MotoGP: Podsumowanie GP Kataru 2012
Mick
10 kwietnia 2012

Zaskakujące zwycięstwo Jorge Lorenzo w MotoGP. Widowiskowy powrót Marca Marqueza w Moto2 i spektakularny debiut nowej klasy Moto3. Wszystko to przy sztucznym świetle podczas nocnych wyścigów o Grand Prix Kataru. Oto analiza MotoRmanii:

Bądźmy szczerzy, zwycięstwo Jorge Lorenzo w otwierającym sezon MotoGP i erę większych pojemności wyścigu, było sporym zaskoczeniem. Dlaczego? To obrońca tytułu, Australijczyk Casey Stoner zdominował zimowe testy, a na torze Losail triumfował w aż czterech z pięciu ostatnich edycji Grand Prix Kataru. Zawodnik zespołu Repsol Honda był także najszybszy we wszystkich treningach wolnych, choć nie korzystał z miękkich opon i wszystko wskazywało na to, że na miękkiej mieszance sięgnie komfortowo po kolejne pole position.

Za kulisami sytuacja nie wyglądała jednak tak różowo. Stoner przez cały weekend zmagał się z ogromnym chatteringiem, czyli wibracjami motocykla podczas hamowania i wejścia w zakręt. Zdaniem niektórych, nowa Honda RC213V jest za sztywna, bo rozwijana jeszcze „pod” ubiegłoroczne opony. Zimą, japoński dostawca ogumienia, Bridgestone, przygotował jednak opony o bardziej miękkiej konstrukcji, a na dodatek w grudniu organizatorzy podnieśli minimalną wagę motocykli z 153 do 157 kilogramów, co dla Hondy i Yamahy było podobno sporą niedogodnością.

Stoner miał problemy - foto Honda

Sam Stoner nie zgadza się z taką teorią, podkreślając, ze za wibracje odpowiada elektronika. Choć w treningach kręcił świetne czasy, Australijczyk intensywnie pracował nad jej ograniczeniem. W pewnym momencie pomiędzy nim a zespołem doszło nawet do dużego spięcia, a 26-latek przyznał, że był rozczarowany zachowaniem mechaników. „Był najszybszy, więc w czym problem?” – pytała ekipa z Cristianem Gabarrinim na czele.

Problem w tym, że Stoner nie czuł się komfortowo na motocyklu i podczas kwalifikacji było to wyraźnie widać. Na miękkich oponach, które pierwszy raz założył dopiero w drugiej połowie kwalifikacji, większa przyczepność powiększyła tylko problem z wibracjami, ale było już zbyt późno, aby cokolwiek z tym zrobić. Sytuację wykorzystał Lorenzo i w imponującym stylu sięgnął pole position. On sam także miał tej zimy bardzo duże problemy z nerwowym oddawaniem mocy na wyjściach z zakrętów, ale Yamaha rzutem na taśmę wyeliminowała je tuż przed pierwszą rundą.

Kiedy jednak rozpoczął się wyścig, wyglądało na to, że wszystko wróciło do normy. Stoner, mimo narzekań z treningów, komfortowo prowadził, choć na ogonie siedzieli mu Lorenzo i Pedrosa. W pierwszej połowie wyścigu Australijczyk miał zdecydowanie najlepsze tempo, regularnie schodząc poniżej bariery jednej minuty i 56 sekund. Lorenzo i Pedrosa byli nieco wolniejsi, ale na dystansie całego wyścigu ich tempo było równiejsze, niż praca szwajcarskiego zegarka. Może i ani razu nie zeszli poniżej 1:56, ale też ani razu nie byli wolniejsi niż 1:56,5, przejeżdżając wszystkie 22 okrążenia z tempem mieszczącym się w pół sekundy.

Stoner odskoczył im co prawda na około dwie sekundy, ale w drugiej połowie wyścigu jego tempo było wyraźnie wolniejsze, spadając w przedział średnich 1:56, a na ostatnich czterech kółkach aż do 1:57. Lorenzo genialnie wykorzystał sytuację, a losy wyścigu rozstrzygnęły się na 19 z 22 okrążeń.

