Co dalej z Ducati w MotoGP? Vinales, Miller, a może… Lorenzo?
Mick
5 stycznia 2020

Choć na papierze ma za sobą całkiem udany sezon 2019, Ducati doskonale wie, że musi zrobić coś więcej, aby wreszcie ponownie sięgnąć po mistrzowski tytuł w klasyfikacji producentów. Jakie opcje mają Włosi? Czas na dokładną analizę:

Najpierw zła wiadomość; jeśli chodzi o sezon 2020 to ekipa z Borgo Panigale pod Bolonią ma związane ręce. Kontrakty z ubiegłorocznymi zawodnikami są ważne jeszcze przez najbliższe dwanaście miesięcy, dlatego pod tym względem nic nie da się zrobić. Ale czy aby na pewno trzeba?

Andrea Dovizioso ma za sobą solidny sezon. Już trzeci z rzędu zakończony z tytułem wicemistrza świata. Co prawda nigdy wcześniej, przez dwanaście lat w MotoGP, Dovi nie zdobył tylu punktów co w ubiegłym roku, ale z drugiej strony nigdy wcześniej jego strata punktowa do ostatecznego mistrza nie była tak duża. Owszem, wyrównał swój rekord dziewięciu finiszów na podium, ale tylko dwukrotnie stawał na jego najwyższym stopniu. A wszystko to, choć nie musiał już walczyć o status numeru jeden w garażu Ducati z trudnym Jorge Lorenzo, bo u boku nieco rozczarowującego Danilo Petrucciego – o nim za chwilę – był wyraźnym liderem.

Ktoś mógłby powiedzieć, że w wieku 33 lat Dovizioso najlepsze lata ma już za sobą i niestety może w tym być nieco prawdy. Od inauguracji cyklu Grand Prix w 1949 roku w królewskiej klasie tytuł mistrzowski po trzydziestce wywalczyło tylko dziewięciu zawodników. Jako ostatni zrobił to, w wieku 30 lat, Valentino Rossi w 2009 roku. Wcześniej Mick Doohan, jako 33-latek, w 1998 roku! Gdyby urodzony w marcu Dovi zrobił to w tym sezonie, w wieku 34 lat awansowałby na trzecie miejsce w tym niezbyt chyba prestiżowym rankingu, wyprzedzając właśnie Doohana, a ustępując mistrzowi z 1949 roku, Leslie Grahamowi (37 lat w momencie sięgnięcia po tytuł) i mistrzowi z 1974 roku, Philowi Readowi (35 lat). Jednocześnie zostałby dopiero drugim mistrzem ery MotoGP po trzydziestce, a do tego najstarszym.

Nie oszukujmy się więc. Statystyki przemawiają zdecydowanie na niekorzyść Andrei. Tym bardziej, że obrońca tytułu i sześciokrotny mistrz MotoGP, Marc Marquez jest w szczytowej formie i ma zaledwie 26 lat.

Oczywiście Ducati z pewnością doceni doświadczenie Dovizoso oraz jego wyjątkowo agresywny styl jazdy i późne hamowania, tak idealnie dostosowane do charakterystyki modelu Desmosedici. Andrea może więc po cichu liczyć na kolejną, nawet dwuletnią umowę z włoską marką, ale na status – nawet jeśli nieformalny – lidera ekipy już raczej nie.

Petrucci i Dovizioso – solidnie, ale czy wybitnie? – Foto: Ducati

Tym sposobem przechodzimy do zespołowego kolegi i rodaka byłego mistrza świata klasy 125, Danilo Petrucciego. Jego historia to klasyczny przypadek drogi „od zera do bohatera”. „Petrux” spędził trzy lata jeżdżąc największymi rzęchami w historii MotoGP, ale otworzyło mu to drzwi do satelickiej ekipy Ducati. Cztery lata w barwach zespołu Pramac pozwoliły mu pokazać swój potencjał i poświęcenie. Dwa ostatnie kończył na ósmym miejscu w klasyfikacji generalnej, w sumie pięć razy stając na podium. Po drodze zrzucił kilkanaście kilogramów, choć nie można było o nim powiedzieć, że jest otyły. Wszystko po to, aby jak najlepiej radzić sobie ze zużyciem tylnej opony.

