Ten tydzień upłynął pod znakiem bardzo interesujących testów Moto2 i Moto3 w Walencji oraz widowiskowych testów World Superbike w Australii. Oto, co wydarzyło się w ich trakcie:

Po tym, jak tydzień temu w Malezji testowali zawodnicy królewskiej klasy MotoGP, w tym tygodniu z zimowego snu wybudzili się motocykliści mniejszych klas Grand Prix; Moto2 i Moto3, zaliczając w Walencji pierwsze w tym roku, trzydniowe testy.

Moto2 – Dominacja Espargaro, dramat Luthiego

W ich trakcie zespoły Moto2 używały własnych silników. Oficjalne, udostępnione przez organizatorów jednostki napędowe trafią do zawodników dopiero podczas ostatnich testów w Jerez w drugiej połowie marca. Choć większość używała ubiegłorocznych jednostek przygotowanych przez dotychczasowego dostawcę silników z Hondy CBR600RR, firmę Geo Technology, nieoficjalnie mówi się, że kilka osób korzystało z jednostek w specyfikacji Supersport, a kilka z całkowitych „serii”. Trudno jest więc wyciągać zbyt daleko idące wnioski na podstawie samych tylko czasów okrążeń.

Na kilka rzeczy trzeba jednak zwrócić uwagę. Po pierwsze ogromnego pecha miał jeden z faworytów do mistrzowskiego tytułu Moto2, Thomas Luthi. W motocykl Szwajcara wpadł upadający Ratthapark Wilairot, co zakończyło się dla Luthiego skomplikowanym złamaniem prawego ramienia oraz obrażeniami barku. Thomas wraca już do siebie po operacji, na którą natychmiast udał się do rodzinnej Szwajcarii, ale wszystko wskazuje na to, że opuści przynajmniej kilka pierwszych wyścigów sezonu. W takiej sytuacji może już nie być mowy o walce o mistrzostwo.

Testy w Walencji zdominował ubiegłoroczny wicemistrz świata, Pol Espargaro, który przez trzy dni dosiadał swojego motocykla marki Kalex, ale w specyfikacji 2012. Hiszpan chciał najpierw złapać „wyścigowy rytm” po zimowej przerwie, a na nową maszynę wskoczy za kilka dni, podczas rozpoczynających się w poniedziałek, trzydniowych testów w Jerez.

Nowego Kalexa dosiadł za to inny z faworytów, Scott Redding. Postawny Brytyjczyk ma w tym roku spore szanse na walkę w czołówce. Organizatorzy wprowadzili bowiem do Moto2 minimalny limit wagowy motocykla razem z zawodnikiem, wynoszący 215kg. Jak powiedział nam niedawno Scott – wywiad znajdziecie w lutowej MotoRmanii – niewiele to dla niego zmienia, ponieważ nadal będzie o 8-10kg cięższy niż Espargaro czy Luthi, ale z drugiej strony filigranowi zawodnicy, jak Mika Kallio, będą teraz wozić ze sobą aż, bagatela, 10kg balastu. Może to doprowadzić do kilku ciekawych zwrotów akcji.

Namieszać w czołówce Moto2 zamierza z kolei mistrz świata klasy 125ccm sprzed dwóch lat, Hiszpan Nico Terol, który przez trzy dni błyszczał podczas testów w Walencji. Co prawda ten tor Terol zna lepiej, niż jakikolwiek inny w kalendarzu MŚ, ale jego tempo mówiło w Walencji samo za siebie. Zawodnik ekipy Mapfre Aspar testował Sutera w specyfikacji 2013, zachwalając większą sztywność podwozia, poprawiającą trakcję i stabilność podczas hamowania. Czy Terol powalczy w tym roku w ścisłej czołówce?

Póki co czołówka w Walencji była zdominowana przez zawodników na motocyklach Kalex – nie licząc oczywiście Terola i jego zaskakująco szybkiego team-partnera, Jordiego Torresa. Niemiecki Kalex wystawi w tym roku aż 12 maszyn i choć zdaniem niektórych, jak chociażby szefa ekipy Pola Espargaro, Sito Ponsa: to za dużo, to trzeba przyznać, że ilość przekłada się w tym przypadku na jakość.

Takaaki Nakagami, Julian Simon (obaj Italtrans Racing Team), Esteve Rabat i Alex Pons (koledzy Espargaro z ekipy Sito Ponsa) czy właśnie Redding i Kallio (Marc VDS) – wszyscy oni przewijali się przez czołową dziesiątkę i mają szansę na regularną walkę o podia. Mniej szczęścia miał dosiadający Kalexa Marcel Schrotter, który już pierwszego dnia całkowicie zniszczył swój motocykl. Jego kontrakt z zespołem SAG stoi pod znakiem zapytania, ale były mistrz Niemiec i Europy klasy 125ccm już rozmawia podobno z zespołem Thomasa Luthiego i może zastąpić Szwajcara na Suterze w początkowej fazie sezonu.

