnia 2014

To nie był tylko rok Marca Marqueza. Punkty w sezonie 2014 zdobyło w końcu aż 27 zawodników na siedmiu różnych motocyklach i w barwach trzynastu ekip. Czas dokładnie przyjrzeć się im wszystkim. Zaczynamy!

Sezon 2014 pełen był świetnych wyścigów i ekscytującej walki o zwycięstwa. Genialny pojedynek Marqueza i Valentino Rossiego w Katarze, widowiskowa pogoń mistrza we Francji, rewelacyjna walka z Lorenzo na Mugello i Silverstone, prawdziwe klasyki w Barcelonie, Indianapolis czy Malezji, pogodowa ruletka w Assen, na Sachsenringu, w Aragonii i Walencji, czy decydująca o tytule Japonia. W tym roku na czele stawki naprawdę nie brakowało emocji. Marquez w pełni zasłużenie sięgnął po mistrzostwo, ale równie ciekawe było odrodzenie Rossi, załamanie formy i jej odbudowa w wykonaniu Lorenzo czy nieprzewidywalna jazda Daniego Pedrosy.

Czterej kosmici znów stanęli na wysokości zadania, ale za ich plecami także toczyło się fenomenalne widowisko: odrodzenie Ducati, pojedynek braci Espargaro, wzloty i upadki takich asów jak Bradley Smith, Stefan Bradl czy Alvaro Bautista, solidny debiut Scotta Reddinga, dramat Cala Crutchlowa, kontuzje Nicky’ego Haydena i Danilo Petrucciego, kontrowersyjny koniec kariery Colina Edwardsa, czy nierówna walka takich zawodników jak Broc Parkes i Michael Laverty. A to tylko MotoGP. W mniejszych klasach Moto2 i Moto3 działo się równie dużo. Zresztą walka o tytuł w najmniejszej kategorii znów trwała do ostatnich metrów, a kibice większość wyścigów oglądali na stojąco.

Czas przyjrzeć się temu wszystkiemu raz jeszcze, na spokojnie, z dystansem, ale i bardzo szczegółowo. Zaczynamy więc cykl, który doprowadzi nas aż do końca roku. Cykl podsumowań poszczególnych zawodników, motocykli i zespołów. Zaczynamy jednak od końca, czyli od tych, który w telewizji pokazywali się najrzadziej, ale toczyli równie zaciętą walkę, co broniący tytułu Marc Marquez. Dziś pierwsza z czterech części podsumowania sezonu. Od jutra kolejne. Ruszamy!

Zawodnicy

Leon Camier
miejsce w tabeli: 27
punkty: 1

Leon Camier

Leon Camier miał w tym roku zaliczyć pełny sezon w MotoGP w barwach ekipy Ioda. Brytyjczyk wciąż jest miło wspominany w szeregach Aprilii, którą reprezentował w World Superbike, dlatego gdy stracił miejsce w zespole Crescent Suzuki, miał dołączyć do Danilo Petrucciego na drugiej maszynie ART. Niestety, w powodu cięć budżetowych, Giampiero Sacchi musiał w ostatniej chwili zostawić Camiera na lodzie.

28-letni Brytyjczyk wystartował jednak w czterech wyścigach, zastępując wracającego do zdrowia po operacji nadgarstka Nicky’ego Haydena na produkcyjnej Hondzie hiszpańskiej ekipy Drive M7 Aspar w Indianapolis, Brnie, na Silverstone i w Misano. Problemy Haydena z kontuzjowanym w Walencji w 2011 roku nadgarstkiem ciągnęły się za mistrzem świata z 2006 roku od początku sezonu. Camier za kulisami pojawił się już w czerwcu w Barcelonie, ale ostatecznie Amerykanin był w stanie przejechać jeszcze kilka wyścigów, zanim Brytyjczyk na chwilę wskoczył na jego miejsce.

