Już tylko dni dzielą nas od Grand Prix Kataru i startu tegorocznej rywalizacji MotoGP w nowej formie, z większymi silnikami i maszynami CRT w stawce. Wygląda jednak na to, że to dopiero początek zmian, a prawdziwe niespodzianki czekają nas w roku 2013.

MotoGP już od dłuższego czasu walczy z trudną sytuacją i rosnącymi kosztami startów w królewskiej klasie, które w połączeniu z kryzysem ekonomicznym, doprowadziły do zmniejszenia się ilości zawodników.

Stefan Bradl - foto Honda

W tym roku nie tylko ponownie zobaczymy więc większe jednostki napędowe w motocyklach prototypowych, których pojemność wzrosła z 800 do 1000ccm, ale także zupełnie nowe maszyny CRT z drogowymi silnikami.

To jednak dopiero początek poważnych zmian i modyfikacji, które zobaczymy najprawdopodobniej w roku 2013. Już kilka miesięcy temu Carmelo Ezpeleta, szef organizującej MotoGP firmy Dorna Sports, zaproponował producentom startującym w królewskiej klasie wprowadzenie limitu obrotów, identycznego dla wszystkich ECU, a w ostateczności całkowitą rezygnację z prototypów.

Po serii spotkań podczas zimowych testów w Malezji i hiszpańskim Jerez de la Frontera, organizatorom i producentom wciąż nie udało się co prawda dojść do porozumienia, jednak wygląda na to, że Dorna zamierza za wszelką ceną przeforsować kilka kluczowych zmian.

Najważniejszą z nich będzie redukcja kosztu wypożyczenia prototypowego motocykla na sezon. Obecnie prywatne ekipy płacą około trzech milionów Euro za wypożyczenie dwóch maszyn dla jednego zawodnika. W przyszłym roku maksymalna stawka ma wynieść zaledwie milion Euro.

Niemal przesądzone jest także ograniczenie każdego zawodnika do jednego motocykla (obecnie każdy zawodnik MotoGP może używać dwóch maszyn). Podobne przepisy funkcjonują już w klasach Moto2 i Moto3, a wprowadzenie ich w kategoriach Supersport i Superbike, pozwoliło zespołom na wystawienie większej ilości startujących. Organizatorzy zamierzają także ograniczyć liczbę mechaników i ograniczyć obroty silników do ok. 14-15 tys..

Wszystko to miałoby idealny sens. Dzisiaj każdy z trzech producentów (Honda, Yamaha, Ducati) dla czterech swoich zawodników przygotowuje łącznie osiem maszyn, co daje razem 24 motocykle. Gdyby ograniczyć każdego zawodnika do jednego motocykla, producenci mogliby wystawić aż po osiem motocykli, czyli razem aż 24 maszyny, a wtedy koncepcja CRT w ogóle nie byłaby potrzebna. Pracę przy obsłudze dodatkowych zawodników znaleźliby z pewnością zwolnieni z powodu ograniczeń mechanicy i wszyscy byliby szczęśliwi.

Niestety, wygląda na to, że producenci będą mogli wypożyczyć tylko po dwa motocykle zespołom prywatnym, co wydaje się dużym strzałem w stopę. Ograniczenie ilości wypożyczanych motocykli jest podobno konieczne i ma wpłynąć na zmniejszenie budżetów producentów, którzy obecnie wydają ok. 30-40 milionów Euro rocznie na rozwój i budowę swoich prototypów. Organizatorzy chcieliby zmniejszyć koszty techniczne o połowę, jednak znów za bardzo idąc na rękę producentom – tak jak to było w przypadku wprowadzeniu silników o pojemności 800ccm w 2007 roku – mogą wyrządzić więcej szkody niż pożytku MotoGP.

James Ellison - foto PBMUK

Zapytany o możliwość wprowadzenia limitu jednego motocykla na zawodnika w MotoGP, wracający do królewskiej klasy w barwach zespołu CRT, PBMUK, Brytyjczyk James Ellison, powiedział MotoRmanii krótko: „Ten pomysł jest do kitu!”.

Na szczęście ostateczne decyzje jeszcze nie zapadły, a kolejna runda rozmów pomiędzy Dorną i producentami, ma odbyć się w najbliższy weekend, podczas Grand Prix Kataru. Być może skończy się tylko na ograniczeniu obrotów?

Ekskluzywny wywiad z Jamesem Ellisonem przeczytacie już niedługo. Tymczasem o wszystkich zmianach i modyfikacjach przepisów MotoGP na sezon 2012, dowiedzie się z naszej obszernej zapowiedzi tegorocznej rywalizacji w kwietniowym numerze MotoRmanii, który właśnie trafił do kiosków.