Lorenzo tym razem górą - foto Yamaha

Najpierw Pedrosa wyprzedził Lorenzo i awansował na drugie miejsce na końcu prostej, ale w szóstym zakręcie zawodnik Yamahy odzyskał pozycję i chwilę później, na hamowaniu do ostatniego łuku, wyprzedził Stonera, obejmując prowadzenie. Pedrosa ze Stonerem poradził sobie dopiero dwa okrążenia później, na przedostatnim kółku, ale wówczas było już za późno, aby nawiązać walkę z nowym liderem.

Kiedy Lorenzo z dumą stwierdził na konferencji prasowej po wyścigu, że była to najlepsza wygrana w jego życiu, a kluczem do zwycięstwa było to, że nie poddał się w połowie dystansu, zanim Stoner ‚lekko zwolnił’, Australijczyk głośno się zaśmiał: „Tempo wolniejsze o półtorej sekundy nazywasz lekkim zwolnieniem?” – zapytał retorycznie obrońca tytułu.

Co więc się stało? „Pod koniec wyścigu byłem żałosny podczas hamowania” – szczerze przyznał Australijczyk, dodając, że najzwyczajniej w świecie zdrętwiała mu prawa ręka. Dolegliwość tą zawodnicy nazywają „arm pump”, a lekarze zespołem ciasnoty przedziałów międzypowięziowych. Co to takiego? To niedokrwienie, wywołane „puchnącym” od wysiłku mięśniem przedramienia, uciskającym okoliczne żyły. Jest to powszechnie znany wśród motocyklistów MotoGP problem, zmuszający wielu z nich do poddania się prostemu zabiegowi. Stoner, który z podobnym problemem zmagał się tylko raz, podczas Grand Prix Wielkiej Brytanii 2010, stwierdził jednak, że najpierw spróbuje uporać się z nim znaną sobie i sprawdzoną metodą – której jednak nie chciał zdradzić, zanim pomyśli o operacji.

Skąd w ogóle taki niespodziewany problem? Natychmiast pojawiło się wiele teorii, które Australijczyk obalił jeszcze podczas konferencji prasowej: winny nie był chattering, który podczas wyścigu był znacznie mniejszy, nie jest to także kwestia faktu, iż Stoner ani razu nie przejechał symulacji wyścigu podczas testu i nie wiedział, jak poradzi sobie z długim dystansem. Zdaniem obrońcy tytułu to połączenie charakterystyki toru Losail z faktem, iż w przypadku większej pojemności i masy motocykli, drogi hamowania nieco się wydłużyły, a jazda motocyklem MotoGP stała się bardziej fizyczna. Co prawda nie traktował tego jako wymówkę, ale Stoner przyznał także, że w sobotę założył nowe rękawice, które były nieco za ciasne. Widok mechaników rozciągających, a nawet rozgrzewających rękawice swoich zawodników przed sesjami nie jest niczym nadzwyczajnym, więc może faktycznie coś jest tutaj na rzeczy i nie jest to tylko wymówka.

"Doktor" daleko - foto Ducati

Tak czy inaczej przed Grand Prix Kataru wyglądało na to, że jedyną osobą, która może na torze Losail pokonać Caseya Stonera, będzie właśnie… sam Casey Stoner. Nie pierwszy raz tak się właśnie stało (problemy z nietolerancją laktozy w sezonie 2009) i jeśli problemy z „pompującym przedramieniem” nie zostaną w porę rozwiązane, ten sezon może być dla Australijczyka dużo trudniejszy, niż poprzedni.

Mimo wszystko trzeba przyznać, że Jorge Lorenzo wyśmienicie wykorzystał słabość swojego rywala, przejechał bezbłędny wyścig i raz jeszcze popisał się wyjątkowym kunsztem wyścigowym. 24-letni Hiszpan zaatakował w idealnym momencie, nie dając rywalom z Repsol Hondy żadnej szansy na odpowiedź i sięgnął po zasłużone zwycięstwo.

To właśnie tego wyścigowego kunsztu zabrakło Pedrosie. Trzykrotny mistrz świata nie ukrywa, że walka w grupie i jazda w deszczu to jego słabe punkty, ale mimo wszystko w Katarze zaimponował. Na torze Losail 26-latek pojawił się świeżo po aresztowaniu i zamieszaniu z egzaminem na patent sternika, zmagał się z przeziębieniem i gorączką, upadł w treningu wolnym, a w kwalifikacjach był zupełnie rozbity po problemach technicznych z motocyklem. Sam Dani przyznał, że aż do niedzieli weekend był jedną wielką katastrofą, ale w typowy dla siebie sposób, w wyścigu filigranowy Hiszpan znów wyciągnął asa z rękawa i stanął na podium (pamiętacie jego ubiegłoroczne zwycięstwo w Portugalii tuż po operacji obojczyka?). Dani jest pod presją i będzie w tym roku groźny.