Leon poradził sobie solidnie, w Indy kwalifikując się na szesnastym miejscu, w Czechach zdobywając jeden punkt, a następnie dwukrotnie finiszując na szesnastej lokacie. Camier był pod wrażeniem prototypowego motocykla i opon Bridgestone, ale dobrze odnalazł się na pakiecie MotoGP. Miał jednak małe problemy z przestawieniem się na wchodzenie w łuki z mocno dociążonym przednim kołem, co jest całkowitym przeciwieństwem tego, do czego przyzwyczaiły go Superbike’i i opony Pirelli.

Zanim zdążył odpowiednio dopracować ustawienia, jego czas na Hondzie dobiegł końca. Aspar rozmawiał z nim co prawda o sezonie 2015, ale szanse nie tylko jego, a również Lorisa Baza, przekreślił ich wzrost. Cała przygoda była także dla Brytyjczyka cenną lekcją wyścigowej i osobistej pokory. Zobaczymy, jak wykorzysta ją w przyszłości. W sezonie 2015 Leon będzie kierowcą testowym MV Agusty, w barwach której liczy na starty w World Superbike w 2015 roku.

Katsuyuki Nakasuga
miejsce w tabeli: 26
punkty: 4

33-letni Nakasuga zaliczył w tym roku tylko jeden start w MotoGP, swój piąty w królewskiej klasie. Pięciokrotny mistrz japońskich Superbike’ów ma na swoim koncie nawet podium, które wywalczył zastępując kontuzjowanego Bena Spiesa i sięgając po drugie miejsce w Grand Prix Walencji w 2012 roku.

Kierowca testowy Yamahy tym razem wystartował z dziką kartą w Grand Prix Japonii, zbierając dla marki cenne dane i testując szereg nowych części dla Jorge Lorenzo i Valentino Rossiego. Przed weekendem sugerowano nawet, że być może wystartuje korzystając z zawieszenia należącej do Yamahy firmy Kayaba, ale ostatecznie tak się nie stało. Na Motegi Nakasuga zajął solidne, dwunaste miejsce, sięgając po cztery kolejne punkty. Bez rewelacji, ale przyzwoicie. Oby więcej takich dzikich kart.

Mike di Meglio
miejsce w tabeli: 25
punkty: 9

Były mistrz świata klasy 125 swój poprzedni sezon zakończył już w jego połowie, z powodu kontuzji kręgosłupa, jakiej nabawił się podczas rundy Moto2 w czeskim Brnie. Di Meglio nie wrócił na maszynę już do końca roku, choć szybko doszedł do zdrowia i kiedy wydawało się już, że jego kariera może zatrzymać się w ślepej uliczce, Francuz nagle wylądował w MotoGP w ekipie Avintia. Oczywiście w bardzo dużym stopniu pomógł mu w tym paszport, szczególnie po tym, jak miejsce w królewskiej klasie stracił jego jedyny rodak w niej, Randy de Puniet.

Razem z angażem 26-latka, zespół Raula Romero przyjął też od organizatorów mistrzostw świata mały worek pieniędzy, co nie jest niczym nietypowym, ale kibice spoza Francji byli ciekawi, jak chłopak z Tuluzy poradzi sobie u boku szanowanego i szybkiego Hectora Barbery.

Co prawda na papierze wypadł kiepsko: „Małomówny Mike” punktował tylko trzy razy, w Indianapolis, Australii i Malezji. Jego dziewięć punktów w porównaniu z 26 wywalczonymi przez Barberę wygląda nienajlepiej, jednak tutaj pojawia się haczyk.

Od Grand Prix Aragonii Hiszpan korzystał z prototypowego Ducati, za sterami którego wywalczył w końcówce sezonu aż 24 oczka. Wcześniej obaj z di Meglio jeździli na fatalnych maszynach z drogowymi silnikami Kawasaki ZX-10R, z kiepskim, pneumatycznym rozrządem i fatalnym zawieszeniem Showa, na dodatek bez wsparcia japońskiej fabryki. Co ciekawe, do Grand Prix Aragonii to Di Meglio wypadał lepiej, przynajmniej w tabeli; Francuz miał bowiem na swoim koncie cztery punkty, zaś Barbera tylko dwa.

