WSBK Imola: Podsumowanie
Mick
2 kwietnia 2012

Podwójne zwycięstwo obrońcy tytułu, imponujące tempo Kawasaki i najlepszy weekend w historii startów BMW w World Superbike, to tylko najważniejsze fakty z weekendu na Imoli, u boku problemów z oponami czy kontrowersyjnej szykany. Czas na dokładne podsumowanie włoskiej rundy.

Checa poza zasięgiem

Carlos Checa jest na fali i nie ma do co tego najmniejszych wątpliwości. Broniący tytułu Hiszpan wygrał trzy z czterech dotychczasowych wyścigów i gdyby nie upadek w pierwszym starcie w Australii, z pewnością dzisiaj miałby na koncie komplet finiszów na podium.

Carlos Checa - foto Althea Racing

Podopieczny włoskiej ekipy Althea Racing pokazał na Imoli bardzo dojrzałą i charakterystyczną dla mistrza jazdę. Mimo niskiej temperatury panującej w niedzielę, Checa postanowił wystartować na twardych oponach i choć oznaczało to problemy na początkowych okrążeniach, pozwoliło mu również błyszczeć na finiszu.

Przez sporą część obu wyścigów prowadził startujący z pole position Brytyjczyk, Tom Sykes na Kawasaki, a w drugim starciu odskoczył nawet rywalom na 2,5 sekundy i wyglądało na to, że odniesie komfortowe zwycięstwo. Wtedy Checa jakby obudził się ze snu, w mgnieniu oka poradził sobie z Biaggim i Haslamem, a pięć kółek później był już gotowy do wyprzedzenia lidera.

Tempo Hiszpana jest w tym roku naprawdę porażające i tym bardziej imponujące, że przecież Ducati jest w sezonie 2012 aż o sześć kilogramów cięższe, niż rok temu. Wszystko to z powodu narzekań konkurencji, zdaniem której motocykle dwucylindrowe mają w World Superbike zbyt dużą przewagę.

Szef zespołu Althea, Genesio Bevilaqua, zasugerował nawet, że świetna jazda Carlosa może przysporzyć zespołowi… problemów! „To fantastyczny wynik, ale jesteśmy zmartwieni perspektywą kolejnego podniesienia minimalnej wagi i modyfikacji zwężek we wlotach powietrza” – powiedział Włoch po niedzielnych wyścigach. Czy Checa będzie zmuszony już niedługo ścigać się z dodatkowym balastem? Czas pokaże, ale chyba tylko może powstrzymać go przed kolejnymi zwycięstwami.

Kawasaki podnosi poprzeczkę

Japoński producent podziękował w zeszłym roku za współpracę brytyjskiej ekipie Paula Birda i w tym sezonie własnoręcznie wystawia swój fabryczny zespół, inwestując w projekt spore pieniądze zaoszczędzone dzięki wycofaniu się z MotoGP pod koniec 2008 roku.

Efekty widać jak na dłoni. Brytyjczyk Tom Sykes w obu rundach sięgał po Superpole i wszystkie wyścigi kończył w pierwszej czwórce, trzy razy stając na podium. Kawasaki wciąż zbyt ostro obchodzi się z oponami, przez co „Grinner” traci tempo pod koniec dystansu, ale Japończykom udało się rozwiązać lub poprawić, wiele mocno doskwierających im rok temu kwestii, dzięki czemu ZX-10R stało się naprawdę konkurencyjne. I to nie koniec! Spodziewajcie się dalszych postępów i kolejnych, po mokrym triumfie na Nurburgringu rok temu, zwycięstw Sykesa!

Najlepszy weekend BMW

Runda na Imoli była najlepszym weekend w historii czteroletnich startów BMW w World Superbike. Nie tylko Leon Haslam po raz pierwszy wywalczył dla niemieckiej marki podium w obu wyścigach jednego dnia, ale także razem z Marco Melandrim sięgnęli dla BMW w jeden weekend po więcej punktów niż kiedykolwiek wcześniej.

Melandri i Haslam - foto BMW

Haslam zasługuje na szczególne uznanie, bo przecież zaledwie pięć tygodni temu złamał kostkę i tuż przed wyścigami w Australii przeszedł skomplikowaną operację. Brytyjczyk wciąż nie jest w pełni sprawny, ale podkreśla, że w Assen wszystko będzie już w porządku, a to chyba nie jest dobra wiadomość dla rywali.

