Moto Gymkhana_One w Jaworznie: relacja z imprezy!
Monika Pacyfka Tichy
27 kwietnia 2015

Taka sytuacja: Śląskie miasteczko, zlot motocyklowy, a wśród organizatorów ludzie, którzy chcieliby poustawiać na placu pachołki i puścić między nie motocyklistów. Chcieć to móc – i w ten sposób dnia 19.04 w Jaworznie, 21 odważnych powalczyło w lokalnych zawodach Moto Gymkhana_One.

Impreza nie wliczała się do mającego rangę mistrzostw Polski cyklu GymkhanaGP, ale ich organizator, motoFUNdacja, dała Jaworznu patronat oraz wsparcie merytoryczne i moralne. Zawody odbyły się wg nowego regulaminu Gymkhany GP na ten sezon, z jego główną innowacją, czyli uwzględnianiem w końcowej klasyfikacji najlepszego z dwóch przejazdów konkursowych, a nie jak dotąd sumy czasów. Co okazało się dobrym pomysłem – zawodnicy nie bojąc się gleby, w jednym z przejazdów jadą na maxa i robi się jeszcze bardziej emocjonująco.

Frekwencja była niezła mimo iż było zaledwie 8 stopni, a dzień wcześniej padał śnieg. Większość uczestników to mieszkańcy okolicy, debiutujący w gymkhanie, ale pojawiło się też kilku bywalców ogólnopolskich zmagań, a nawet czołówka. Powszechnie uważano, co zrozumiałe, że puchary podzielą między sobą Łukasz Tabor 69 i Snajper Kamil Fijałkowski, warszawiacy, w ubiegłym sezonie sklasyfikowani na miejscach 5 i 6 ogólnopolskiej tabeli, w której dzieliły ich zaledwie cztery punkty. O miejsca na pudle powalczyć mieli też warszawiak KYO i Piotrovsky z Krakowa, którzy stawali już na podium amatorów GymkhanaGP, oraz Adrenalina Zając z Gliwic który odwiedzał już pierwszą dziesiątkę. Ale ja wiedziałam, że namiesza im pewien czarny koń.

Panie Sumie. W Sumie pan niewiele umie.

Idealna dla początkujących trasa konkursu głównego była zarazem intuicyjna i ciekawa – z bramą, lustrem, i większą zawrotką wokół pięciu pachołków, ani nie ciasna, ani bez długich łuków/prostych – dobra dla wszystkich typów motocykli. Po pierwszej kolejce przejazadów nominalnie militarny duet Tabor-Snajper mógł czuć się niezagrożony z czasami odpowiednio 46,09 i 46,79, wyprzedzając pozostałych o dwie sekundy. W drugiej kolejce swoje czasy poprawili Piotrovsky (48,55 sek) co dało mu 5 miejsce; przed nim z różnicą 0.09 znalazł się Wojtek Mularczyk, najwyżej sklasyfikowany debiutant. Snajper, dosiadający Hondy CB600 Hornet, obciął prawie sekundę robiąc 45,96 sek, ale przez sekundy karne za błędy do klasyfikacji wszedł jego wynik z pierwszego przejazdu, przez co nie dogonił Tabora. Który, powodowany ambicją pojechał, zgodnie z zapowiedzią, na maxa… i wraz ze swym GiXXem750…  wylądował na bruku na drugiej rotacji. Ale! Wszystkich pozamiatał niepozorny szesnastolatek Sicin z Krakowa, o którego talencie pisałam już w zeszłym sezonie. Chłopak ten jeździ na motocyklu w ogóle niecały rok (zaczął latem 2014), a chiński szrot na którym debiutował w GymkhanaGP został przez niego przez zimę własnoręcznie przerobiony z 50 na 110ccm. I na tym oto koniu o nazwie Barton Gymkhana Fighter wykręcił 45,23 sek w czystym przejeździe, zdobywając szczyt pudła.

Opad szczęk był tym większy, że Sicin dodatkowo zdobył pierwsze miejsce w konkursie giętary i trzecie w GP8. Giętara to figura znormalizowana – koniczynka na trzech pachołkach i startmecie; Sicin zrobił ją w 12,47 sek; drugi, ze stratą 0,2 sek, był Snajper, a trzeci – debiutant, Bartłomiej Lechowski 13,77 sek.