Kiedy spojrzymy na jazdę obu w wyścigach i kwalifikacjach, szala przechyla się wyraźnie na korzyść Barbery, który zazwyczaj był szybszy od Francuza, choć minimalnie. Trzeba jednak pamiętać, że Hector miał zdecydowanie lepsze wsparcie ze strony zespołu. Patrząc na to, jak Hiszpan radził sobie po przesiadce na Ducati, trzeba przyznać, że kolejny sezon w wykonaniu Mike’a może być całkiem obiecujący.

Di Meglio zostaje w zespole Antinvia, w którym dostanie do swojej dyspozycji Ducati Desmosedici GP14 z elektroniką w specyfikacji Open. Jego zespołowym partnerem znów będzie Barbera. Dotrzymanie kroku Hiszpanowi z jednej strony nie będzie łatwe, ale z drugiej może okazać się prostszym wyzwaniem niż w tym roku. Di Meglio będzie też musiał pokazać się z jak najlepszej strony. Do MotoGP trafił bowiem Loris Baz, a rozpędu nabiera także kariera Johanna Zarco w Moto2. Jeśli byłemu mistrzowi klasy 125 zabraknie wyników, sezon 2015 może być jego ostatnim w MotoGP.

Michael Laverty
miejsce w tabeli: 24
punkty: 9

Michael Laverty

Były mistrz Wielkiej Brytanii klasy Supersport zakończył swój drugi i póki co ostatni sezon w MotoGP sięgając po dziewięć punktów, tyle samo co debiutujący w królewskiej klasie, zespołowy kolega Broc Parkes, ale też trzykrotnie więcej niż rok temu. Co prawda w tabeli wyżej sklasyfikowano Parkesa, bo w takich sytuacjach liczy się w końcu najlepsza pozycja na mecie, ale jeśli spojrzymy na to z nieco innej perspektywy, to Laverty był od niego wyraźnie lepszy.

Obaj punktowali w trzech wyścigach, ale Laverty aż sześć razy finiszował na szesnastym miejscu (Parkes raz) i trzy razy na siedemnastym (Parkes dwa). Obaj nie ukończyli też dwóch wyścigów (po razie z powodu wywrotki i awarii). Co więcej, w startach, które obaj kończyli (było ich czternaście), Irlandczyk meldował się na mecie przed Australijczykiem aż jedenaście razy, a do tego był od niego szybszy aż w dwunastu kwalifikacjach.

Oczywiście można powiedzieć, że Laverty zrobił po prostu to, co do niego należało. W końcu był to jego drugi sezon w MotoGP, na tym samym motocyklu, torach i w znanej już sobie ekipie, podczas gdy Parkes był debiutantem. To racja. Broc to jednak wyrównany przeciwnik. Niestety jedyny. Motocykle PBM, ze starymi podwoziami Harrisa, wolnymi silnikami Aprilii RSV4 i bardzo słabo ustawioną elektroniką, nie były w stanie dotrzymać kroku komukolwiek innemu, dlatego Laverty zrobił po prostu wszystko to, co do niego należało. Nic mniej, nic więcej. Mimo wszystko to był dla niego solidny sezon. Teraz wraca do BSB, a jednocześnie będzie kierowcą testowym Aprilii w MotoGP.

Broc Parkes
miejsce w tabeli: 23
punkty: 9

Broc Parkes

Tak naprawdę wszystko o Parkesie napisane zostało chyba przy podsumowaniu sezonu Laverty’ego. Solidny i doświadczony, ale nie rewelacyjny, Parkes trafił w tym roku do MotoGP na podobnej zasadzie, co Di Melgio, dzięki paszportowi. Po zakończeniu kariery przez Caseya Stonera organizatorzy potrzebowali w stawce Australijczyka, który zaspokoiłby potrzeby tamtejszej telewizji. Zespół PBM potrzebował z kolei pieniędzy i tak biznesowo-wyścigowe koło się zamknęło. Przy tym wszystkim nie można jednak powiedzieć, że był to angaż niezasłużony, czy przedwczesny, jak w przypadku Bryana Starringa w ekipie Gresiniego rok wcześniej.