Do pierwszej dziesiątki pukali też zawodnicy dosiadający włoskiej maszyny Speed up, bazującej po części na znanej z klasy 250ccm, starej, dobrej Aprilii RSW. Alex de Angelis, Mattia Pasini i Simone Corsi (wszyscy NGM Mobile Forward Racing) narzekali jednak na problemy z przodem motocykla, co może mocno utrudnić im w tym roku życie – szczególnie temu pierwszemu, który znany jest z potrzeby idealnego wyczucia przodu.

Bez sensacji radzili sobie debiutanci: ubiegłoroczny mistrz świata Moto3, Niemiec Sandro Cortese (Kalex) oraz Danny Kent i Louis Rossi (obaj na Mistralach zespołu Tech 3). Ostatecznie Cortese był najszybszy z tej trójki, choć i tak daleko w drugiej połowie stawki (zaliczając przy okazji dwie wywrotki).

Moto3 – Kto powstrzyma Vinalesa?

Bardzo ciekawie zapowiada się także tegoroczna rywalizacja w kategorii Moto3, z której w drugim roku istnienia znikają egzotyczni dostawcy motocykli. W stawce pozostają sprawdzone konstrukcje z silnikami KTM, Hondy i Sutera (nowa maszyna zbudowana dla Mahindry), a także dostawcy podwozi tacy jak niemiecki Kalex (dla silników KTM), czy brytyjski FTR i japoński TSR (dla Hondy).

Testy w Walencji zdominował trzeci w tabeli rok temu, Maverick Vinales. Ogromnie utalentowany Hiszpan w sezonie 2012 narzekał na niedobory mocy silnika Hondy, stąd przesiadka na fabryczny motocykl KTM. Podczas testów 17-latek podkreślał, że austriacka maszyna jest dużo mocniejsza, ale producent musi popracować nad podwoziem, które pozostawia nieco do życzenia. Oby tylko tym razem Vinales w geście protestu nie opuścił żadnego wyścigu – w poprzednim sezonie przegapił Grand Prix Malezji z powodu krytyki maszyny i konfliktu z zespołem Blusens Avintia.

Vinales będzie jednak miał w tym roku mocną konkurencję. Aktualny wicemistrz świata, Hiszpan Luis Salom, także przesiada się na fabryczny motocykl KTM (rok temu używał podwozia Kalex) i w ekipie Red Bull KTM Ajo dołączył do Arthura Sissia i Zulfahmiego Khairuddina. Cała trójka powinna być w tym roku szybka, ale to Salom powinien być wyraźnym numerem jeden. W czołówce podczas testów znalazł się także mistrz Hiszpanii klasy 125ccm sprzed dwóch lat, Alex Rins, który także przesiada się w tym roku na maszynę KTM i zapowiada walkę o podia.

Zawodnicy korzystający z austriackich motocykli zachwalali poprawki podwozia względem modelu 2012. Nowy KTM dysponuje podobno lżejszą i sztywniejszą ramą (nadal kratownicową), ale jak pokazuje Vinales, wciąż nie jest ona tak dobra, jak produkt brytyjskiej firmy FTR.

Spore zmiany w swoim podwoziu wprowadziła także niemiecka firma Kalex. Takiej maszyny dosiada m.in. Niemiec Jonas Folger, który w Walencji utrzymywał się w ścisłej czołówce, podkreślając, że nowa rama pozwala na dużo większy zakres modyfikacji ustawień. Choć narzekał trochę na zbyt małą prędkość w zakrętach, Folger będzie z pewnością jednym z czołowych zawodników w tym sezonie.

W pogoni za poprawioną aerodynamiką także owiewki Kalexa zostały mocno zmienione. Są teraz wyraźnie większe. Podobnie jest w przypadku podwozia FTR, z którego korzystają m.in. zawodnicy zespołu Gresini: Niccolo Antonelli i Lorenzo Baldassarri oraz duet Racing Team Germany, Jack Miller i John McPhee. To właśnie ostatni z nich był niespodziewanie najszybszym zawodnikiem FTR podczas testów, chociaż nieźle radził sobie także Romano Fenati, uznawany za nadzieję włoskich wyścigów.

Testy w Walencji były także oficjalnym debiutem nowej Mahindry, zbudowanej dla Hindusów przez doświadczonego Szwajcara, Eskila Sutera. Co prawda Efren Vazquez i Miguel Oliveira spędzili sporo czasu w garażu z powodu licznych problemów technicznych, ale teraz może być już tylko lepiej. Mamy przeczucie, że Mahindra nas w tym roku zaskoczy.

Zaskakiwała za to już w Walencji pierwsza kobieta w Moto3 i koleżanka zespołowa Vinalesa, Ana Carrasco. 15-latka nie dysponuje co prawda motocyklem KTM w fabrycznej specyfikacji, ale mimo wszystko często ocierała się o pierwszą dziesiątkę.

Rozczarowywał z kolei Holender o polskich korzeniach, Jasper Iwema, który przesiadł się w tym roku na konkurencyjnego Kalexa ekipy RW Racing, ale rzadko pojawiał się w Walencji w pierwszej dwudziestce. Wyraźnie szybszy był od niego zespołowy kolega, Czech Jakub Kornfeil, ale dajmy Iwemie nieco więcej czasu.