GP8, czyli pięciokrotne objechanie dwunastometrowej ósemki na czas – tu nie było niespodzianek – pierwszy z czasem 32,93 był Tabor który stał już parokrotnie na podium tej konkurencji; jego rekord życiowy to 29,08.

Drugi ze stratą 1,5 sek był niepocieszony Snajper, no ale na podium nie mogło zabraknąć Sicina, który dojechał trzeci. I jeszcze zrobił to wszystko z kontuzją ręki po glebie w treningu – do tej pory ma rękę w szynie. Sport to zdrowie. Na marginesie, nastoletni krakus miał najgłośniejszy silnik, a KYO najgłośniejsze heble więc tworzyli niezapomniany dudniąco-piszczący dubstepowy duet, kiedy jeden jechał przejazd, a drugi się rozgrzewał… 🙂

W kategorii WOMAN wystartowały tylko dwie zawodniczki – debiutantka Monika Argasińska oraz Totka Agata Rozmus, która stawała już na damskim podium w Gymkhana GP – i tym razem zajęła szczyt pudła pań.

Dodatkową, już nie gymkhanową konkurencją było pokonanie ograniczonej pachołkami prostej przez całą długość parkingu bez podparcia w jak najdłuższym czasie – odwrotność wyścigu na ćwierć mili, więc pewnie dlatego Taborowi nie spodobała się ta konkurencja. Tu pierwszy był debiutant Wojtek Mularczyk, który bujał się na niej prawie półtorej minuty (1:27,10) o dziesięć sekund „szybsi” byli zdobywcy miejsc 2-4 Snajper, Paweł Pakuła i Sicin (wszycy 1:17 z hakiem)

Homo ludens

Impreza zlotowa gościła mnóstwo innych atrakcji typu strzelnica albo pojazd na 6 kołach, którym można było się przejechać, ale najbardziej kuriozalną akcją było… bicie rekordu Polski w ilości osób na krzesełkach biurowych ciągniętych przez motocykl. Zabawa przednia, rekord padł, ale doła we mnie wywołał fakt, że na ten punkt programu zjawiły się dwie ekipy ogólnopolskich telewizji, z których jedna robiła chyba wręcz wejście na żywo. Relacja pojawiła się nawet w Teleexpresie. Nic w tym złego nie ma, ale dlaczego te same telewizje, a także tematyczne-motoryzacyjne, nie są w stanie pojawić się na Torze Poznań by relacjonować poważne Mistrzostwa Polski w wyścigach albo na zawodach GymkhanaGP, na których walczą najlepsi gymkhanerzy Polski i zarazem Europy?

Nie przyszła góra do Mahometa

Ślązak potrafi! Miłośnicy gymkhany spod dymiących kominów, nie mogąc doczekać się oficjalnej rundy GymkhanaGP w swojej części Polski, postanowili sobie ją sami zorganizować. Zadanie było o tyle karkołomne, że nikt z nich nie uczestniczył nawet jako widz w ogólnopolskich zawodach, więc jak to powinno wyglądać mogli sobie co najwyżej wyobrazić. Tak więc zważywszy na warunki, poradzili sobie bardzo dobrze, mając nadzieję, że ich impreza w przyszłym sezonie zostanie wpisana do oficjalnego kalendarza Gymkhana GP.

Sezon zawodów ogólnopolskich rozpocznie się natomiast już 9 maja w Szczecinie, a potem pięć kolejnych rund w kolejnych miesiącach przeslalomuje przez całą Polskę: Wrocław, Łódź, Warszawa i ponownie Szczecin.

Monika Pacyfka Tichy
Redaktor naczelny

Felietonistka. Jedyna osoba z redakcji z nader stoickim i socjopsychologicznym spojrzeniem na świat, oaza spokoju i miłości. Można ją spotkać w trasie na Hondzie CBF250. Miłośniczka Gymkhany, gorąco kibicująca Adaśko "82" oraz Oscarowi "8". Masz sprawę? Skontaktuj się. Masz sprawę ? Skontaktuj się:

Materiały premium

czytaj kolejne artykuły