Ostatecznie Parkes, podobnie jak Laverty, również zrobił wszystko to, co do niego należało. Trzy razy zdobył punkty i zakończył debiutancki sezon z takim samym dorobkiem, jak bardziej doświadczony kolega. Na papierze znalazł się przed nim, co ważne wizerunkowo. Choć w rzeczywistości był nieco z tyłu, to wcale nie była to przepaść.

Szkoda, że nie dostanie drugiej szansy, ale też chyba od samego początku znał zasady gry i liczył po prostu, że solidny sezon pomoże mu złapać lepszą posadę w World Superbike. Australijczyk doskonale znał swoje miejsce w szeregu i choć na jego twarzy malowała się rezygnacja, do końca roku dawał z siebie wszystko. Dysponując takim pakietem bardzo łatwo jest popaść w wyścigową depresję, ale on po prostu robił swoje. Szkoda, że jedyny wypadek w sezonie zaliczył akurat przed własną publicznością w Australii. W przyszłym roku zobaczymy go w BSB na nowej R1-ce.

Colin Edwards
miejsce w tabeli: 22
punkty: 11

Po dwóch latach na fatalnych motocyklach CRT, były mistrz świata Superbike’ów w tym roku wrócił na Yamahę, na której zaliczył swoje najlepsze lata w MotoGP, w tym również u boku swojego dobrego przyjaciela, Valentino Rossiego. Problemy wyścigowego weterana rozpoczęły się jednak już po pierwszych testach. Amerykanin narzekał na podsterowność i fakt, że rozwijana w ostatnich latach pod Jorge Lorenzo maszyna zupełnie nie współgrała z jego stylem jazdy. Przesiadka na podwozie przygotowane przez ekipę Forward Racing razem z firmą FTR nie przyniosła w połowie roku oczekiwanych rezultatów, choć Teksańczyk liczył na wiele.

Wszystko jednak zaczęło się całkiem obiecująco. Edwards był siódmy w Katarze, a w Jerez wszedł do drugiej części kwalifikacji. Już podczas drugiej rundy w Austin ogłosił, że ten sezon będzie jego ostatnim, ale nie spodziewał się chyba, że skończy się aż tak wcześnie. Plotki o problemach wewnątrz zespołu krążyły już od jakiegoś czasu. Najpierw kwestia zaległych płatności za podwozia FTR w Moto2, a następnie podobno długi względem Colina. Z drugiej strony jego brak wyników, szczególnie w obliczu fenomenalnej jazdy Aleixa Espargaro, sprawił, że Giovanni Cuzari rozstał się z nim już po domowym wyścigu w Indy, jednym z trzech, w którym Colin zdobył w tym roku punkty.

Teksańczyk planował jeszcze pożegnalny start w Walencji, ale ostatecznie zabrakło na to środków i chyba też chęci. Na szczęście Colin nie przechodzi na całkowitą emeryturę. Przez dwa kolejne lata będzie testował dla Yamahy opony Michelin. Pierwsze jazdy na torze Motegi już za nim. Nadal prowadził też będzie swoją szkołę jazdy, dlatego z pewnością jeszcze o nim usłyszymy, choć wyścigowa kariera to już zamknięty rozdział.

Choć być podobno jedynym zawodnikiem, który startując maszyną CRT zarabiał milion euro rocznie, Edwards swoją karierę próbował chyba utrzymać przy życiu zbyt długo. Wiem, że nie robił tego dla pieniędzy, a po prostu cały czas to kochał i liczył, że jeszcze coś z tego będzie. Z drugiej strony w trudnych chwilach, a tych było sporo, wyraźnie brakowało mu motywacji. Sezon 2014 to klasyczna historia z cyklu „o jeden most za daleko”. Szkoda, że tak wspaniała kariera dobiegła końca w tak mało stylowy sposób. Przede wszystkim najbardziej szkoda jednak faktu, że z padoku znika zdecydowanie najbarwniejszy zawodnik MotoGP ostatnich lat.

