Motocyklista wpadł pod ciężarówkę, wyszedł prawie bez szwanku!
Piotr Jędrzejak
22 sierpnia 2013

Takie szczęście zdarza się tylko raz w życiu.

Paul Meikle, razem z ojcem i innymi znajomymi na motocyklach, podróżował po Szkocji. Cała grupa była na wakacjach. Jadąc drogą A9 (która jest podobno bardzo niebezpieczna) postanowili zrobić sobie przerwę, zjeżdżając na zatoczkę. Nic wielkiego, prawda?

Paul zdążył zwolnić już do prędkości znacznie poniżej 20 km/h (!), gdy wpadł w sporą dziurę w jezdni. Motocyklem zarzuciło i nagle Paul znalazł się na drodze ciężarówki. Razem ze swoim GPz1100 dostali się pod koła 40-tonowego zestawu…

Do wypadku szybko przybiegła anonimowa pielęgniarka, która jechała 2 samochody za grupą motocyklistów. Opiekowała się rannym do przyjazdu karetki, ale o dziwo, pomimo wpadnięcia pod naczepę i wypadnięcia po drugiej stronie, Paulowi nie stało się nic poważnego, nie złamał też żadnej kości! 42-latek wprawdzie trafił do szpitala na niespełna tydzień, a tam zoperowano mu nogę aby zredukować spuchnięcie i napięcie wywierane na mięśnie – ale chyba przyznacie, że to drobnostka w obliczu ogromnej naczepy z magicznymi literami TIR.

Wypadek mimo wszystko wyglądał tak przerażająco, że stojący na poboczu ojciec Paula zemdlał. Trzeba było wezwać drugą karetkę.

„Nie pamiętam zbyt wiele z wypadku” – mówi Paul, „zjeżdżałem do zatoczki, trafiłem w dziurę w jezdni i następna rzecz, którą pamiętam, to że znajdowałem się pod ciężarówką i myślałem: ‚Jestem martwy’.

Mam niesamowite szczęście, że żyję, większość innych motocyklistów, którzy wpadli pod ciężarówkę, nie miało już szansy tego opowiedzieć. Bez kasku czy skór na pewno byłbym w gorszym stanie. A tak nawet nie miałem złamanej kości – kolejny cud.

Nawet pielęgniarki w szpitalu nie mogły uwierzyć, że byłem pod ciężarówką i nie mam złamania. A pierwsze co powiedzieli znajomi: ‚Zagraj na loterii’.”

Paul powiedział też, że po tym wypadku zastanowił się nad swoim życiem i tym, co jest dla niego istotne:

„Nigdy już nie wsiądę na motocykl – nie mogę ryzykować. Mam w perspektywie własne życie. Moja dziewczyna też nie pozwoli mi posiadać kolejnego motocykla, nie przejdzie przez to drugi raz – obiecałem jej więc, że nie będę teraz jeździł.

Tęsknię za tym, to było moje hobby. Moja dziewczyna lubi wędkować, więc może dołączę do niej – to miłe i bezpieczne.”

Paul miał rzeczywiście niebywałe szczęście, że wyszedł z wypadku cało. Odpukać w niemalowane, ale jak myślicie, co Wy byście postanowili na temat motocykli po takim wypadku?

Piotr Jędrzejak
Redaktor naczelny

Głównodowodzący portalem. Nie je, nie śpi, żyje newsami ze świata motocyklowego. Związany z laptopem. Zdarza mu się poprawiać "waCHacze" po kumplach z redakcji. Po mieście szaleje Street Triplem 675. Skontaktuj się Masz sprawę ? Skontaktuj się:

Materiały premium

czytaj kolejne artykuły