Dokładne czasy i analizy przejazdów z testów Moto2 i Moto3 znajdziecie TUTAJ i TUTAJ, ale póki co przykładanie do nich zbyt dużej uwagi nie ma większego sensu. Kolejne testy tych dwóch klas rozpoczną się w poniedziałek w Jerez. Dopiero podczas drugiej wizyty w Andaluzji, w drugiej połowie marca, zawodnicy Moto2 otrzymają od Dorny oficjalne silniki.

World Superbike – Festiwal wywrotek w Australii

Już tylko tydzień dzieli nas od pierwszej rundy World Superbike w Australii. Zawodnicy już pojawili się na torze Phillip Island, na którym dzisiaj zakończyły się pierwsze – prywatne – dwudniowe testy. W poniedziałek i wtorek kolejne dwa dni jazdy – tym razem w ramach oficjalnych testów.

Czas ten przyda się zawodnikom, którzy póki co nie mogą zbyt ciepło wypowiadać się o wylanym niedawno na Phillip Island, nowym asfalcie. Dwudniowe, prywatne testy zamieniły się w festiwal wywrotek, zakończony imponującej wysokości fakturami za uszkodzone/zniszczone/spalone części i motocykle, a także długą kolejką do izby przyjęć miejscowego szpitala.

Jeden z faworytów, Carlos Checa, w ogóle nie wyjechał na tor na swoim nowym Ducati Panigale. Mistrz świata sprzed dwóch lat trafił do Australii z zatruciem pokarmowym, które zakończyło się przymusową wizytą w szpitalu. W sumie Carlos miał szczęście – przynajmniej dzisiaj nie musi zmagać się z kontuzją. Na sąsiednim łóżku dzień później wylądował kolega Hiszpana z belgijskiego zespołu Alstare Ducati, Ayrton Badovini, u którego po wywrotce podejrzewano złamanie żebra. Włoch, triumfator pucharu Superstock 1000 sprzed dwóch lat, na szczęście nie nabawił się poważniejszej kontuzji, ale jego Ducati miało mniej szczęścia. Maszyna niemal doszczętnie spłonęła po widowiskowej glebie w zakręcie Luckey Heights. Obaj zawodnicy wezmą jednak udział w rozpoczynających się w poniedziałek, dwudniowych, oficjalnych testach.

Na liście „całkowicie zgruzowanych” znalazło się także FIXI Crescent Suzuki Francuza Julesa Cluzela, który pierwszego dnia testów dwukrotnie przewracał się w szybkim, ostatnim zakręcie. Druga wywrotka zakończyła się kasacją GSX-Ra z silnikiem Yoshimury oraz rozcięciem łokcia, który wymagał zszycia, eliminując debiutującego w World Superbike, ubiegłorocznego wicemistrza świata Supersportów z drugiego dnia jazd.

Lewy nadgarstek złamał także główny faworyt do tytułu, Tom Sykes, który rok temu o pół punktu przegrał mistrzowski pojedynek z Maxem Biaggim. Zawodnik Kawasaki przyziemił boleśnie pierwszego dnia testów – po przejechaniu zaledwie dziesięciu okrążeń, ale złamanie nie jest skomplikowane i nie powinno przeszkodzić mu w powrocie na tor. Sykes nie musi przynajmniej martwić się Biaggim. Włoch zakończył wyścigową karierę i w Australii pojawi się za tydzień w zupełnie innej roli – komentatora włoskiej telewizji. Wywrotka i ból pleców ograniczyły także program testowy drugiego zawodnika Kawasaki, Francuza Loris Baza.

Najszybszy zawodnik testów, Leon Camier, także całkowicie zniszczył swoje Suzuki. Póki co dwa dni w Australii już kosztowały ekipę FIXI Crescent Suzuki aż… ćwierć miliona złotych!

Skąd tyle wywrotek? Wszystko przez zupełnie nowy asfalt, który wciąż musi się jeszcze „ułożyć”. Póki co – jak każda nowa nawierzchnia – momentalnie niszczy ogumienie, ale sytuacja powinna poprawić się do wyścigowego weekendu, choć i tak może być ciekawie. O ile zgadzamy się z nowym szefem WSBK, Javierem Alonso, który powiedział niedawno MotoRmanii, że dwa testy przed rundą w Australii to „głupota”, o tyle tym razem przydadzą się one aby „rozjeździć” asfalt przed samymi wyścigami.

Są jednak pozytywy. O ile czasy okrążeń nie były zbyt istotne – w końcu charakterystyka asfaltu powinna się jeszcze wyraźnie zmienić – o tyle cieszy nas fakt, że w jednej sekundzie mieściło się na okrążeniu aż dziesięciu zawodników. Pierwsza piątka, rozdzielona przez zaledwie pół sekundy, to po dwóch dniach: Camier, Sylvain Guintoli (Aprilia), Jonathan Rea (Honda, także leżał), Marco Melandri (BMW, obolały po niedawnej kontuzji barku) i Eugene Laverty (Aprilia). To jak zwykle zapowiada w World Superbike zaciętą walkę. Pierwsze wyścigi już w niedzielę, 24. lutego.