Alex de Angelis
miejsce w tabeli: 21
punkty: 14

Sezon zaczynał w debiutującej ekipie Moto2 na kiepskim, starym Suterze, dlatego bez wahania przyjął ofertę swojego starego zespołu Forward Racing i wskoczył na motocykl Edwardsa na ostatnich osiem z osiemnastu wyścigów. Cztery z nich zakończył w punktach, w tym raz wskakując nawet do pierwszej dziesiątki (w czym w Australii pomogła masa wywrotek innych zawodników).

W efekcie, choć zaliczył dwa wyścigi mniej niż Edwards, zdobył od niego o trzy punkty więcej. Jest to tym bardziej imponujące, że zawodnik z San Marino nie miał wcześniej okazji do przetestowania motocykla, a co gorsza, większość drugiej połowy sezonu przejeździł z poważną kontuzją nadgarstka. To on pojechał wyjątkowo dobrze, czy Edwards wyjątkowo słabo? Jedno i drugie. Po latach w kratkę De Angelis pokazał się z bardzo dobrej strony i zasłużył sobie na kontakt z ekipą IodaRacing na sezon 2015.

Danilo Petrucci
miejsce w tabeli: 20
punkty: 17

Jego sezon jeszcze na dobre się nie rozpoczął, a już prawie dobiegł końca. Z powodu braków budżetowych po odejściu głównego sponsora, producenta włoskich bram Came, oraz braku spodziewanego wsparcia Aprilii, ekipa Giampiero Sacchiego rozpoczęła sezon praktycznie bez testów. Petrucci otrzymał co prawda Aprilię ART, na której wcześniej tak świetnie radził sobie Aleix Espargaro, ale musiał od zera ustawić pod nią elektronikę w specyfikacji Open, a skromny zespół długo nie mógł liczyć na niemal żadne wsparcie z Noale.

Po punktach w Katarze i dwóch trudnych rundach w USA i Argentynie, Petrucci zaliczył następnie bardzo groźny wypadek w trzecim zakręcie toru w Jerez. Miejsce, które w 1999 roku zakończyło karierę Micka Doohana niemal przekreśliło również sezon młodego, włoskiego policjanta. Z powodu poważnej kontuzji nadgarstka Petrucci opuścił cztery kolejne wyścigi i choć wreszcie wrócił na tor, niemal do końca roku zmagał się z bólem. Jeździł w kratkę, pięć razy zdobywając punkty, ale też nie kończąc, z różnych powodów, niemal wszystkich pozostałych wyścigów.

Pod koniec sezonu, kiedy Aprilia podjęła decyzję o powrocie do MotoGP i znów zaczęła wysyłać na wyścigi swoich inżynierów, a Petrucci wrócił do lepszej formy po wypadku, wyniki nieco się poprawiły. Włoch trzy razy ocierał się o pierwszą dziesiątkę, co w tych okolicznościach było rezultatem bardzo przyzwoitym. Spektakularne byłoby choć jedno miejsce w pierwszej dziesiątce. Szkoda, że tej kropki nad „i” zabrakło, ale i tak było nieźle.

W MotoGP rzucono go co prawda na głęboką wodę, ale Petrucci to zdolny zawodnik. Były kierowca testowy Ducati w przyszłym roku wraca pod skrzydła ludzi z Bolonii i dosiądzie Desmosedici GP14 w ekipie Pramac. Co prawda jego zespołowy kolega, Kolumbijczyk Yonny Hernandez, korzystał będzie z wersji GP14.2, ale wcale nie zdziwiłbym się, gdyby Danilo był w stanie dotrzymać mu kroku. Z Giampiero Sacchim, który dał mu możliwość debiutu i startów w MotoGP, łączyły go bardzo bliskie więzi, ale to dobrze, że wyrwał się z niedofinansowanej ekipy i będzie mógł pokazać swój potencjał w solidnym zespole Paolo Caimpinotiego.