Crutchlow kontra Dovizioso: serial w odcinkach, cz. 1

Szefa zespołu Monster Yamaha Tech 3, Francuza Herve Poncharala, czeka w tym roku wiele nerwowych wyścigów i powrót do czasów, gdy jego podopieczni, Olivier Jacque i Shinya Nakano, do ostatniej rundy walczyli o mistrzostwo klasy 250ccm w roku 2000.

Brytyjczyk Cal Crutchlow i Włoch Andrea Dovizioso prezentują bowiem wyjątkowo wyrównane tempo. Może i nie byli wystarczający szybcy, aby walczyć o zwycięstwo, ale to może się z czasem zmienić. Póki co, obaj są jednak swoimi głównymi rywalami. W Katarze walczyli od startu do mety. Crutchlow czekał, oszczędzając opony, ale zaatakował pod koniec wyścigu i utrzymał Dovizioso za sobą. Co ciekawe, Brytyjczyk startował z pierwszej linii, ale zepsuł start po tym, jak nie mógł dosięgnąć stopą do ziemi po okrążeniu rozgrzewkowym! Wygląda na to, że ten duet dostarczy nam w tym sezonie ogromnych emocji.

 Ciasno w trzeciej grupie

Bardzo ciekawie wyglądała także sytuacja w trzeciej grupie, która walczyła o szóste miejsce, blisko pół minuty za liderami. Imponująco wyścig rozpoczął debiutant, Stefan Bradl, ale problemy z regulacją przedniego hamulca sprawiły, że w drugiej połowie wyścigu aktualnego mistrza świata Moto2 wyprzedzili Nicky Hayden i Alvaro Bautista. Hiszpan miał tej zimy sporo problemów z wyczuciem przodu motocykla i zaliczył kilka wywrotek, także w niedzielnej rozgrzewce, dlatego siódme miejsce jest całkiem niezłym wynikiem, tym bardziej, że to dla niego pierwszy ukończony wyścig od Grand Prix Aragonu. Od całej trójki oczekuje się jednak walki z Dovizioso i Crutchlowem o miejsca tuż za fabrycznymi Yamahami i Hondami.

Dziewiąty był na mecie Hector Barbera, który w treningach był najszybszym zawodnikiem Ducati. Jak przystało na kogoś o przezwisku „chaotyczny Hector”, Barbera w samym wyścigu pojechał jednak nerwowo i popełnił kilka błędów, co w ostatnich latach było także było jego znakiem charakterystycznym. Stąd nowy opiekun i mentor, doświadczony Francesco Guidotti (rok temu opiekował się Biaggim jako manager ekipy Aprilii w World Superbike). Czy pomoże Barberze tak, jak Wilco Zeelenberg pomógł Lorenzo w roku 2010?

Rossi wściekły

Rossi jest wściekły - foto Ducati

Zacznijmy od pozytywów: Tempo Valentino Rossiego było tak równe, jak ścisłej czołówki, a różnice w czasach niemal wszystkich okrążeń mieściły się w pół sekundy. Ostatnie kółko było także o zaledwie 0,009 wolniejsze od najlepszego w wykonaniu Włocha, uzyskanego na dziewiątym okrążeniu. 33-latek pokazał, że nadal potrafi praktycznie bezbłędnie przejechać cały dystans wyścigu.

Niestety, problem polega na tym, że tempo Rossiego było o półtorej sekundy wolniejsze od tempa liderów. Co prawda gdyby nie stracił pięciu sekund po wypchnięciu z toru przez Barberę na szóstym okrążeniu, Włoch mógłby być szósty, bo tyle też czasu stracił ostatecznie do Haydena, ale ani takie pozycje, ani półminutowe straty do liderów, nie są dla 9-krotnego mistrza świata atrakcyjne.