Gdy Jorge Lorenzo postanowił przejść do Repsol Hondy, szefowie Ducati docenili lojalność i ciężką pracę Petruxa. Choć zapłacili mu podobno nieco urągającą nawet prywatnemu zawodnikowi pensję wynoszącą trzysta tysięcy euro rocznie, to jednak awansowali sympatycznego Włocha do fabrycznego garażu.

W pewnym momencie wydawało się, że okazało się to strzałem w dziesiątkę. Petrucci zapisał się w historii, spektakularnie wygrywając przed własnymi kibicami Grand Prix Włoch na Mugello, czym praktycznie zapewnił sobie przedłużenie umowy na kolejny sezon. W połowie sezonu był nawet trzeci w tabeli, ze stratą kilku punktów do Doviego i zapowiadał ostrą walkę z zespołowym kolegą o tytuł wicemistrza. Później jednak mocno się pogubił i ostatecznie zakończył sezon na szóstym miejscu, a poza zwycięstwem w Mugello tylko dwa razy stanął jeszcze na trzecim stopniu podium.

Niby to nadal nieźle, ale tylko trochę lepiej niż przez dwa poprzednie lata w barwach Pramaca. Pokonanie Valentino Rossiego i praktycznie fabrycznego zawodnika Ducati (choć w Pramacu) Jacka Millera, to marna pociecha, bo Danilo znalazł się za prywatnym debiutantem z Yamahy, Fabio Quartararo oraz Alexem Rinsem na Suzuki, które w końcu w klasyfikacji producentów straciło do Ducati aż 84 oczka.

Więc jeszcze raz; niby nieźle, ale to jednak za mało jak na fabrycznego zawodnika Ducati, dlatego już od dłuższego czasu mówi się, że ten sezon może być dla Petruxa ostatnim, nie tylko w Ducati, ale także w MotoGP. Być może Włosi będą chcieli przenieść go do swojej ekipy w World Superbike, choć Danilo nadal ma jeszcze kilka wyścigów na to, aby udowodnić swoją wartość.

Jakie plany na 2021?

Co więc zrobi Ducati? Losy fabrycznych składów na sezon 2021 powinny rozstrzygnąć się jeszcze przed wakacyjną przerwą, dlatego zawodnicy mają tylko kilka wyścigów na to, aby pokazać na co ich stać. Nie jest tajemnicą, że Ducati marzy o ściągnięciu w swoje szeregi obrońcy tytułu, Marca Marqueza. W połowie ubiegłego roku plotkowano nawet, że Włosi złożyli ofertę obu braciom, chcąc skusić ich perspektywą rodzinnego „dream teamu”. Teraz wiemy już, że taki powstanie, ale w barwach Repsol Hondy. Wydaje się także, że Marc nie zamierza opuszczać HRC przynajmniej do czasu pobicia rekordu Valentino Rossiego i sięgnięcia po osiem tytułów w królewskiej klasie. To by oznaczało, że na lata 2021-2022 zostanie tam, gdzie jest.

Tym sposobem na pole position wysuwa się Maverick Vinales, któremu podobno mocno brakuje powietrza w garażu Yamahy. Jakby tego było mało, jego pozycję może tam podkopać imponujący Fabio Quartararo, a z drugiej strony ciężko będzie o status wyraźnego numeru jeden u boku Valentino Rossiego, jeśli Włoch zdecyduje się pozostać w MotoGP. Rozwiązaniem na wszystkie te bolączki byłoby właśnie przejście do Ducati. Tym bardziej, że lubiące agresywną jazdę Desmosedici powinno dużo bardziej odpowiadać stylowi Vinalesa niż Yamaha. Naszym zdaniem właśnie taki scenariusz; przejście Mavericka do Ducati na lata 2021-2022, jest najbardziej prawdopodobny, ale czy są inne?