Motocykle:

Avintia
miejsce w tabeli: 7
punkty: 11

Zapewnienia były piękne. Kawasaki udostępniło swoje stare ramy MotoGP, a francuska firma Akira podkręciła silnik z ZX-10R, dorzucając do niego pneumatyczny rozrząd. Japończycy podobno zobowiązali się także do dużego zaangażowania w cały projekt, podobnie jak Showa. Rzeczywistość była jednak zupełnie inna. Rzędowa czwórka z długim, ciężkim wałem korbowym, była prawdziwym koszmarem podczas zmiany kierunków, a pneumatyczny rozrząd nie dawał zbyt wiele w połączeniu z silnikiem, który maksymalny moment obrotowy osiągał dość wcześnie.

Jakby tego było mało, Kawasaki zupełnie nie paliło się do pomocy, a Showa podesłała paczkę starych zawieszeń, które nijak miały się do standardów MotoGP. Kawasaki ekipy Avintia było ciężkie i wolne, dlatego i o wyniki było za jego sterami niezwykle trudno. Punkty zdobyło tylko trzykrotnie i choć Mike di Meglio zaliczył nawet przyzwoitą końcówkę sezonu, przesiadka Hectora Barbery na Ducati sprawiła, że w tabeli konstruktorów na finiszu Avintię przeskoczył nawet PBM. Miejmy nadzieję, że jeśli kiedyś Kawasaki postanowi wrócić do MotoGP – choć póki co nic na to nie wskazuje – podejdzie do sprawy równie poważnie, co w latach wystawiania swojego fabrycznego teamu i zupełnie inaczej, niż podczas współpracy z Avintią.

PBM
miejsce w tabeli: 6
punkty: 15

Przed sezonem Paul Bird liczył na przejęcie schedy po Asparze i zostanie oficjalnym zespołem Aprilii. Tak się jednak – z wielu powodów – nie stało, a brytyjska ekipa znów postanowiła wystawiać silniki z modelu RSV4 z „własnym”, tak naprawdę przygotowanym dwa lata temu przez Harrisa, podwoziem. Michael Laverty już rok temu zachwalał co prawda ramę i był przekonany, że będzie na niej w stanie zbliżyć się do jeżdżącego wówczas ART Aleixa Espargaro, ale zupełnie nic z tego nie wyszło.

Zadania nie ułatwiała także wyjątkowo inwazyjna kontrola trakcji. Cały pakiet nie robił zbyt dobrego wrażenia, zarówno w telewizji, jak i obserwując go z pobocza. Nie dziwi więc fakt, że ekipa PBM kończy swoją przygodę z MotoGP na motocykle zostały wystawione na sprzedaż. Cena raczej nie ma prawa być zbyt wygórowana.

ART
miejsce w tabeli: 5
punkty: 17

Nietypowy twór, który można nazwać „fabrycznym motocyklem CRT”. Co prawda posiadał silnik z drogowego modelu RSV4, ale mocno zmodyfikowany i wzbogacony o pneumatyczny rozrząd. Aprilia mocno przyłożyła się także do podwozia, długo i intensywnie testowanego przez Alexa Hofmanna w celu jak najlepszego dopasowania go do wymogów sztywnych opon Bridgestone.

Efektem była maszyna, na której Aleix Espargaro przez dwa poprzednie sezony dominował w podkategorii CRT, regularnie utrudniając życie zawodnikom z drugiej połowy pierwszej dziesiątki. Hiszpan startował jednak w barwach zespołu Aspara, który był bezpośrednio wspierany przez Aprilię, a do tego korzystał z zaawansowanej elektroniki z Noale.

W tym roku sytuacja się zmieniła. Motocykle po Asparze otrzymał zespół Ioda, ale w pakiecie zabrakło niestety jakiegokolwiek wsparcia z Noale. Było ono na wagę złota, bowiem Petrucci musiał korzystać z nowej, jednolitej elektroniki w specyfikacji Open, której ustawienie, dla niewielkiej i niedofinansowanej ekipy, było wyjątkowo trudne.