Na mecie Włoch był załamany, podkreślając, że problemy z podsterownością uniemożliwiają mu jazdę w „swoim stylu” i zdziałanie słynnej, „doktorskiej” magii. Po wyścigu Rossi był jednak również sfrustrowany i wściekły na Ducati, które jego zdaniem nie słucha jego wskazówek i podąża własną ścieżką. Desmosedici GP12 jest zupełnie inne niż model GP11, a mimo to problem z podsterownością nie zniknął i nic nie wskazuje na to, aby miało się to zmienić.

Inżynierowie z Bolonii zmienili już ramę (z karbonowej na aluminium), położenie silnika w ramie (z L na V – z przednim blokiem podniesionym ku górze i całością przesuniętą bardziej do tyłu) oraz od nowa napisali cały elektroniczny software, ale powoli kończą się im pomysły. Ostatnim możliwym powodem podsterowności jest duży kąt nachylenia cylindrów, wynoszący 90 stopni (w Hondzie od lat 75). Czy Ducati posunie się aż do takich zmian, czy Valentino Rossi zacznie jednak kompletować sponsorów z nadzieją wystawienia własnej, prywatnej ekipy w sezonie 2013? Honda, ani Yamaha, raczej nie przyjmą go z powrotem do swoich fabrycznych składów, ale Włoch zapowiedział, że nie zamierza kończyć w tym roku kariery. Będzie więc ciekawe, ale chyba dopiero wtedy, gdy Włoch zakończy nieudany romans z Ducati.

Kontrowersje wokół problemów Spiesa

Lorenzo nie miał problemów - foto Yamaha

Ben Spies liczył w miniony weekend na walkę o podium, jednak po dwóch wypadkach w treningach wolnych, Amerykanin był cieniem samego siebie, finiszując na jedenastym miejscu, jako ostatni z kierowców prototypów. Oficjalnym powodem były wibracje – chattering, które z niewyjaśnionych przyczyny pojawiły się dopiero podczas samego wyścigu.

 MotoRmania dowiedziała się jednak nieoficjalnie, że problemem było właśnie uszkodzenie motocykla po dwóch upadkach w treningach, o którym Teksańczyk nie mógł powiedzieć mediom. Półsłówka na odprawie z dziennikarzami: „Mam nadzieję, że w Jerez dostaniemy działające motocykle” – zdradzają jednak frustrację i potwierdzają nasze rewelacje.

CRT czeka na werdykt

Zespoły CRT czeka jeszcze dużo pracy, ale w Katarze było lepiej niż niektórzy myśleli, choć strata nadal była ogromna. Dwunasty na mecie, Colin Edwards na Suterze z silnikiem BMW, na prostych tracił do najwolniejszych prototypów ok. 10-15km/h, a na okrążeniu ok. 2-3 sekundy do Lorenzo, ale biorąc pod uwagę długą prostą i dopiero raczkujący koncept CRT, w kolejnych wyścigach powinno być tylko lepiej. Najwolniejsi zawodnicy na prototypach od jeźdźców CRT byli przez cały weekend średnio o sekundę wolniejsi, ale już w Jerez, podczas zimowych testów, Randy de Puniet stracił do Kareal Abrahama (wycofał się z GP Kataru po problemach z układem hamulcowym) jedynie ułamki sekund. Ciekawe, co będzie, jeśli spadnie deszcz?

W Katarze zaimponowali natomiast Michele Pirro, na zupełnie nowej ramie FTR z silnikiem Hondy CBR1000RR (w testach przejechał zaledwie 500km) oraz najmłodszy w stawce, Danilo Petrucci, korzystający z drogowego silnika Aprilii RCV4 (całkowicie drogowego, bez żadnych przeróbek) i tracący na prostych blisko 50km/h!

Moto2: Genialne zwycięstwo Marqueza

Marc Marquez pauzował aż przez pięć miesięcy z powodu problemów ze wzrokiem wywołanych upadkiem podczas Grand Prix Malezji i wziął udział tylko w jednym, ostatnim przedsezonowym teście. Także w treningach i kwalifikacjach jego tempo było wyraźnie wolniejsze od tempa czołówki, a mimo to Marquez wygrał!