Oczywiście, tym bardziej, że kontrakty kończą się praktycznie wszystkim. Może jednak Ducati skusi w swoje szeregi medialnego Quartararo, a może na Desmosedici w barwach Avintii świetnie odnajdzie się Johann Zarco? Wreszcie, może ultimatum postawi wreszcie Włochom Jack Miller? To także realna opcja. Duet Vinales – Miller byłby strzałem w dziesiątkę. Tym bardziej, że Hiszpan i Australijczyk to dobrzy koledzy. Przez pewien czas mieszkali wspólnie w padoku w jednej przyczepie, a ich managerem był Aki Ajo, więc kto wie…

Miller nie tylko „ma papiery” na taki awans jeśli chodzi o wyniki, ale także byłby świetnym ruchem marketingowym. W końcu to właśnie inny Australijczyk, Casey Stoner, przyniósł Ducati ich największe do tej pory sukcesy w MotoGP i jedyny mistrzowski tytuł. Co więcej, Jack ma teraz w rękawie mocną kartę. W końcu w połowie 2019 roku odrzucił ofertę KTM-a i postanowił być lojalny wobec Ducati i Pramaca. Gdy przyjdzie czas, by usiąść do rozmów, Jackass może to Włochom wypomnieć.

Lorenzo może wrócić na Ducati? Może!

Sęk w tym, że Miller sam nie stracił wówczas niemal miejsca na rzecz Jorge Lorenzo, który był gotowy startować nawet i w Pramacu, byleby ponownie wsiąść na Desmosedici. Hiszpan może okazać się czarnym koniem kontraktowych przepychanek. Co prawda niedawno oficjalnie zakończył karierę, ale kilka dni później przyznał, że do decyzja na 95%. Do objęcia roli kierowcy testowego Lorenzo namawia nie tylko Yamaha, ale i Ducati. Taki krok byłby z pewnością dla Hiszpana przymiarką do ewentualnego powrotu do stawki w 2021.

Jeśli do tego czasu Valentino Rossi zdecydowałby się zakończyć karierę, to powrót do Yamahy wydaje się strzałem w dziesiątkę. Coś nam jednak mówi, że ego – a raczej sportowa ambicja – skłoniłoby raczej Lorenzo po spróbowania sięgnięcia po tytuł w barwach Ducati. Wtedy to raczej według jego preferencji dobrano by drugiego zawodnika i chyba nie byłby to Jack Miller. Panowie nie przepadają za sobą po wspomnianej już, letniej przepychance kontraktowej. W takiej sytuacji dwa razy nad przejściem do Ducati zastanowiłby się chyba również Vinales, a i Dovizioso zapewne nie byłby zachwycony powtórką z sezonów 2017-2018, podczas których kilka razy ostro darli z Jorge koty. Dobór drugiego zawodnika byłby wówczas wyjątkowo ciekawą perspektywą.

Co więc zrobi Ducati? Dzisiaj trudno powiedzieć, czy Włosi postawią na Vinalesa, Millera czy Lorenzo, ale jedno wydaje się pewne.  Do garażu „czerwonych” zawitają zmiany, a Dovizioso i Petrucci nie mogą spać spokojnie…

Mick
Redaktor naczelny

Redaktor działu sportowego. Kompendium wiedzy o wyścigach motocyklowych. Nie ma sezonu, nie ma klasy i nie ma zawodników, o których Mick chociażby nie słyszał. Odkryje kulisy zarówno WMMP, jak i zakamarki klasy MotoGP. Masz sprawę ? Skontaktuj się. Masz sprawę ? Skontaktuj się:

Materiały premium

czytaj kolejne artykuły