Nawet mimo problemów z elektroniką, motocykl ART stać było na choć jeden finisz w pierwszej dziesiątce. Czas pokaże, czy w przyszłym roku ten cel zrealizuje w barwach IodaRacing Alex de Angelis. Patrząc na poprzednie sezony, ludzie z Noale mogą czuć duże rozgoryczenie pozycją i dorobkiem w tabeli. Na szczęście, w przeciwieństwie do Kawasaki, skłoniło ich to do powrotu do MotoGP na poważnie.

Zespoły:

Octo IodaRacing Team
miejsce w tabeli: 13
punkty: 17

Niewielki, skromny i mówiąc wprost, dość biedny zespół, który ma jednak na siebie pomysł (produkcja replik maszyn wyścigowych, solidny motocykl Moto3, który wygrywa w mistrzostwach Japonii itd.) i bardzo doświadczonego szefa w osobie Giampiero Sacchiego (byłego szefa sportu w grupie Piaggio). Co prawda oni również przez cały rok starali się łatać budżetowe dziury i kombinowali, jakby tu sprzedać miejsce w stawce np. Suzuki, ale w przeciwieństwie do nieco biernej postawy szefa PBM, potrafili zrobić coś z niczego i utrzymać się w stawce. Co prawda byli bliscy (i to podobno bardzo) upadku, ale jednak utrzymali się na powierzchni i za rok znów staną do walki.

Paul Bird Motorsport
miejsce w tabeli: 12
punkty: 18

motocykl PBM

Ludziom stojącym za zespołem PBM, przynajmniej od strony technicznej, nie można niczego zarzucić. Zrobili wszystko, co było do zrobienia dysponując kiepskim pakietem i, co jest chyba dla nich sporym sukcesem, nie byli ostatni! Paul Bird nie podszedł chyba jednak do całego projektu z wystarczająco pokorą i jako szef czołowej ekipy BSB liczył, że sponsorzy zaczną walić do niego drzwiami i oknami. Wsparcie od organizatorów, wynoszące nieco ponad 600 tysięcy euro za zawodnika, wystarczyło, aby utrzymać motocykle na kołach, ale już na nic więcej. Zabrakło chyba pomysłu i zaangażowania, dlatego mało kto będzie za nimi tęsknił.

Avintia Racing
miejsce w tabeli: 10
punkty: 35

Zespół z potężnym zapleczem, także finansowym, doświadczeniem i sukcesami chociażby w mistrzostwach Hiszpanii. Za kulisami jest tam kilku bystrych gości, co pokazała m.in. ryzykowna przesiadka na Ducati w trakcie sezonu. Avintia to struktura, która z roku na rok rośnie w siłę. Może być im trudno poprawić tegoroczne, dziesiąte miejsce w tabeli, ale jeśli będą dalej robić stopniowe postępy, za kilka lat mogą pójść w ślady ekipy Pramac Ducati. To chyba optymalny cel i punkt odniesienia.

A kto w powyższej grupy najbardziej Was zachwycił lub rozczarował? Zapraszamy do dyskusji. Jutro druga część podsumowania sezonu MotoGP, a więc kolejna grupa zawodników, motocykli i zespołów, a także spojrzenie na klasę Moto2, a tymczasem cała ekipa MotoRmanii życzy Wam Zdrowych i Wesołych Świąt!

Zobacz też:
MotoGP – Podsumowanie sezonu 2014 – część 1 (tutaj jesteś)
MotoGP – Podsumowanie sezonu 2014 – część 2
MotoGP – Podsumowanie sezonu 2014 – część 3
MotoGP – Podsumowanie sezonu 2014 – część 4 

Mick
Redaktor naczelny

Redaktor działu sportowego. Kompendium wiedzy o wyścigach motocyklowych. Nie ma sezonu, nie ma klasy i nie ma zawodników, o których Mick chociażby nie słyszał. Odkryje kulisy zarówno WMMP, jak i zakamarki klasy MotoGP. Masz sprawę ? Skontaktuj się. Masz sprawę ? Skontaktuj się:

Materiały premium

czytaj kolejne artykuły