Luthi prowadził po starcie - foto Honda

Ten chłopak jest niesamowity. 19-latek od startu do mety kontrolował sytuację na torze i prostował się na prostych, zamykając gaz, gdy jechał za liderami. Choć wydawało się, że wygra dominujący w treningach Thomas Luthi. Marquez zaatakował Szwajcara na końcu prostej i ostrym manewrem zmusił do ucieczki na pobocze (ostrym, choć czystym, a wina Thomasa jest tutaj taka sama jak Marqueza).

Kiedy już witał się z gąską, Marc stracił prowadzenie po zaskakującym ataku Andrei Iannone na trzy zakręty przed metą. Każdy inny 19-latek z pewnością za wszelką cenę zaatakowałby od wewnętrznej na hamowaniu do ostatniego zakrętu, ale Hiszpan wszedł w ostatni łuk szeroko i objechał Iannone tunelem aerodynamicznym tuż przed metą. Jeśli tak szybki jest dzisiaj, co będzie, gdy już się rozgrzeje?

„Nie spodziewałem się ataku Andrei, ale nie wiedziałem też, gdzie są inni zawodnicy – Marquez powiedział MotoRmanii dzień po wyścigu, podczas ekskluzywnego wywiadu telefonicznego, którego zapis znajdziecie w majowym numerze magazynu. – Byłem zaskoczony, ale wiedziałem, że jeśli wyjdę na prostą tuż za jego plecami, wyprzedzę go przed linią mety.”

Zgodnie z przewidywaniami, rozczarowali zarówno mistrz świata sprzed dwóch lat, Toni Elias, jak i szybki zimą Claudio Corti (zmaga się z wagą wzroku, astygmatyzmem, co mocno utrudnia jazdę przy sztucznym świetle), jednak Andrea Iannone pozytywne zaskoczył na zupełnie nowej maszynie SpeedUp. Pytanie brzmi, jak poradzi sobie z oszczędzaniem opon przy wyższych temperaturach.

Vinales - foto Honda

Frustrację okazał za to Luthi, uderzając Marqueza w bark i pukając się w głowę podczas okrążenia zjazdowego. Owszem, manewr zwycięzcy był ostry, ale takie są w końcu wyścigi. Brak stalowych nerwów może w tym roku zgubić Toma, jednego z najsympatyczniejszych – jak na ironię u boku Marqueza, zawodników w stawce.

Udany debiut Moto3

Nowa kategoria Moto3, w której oglądać możemy czterosuwowe, jednocylindrowe 250-tki, dostarczyła w miniony weekend sporych emocji. Wygrał co prawda, zgodnie z przewidywaniami, Hiszpan Maverick Vinales, od dawna nazywany nowym Marquezem, ale już drugie miejsce, które wywalczył Włoch, Romano Fenati, było sporym zaskoczeniem. Ten 16-latek, ubiegłoroczny mistrz Europy 125ccm, jeszcze wielokrotnie nas w tym roku zaskoczy.

Podobnie jak Ducati w MotoGP, w Moto3 na prostych najszybsze były motocykle KTM, jednak austriackie maszyny w zakrętach nie radzą sobie tak dobrze jak konstrukcje z silnikami Hondy i brytyjską ramą FTR. Sandro Cortese sięgnął po pole position, ale na mecie był dopiero trzeci, ze stratą osiemnastu sekund do zwycięzcy.

Teraz Jerez

Rok temu trzej zwycięzcy Grand Prix Kataru; Nico Terol w 125ccm, Stefan Bradl w Moto2 i Casey Stoner w MotoGP, sięgnęli ostatecznie po mistrzowskie tytuły w swoich klasach. Czy tym razem będzie tak samo? Pewne jest jedynie to, że za trzy tygodnie, podczas Grand Prix Hiszpanii w Jerez de la Frontera, Maverick Vinales, Marc Marquez i Jorge Lorenzo, będą przed własnymi kibicami głównymi faworytami. Oby tylko tym razem ambicje niektórych nie przerosły ich talentu!

Mick
Redaktor naczelny

Redaktor działu sportowego. Kompendium wiedzy o wyścigach motocyklowych. Nie ma sezonu, nie ma klasy i nie ma zawodników, o których Mick chociażby nie słyszał. Odkryje kulisy zarówno WMMP, jak i zakamarki klasy MotoGP. Masz sprawę ? Skontaktuj się. Masz sprawę ? Skontaktuj się:

Materiały premium

czytaj kolejne artykuły