Marco Melandri tymczasem nieco rozczarował przed własną publicznością. Faktem jest, że miał spore problemy techniczne ze skrzynią biegów, ale Włoch od początku sezonu nie może dogadać się z przodem swojego BMW. Były mistrz świata klasy 250ccm to spory talent, co udowodnił chociażby rok temu, sięgając po wicemistrzostwo w barwach Yamahy.

Melandri, podobnie jak jego słynny rodak, Valentino Rossi, ma jednak pewien problem: Jeśli motocykl nie odpowiada jego stylowi jazdy (na dodatek w tym przypadku bardzo specyficznemu, także z uwagi na niewielki wzrost), Włochowi bardzo trudno jest dopasować się do maszyny. Tak było z Hondą na oponach Bridgestone i Ducati w MotoGP. Sytuacja zaczyna wyglądać niepokojąco podobnie także w tym roku.

Aprilia poniżej oczekiwań

Od kiedy organizatorzy zabronili Aprilii używania kitowego systemu rozrządu w połowie poprzedniego sezonu, motocykle z Noale wyraźnie straciły parę w gwizdku. Jakby tego było mało, Włosi narzekają, że firma Pirelli na kolejne rundy dobiera opony w sposób, który faworyzuje Ducati.

Czy to tylko wymówki, czy faktycznie coś poważniejszego jest tutaj na rzeczy? Można zrozumieć relatywnie średnią jazdę Eugene’a Laverty, który wciąż dochodzi do siebie po poważniej kontuzji z pierwszej rundy, ale Max Biaggi na Imoli wyraźnie rozczarował, kończąc oba wyścigi na czwartej pozycji.

Przecież jeszcze nie tak dawno temu, podczas drugiego wyścigu w Australii, Włoch przebił się z samego końca stawki, po wyjeździe poza tor na pierwszym okrążeniu, na świetne drugie miejsce. Wielu mówiło wtedy, że Aprilia RSV4 jest tak zaawansowana, że bardziej niż do Superbike’ów, nadaje się do MotoGP (gdzie zresztą wystartuje w tym roku jako CRT). Sęk w tym, że motocykl trzeba jeszcze odpowiednio ustawić i tutaj pojawia się problem.

Eugene Laverty - foto Aprilia

Zimą Max Biaggi został na lodzie. Jego mechanicy, kierowani przez genialnego Giovanni Sandiego, z którym Max pracował jeszcze w klasie 250ccm pod koniec lat 90’tych, przed sezonem opuścili Aprilię i przeszli do zespołu Ioda, startującego w MotoGP. Namówił ich do tego sam Giampiero Sacchi, były, wieloletni szef sportowy grupy Piaggi – a więc ich były pracodawca.

Co zrobiła Aprilia? Do pracy z Biaggim ściągnęła doskonale znanych sobie mechaników, który zostali bez etatu w zespole Fausto Gresiniego po tragicznej śmierci Marco Simoncelliego. Najwyraźniej nowy skład musi jeszcze odpowiednio się zgrać, ponieważ Aprilia ma potencjał, aby regularnie walczyć o zwycięstwa. Jeśli Max w porę nie weźmie się w garść, w pełni wyleczony Laverty może nieźle zajść mu za skórę!

Rozczarowania

Na Imoli nie brakowało także negatywnych niespodzianek. Honda, która dzięki Jonathanowi Rea wygrała tutaj jeden z wyścigów rok temu, tym razem zupełnie nie liczyła się w czołówce. Kuzynów Ten Kate czeka więc jeszcze sporo pracy. Zadania nie ułatwia fatalnie radzący sobie Hiroshi Aoyama. Kiedy sięgnął po mistrzostwo 250ccm na wolnej, dwusuwowej Hondzie, zaskarbił sobie sympatię i szacunek wielu, także w HRC, jednak po dwóch słabych sezonach w MotoGP i mizernym debiucie w World Superbike, wiele wskazuje na to, że trudno mu będzie odnaleźć się na czterosuwie.

John Hopkins - foto Suzuki

Na więcej z pewnością liczyli także fani Suzuki. Niestety, zespół Paula Denninga ma spore problemy z niedoborem mocy jednostek napędowych przygotowanych przez japońską Yoshimurę. Jakby tego było mało, John Hopkins wciąż dochodzi do siebie po kontuzji ręki z Australii, a w pierwszym wyścigu Leon Camier upadł już w drugiej szykanie. Oby były to tylko złe dobrego początki, ponieważ ta ekipa ma ogromny potencjał… a już niedługo mają także dostać mocniejsze silniki.

Niektórzy z pewnością mogą także czuć się rozczarowani dość słabym debiutem aktualnego mistrza świata Supersportów, Chaza Daviesa, który póki co ma na swoim koncie tylko dwa punkty. Daviesa znam od lat i początków jego międzynarodowej kariery i naprawdę wierzę, że ma duży talent. Niestety, póki co nie może nam tego pokazać, a wszystko to z powodu kontuzji nadgarstka z Australii. Sam jego start na Imoli był dla niektórych sporym zaskoczeniem, dlatego dajmy mu nieco więcej czasu, a z pewnością w tym roku zaimponuje. Tym bardziej, że w obu wyścigach wyjechał z toru (w pierwszym po uderzeniu w motocykl Sylvaina Guintoliego, w drugim w słynnej, ostatniej szykanie, więcej o tym miejscu za chwilę) i miał mnóstwo problemów technicznych.

Zamieszanie w Supersportach

Podobnie jak w klasie Superbike, także w Supersportach Kawasaki postanowiło przeprowadzić ostrą ofensywę i zebrało w tym celu imponujący skład. Niestety, zwycięzca z Australii i dwukrotny mistrz serii, Turek Kenan Sofuoglu, mimo świetnego tempa, popełnił błąd w szykanie i ostatecznie został zdyskwalifikowany.

Narzucający tempo przez cały weekend, Sheridan Morais, także najpierw ściął ostatnią szykanę, a następnie w niej upadł, zostawiając losy zwycięstwa w rękach Francuza Fabiena Foret i najszybszego w kwalifikacjach, Brytyjczyka Sama Lowesa. Na Imoli podopieczny Bogdanki nie miał już najmniejszych problemów z oponami, ale choć zyskiwał czas podczas hamowania, mocniejsze Kawasaki Foreta ewidentnie odskakiwało na prostych, szczególnie tej prowadzącej pod górkę za nawrotem Tosa.

Fabien Foret - foto Infront

Wygląda na to, że w tym roku czeka nas w Supersportach zacięta walka pomiędzy Hondą i Kawasaki, ale choć Sofuoglu tym razem nie zdobył punktów, Turek będzie bardzo groźny. We Włoszech startował z kontuzją kolana.

Kenan był także jednym z wielu zawodników, których ukarano bądź zdyskwalifikowano za przecięcie ostatniej szykany. Podobny los spotkał Mathew Scholtza z Bogdanki. O co chodzi? Organizatorzy uznali, że w przypadku ścięcia szykany, należy zatrzymać się na końcu drogi serwisowej prowadzącej na prostą startową i dopiero wówczas wrócić na tor. W ferworze walki niektórzy zapomnieli o przymusowym postoju, chociaż decyzja organizatorów nie ma chyba większego sensu – zarówno Sofuoglu, jak i Scholtz, po swoim błędzie stracili kilka pozycji, więc ścięciem szykany nie zyskali absolutnie nic.

Jeszcze mniej szczęścia miał Broc Parkes, który już po kilku okrążeniach zjechał na aleję serwisową aby zmienić wadliwą, tylną oponę. Na nowej gumie, chwilę później Australijczyk był najszybszym zawodnikiem na torze i bez problemu, z okrążeniem straty, dojechał do mety. Szef zespołu, Ronald Ten Kate, nie krył wściekłości: „To już kolejny raz, po Australii, kiedy mamy problem z teoretycznie identycznymi oponami. Sobota nie była istotna, bo wiedzieliśmy, że mamy tempo wyścigowe, ale to, co stało się w niedzielę, kosztowało nas wyścig. Nie tak powinno wyglądać równe ściganie.”

Za nami dopiero dwie z czternastu rund MŚ, a gorąco robi się już nie tylko na torze, ale także za kulisami. Trzecia runda za trzy tygodnie w Assen, znanym powszechnie jako bastion Ten Kate. Czy Rea i Parkes wynagrodzą swojemu szefowi pechowy weekend z Imoli? Dowiemy się niedługo!

Mick
Redaktor naczelny

Redaktor działu sportowego. Kompendium wiedzy o wyścigach motocyklowych. Nie ma sezonu, nie ma klasy i nie ma zawodników, o których Mick chociażby nie słyszał. Odkryje kulisy zarówno WMMP, jak i zakamarki klasy MotoGP. Masz sprawę ? Skontaktuj się. Masz sprawę ? Skontaktuj się:

Materiały premium

czytaj kolejne artykuły